Blask Miryonu - Rozdział 145

czwartek, 29.grudnia.2011, 00:04



Witajcie!


Dziś ostatnia notka na tym blogu w tym roku. ;)


Dlatego też życzę Wam udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku!


Do następnego razu, w Nowym Roku! ;)


Pozdrawiam ;)


***


Rozdział 145


 


10 dzień ruanu 8976 roku (10 dzień szkolenia), Aloria – Shall (komnata Elli), popołudnie


Alren i Gord niemal jednocześnie dotarli do pałacu i pobiegli w to samo miejsce. Kiedy dosłownie wpadli do komnaty Elli, zastali tam ciężką atmosferę i grobową ciszę. Zamarli, widząc Ellę leżącą w łóżku, przy którym siedziały zrozpaczona Syriana oraz Soana. Natychmiast podeszli bliżej, zasapani i zszokowani.


-        Co się stało? – Głos Renowi się załamał, gdy wyczuł, że Ella jest ledwo żywa.


-        Alrenie, tak mi przykro... – załkała Syriana, którą jeszcze nigdy nie widział w takim stanie. – Ale naprawdę nie wiem... Wiem tylko tyle, że ona umiera i nie można jej w żaden sposób wyleczyć – dodała z trudem.


-        Co? – Gord nie wierzył własnym uszom. – Przecież masz całą Białą Magię w małym palcu! Jak to nie można jej wyleczyć? Kto, ja kto, ale ty powinnaś to potrafić! – zdenerwował się, a Syriana tylko pokręciła głową i rozpłakała się. Nienawidziła bezsilności, do której nie była zresztą przyzwyczajona.


-        Syriana próbowała wszystkiego, ale nie zadziałało. Ella została otruta jakaś nieznaną jej substancją...  – Soana podjęła się wyjaśnienia im sytuacji, widząc, że Syriana nie jest w stanie. - Jak doszło do zatrucia też nie wiadomo. Kapitan gdzieś przepadł, obwiniając się o jej stan. Posłaliśmy też już po najlepszego specjalistę od trucizn do Lorionu, ale obawiam się, że nie zdąży...


-        Nie może być... Nie zgadzam się! – huknął Gord. – Musi być jakieś wyjście... Ona nie może umrzeć! – Głos mu zadrżał, gdy na nią spojrzał. Była taka blada...


-        Odsuńcie się... – usłyszeli nagle głos Alrena, który zapanował już nad paniką, która go trawiła, odkąd ujrzał ją w tym stanie. Nikt jednak się nie ruszył. – Ogłuchliście? Wynocha! – warknął gniewnie, aż podskoczyli z wrażenia.


-        Alrenie, rozumiem twój gniew, ale... – Syriana urwała, gdy ujrzała w jego oczach coś tajemniczego. – Chwila... Co ty kombinujesz? – spytała rzeczowo.


-        Nie będę tracił czasu na robienie wam wykładu. Dowiem się, co jej jest  uleczę ją! Odsuniecie się, do cholery, czy nie? – tracił już cierpliwość, a oni wreszcie go posłuchali i stanęli pod oknem, nie spuszczając wzroku z bruneta, stojącego teraz dokładnie przed łóżkiem Elli.


Wszyscy chcieli wiedzieć, co Alren zamierza i nagle ze zdumieniem zauważyli, jak ściągnął swoją obrączkę, a potem także - jej. Syriana zachodziła w głowę, po co to robi, ale nie miała odwagi spytać, widząc w jakim mężczyzna jest stanie.


Tymczasem Alrena otoczyła nagle zielona aura, a jego oczy zalśniły. Każdy z obserwatorów automatycznie poczuł strach na ten widok. Jednak nikt nie wiedział, po co używa on mocy Heryonów. Jak za pomocą magii dusz miałby jej pomóc? Tymczasem Alren prześwietlił swoim heryonowskim wzrokiem ciało Elli i zasępił się.


-        Nic dziwnego, że Biała Magia i alchemia zawiodły... – rzekł po chwili, zaskakując ich. – To nie jej ciało zostało zatrute, a dusza... Trucizna niszczy jej duszę, nie naruszając ciała.


-        Co? To przecież – Syriana zbladła – niemożliwe...


-        Wydaje mi się, że słyszałem o starożytnej miksturze, która zatruwała duszę... – myślał głośno, głowiąc się co dalej.


