miryon
Rozdział 169
20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, przed świtem
Burza powoli słabła, ale deszcze wciąż jeszcze mocno padał, szumiąc głośno. Dało się wyczuć świeże powietrze i wilgoć. Temperatura nadal była przyjemna, ale powoli zaczynała rosnąć, w miarę jak zbliżał się dzień.
Ella wtulała się w Rena, siedząc obok niego i mruczała z zadowoleniem, co na dłuższą metę rozbawiło mężczyznę. Uniósł jej podbródek i spojrzał w mistyczne, błękitne oczy z uśmiechem na twarzy.
- Co się tak łasisz? – szepnął, by nie zbudzić śpiących towarzyszy, w głębi jaskini.
- A co? Nie mogę? – mruknęła, ponownie tuląc się do jego obnażonej piersi.
Miał taką gorącą skórę. Uwielbiała go dotykać i słuchać miarowego, zdecydowanego rytmu jego serca. To ją uspokajało i odprężało. Czuła się wtedy bezpieczna. Gdy Alren spojrzał na nią swoimi magnetycznymi, zielonymi oczami, zarumieniła się i rozchyliła nieco usta, a on uśmiechnął się.
- Odczuwasz niedobór czułości, Kotku? – rzekł z przekąsem, a ona potwierdziła skinieniem głowy, rozbawiając go tym.
- Lubię twoje ciepło, Ren... Jesteś naprawdę ciepły, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka, wcale na takiego nie wyglądasz – zauważyła, gładząc palcami jego tors, wciąż wtulona w jego ciało.
- Dzięki, skarbie – zaśmiał się. – A tak serio... To ciepło, o którym mówisz, nie jest dla wszystkich, Ello. Tylko dla wybranych. Mało mnie więc obchodzi, na jakiego wyglądam w oczach innych.
- Eh, zatem mam szczęście, że należę do tych „wybrańców” – zachichotała, a on puścił jej oczko i znacząco się do niej uśmiechnął.
To było takie urocze, że miała ochotę go pocałować. Pocałunek ten był krótki, subtelny i delikatny. Złotowłosa włożyła w niego całą swą miłość do Alrena, nic więc dziwnego, że mężczyzna poczuł przyjemny dreszcz i zamruczał usatysfakcjonowany, obejmując ją ramionami. Odwzajemnił jej pocałunek z taką czułością, że serce jej przyspieszyło, a na całym ciele czuła przyjemne mrowienie. Wplotła palce w jego włosy, pragnąc więcej i więcej... W końcu przytuliła się do niego mocno i pozwoliła, by pieścił jej twarz opuszkami palców oraz bawił się jej złotymi kosmykami.
- Jestem szczęśliwa – wymruczała, zaskakując go nieco.
- To dobrze – stwierdził, chichocząc nieco.
- A ty? – spojrzała nagle na niego, chcąc zobaczyć jego błyszczące oczy. – Jesteś ze mną szczęśliwy?
- Co to za pytanie, Ello? – zaśmiał się szczerze i musnął jej policzek, wywołując rumieńce.
- No powiedz... – zamrugała pięknymi oczętami, a on złożył na jej miękkich ustach krótki pocałunek.
- Tak. Bardziej, niż myślisz...
***
Godzina później
Alren, Ella, Gord i Soana zjedli już wspólne śniadanie i byli gotowi wyruszyć na poszukiwania Caliny. Mieli wyjątkowo dobre nastroje. Ella i Alren byli odprężeni po ostatnich, wspólnych chwilach. Soana opowiadała o swoim rodzinnym lesie, który jej się śnił, nie szczędząc szczegółów. A Gord żartował z migdalenia się Elli Rena, które go obudziło.
Kiedy już opuścili jaskinię i zastanawiali się, w którą stronę gęstego, tropikalnego lasu iść, Alren gwałtownie się poruszył i zatrzymał pozostałych ruchem ręki, patrząc uporczywie w stronę zarośli, w których wyczuł znajomą aurę.
- Pokaż się. Wiem, że tam jesteś.
- Nie wątpię... – usłyszeli i wówczas stanęła naprzeciw nich ta sama kobieta, którą widzieli przez chwilę, w pobliżu ołtarza Nimf Wodnych.
- Znowu ty? – warknął blondyn i niespokojnie się poruszył.
