miryon
Rozdział 169
20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, przed świtem
Burza powoli słabła, ale deszcze wciąż jeszcze mocno padał, szumiąc głośno. Dało się wyczuć świeże powietrze i wilgoć. Temperatura nadal była przyjemna, ale powoli zaczynała rosnąć, w miarę jak zbliżał się dzień.
Ella wtulała się w Rena, siedząc obok niego i mruczała z zadowoleniem, co na dłuższą metę rozbawiło mężczyznę. Uniósł jej podbródek i spojrzał w mistyczne, błękitne oczy z uśmiechem na twarzy.
- Co się tak łasisz? – szepnął, by nie zbudzić śpiących towarzyszy, w głębi jaskini.
- A co? Nie mogę? – mruknęła, ponownie tuląc się do jego obnażonej piersi.
Miał taką gorącą skórę. Uwielbiała go dotykać i słuchać miarowego, zdecydowanego rytmu jego serca. To ją uspokajało i odprężało. Czuła się wtedy bezpieczna. Gdy Alren spojrzał na nią swoimi magnetycznymi, zielonymi oczami, zarumieniła się i rozchyliła nieco usta, a on uśmiechnął się.
- Odczuwasz niedobór czułości, Kotku? – rzekł z przekąsem, a ona potwierdziła skinieniem głowy, rozbawiając go tym.
- Lubię twoje ciepło, Ren... Jesteś naprawdę ciepły, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka, wcale na takiego nie wyglądasz – zauważyła, gładząc palcami jego tors, wciąż wtulona w jego ciało.
- Dzięki, skarbie – zaśmiał się. – A tak serio... To ciepło, o którym mówisz, nie jest dla wszystkich, Ello. Tylko dla wybranych. Mało mnie więc obchodzi, na jakiego wyglądam w oczach innych.
- Eh, zatem mam szczęście, że należę do tych „wybrańców” – zachichotała, a on puścił jej oczko i znacząco się do niej uśmiechnął.
To było takie urocze, że miała ochotę go pocałować. Pocałunek ten był krótki, subtelny i delikatny. Złotowłosa włożyła w niego całą swą miłość do Alrena, nic więc dziwnego, że mężczyzna poczuł przyjemny dreszcz i zamruczał usatysfakcjonowany, obejmując ją ramionami. Odwzajemnił jej pocałunek z taką czułością, że serce jej przyspieszyło, a na całym ciele czuła przyjemne mrowienie. Wplotła palce w jego włosy, pragnąc więcej i więcej... W końcu przytuliła się do niego mocno i pozwoliła, by pieścił jej twarz opuszkami palców oraz bawił się jej złotymi kosmykami.
- Jestem szczęśliwa – wymruczała, zaskakując go nieco.
- To dobrze – stwierdził, chichocząc nieco.
- A ty? – spojrzała nagle na niego, chcąc zobaczyć jego błyszczące oczy. – Jesteś ze mną szczęśliwy?
- Co to za pytanie, Ello? – zaśmiał się szczerze i musnął jej policzek, wywołując rumieńce.
- No powiedz... – zamrugała pięknymi oczętami, a on złożył na jej miękkich ustach krótki pocałunek.
- Tak. Bardziej, niż myślisz...
***
Godzina później
Alren, Ella, Gord i Soana zjedli już wspólne śniadanie i byli gotowi wyruszyć na poszukiwania Caliny. Mieli wyjątkowo dobre nastroje. Ella i Alren byli odprężeni po ostatnich, wspólnych chwilach. Soana opowiadała o swoim rodzinnym lesie, który jej się śnił, nie szczędząc szczegółów. A Gord żartował z migdalenia się Elli Rena, które go obudziło.
Kiedy już opuścili jaskinię i zastanawiali się, w którą stronę gęstego, tropikalnego lasu iść, Alren gwałtownie się poruszył i zatrzymał pozostałych ruchem ręki, patrząc uporczywie w stronę zarośli, w których wyczuł znajomą aurę.
- Pokaż się. Wiem, że tam jesteś.
- Nie wątpię... – usłyszeli i wówczas stanęła naprzeciw nich ta sama kobieta, którą widzieli przez chwilę, w pobliżu ołtarza Nimf Wodnych.
- Znowu ty? – warknął blondyn i niespokojnie się poruszył.
- Cicho, Gord – rzekł krótko Ren. – Bądź łaskawa wyjaśnić nam, kim jesteś i czego chcesz – powiedział do kobiety, której wzrok budził w nim mieszane uczucia.
Jego serce przyspieszyło niesamowicie, kiedy tylko ujrzał jej twarz, choć nie umiał tego racjonalnie wyjaśnić. Nie okazał tego jednak, chowając swe emocje pod maską niewzruszonego wojownika.
- Nazywam się Akiya vhe Caronos. Rozumiem waszą nieufność, ale zapewniam, iż nie jestem wrogiem - odparła rzeczowo, starając się zachować zimna krew.