-        Rzeczywiście... – również Syrianie zaczęło coś świtać. – Ale ta receptura chyba przepadła jeszcze w starożytności! – Zadrżała, ubolewając nad losem księżniczki, jeśli to rzeczywiście była właśnie ta trucizna...


Alren wytężał umysł, by przypomnieć sobie, czy nie znał kiedyś zaklęcia, które leczyło coś takiego, ale pamięć go zawodziła. Być może przez stres... A może nie znał żadnego takiego zaklęcia? W końcu bezradnie walnął pięścią w ścianę, a z jego oczu popłynęły łzy rozpaczy, które poruszyły wszystkich obserwatorów, zwłaszcza Gorda. Widział on teraz na własne oczy, jak silne uczucie żywi do Elli Ren.


Nagle Alren usłyszał w swej głowie jakiś głos i spojrzał na ciało Elli z zaskoczeniem. „Alrenie...” – stwierdził, że to nie był głos Elli, tylko... – „Alrenie, przypomnij sobie... o Vear Gharze...” – Zaraz potem głos ucichł, a Rena olśniło.


-        Vear Ghar... No jasne! – wyksztusił i podszedł do łoża Elli. Na jego twarzy malowała się teraz determinacja, ale także strach.


-        C-Co ty powiedziałeś? – Syriana mało nie zemdlała z wrażenia. Nie miała pojęcia, skąd on o tym wie, chociaż... Zważywszy na jego pochodzenie...


-        Nie przeszkadzaj mi – skarcił ją.


Gdy Ren skupiał swoją moc, Gord nie wytrzymał i zagadnął do Syriany, która zdawała się być myślami w innym świecie.


-        Co to jest Vear Ghar, do cholery? O czym on bredzi?


-        To... Starożytny rytuał, który odprawić potrafili tylko pierwsi Heryoni, którzy mieli w sobie jeszcze dużo, miryońskiej krwi. Dosłownie te słowa oznaczają „uzdrowiciel dusz”. Dzięki temu rytuałowi leczono, w dawnych czasach, wszelkie zatrucia i opętania dusz. Polegał on na tym, że – przełknęła ślinę na myśl, że Ren właśnie to zamierza zrobić – oddzielało się duszę danej osoby od ciała, a następnie niszczyło to, co jej szkodziło. Po uleczeniu, duszę zwracano z powrotem... Zdarzały się jednak nieudane rytuały, które skazywały owe dusze na wieczne błądzenie po świecie żywych...


-        Co? To w ogóle jest wykonalne? – zląkł się Gord.


-        W starożytności było to możliwe, ale teraz... Krew Heryonów jest zbyt ludzka, by byli w stanie zapanować nad tak skomplikowaną magią. Co oznacza, że Alren nie mógłby... – urwała jednak, gdy usłyszała słowa, które wypowiadał teraz Ren. Nie wierzyła własnym uszom. – Starożytny język Egharii? Czy on mówi w tym języku? – szczęka jej dosłownie opadła z wrażenia.


Zaraz potem ujrzeli, jak Ren rysuje w powietrzu heksagram, który po chwili pojawił się na podłodze, pod łóżkiem Elli i zaświecił na biało. Z jego rogów pionowo w górę, wystrzeliwały strużki, błękitnego światła i zdawały się podążać ku niebu, przenikając sufit pałacu. To był nieziemski widok... Dlatego dopiero po chwili wszyscy spojrzeli na Alrena, który miał zamknięte oczy i stale wypowiadał jakieś starożytne inkantacje. W pomieszczeniu zerwał się słaby wiatr, który wywoływała moc Łowcy Dusz.


-        Stój! Nie możesz tego zrobić... – Syriana w końcu doszła od siebie. – Ten rytuał nie może ci się powieść! Skażesz jej duszę na wieczną tułaczkę i sam umrzesz przez utratę zbyt dużej ilości energii!


-        Nie mogę się temu bezczynnie przyglądać! Co mi szkodzi spróbować... – Jego twarz była poważna, a gdy otworzył oczy...


-        Na Hariosa... Jego oczy! – Gord aż krzyknął z wrażenia.


-        Są niebieskie... – dokończyła za niego Soana.


-        Ty... Potrafisz korzystać z miryonskiej części swej krwi? – Syriana czuła, że to dla niej zbyt wiele, by mogła to zrozumieć.


-        Zawdzięczam to jej... – spojrzał na Ellę z uczuciem. – A teraz zamilczcie. Jeśli się pomylę, wszystko będzie stracone!