- Cicho, Gord – rzekł krótko Ren. – Bądź łaskawa wyjaśnić nam, kim jesteś i czego chcesz – powiedział do kobiety, której wzrok budził w nim mieszane uczucia.
Jego serce przyspieszyło niesamowicie, kiedy tylko ujrzał jej twarz, choć nie umiał tego racjonalnie wyjaśnić. Nie okazał tego jednak, chowając swe emocje pod maską niewzruszonego wojownika.
- Nazywam się Akiya vhe Caronos. Rozumiem waszą nieufność, ale zapewniam, iż nie jestem wrogiem - odparła rzeczowo, starając się zachować zimna krew.
Ona również czuła się nieswojo, spoglądając na Alrena. Musiała się mocno skoncentrować, by głos jej nie drżał z emocji i modliła się w duchu, by oni nie słyszeli jej nerwowego oddechu. Na jej szczęście, tylko Alren wyczuwał jej zdenerwowanie, mając wyjątkowo wyczulone zmysły, ale nie zważał na to.
- Śledziłam was, bo taką otrzymałam misję. Miałam odnaleźć Mirellę i jej towarzyszy. Sprawdzić, jacy jesteście, jak bardzo silni i czy można wam zaufać.
- Dlaczego szukałaś Mirelli? – spytał Ren nieufnie. – Masz do niej jakiś interes?
- Tak.
- Mianowicie? – Ren wciąż miał w pogotowiu swój miecz, co nie uszło uwadze dziewczyny.
- Chodzi o pomoc dla naszego ludu. Mirella jest naszą ostatnią nadzieją na polepszenie bytu. Na powrót do normalności – powiedziała szczerze.
- Waszego ludu?
- Tak. Jak się okazuje - twojego też, wojowniku. Ty także jesteś Heryonem tak, jak ja i pozostali mieszkańcy Kheros, naszej osady.
- Chcesz powiedzieć, że jest was... nas... więcej? – Alren zmienił postawę z wrogiej na zszokowaną.
- Tak. Nasza wioska liczy sobie około stu ostatnich Heryonów.
- S-Stu? – głos Alrena zadrżał. – To niemożliwe... Byłem pewien, że...
- Wszystko wyjaśni moja matka, która dowodzi naszym ludem, jeśli oczywiście zgodzicie się pójść ze mną.
- To intrygujące, ale mamy pewną misję do wykonania, która nie cierpi zwłoki – rzekł ostro Gord, który jej nie ufał. Z jakiegoś powodu czuł zdenerwowanie, patrząc na nią.
- Wiem o tym. Słyszałam, że szukacie elfiej kapłanki, która ponoć się tu skryła... – Akiya zaskoczyła wszystkich tymi słowami.
- Skąd, do licha, o tym wiesz? – spytała zszokowana Ella.
- Nie doceniasz, Pani, naszego wywiadu. Ponownie cię proszę, Wasza Wysokość... – Akiya urwała i uklękła przed Ellą. – Proszę, zgódź się pójść ze mną i chociaż porozmawiać z moją matką. Jeśli się to uczynisz, przysięgam, że każdy mieszkaniec Kheros przyłączy się do poszukiwań tej kapłanki. Znamy tę wyspę lepiej od was i możemy się przydać.
- Czyli nie wiecie, gdzie ona jest? – spytał Ren dla formalności.
- Niestety. Na tej wyspie jest wiele miejsc, których unikamy, a tam gdzie przebywamy, nie widzieliśmy żadnej elfki. – Akiya ponownie spojrzała na Ellę błagalnie. – Uczynisz nam ten zaszczyt, Księżniczko?
Ella czuła na sobie jej intensywne spojrzenie i chwilami miała wrażenie, że widzi Alrena, co budziło jej niepokój, ale i fascynację zarazem. Wiedziała, że Gord jest przeciwny, a Soana ukrywała swe emocje, więc nie mogła zgadnąć, co elfka o tym sądzi. Alrena zaś nie musiała o nic pytać. Miała pewność, że ma on wiele powodów, by chcieć się tam udać. Ona sama zaś nie mogła zrozumieć, dlaczego spojrzenie Akiyi wzbudza jej zaufanie. W tej chwili podjęła więc optymalną decyzję.
- Dobrze. Pójdziemy.
- Dziękuję, Pani... – ucieszyła się szczerze, a Ella uśmiechnęła się do niej lekko, czując intuicyjnie, że nie jest ona wrogiem.
- Prowadź zatem...