Ona również czuła się nieswojo, spoglądając na Alrena. Musiała się mocno skoncentrować, by głos jej nie drżał z emocji i modliła się w duchu, by oni nie słyszeli jej nerwowego oddechu. Na jej szczęście, tylko Alren wyczuwał jej zdenerwowanie, mając wyjątkowo wyczulone zmysły, ale nie zważał na to.
- Śledziłam was, bo taką otrzymałam misję. Miałam odnaleźć Mirellę i jej towarzyszy. Sprawdzić, jacy jesteście, jak bardzo silni i czy można wam zaufać.
- Dlaczego szukałaś Mirelli? – spytał Ren nieufnie. – Masz do niej jakiś interes?
- Tak.
- Mianowicie? – Ren wciąż miał w pogotowiu swój miecz, co nie uszło uwadze dziewczyny.
- Chodzi o pomoc dla naszego ludu. Mirella jest naszą ostatnią nadzieją na polepszenie bytu. Na powrót do normalności – powiedziała szczerze.
- Waszego ludu?
- Tak. Jak się okazuje - twojego też, wojowniku. Ty także jesteś Heryonem tak, jak ja i pozostali mieszkańcy Kheros, naszej osady.
- Chcesz powiedzieć, że jest was... nas... więcej? – Alren zmienił postawę z wrogiej na zszokowaną.
- Tak. Nasza wioska liczy sobie około stu ostatnich Heryonów.
- S-Stu? – głos Alrena zadrżał. – To niemożliwe... Byłem pewien, że...
- Wszystko wyjaśni moja matka, która dowodzi naszym ludem, jeśli oczywiście zgodzicie się pójść ze mną.
- To intrygujące, ale mamy pewną misję do wykonania, która nie cierpi zwłoki – rzekł ostro Gord, który jej nie ufał. Z jakiegoś powodu czuł zdenerwowanie, patrząc na nią.
- Wiem o tym. Słyszałam, że szukacie elfiej kapłanki, która ponoć się tu skryła... – Akiya zaskoczyła wszystkich tymi słowami.
- Skąd, do licha, o tym wiesz? – spytała zszokowana Ella.
- Nie doceniasz, Pani, naszego wywiadu. Ponownie cię proszę, Wasza Wysokość... – Akiya urwała i uklękła przed Ellą. – Proszę, zgódź się pójść ze mną i chociaż porozmawiać z moją matką. Jeśli się to uczynisz, przysięgam, że każdy mieszkaniec Kheros przyłączy się do poszukiwań tej kapłanki. Znamy tę wyspę lepiej od was i możemy się przydać.
- Czyli nie wiecie, gdzie ona jest? – spytał Ren dla formalności.
- Niestety. Na tej wyspie jest wiele miejsc, których unikamy, a tam gdzie przebywamy, nie widzieliśmy żadnej elfki. – Akiya ponownie spojrzała na Ellę błagalnie. – Uczynisz nam ten zaszczyt, Księżniczko?
Ella czuła na sobie jej intensywne spojrzenie i chwilami miała wrażenie, że widzi Alrena, co budziło jej niepokój, ale i fascynację zarazem. Wiedziała, że Gord jest przeciwny, a Soana ukrywała swe emocje, więc nie mogła zgadnąć, co elfka o tym sądzi. Alrena zaś nie musiała o nic pytać. Miała pewność, że ma on wiele powodów, by chcieć się tam udać. Ona sama zaś nie mogła zrozumieć, dlaczego spojrzenie Akiyi wzbudza jej zaufanie. W tej chwili podjęła więc optymalną decyzję.
- Dobrze. Pójdziemy.
- Dziękuję, Pani... – ucieszyła się szczerze, a Ella uśmiechnęła się do niej lekko, czując intuicyjnie, że nie jest ona wrogiem.
- Prowadź zatem...
- Oczywiście – dygnęła przed nią i wskazała kierunek drogi.
***
Dwie godziny później
Czwórka bohaterów była zmęczona dwugodzinnym przedzieraniem się przez gęstą dżunglę. Było wybitnie wyczerpujące, pomimo tego, że Akiya wybrała najprzystępniejszą trasę. Klęli i marudzili pod nosem, zwłaszcza, że było bardzo gorąco, wręcz parno. W końcu jednak cała ekipa dotarła do niewysokiej góry, w której była ogromna grota, sprytnie ukryta za magiczną barierą. Tylko Alren i Gord to zobaczyli, Soana i Ella widziały ścianę, bez żadnego otworu i dziwiły się, na co pozostali tak patrzą.
- Sprytnie... – stwierdził Ren.
- A jakże. Musimy być bardzo ostrożni w tych czasach...
- Ale przecież ta wyspa jest przeklęta i nikt tu nie zagłada – zauważył Gord.
- Zdarzają się wyjątki. Tamta kapłanka i wy jesteście tego najlepszymi przykładami – odparła. – Musimy chronić nasze dzieci, które są naszą przyszłością oraz starszych, którzy posiadają bezcenną wiedzę, a także to, co udało nam się ocalić od zniszczenia. Księgi i artefakty.