Sprzeciwów nie było. Soana, Gord i Syriana z niemym zachwytem podziwiali rozgrywającą się przed nimi scenę. Alren otoczony zieloną aurą z błękitnymi, miryońskimi oczami, uniósł rękę nad ciałem Elli i wypowiedział końcowe słowa rytuału, które rozumiała tylko Syriana.


-        Duszo, w tym ciele zaklęta, swe niedoskonałe naczynie opuść i mej woli się poddaj... Pokaż mi, co spokój twego istnienia zakłóca, a zaklinam, że jakem Vear Ghar, od bólu tego cię uwolnię!


Gdy Ren wypowiedział już wszystko, co trzeba, poczuł, jak szybko opuszcza go energia. Już  wtedy wiedział, że nie wytrzyma długo. Musiał jak najszybciej uleczyć duszę Elli, zanim skończy mu się moc. Zacisnął więc pieść, którą trzymał nad Ellą i pociągnął, jakby chciał coś wyjąć z niewidzialnego worka. W tej chwili z ciała Elli „wyszła” jej dusza, która dzięki magii Rena, była widoczna. Przypominała rozmazany kontur jej ciała, w kolorze błękitnym. Nagle sześć strumieni światła, które wydobywały się z rogów heksagramu, połączyło się z duszą Elli, jakby chciały ją przymocować, by nie odleciała w siną dal. Obserwatorzy nie wierzyli własnym oczom. Ren, który utracił już połowę swej mocy, szybko dostrzegł dzięki swoim oczom, czarny obszar w duszy Elli i drugą ręką przywołał zaklęcie uzdrawiające. Zielona kula energii naprawiła szkody wyrządzone przez truciznę Tiyi, usuwając ją co do kropli z duszy Elli. Następnie Alren ostrożnie połączył jej ducha z ciałem i wypowiedział kilka kończących inkantacji. Zaraz potem upadł na podłogę. Jednocześnie heksagram zniknął i wszystko wróciło do normy.


Soana, Gord i Syriana przez chwilę nie ruszali się, wciąż oszołomieni tym, co zobaczyli i dopiero, gdy się ocknęli, wszyscy podbiegli do Alrena.


-        Żyje... – stwierdziła Soana.


-        To cud... Jeszcze kilka sekund i byłoby po nim... – uznała Arcykapłanka, sprawdziwszy jego stan. – Utracił bardzo dużo życiowej energii. Tak szybko się nie obudzi... Ale nie może spać dłużej, niż dobę. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczało, że zapadł na wieczną śpiączkę.


Zaraz potem Syriana podbiegła do Elli zaczęła ją badać. Z każdą sekundą była w coraz większym szoku. W końcu odezwała się, widząc pytające spojrzenia Gorda i Soany.


-        Nie do wiary... – Syriana ze zdumieniem stwierdziła, że Ella oddycha normalnie, a jej puls wrócił do normy. – Ona jest zdrowa...


-        Co za szczęście... – Gord odetchnął z ulgą.


-        Uratował ją – stwierdziła Soana, uśmiechając się do śpiącego Rena. – Jestem pod wrażeniem jego odwagi i siły. Po raz kolejny już...


-        Tak... – przyznała Syriana. – To z pewnością niesamowity człowiek.


Wtedy cala trójka usłyszała jęknięcie Elli i natychmiast wlepiła wzrok w jej twarz. Po kilku sekundach dziewczyna otworzyła ostrożnie oczy, zatrzepotała kilka razy rzęsami i spojrzała na ich uradowane twarze.


-        Co się dzieje? – podniosła się do pozycji siedzącej i wtedy ujrzała Alrena, leżącego wciąż na podłodze. – Ach! Ren! – zerwała się, ale Syriana złapała ją za rękę.


-        Spokojnie, jesteś jeszcze słaba...


-        Ale Ren, co mu jest? – spojrzała na nią z przerażeniem.


-        Śpi. Uratował ci właśnie życie... – odpowiedział jej Gord, a ona się zdziwiła.


-        Życie?


-        Tak. O mały włos sam przez to nie zginął – dodała Soana, z podziwem w głosie.