- Oczywiście – dygnęła przed nią i wskazała kierunek drogi.
***
Dwie godziny później
Czwórka bohaterów była zmęczona dwugodzinnym przedzieraniem się przez gęstą dżunglę. Było wybitnie wyczerpujące, pomimo tego, że Akiya wybrała najprzystępniejszą trasę. Klęli i marudzili pod nosem, zwłaszcza, że było bardzo gorąco, wręcz parno. W końcu jednak cała ekipa dotarła do niewysokiej góry, w której była ogromna grota, sprytnie ukryta za magiczną barierą. Tylko Alren i Gord to zobaczyli, Soana i Ella widziały ścianę, bez żadnego otworu i dziwiły się, na co pozostali tak patrzą.
- Sprytnie... – stwierdził Ren.
- A jakże. Musimy być bardzo ostrożni w tych czasach...
- Ale przecież ta wyspa jest przeklęta i nikt tu nie zagłada – zauważył Gord.
- Zdarzają się wyjątki. Tamta kapłanka i wy jesteście tego najlepszymi przykładami – odparła. – Musimy chronić nasze dzieci, które są naszą przyszłością oraz starszych, którzy posiadają bezcenną wiedzę, a także to, co udało nam się ocalić od zniszczenia. Księgi i artefakty.
- Rozumiemy – rzekł Ren, analizując w duchu każde jej słowo. – Prowadź nas do swej matki.
- Oczywiście. Za mną.
Wszyscy weszli do niewidzialnej groty. Nawet Ella, która miała wrażenie, że zaraz uderzy w ścianę i poszła tylko dlatego, że wierzyła na słowo Alrenowi, który zresztą trzymał ją za rękę.
Zaraz potem wstrzymali oddech, gdy ujrzeli ukryte w jaskiniowych komorach miasteczko, pełne czarnowłosych ludzi, o zielonych oczach. Podziwiali, z szokiem wymalowanym na twarzach, niezwykłe domy w mini komórkach skalnych, wysoki sufit oraz gładkie podłoże, które z pewnością wykonano za pomocą magii. Wszędzie unosiły się zielone kule światła, oświetlając pozbawione okien domy oraz nadając temu miejscu niepowtarzalny, magiczny charakter.
Ella nie mogła się napatrzeć na to niezwykle miejsce, a Alren z bijącym sercem przenosił wzrok z jednego Heryona, na drugiego. Miał wrażenie, że znajduje się w mieście duchów. Myślał, że tylko on przeżył zagładę Heryonów, a okazało się, że jest ich około stu! Trudno mu było w to uwierzyć.
W końcu zatrzymali się przed największą komorą, do której wchodziło się przez duże drzwi, wysadzane szmaragdami. Akiya otworzyła je i zaprosiła ich do środka. Odwróciła się od nich w wielkim, nieźle wyposażonym salonie, oświetlonym przez zielone, magiczne światła.
- To mój dom. Zaczekajcie, pójdę powiedzieć mamie, że już jesteście – rzekła podekscytowana i weszła głębiej.
- Jak na takie warunki, nieźle się urządzili – stwierdził Gord.
- Zgadzam się – rzekła Soana.
Tymczasem Ella obserwowała Alrena i próbowała odgadnąć jego myśli oraz uczucia. Miała przeczucie, że to wszystko jest dla niego bardzo trudne i szokujące. Chciała go jakoś wesprzeć, ale nie wiedziała, jak, więc po prostu się do niego przytuliła. Alren okazał wdzięczność, uśmiechając się do niej ciepło.
Chwilę później, w towarzystwie Akiyi, do salonu weszła kobieta, która przewodziła tutejszymi Heryonami i w salonie zapadła śmiertelna cisza, pełna powagi oraz wielkiego zaskoczenia.
3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie
|
|
Ina.czwartek, 23.lutego.2012, 00:06 95.48.91.114 |
|
Norma, urywasz, gdy robi się co raz ciekawiej;) Buźka:) |
|
|
Aruellczwartek, 23.lutego.2012, 00:18 88.156.174.10 |
|
Wybacz ;D Pozdrawiam ;) |
|
|
fanka.czwartek, 23.lutego.2012, 06:34 77.237.6.192 |
|
wyobrażam sobie minę Rena na widok tylu ludzi podobnych do niego coś mi się zdaje że Syrjana o tym wiedziała no no ....czekam więc na ciąg dalszy i pozdrawiam |