- Rozumiemy – rzekł Ren, analizując w duchu każde jej słowo. – Prowadź nas do swej matki.
- Oczywiście. Za mną.
Wszyscy weszli do niewidzialnej groty. Nawet Ella, która miała wrażenie, że zaraz uderzy w ścianę i poszła tylko dlatego, że wierzyła na słowo Alrenowi, który zresztą trzymał ją za rękę.
Zaraz potem wstrzymali oddech, gdy ujrzeli ukryte w jaskiniowych komorach miasteczko, pełne czarnowłosych ludzi, o zielonych oczach. Podziwiali, z szokiem wymalowanym na twarzach, niezwykłe domy w mini komórkach skalnych, wysoki sufit oraz gładkie podłoże, które z pewnością wykonano za pomocą magii. Wszędzie unosiły się zielone kule światła, oświetlając pozbawione okien domy oraz nadając temu miejscu niepowtarzalny, magiczny charakter.
Ella nie mogła się napatrzeć na to niezwykle miejsce, a Alren z bijącym sercem przenosił wzrok z jednego Heryona, na drugiego. Miał wrażenie, że znajduje się w mieście duchów. Myślał, że tylko on przeżył zagładę Heryonów, a okazało się, że jest ich około stu! Trudno mu było w to uwierzyć.
W końcu zatrzymali się przed największą komorą, do której wchodziło się przez duże drzwi, wysadzane szmaragdami. Akiya otworzyła je i zaprosiła ich do środka. Odwróciła się od nich w wielkim, nieźle wyposażonym salonie, oświetlonym przez zielone, magiczne światła.
- To mój dom. Zaczekajcie, pójdę powiedzieć mamie, że już jesteście – rzekła podekscytowana i weszła głębiej.
- Jak na takie warunki, nieźle się urządzili – stwierdził Gord.
- Zgadzam się – rzekła Soana.
Tymczasem Ella obserwowała Alrena i próbowała odgadnąć jego myśli oraz uczucia. Miała przeczucie, że to wszystko jest dla niego bardzo trudne i szokujące. Chciała go jakoś wesprzeć, ale nie wiedziała, jak, więc po prostu się do niego przytuliła. Alren okazał wdzięczność, uśmiechając się do niej ciepło.
Chwilę później, w towarzystwie Akiyi, do salonu weszła kobieta, która przewodziła tutejszymi Heryonami i w salonie zapadła śmiertelna cisza, pełna powagi oraz wielkiego zaskoczenia.
Rozdział 168
19 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Runy Starego Werinas, popołudnie
Ella uśmiechnęła się lekko, widząc rozwścieczonego Alrena, od którego zaczęła buchać czarna aura, mimo iż jego oczy nadal mieniły się morskim światłem. Wiedziała, że teraz pośle tego maga do wszystkich diabłów. Po chwili jęknęła niemiłosiernie z bólu i zerknęła na Gorda, który - podobnie, jak Soana - nie był już przytomny. Ona też czuła, że niewiele brakuje... Starała się jednak jakoś trzymać i choć nie mogła się już poruszać, nie spuszczała wzroku z ukochanego.
Tymczasem Alren skoncentrował w dłoni czarną kulę energii, która wręcz iskrzyła się błyskawicami, o szkarłatnym kolorze. Czarny Mag, który był zaskoczony, że Ren się pozbierał po ostatnim ciosie, teraz drgnął niespokojnie, rozpoznając to zaklęcie, które Ren wypowiadał.
- Nie zdołasz użyć tak silnego zaklęcia Czarnej Magii! Tylko Nekromanci to potrafią – krzyknął chrapliwym głosem, ale Ren tylko popatrzył na niego nienawistnym wzrokiem.
- Zaraz się przekonamy, czy nie zdołam – syknął wściekle i cisnął w niego szkarłatną błyskawicą, która przeszyła pierś Czarnego Maga na wylot, zanim zdążył dostrzec jakikolwiek ruch Alrena.
- T-To... Niemożliwe... – jęknął, zginając się w pół. – K-Kim ty jesteś? – wyjąkał i upadł z impetem na ziemię, a następnie obrócił się w proch.
To był koniec upiora. Alren nie zwlekał ani chwili i natychmiast podbiegł do ledwo przytomnej Elli, która zerknęła na niego z lekkim uśmiechem. Czuł, że dziewczyna kona mu na rękach i cały się zatrząsł ze strachu. Natychmiast użył najsilniejszego zaklęcia Białej Magii, jakie tylko znał i pocałował ją spontanicznie. Ciepło i czysta moc Alrena spowiła obolałe i zakrwawione ciało Elli. Po kilku minutach nieprzerwanej magii, Ella była całkowicie uleczona i nerwowo nabrała powietrza, gdy on oderwał się od jej ust i patrzył na nią zlęknionym wzrokiem.
- Całe szczęście... Niewiele brakowało – odetchnął z ulgą.
- Ren... – wyksztusiła zarumieniona, słysząc, jak szaleńczo bije jego serce.
Musiał być naprawdę przerażony.