Potem Syriana opowiedziała Elli wszystko do początku. Od zatrucia, aż po rytuał, który odprawił Alren. Złotowłosa nie mogła się nadziwić, że była o krok od śmierci i że on tyle zaryzykował, by ją uratować. Nie robił tego pierwszy raz, ale w tych okolicznościach... Potrząsnęła nagle głową. Nie chciała dłużej o tym myśleć, tylko szybko podeszła do niego i zaczęła się modlić, by szybko się obudził, by nie zapadł w śpiączkę.


-        Zaniosę go do jego komnaty – zaproponował Gord.


-        Nie. On zostanie tutaj – rzekła stanowczo Ella. – Połóż go proszę na moim łóżku.


-        Ależ Księżniczko! – oburzyła się Syriana, ale zaraz poczuła rękę Soany na swoim ramieniu i spojrzała na nią. Elfka znacząco pokiwała głową, dając jej do zrozumienia, że powinna dać im spokój. – Dobrze, ale służba nie da ci spać. Ktoś przecież musi go doglądać.


-        Ja zajmę się wszystkim, Syriano – odparła Ella, patrząc jej twardo w oczy. – Zaopiekuję się nim osobiście i nawet nie próbuj mi tego zabraniać. Czy to jasne? – Jej ton był tak władczy, że zaskoczył wszystkich. Nikt nie zaprotestował, nawet Arcykapłanka.


Chwilę później Gord położył Rena na łożu Elli, a służka przyniosła miskę z wodą i szmatką, sprawdzoną herbatę oraz coś do zjedzenia – tym razem bez roślin ozdobnych, które Syriana kazała usunąć z pałacu, zaraz po ostatnim incydencie. Arcykapłanka niechętnie pożegnała się i wyszła z Soaną, która tylko uśmiechnęła się do Elli znacząco, a Gord pożyczył jej dobrej nocy i szybkiego powrotu Rena, i również opuścił komnatę.


Ella została sama ze śpiącym Renem i prosiła go szeptem nieustannie, by się obudził...



Aruell
Nastrój: Szczęśliwego Nowego Roku!
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 144

środa, 28.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 144


 


10 dzień ruanu 8976 roku (10 dzień szkolenia), Aloria – Góry Alores, świt


Jeszcze zanim nastał świt, Gord i Alren byli gotowi do realizacji dzisiejszego planu działania. Każdy z nich opuścił Dolinę Shallos i udał się w inną stronę Gór Alores, korzystając z lewitacji. Gord był tym, który poleciał na wschód. Szukając tej właściwej jaskini, rozmyślał o tym, o czym nie miał czasu pomyśleć poprzedniego dnia.


Wciąż nie wierzył w to, co usłyszał od Syriany, kiedy wczoraj do niej poszedł, by spytać o Alrena i Ellę. Arcykapłanka nie była skora do zwierzeń, ale był na tyle stanowczy i uparty, że w końcu wyjaśniła mu swój plan szkolenia księżniczki. Kiedy Gord dowiedział się, do czego Syriana zmusiła Alrena i jakie przedstawiła mu argumenty, był przekonany, że się przesłyszał. Przecież to było okrutne! Nie mógł zrozumieć, jak Arcykapłanka Egharii mogła posunąć się tak daleko i stwierdził, że wcale jej dobrze nie znał, sądząc, że jest wzorem cnót i kapłaństwa.


W jednej chwili zrozumiał zachowanie Alrena i ku swej frustracji, uznał, że przez cały ten czas źle go oceniał. Jednocześnie zaczął współczuć zarówno jemu, jak i Elli, którą postrzegał jako główną ofiarę planu Syriany. Poza tym nie wiedział, że oni są połączeni „więzią dusz”... Teraz już rozumiał, że nie ma żadnych szans u Elli. Przestał się łudzić, że zostawi ona dla niego kogoś, kto ją kocha i z kim jest połączona duszą. To był dla niego przykry wniosek, ale niestety prawdziwy...


Po wysłuchaniu Syriany, Gord  wściekł się na nią i otwarcie skrytykował jej plan. Zdenerwował się, gdy Arcykapłanka nakazała mu milczenie, ale ostatecznie się zgodził. Wszak za cztery dni Ella i tak miała poznać całą prawdę. Krótko po tej rozmowie, zauważono problem z tymi jaskiniami i nie miał nawet kiedy poukładać sobie tego wszystkiego w głowie.


Gord czuł się dziwnie. Nie bardzo wiedział, co ma teraz ze sobą zrobić. Musiał zmienić swoje relacje zarówno z Ellą, jak i z Renem. Nie czuł się przygotowany na takie zmiany, więc chwilowo postanowił o tym nie myśleć. W tej samej chwili dotarł na miejsce i z przerażeniem stwierdził, że rzeczywiście jest tu za dużo roślin.


Wypełzały one z groty dość wolno, ale jednak. Emanowały niezwykle złowrogą energią i z pewnością nie wyglądały normalnie. Gord wylądował przed samą grotą i niezbyt chętnie skierował się do jej wnętrza, wyjmując miecz. Musiał bowiem wyciąć sobie przejście, które niemal całkowicie zarosło.


-        Co to za cholerstwo? Dlaczego to wciąż rośliny sprawiają nam kłopoty? – Zadawał sobie te pytania od dawna. – Czas to zakończyć...


***


Tymczasem, w zachodnich Górach Alores...


Alren zbliżał się do swojej jaskini i nieustannie martwił się o Ellę. Miał złe przeczucia i chciał jak najszybciej załatwić sprawę roślin. Dopiero, gdy osobiście będzie pilnował Elli, poczuje się pewniej. Nie żeby wątpił w moc Syriany, ale obawiał się, że może ona nie wystarczyć. Nie wiedział, czego się spodziewać po tym tajemniczym generale Cehronu, którego obwiniał za wszystkie przeboje roślinne, w ostatnim czasie i to go niepokoiło. Poza tym martwił się o Gorda. Zastanawiał się, czy sobie poradzi. Niby był Shiryenem tak, jak on sam, ale jednak mimo wszystko różnica między nimi była ogromna. Nie żywił do blondyna jakiś ciepłych uczuć, ale jego śmierć byłaby mu nie na rękę. Westchnął ze zrezygnowaniem i wtedy zobaczył swój cel.


Wylądował przed tą jaskinią i ocenił sytuację jednym spojrzeniem. Automatycznie otoczył swe ciało silną barierą – taką, jaką zaskoczył kiedyś Thara, który nie mógł jej przebić sztyletem. Następnie wyjął miecz i wyciął sobie wejście do groty. Natomiast gdy tylko wszedł do środka, od razu odurzył go specyficzny smród.


-        Trucizna? – spytał samego siebie, analizując przykry zapach i dziwną ciecz, która pokrywała te zmutowane rośliny.


Ucieszył się wówczas, że przed wejściem otoczył się barierą, ale kiedy zrobił kolejny krok do przodu, wyczuł silny impuls magiczny i gwałtownie się odwrócił. Ku swemu przerażeniu zobaczył wtedy, jak wejście do groty znika, zamykając go w jaskini bez wyjścia...


***


Południe, komnata Elii...


Syriana i Ella zrobiły sobie przerwę w zajęciach, które tego dnia wyjątkowo odbywały się w pałacu, a nie w Wieży Magów. Cały Shall otoczony był potężna barierą, a wszędzie dokoła roiło się od strażników pałacowych. Mimo to Ella wcale nie była spokojniejsza.


Najpewniej by się czuła, mając przy sobie Alrena, a tymczasem okazało się, że jego i Gorda nie ma, bo wyruszyli oczyścić jakieś jaskinie. Była na nich zła, że nie powiedzieli jej wczoraj o tym zagrożeniu i nawet się nie pożegnali.


Dzisiejsze zajęcia były mało owocne, bo nieustannie się o nich martwiła, zwłaszcza o Rena. Co chwila zerkała przez okno, by zobaczyć, czy już wracają i nie mogła się skupić na zaklęciach ani księgach, które dawała jej Syriana.


-        Wasza Wysokość, podano herbatę – usłyszała głos kapitana straży, który pilnował jej cały czas. – Sprawdziłem. Nie jest zatruta, więc możesz śmiało się napić, Księżniczko – dodał jeszcze, kładąc tacę, z imbrykiem wypełnionym herbatą, filiżanką i małym wazonikiem kwiatów, na stole.


-        Nie przesadzacie trochę z tą ostrożnością? – zaśmiała się serdecznie.


-        Ani trochę.


-        Gdzie Syriana?


-        Jaśnie Pani wzmacnia barierę. Za chwilę wróci.


-        Rozumiem... – Ella spojrzała w stronę gór i znów się zasępiła.


-        Nie martw się, Wasza Wysokość. Na pewno wrócą cali i zdrowi. – Kapitan odgadł jej myśli.


-        Mam nadzieję...


-        Napij się herbaty, Pani. Póki jest gorąca.