- Nie mam już sił... by pomóc tamtej dwójce. Postaraj się ich uratować... – wyjąkał i zemdlał, z powodu utraty zbyt dużej ilości energii.
Ella wstrzymała oddech i uspokoiła się dopiero, gdy upewniła, że on tylko zasłabł. Szybko podbiegła do Gorda i Soany, a potem użyła najlepszych zaklęć Białej Magii, jakie poznała u Syriany. Od razu jednak wiedziała, że na nic się nie zdadzą. Gdy pomyślała, że oni mogą umrzeć, zadrżała i z całej duszy stawiła tej myśli opór.
- Nie! Nie możecie! – krzyknęła i nagle poczuła w sobie nieprawdopodobną moc.
Jej oczy zalśniły błękitem i po chwili aura Miryonu uleczyła Soanę oraz Gorda, którzy obudzili się i rozejrzeli ze zdumieniem. Ella zasapała się i zachwiała. Zużyła dużo mocy, ale była przeszczęśliwa. Alren i reszta byli zdrowi i bezpieczni. Blondyn szybko do niej podbiegł i podtrzymał ją, by nie upadła, a Soana spojrzała na nieprzytomnego Alrena z lękiem.
- Co z nim?
- Spokojnie, nic mu nie jest – odparła blondynka. – Pokonał Czarnego Maga i uratował mi życie. Potem ja uleczyłam was, bo on zemdlał...
- A więc tak to było – rzekł na wydechu Gord i niewinnie ucałował Ellę w czoło, zaskakując ją. – Dziękuję.
- Nie ma sprawy – zarumieniła się lekko i czując, że wracają jej siły, podeszła do leżącego Alrena.
W tym samym czasie z nieba zaczął lać ulewny deszcz. Rozpętała się burza i sztorm, na co od dawna się zapowiadało.
- Co robimy? – spytał Gord i wówczas ujrzeli, jak tuż przed nimi, zmaterializowała się Nimfa Wodna.
- Musicie udać się na Kher... Ten sztorm zaleje całe wybrzeże – rzekła zdecydowanie.
- Co robiłaś do tej pory? – syknął Gord z wyrzutem.
- Czekałam, aż pokonacie Czarnego Maga. Nie mogłam ryzykować, że i mnie opęta, jak wiele moich sióstr.
- Jasne – prychnął Gord.
- W podzięce za dobrą walkę, otworzę wam portal na Kher. To najkrótsza, możliwa droga na wyspę. Przejdźcie go bez wahania, a wyjdziecie na wybrzeże Kher – rzekła, a potem nim zdołali cokolwiek odpowiedzieć, nimfa utworzyła przed nimi błękitny, wirujący obłok, rozmiarów wrót pałacowych. – Oto on. Ruszajcie, nim sztorm nabierze sił i utrudni wam teleportację! – krzyknęła.
Gord się zawahał, Soana również na coś czekała i dopiero Ella podjęła decyzję, pokazując Gordowi, by wziął Alrena na plecy.
- Idziemy! – krzyknęła i jako pierwsza wskoczyła do portalu.
Gord i Soana, widząc to, nie zwlekali i zrobili to samo. Jak tylko cała czwórka przeszła przez magiczne wrota, Nimfa zamknęła przejście i uśmiechnęła się do siebie, po czym rozpłynęła się, niczym mgła, wracając do swego wymiaru.
***
Kher, wieczór
Gdy Alren otworzył oczy, zobaczył skalny sufit i poczuł ciepło ogniska. W głowie mu szumiało niemiłosiernie, ale zignorował to i spojrzał w bok. Ella, Soana i Gord siedzieli wokół ognia i zajadali jakieś duże owoce.
- Jak dobrze... Nic wam nie jest – mruknął, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Ren! Obudziłeś się w końcu! – pisnęła radośnie Ella i zarzuciła mu ręce na szyję.
Odruchowo ją przytulił.
- Dobra robota, Ello – szepnął jej do ucha, a ona zarumieniła się i uśmiechnęła do niego.
Wiedziała, że chodzi mu o uleczenie tamtej dwójki.
- Wzajemnie.
- Dość tych umizgów – mruknął Gord, nie patrząc na nich. – Chodź, Ren, zjesz coś.
- O? Czyżbyś się o mnie martwił, Gordzie? – uśmiechnął się szeroko brunet, siadając obok niego, przy ognisku. – To coś nowego!
- Hej! Myślisz, że jestem bez serca? – bąknął, podając mu jakiś owoc, a Alren zaśmiał się, widząc jego zmieszanie.
- Swoją drogą, gdzie jesteśmy? – spytał, stwierdzając, że to jakaś grota.
Sadząc po głośnym szumie, jaki dało się tu usłyszeć, ocenił, że na zewnątrz okropnie leje.
- Jesteśmy na Kher, Ren – rzekła Ella poważnie. – Nimfa pokazała się, gdy uleczyłam Gorda i Soanę. Otworzyła magiczne wrota, prowadzące na tę wyspę. Wylądowaliśmy na plaży, ale że jest burza, pobiegliśmy do lasu i znaleźliśmy tę jaskinię.