-        Chętnie... I tak nie mogę się na niczym innym skupić – odparła i sięgnęła po filiżankę.


Wypiła kilka łyków herbaty i równocześnie usłyszała w swej głowie krzyk: „Nie pij tego!”, ale było już za późno. Złotowłosa kilka sekund później ujrzała ciemność przed oczami i niespodziewanie osunęła się na podłogę...


Kapitan w pierwszej chwili trwał w bezruchu. Był w szoku. Zaraz jednak podbiegł do niej szybko i zaczął nią potrząsać, z przerażeniem w oczach. Głos mu drżał, tak samo jak dłonie.


-        Księżniczko! Księżniczko!! Ocknij się... – Jednak ona nie odpowiedziała.


Ledwo wyczuwał jej puls, a oddech był minimalny. Nie mógł w to uwierzyć. Wówczas Kapitan spojrzał na filiżankę Elli, która rozbiła się o posadzkę oraz na rozlana resztkę herbaty i złapał się za głowę, domyślając się, co się stało.


-        To niemożliwe... Przecież piłem tę herbatę... – krzyknął roztrzęsiony, a potem natychmiast pobiegł po Syrianę, alarmując po drodze cały personel, że Księżniczka Mirella umiera...


***


Tymczasem, w pobliżu pałacu...


Tiya była  w doskonałym humorze. Osiągnęła swój cel. Shiryeni znaleźli się  w potrzasku, a Mirella wypiła truciznę. Idealnie. Wprost nie mogła uwierzyć, że poszło tak bezproblemowo.


-        Co za durnie... Otoczyli cały pałac barierą, a do głowy im nie przyszło, by usunąć wszystkie rośliny z pałacu! – drwiła z nich na głos. – Kto by podejrzewał, że jeden kwiatuszek w wazoniku, na tacy z herbatą, jest niebezpieczny...


Była z siebie dumna. Znacznie wcześniej umieściła truciznę w każdym wazonie z kwiatami w pałacu. Potem wystarczyło, że służąca, zgodnie ze zwyczajem, postawiła taki wazonik na tacy z imbrykiem i sprawa była załatwiona. Tiya kontrolowała zatrute kwiaty. Gdy więc tylko herbata przeszłą kontrolę kapitana, przechyliła ona magicznie kielich kwiatowy w stronę filiżanki. Kiedy kapitan i księżniczka byli zajęci rozmową, kilka kropel kapnęło do herbaty i po sprawie! Zaśmiała się szyderczo.


-        To było dziecinnie proste... Teraz tylko muszę poczekać na jej pogrzeb, a następnie zaniosę wspaniałą nowinę o jej śmierci Cesarzowej... – powiedziała do siebie i czekała na efekty swojej pracy.


***


W tym samym czasie, w górach...


Alren już od kilku godzin błądził w jaskini, szukając źródła zła. Dzięki barierze, rośliny nie mogły mu nic zrobić, ale i tak miał już dość tej sytuacji. W międzyczasie zdążył się zorientować, że zwykła magia, a nawet moc Shiryenów, tu nie działa. To było dość niepokojące odkrycie. Jednak miał jeszcze w zanadrzu coś specjalnego i tyko czekał, aż znajdzie ten czarny punkt jaskini.


Nagle przeszył go zimny dreszcz, a potem poczuł silny, fizyczny ból w klatce piersiowej - zupełnie niespodziewanie. Zamarł w bezruchu. Serce zaczęło mu walić, jak szalone, gdy zrozumiał, że coś się stało Elli... Nie umiał tego wyjaśnić, ale zawsze wiedział, kiedy chodzi właśnie o nią.


-        Ello... – wyksztusił z trudem.


Przez chwilę ogarnęły go paniczne myśli, co mogło się jej przytrafić, ale szybko wziął się w garść i stwierdził, że nie będzie się dłużej bawił z tym zielskiem. Musiał jak najszybciej wrócić do pałacu.


Nie czekał ani chwili dłużej, tylko wezwał swą moc Herynów. Jego oczy zapłonęły zielonym blaskiem, następnie wyszeptał kilka słów i całą jaskinię zalało zielone światło, które pochłonęło dusze roślin i zniszczyło je. W jednej chwili wszystkie mutanty zniknęły, a Ren wyczuł źródło zła, którym był zaczarowany kamień nieopodal niego. Zniszczył go błyskawicznie i od razu aura zła się rozproszyła, a tuż przed nim, na powrót pojawiła się grota wyjściowa. Zganił siebie w duchu, że trzeba było zrobić tak od razu i szybko wybiegł z jaskini. Już chciał polecieć do pałacu, gdy będąc na zewnątrz, wyczuł malejącą aurę Gorda.


-        Cholera, co on wyprawia? - syknął pod nosem, nie wiedząc co robić.


Wiedział, że Gord ma poważne kłopoty i może umrzeć, jeśli mu nie pomoże. Z drugiej strony miał przeczucie, że z Ellą jest jeszcze gorzej... Wahał się jeszcze kilka sekund, po czym podjął jedyną, słuszną decyzję. Ocali ich oboje!


Za pomocą lewitacji, błyskawicznie dotarł do jaskini Gorda i na miejscu odkrył ze zdumieniem, że rośliny zniknęły, a źródło zła w tej grocie zostało zniszczone. W takim razie, gdzie on się podziewa? – głowił się. Szybko wbiegł do środka i znalazł ledwo przytomnego blondyna pod ścianą.


-        Ty...? – wybełkotał Gord, zły na siebie, że był tak nieostrożny. Było mu wstyd w obliczu Alrena, który najwyraźniej nie dał się otruć.


-        Słyszałeś kiedyś o barierach ochronnych? – zakpił ze złością Ren, natychmiast biorąc się za leczenie blondyna. Wiedział już, że to trucizna tych roślin powoli go trawi.


-        Ach zamknij się...


-        Trochę wdzięczności byś chociaż okazał – syknął, kończąc leczenie i natychmiast wybiegł z jaskini, a następnie poleciał w stronę pałacu w zawrotnym tempie, ignorując krzyki Gorda, który nie rozumiał jego nagłego wyjścia.


Uzdrowiony szybko poleciał za brunetem, głowiąc się, dlaczego on się tak spieszy. Wówczas przyszło mu do głowy, że Ella może mieć kłopoty. Przeraził się, bo to wyjaśniałoby zachowanie Alrena. Wtedy również on przyspieszył, by sprawdzić, czy księżniczce nic się nie stało...



Aruell
Nastrój: śpiewający (wiadomo po czym) ;P
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 143

wtorek, 27.grudnia.2011, 00:06



Rozdział 143


 


9 dzień ruanu 8976 roku (9 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Komnata Alrena), późne popołudnie


Ren od kilku godzin był zaniepokojony. Miał dziwne przeczucie, że coś się święci. Tak, jak ostatnio nie wyczuwał w pobliżu ani krzty cehrońskiej aury, to teraz znów wyczuwał ją bardzo wyraźnie. Irytowało go nieustannie, że nie jest w stanie zlokalizować źródła tej złowrogiej aury, ale nic nie mógł na to poradzić. Gdy tak rozmyślał, wyczuł obecność Sao w pobliżu, więc odwrócił się do niej. Była smutna i wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć coś dla niej trudnego.


-        O co chodzi, Sao? – spytał ostrożnie, czując, że to delikatna sprawa.


-        Przyszłam się pożegnać... – rzekła i zaraz potem ujrzała szok w jego oczach. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.


-        Wyjeżdżasz?


-        Tak...


-        To przeze mnie, prawda? – odpowiedziało mu milczenie. – Ale przecież jesteś Strażniczką Shall...


-        Owszem, ale dopóki wy tu jesteście, Shall nic nie grozi. Wrócę tu, jak tylko opuścicie to miejsce – wyjaśniła. – Tymczasem udam się do stolicy. Odwiedzę rodzinę...


-        Rozumiem... – czuł się jakoś dziwnie. – Czyli to ostateczne pożegnanie?


-        Tak... – wyksztusiła, ledwo panując na sobą. – Wspaniale było cię poznać i znów spotkać, po tylu latach. Na pewno nigdy cię nie zapomnę, Alrenie... – w końcu się rozkleiła.


Ren drgnął, widząc jej łzy i słysząc te słowa. Wyciągnął rękę, by ją jakoś pocieszyć, ale ona odsunęła się gwałtownie.


-        Nie, proszę... Bo będzie mi jeszcze trudniej... – załkała. – Wiedz, że z całego serca życzę ci szczęścia, naprawdę. Mam nadzieje, że Księżniczka doceni twoją miłość... – Zaczęła iść tyłem, nie przestając patrzeć mu w oczy, jakby chciała zapamiętać jego spojrzenie.