- Ja rozpaliłam magiczne ognisko, a Gord poświęcił się i w tej ulewie, znalazł dla nas kilka owoców. Tutejsze drzewa są ich pełne – dodała Soana, uśmiechając się do Rena.
- Cholerna nimfa – syknął Ren. – Nie mogła pojawić się od razu, tylko dopiero po walce?
- Wydaje mi się, że miała interes w tym, byśmy zabili Czarnego Maga. Wszak wiele nimf ucierpiało z jego powodu.
- Przebiegła, nie ma co – warknął, ale ostatecznie wzruszył ramionami i zjadł całkiem smaczny owoc.
- Co teraz? – spytała Soana. – Jesteśmy już na Kher... Jak znajdziemy Calinę?
- Nie wiem – posmutniała Ella. – Wiem tylko, że jest na tej wyspie...
- W takim razie, trzeba będzie przeszukać każdy jej zakamarek – stwierdził Gord.
- Owszem. Jednak dopiero, jak burza ucichnie – rzekł Ren.
- Słusznie. Powinniśmy się przespać – dodała Ella.
- Ktoś musi stać na warcie – zauważył Gord.
- Zrobimy trzy zmiany – zaproponował Ren. – Każdy z nas, oprócz Elli, popilnuje obozu trzy godziny.
- Rozsądne – uśmiechnął się Gord.
- A dlaczego oprócz mnie? – zdziwiła się Ella.
- Bo jesteś księżniczką – rzekł tak, jakby to wyjaśniało wszystko. – Ja zacznę. Śpijcie słodko – rzekł z przekąsem i usiadł od strony wejścia do jaskini.
Pozostali spojrzeli po sobie i z ociąganiem, ułożyli się do snu. Gord zaś czuwał, rozmyślając o wszystkich ostatnich wydarzeniach.
***
Ella znajdowała się w jakiejś jaskini, o zielonkawych ścianach. Gdy dotarła do końca groty ujrzała w dole niewielkie jeziorko, którego woda miała szmaragdowy kolor. Dookoła niego były skały, porośnięte gdzieniegdzie zielonym mchem. Gdy Ella spojrzała w górę, ujrzała czyste niebo. Z wody wystawały szpiczaste głazy skalne, a między nimi, złotowłosa ujrzała jakaś kobietę, wyglądającą przez chwilę, jak piękna wróżka.
Miała jasną karnację i kasztanowe, długie włosy. Jej głowę zdobił wianek z drobnych, białych kwiatków. Uszy były szpiczaste, a oczy zielone. Miała przewiewną, białą sukienkę i chodziła w niej po wodzie, zanurzona do kolan. Dookoła niej latały małe ptaszki, co chwilę siadając na jej ramionach i dłoniach. Uśmiechała się do nich.
Ella zastanawiała się, gdzie się znajduje i kim jest ta dziewczyna, aż nagle baśniowy obrazek zamienił się w piekło. Niespodziewanie zrobiło się ciemno, jak w nocy, woda zaczęła wrzeć, a skały żarzyły się czerwonym ogniem. Dziewczyna z krzykiem wyszła z gorącej wody i rozglądała się nerwowo, podobnie, jak Ella, której jakby ta scena nie dotyczyła. W jej jaskini było nadal spokojnie i bezpiecznie.
Nagle nad jeziorkiem pojawiła się inna postać. Była to kobieta, z pewnością piękna i seksowna, ale z jej złotych oczu biło zło w czystej postaci. Jej czerwona suknia zdawała się płonąć. Patrzyła na zielonooką z nienawiścią, a ona zadrżała i ukryła twarz w dłoniach.
- Nieee! Odejdź! Daj mi spokój!
- Dopiero, gdy mi powiesz, gdzie oni są. – Głos kobiety był zmysłowy i groźny zarazem.
- Ja nic nie wiem! – łkała brązowowłosa.
- Bzdura! Widziałaś ich... – Podeszła do dziewczyny, budząc jej lęk. – Wiesz, gdzie jest książę i ta przeklęta kapłanka... Mów!
- Przysięgam, że nic nie wiem... – Dziewczyna drżała.
- Przestań! – Ella nie wytrzymała i krzyknęła na cały głos.
Kobieta w czerwonej sukni odwróciła powoli głowę i spojrzała na Ellę z nienawiścią. Złotowłosa zadrżała, przypominając sobie słowa Rena - o złotych oczach. Czyżby ona była Cehronką? Nie zdołała się jednak upewnić, bo kobieta posłała w jej stronę kulę ognia, krzycząc:
- Nie myśl, że się ciebie boję, Księżniczko Miryonu! Zabiję cię tak samo, jak ich!
Zaraz potem złotowłosa otworzyła gwałtownie oczy. Ren ją bowiem zbudził. Alren właśnie miał swoją zmianę i słyszał, jak ukochana się miota i jęczy. Domyślił się, że ma koszmar, więc postanowił ją zbudzić. Złotowłosa najwyraźniej była z tego zadowolona i nie chciała znów się kłaść, jak sugerował Ren. Wolała z nim posiedzieć do świtu i tak też zrobiła. Alren milczał chwilę, po czym zagadał do niej.
- Kolejny koszmar? – szepnął.
- Tak... Widziałam jakaś Elfkę w dziwnym miejscu...
- Może to Calina?
- Możliwe... – przyznała, zaskoczona, że nie pomyślała o niej we śnie. – Potem pojawiła się inna kobieta. Miała długie, czarne włosy, czerwoną suknię i bardzo złe, złote oczy.
- Tak najczęściej opisują Orianę – rzekł cicho, zastanawiając się nad tym chwilę. – Nigdy jej nie widziałem, ale ten opis jest mi znany.
- Dlaczego miałaby mi się przyśnić Oriana? – zaniepokoiła się.
- Tobie śni się wiele niewyjaśnionych rzeczy. – Uśmiechnął się i przygarnął ją ramieniem do siebie, sprawiając, że zrobiło jej się cieplej na sercu. – Pewnie szykują się kolejne kłopoty, ale co tam... Nie martw się. Razem przezwyciężymy wszystko.
Rozdział 167
19 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Runy Starego Werinas, południe
Nimfa Wodna czekała w milczeniu na to, co powie czwórka ludzi, która ją wezwała, a oni nie wiedzieli, co robić.
- I co teraz? – spytał pozostałych Gord.
- Nie mam pojęcia... – rzekł Ren, nie spuszczając z Nimfy wzroku.
Wyczuwał, że ona im nie ufa.
- Nie macie żadnego szafiru? – spytała Soana, przypominając sobie słowa Iliany. – Gord, może byś się ładnie do niej uśmiechnął? – zażartowała, a on posłał Elfce zabójcze spojrzenie.
- Szafirów mam pod dostatkiem... Mężczyzn też – zaskoczyła ich Nimfa. – Dowodu czystości dusz oczekuję...
- Ale jak mamy ci to udowodnić? – spytała Ella.
- Jeśli nie wiecie, to waszą nieczystość oznacza – rzekła nagle gniewnie. – Zatem niechaj wieczny duch mórz was osądzi! – krzyknęła i cisnęła w nich falą morskiej magii, nim zdołali mrugnąć okiem.
Już myśleli, że jest po nich, kiedy nagle ujrzeli zielony blask. Była to aura Alrena, który osłonił ich swą heryońską mocą i patrzył Nimfie prosto w oczy morderczym wzrokiem. Kiedy tylko Wodna Bogini ujrzała jego spojrzenie i aurę, przyjęła pokojową postawę, a jej twarz złagodniała.
- Jeśliś Heryonem, czystości dowodzić nie musisz – rzekła nagle, a zaskoczony Ren uspokoił się i patrzył na nią badawczo, podobnie jak pozostali. – Takowe powitanie raczcie wybaczyć. Zbyt wielu głupców już nas przyzwało...
- W porządku – rzekł Alren. – Czy teraz już nas wysłuchasz?
- Tak, Heryonie. Dlaczegoż mnie wezwaliście?
- Aby dowiedzieć się, jak dostać na wyspę Kher...
- Dlaczegoż udać się tam chcecie? – spytała zdziwiona.
- Żeby odnaleźć Elfkę, która może pomóc nam ocalić Egharię przed zagładą. To bardzo ważne. Słyszeliśmy, że możesz wiedzieć, jak tam trafić.
- Istotnie, drogę znam – rzekła spokojnie. – I chyba, o kim mówicie, również wiem. Niedawno pewna Elfka mnie wezwała i o to samo poprosiła.
- Prosimy zatem i my, pokaż nam drogę na Kher – rzekł z naciskiem Alren, który rozmawiał z nią, w imieniu swoim i pozostałych.
Nimfa przyjrzała im się i zatrzymała wzrok na Gordzie. Skrzywiła się nieco, a Alren od razu wiedział, dlaczego.
- Ten tutaj na Kher wejść nie może, chyba że życie niemiłe mu jest. Klątwa każdego Norhena i Aloryjczyka zabije.
- Chyba, że udzielisz mu błogosławieństwa, Wodna Bogini – odparł Alren ze znaczącym uśmiechem.
- Czy za niego ręczysz, Heryonie?
- Tak. Ręczę.
- Dobrze. Jeśli Heryon za niego ręczy, ochronnego błogosławieństwa mu udzielam i wasze życzenie podróży na Kher spełnię – rzekła poważnie. – Na wybrzeże się udajcie. Tam na was czekać będę – dodała jeszcze i rozpłynęła się w powietrzu.
- Zaczekaj! – zawołał, ale jej już nie było.
Alren podrapał się w głowę i obrócił twarzą do swoich towarzyszy, którzy wyglądali na zdezorientowanych.
- Chyba powinniśmy iść nad to morze – stwierdził.
- Myślisz, że możemy jej zaufać? – spytała Ella.
- Nie mamy wyjścia...
***
Tymczasem, w innym miejscu
Kobieta o długich, kręconych włosach, misternie upiętych w ozdobny kok chodziła po ciemnej komnacie tam z powrotem. Jej ręce drżały, choć nie potrafiła tego wyjaśnić. W pomieszczeniu panowała głucha cisza, którą przerywał tylko szelest jej zielonej sukni, kiedy się przemieszczała. W końcu zatrzymała się gwałtownie i spojrzała ostro na zielonooką dziewczynę w płaszczu, która stała niedaleko.
- Jesteś pewna? Wszystko, co powiedziałaś, jest prawdą?
- Tak.
- To niemożliwe... O ile mi wiadomo, oprócz nas nikt nie przeżył tej rzezi...
- Najwyraźniej się myliłaś. Nie mam wątpliwości. On jest Heryonem!
- Nie do wiary... I jest też strażnikiem Mirelli?
- Zgadza się.
- W takim razie, koniecznie musimy z nimi porozmawiać. To dla nas niepowtarzalna szansa.
- Ale...
- Wiem – nie dała jej dokończyć. - Ale nie można się nieustannie ukrywać... Zresztą świat i tak zmierza ku zagładzie.
- Jak chcesz ich tu ściągnąć?
- Jak to? Przecież twierdziłaś, że idą na Kher. Sami więc tu przyjdą. Jeśli on jest Heryonem, na pewno trafią na tę wyspę...
- Oni mają inny cel, by tu przybyć. Wcale nie jest powiedziane, że nam pomogą...
- Przyprowadź ich tutaj, Akiya... Resztą zajmę się osobiście.
- Jesteś pewna?
- Tak. Idź, kochana. Tylko uważaj na siebie – poleciła i poszła do innego pomieszczenia, a brunetka z końskim ogonem wzruszyła ramionami i wyszła na zewnątrz, pełna obaw i dziwnego lęku przed nieznanym.
***
Kilka minut później, wybrzeże
Kiedy cała czwórka dotarła na plażę, poczuli silny wiatr, przed którymi do tej pory chroniły ich drzewa i nie mieli już żadnych wątpliwości, że idzie sztorm. Morze było wzburzone, a niebo tak ciemne, że zdawało się zlewać z wodą, zacierając linię horyzontu. Gord, widząc to, zaklął pod nosem.
- I gdzie ta nimfa?
- Nie wiem – rzekł Alren i nagle zerwał się, odwrócił w prawą stronę, zwracając tym uwagę pozostałych.
Sekundę później Gord poczuł to samo i spojrzał tam, gdzie brunet. Obaj dobyli mieczy, a dziewczęta zrobiły odruchowo to samo.
- Co jest? – spytała zaniepokojona Ella.
- Mamy towarzystwo – warknął Gord.
- To Norheni – dodał Alren.
Między nimi stały Ella z Mieczem Moris oraz Soana z łukiem, gotowym do wystrzału. Kilka sekund później zobaczyli dziesięciu chłopa i jedenastego, ubranego w czarny płaszcz, z narysowanym odwróconym pentagramem na czole oraz czerwonymi ślepiami. Przez chwilę wszyscy parzyli tylko na niego.
- Co to jest do cholery? – syknął Gord.
- Niherus – rzekł Alren z pełnym przekonaniem.
- Kto?
- Czarny Mag z Niheruvionu. Jest to tajny Czarny Klasztor, w którym mnisi czczą Nihe – Boginię Śmierci, która wraz z Bogiem Ciemności – Tavurem, stanowi najpotężniejsze źródło Czarnej Magii. Nauczają tam zakazanych zaklęć i praktyk.
- Skąd o tym wiesz? – zdumiał się Gord i nagle przypomniał sobie, jak Ren pokonał drzewce w Alorii. – Czekaj... Tylko mi nie mów...
- Nie, nie należę do tego zakonu. Niemniej jednak faktem jest, że jeden z jego mistrzów uczył mnie Czarnej Magii.
- Na Hariosa! – głos blondynowi zadrżał. – Jesteś diabłem...
- Wiem – bąknął obojętnie i wezwał heryońską aurę. – Potem o tym pogadamy. Użyj Aury Shiryena. Zachowajmy szczególną ostrożność. Z tym magiem nie ma żartów. Podejrzewam, że to on opętał Nimfę Leśną, która zaatakowała Ilianę.
- Rzeczywiście, to możliwe – stwierdziła Soana.
- Dość gadania! – krzyknął jeden z norheńskich najemników. – Alrenie! Jeśli się poddasz, twoi towarzysze przeżyją!
- Jaki łaskawy – zadrwił. – Mam inną propozycję. Odejdźcie, to przeżyjecie! – warknął głośno i zdecydowanie, a wojownik splunął na ziemię ze złością.
- Sam tego chciałeś, Alrenie! – wrzasnął i dał znak do ataku.
Czwórka bohaterów zbiła się w kupę, wykazując pełną gotowość. Alren nie spuszczał wzroku z Czarnego Maga i posłał Gordowi znaczące spojrzenie.
- Ja zajmę się Czarnym Magiem, a wy najemnikami.
- Jasna sprawa. – Uśmiechnął się znacząco Gord, a kobiety przytaknęły na taką strategię.
Bitwa się zaczęła. Alren wyruszył, jak z procy, w stronę Czarnego Maga, od razu atakując go czarem, który rani bezpośrednio duszę, zadając niewyobrażalny ból. O dziwo jednak, wróg nie wyglądał, jakby go cokolwiek zabolało. Ren zmarszczył czoło, czując w powietrzu kłopoty.
Tymczasem Gord walczył z czterema najemnikami, od razu zauważając, że są świetnie wyszkoleni. W przeciwnym wypadku nie stawiali by mu oporu. Soana zrezygnowała z łuku i zamieniła go na dwa krótkie sztylety, którymi walczyła z trójką wojowników. Jednocześnie Ella starała się zachować zimną krew, podczas swej pierwszej, poważnej walki, używając Miecza Moris, który mienił się błękitem pod wpływem jej energii. Otaczała ją pozostała trójka mężczyzn i co ciekawe, oni byli najbardziej wystraszeni ze wszystkich, nie mając pojęcia czego się spodziewać po Księżniczce Mirelli, o której wiele słyszeli.
Jak na razie wymiana ciosów miała na celu wybadanie zdolności przeciwników i dopiero później zaczęła się prawdziwa jatka, gdy walczyli na poważnie. Alren również nie próżnował i atakował Czarnego Maga na wszelkie sposoby, dziwiąc się wciąż, czemu moc Heryonów na niego nie działa, aż w końcu sam mag rozwiał jego wątpliwości.
- Ja nie mam duszy, chłystku. Twoja magia nic mi więc nie zrobi! – wychrypiał.
- Jesteś upiorem – olśniło go.
- Zgadza się, robaczku! – zadrwił, po czym uderzył w Rena niezwykle silnym zaklęciem.
Czerwony pentagram zawirował wokół Rena i zadał mu straszliwe cierpienie. Sprawił, że jego żyły popękały, powodując śmiertelne krwotoki wewnątrz ciała. Jego krzyk był tak przeraźliwy, że pozostali zaprzestali walki na kilka sekund i spojrzeli w jego stronę. Ella zadrżała ze strachu, widząc, jak Ren klęczy w centrum czerwonego pentagramu, zalany krwią. Jednak jej przeciwnicy nie pozwolili jej na żadne działanie, atakując ją dalej.
Dziewczyna wściekła się i nagle miecz zapulsował potężną, błękitną energią. Jej oczy zalśniły gniewem i zdecydowaniem, burząc przelotny lęk u jej wrogów. Zrobiła parę uników i z kocią zwinnością wykonała kilka precyzyjnych ciosów, które powaliły trzech najemników na ziemię. Nie zabiła ich, ale i tak już nie wstali. Stracili przytomność. Gord i Soana zszokowani jej perfekcyjnymi manewrami, szybko się otrząsnęli i poszli w jej ślady. Gord zaczarował miecz aurą Shiryena, odbił wszystkie ciosy, wymierzone w jego stronę i wirując w niesamowitym tempie i powalając swoich wrogów, śmiercionośnymi cięciami. Soana nie pozostała w tyle i również pokonała swoich przeciwników, wykorzystując elfią zwinność i szybkość. Gord dobił jeszcze pokonanych przez Elle wojowników, gwoli przezorności i walka była skończona.
Po chwili, gdy wszyscy najemnicy byli już martwi, cała trójka zwróciła się w stronę maga, który spojrzał na nich kpiąco, po czym uderzył w nich tym samym czarem, co w Alrena. Bez ostrzeżenia. Towarzyszył temu przeraźliwy krzyk bruneta.
Czerwony pentagram objął teren, na którym stała trójka i zaraz potem spotkało ich to samo, co Rena. Zawyli niemiłosiernie z bólu, czując, jak pękają im żyły. Ból był tak straszliwy, że Soana zemdlała, nie wytrzymując tego. Gord jęczał, ale był przytomny, a Ella, która zdawała się cierpieć najbardziej, z całych sił, usiłowała dopełznąć do Alrena, który nie mógł na to patrzeć.
- El-lo... – syknął, po czym usłyszał chrapliwy śmiech Czarnego Maga.
- Tacy potężni... I co? Nędzne robaki! – zakpił.
- Ty... sukin-synu... – rzekł gniewnie Alren, czując, jak ogarnia go szał, nad którym nie był stanie zapanować.
Nagle jego oczy zalśniły błękitem. Otoczyła go energia w kolorze zielono-niebieskim. Wyszeptał kilka słów i otaczająca go magia uleczyła jego ciało, co do joty. Mężczyzna wstał, pełen nowych sił, nie zdając sobie sprawy z tego, że po raz kolejny korzystał z mocy Miryonów.
- Już nie żyjesz, upiorze! – warknął złowieszczo, koncentrując w dłoni swą energię. – Skoro tak lubisz Czarną Magię, pokażę ci coś specjalnego z jej zakresu...