-        Sao... – rzekł z uczuciem w głosie.


-        Żegnaj... Ren – powiedziała jeszcze, po czym prędko opuściła tamto miejsce.


Alren długo jeszcze patrzył w stronę, w którą odeszła. Było mu ciężko na duszy. Sao była dla niego ważna, mimo iż jej nie kochał taki, jak on aby tego chciała. Wiedział jednak, że nie może nic na to poradzić i rozumiał jej decyzję. Westchnął więc tylko i wrócił do patrolowania okolicy.


***


Komnata Syriany, wieczór


Kiedy Ella powoli kończyła zajęcia, Syriana zwołała naradę w swej komnacie. Zawołała zarówno Gorda, jak i Alrena oraz kapitana straży pałacowej, co nie wróżyło niczego dobrego.


Kiedy wszyscy się stawili, pokrótce wyjaśniła im powód tego zebrania. Nikogo on nie ucieszył, co odzwierciedlała długa cisza. W końcu Alren podjął próbę analizy sytuacji.


-        Zatem mamy dwie jaskinie, w których nieustająco kumuluje się złowroga energia. Nie zaprzeczę temu, gdyż sam wyczuwam tę niepokojąca aurę. Ponoć strażnicy widzieli godzinę temu, jak wypełzają z nich rośliny... Trzeba więc się tam udać i zniszczyć źródło zła, nim zrobi się tak niebezpiecznie, jak w przypadku drzewców.


-        Zgadza się – przytaknęła Syriana. – Jednak ponieważ są to jaskinie oddalone od siebie o kilometry i poziom wrogiej energii jest w nich równie groźny, uważam, że należy wysłać tam dwie, osobne grupy.


-        To logiczne, jednak to na pewno pułapka – zauważył Gord.


-        Słuszna uwaga – zgodził się Alren. – Sądzę, że nie przypadkowo są to dwa miejsca, w których jednocześnie coś się dzieje... Shiryenów też jest dwóch...


-        Sądzisz, że ktoś chce obu was tam ściągnąć? – Syriana musiała przyznać, że to bardzo możliwe.


-        To tylko przeczucie, ale tak właśnie myślę... – odparł Ren.


-        Jak dotąd każde z twoich przeczuć okazało się słuszne, więc nie powinniśmy tego lekceważyć – uśmiechnęła się znacząco do bruneta. – Zakładając jednak taką sytuację, co powinniśmy zrobić? Jeśli wyślę was obu, w te dwa miejsca, które z pewnością są pułapkami, to wróg osiągnie swój cel i wywabi was stąd. Jeśli zaś nie, te rośliny znów narobią sporego problemu...


-        Bardziej mnie martwi, po co wróg chce się nas stąd pozbyć... – oznajmił Alren. – Myślę, że jego prawdziwym, ostatecznym celem jest Mirella. Jeśli nas tu nie będzie, ona pozostanie bez ochrony, nie licząc ciebie, Syriano.


-        Cholera, to brzmi sensownie... – przeraził się Gord na myśl, że Elli mogłoby się coś stać.


-        Owszem. Co więcej, myślę, że Alren rozgryzł zamiary wroga. Jednak w takim razie, czy nie lepiej by było was tam nie posyłać? Życie Mirelli jest najważniejsze, a skoro wróg nie przejmuje się moją obecnością, to znaczy, że nie uważa mnie za zagrożenie...


-        Nie, Pani. Musimy rozwiązać problem tych jaskiń... Nie wiadomo, co z tego się rozwinie, jeśli tego nie zatrzymamy – mówił się Ren. – Zajmiemy się tym z Gordem. Tymczasem ty, Arcykapłanko, otoczysz pałac najpotężniejszą z barier i będziesz strzegła Mirellę. Kapitan i straż pałacowa też zostaną na miejscu, by ci w tym pomóc.


-        Zaraz... Chyba nie chcecie iść tam sami?! – zdumiał się kapitan.


-        Owszem, tak zrobimy. Wszak jesteśmy Shiryenami.... Postaramy się wrócić, jak najszybciej.


-        Mógłbyś to chociaż ze mną uzgodnić... – oburzył się Gord, że zdecydował za niego, co ma robić.


-        Masz lepszy pomysł? A może się boisz iść tam sam? – zerknął na niego z ironicznym uśmiechem, co go zawsze irytowało.


-        Oczywiście, że się nie boję!


-        W takim razie ustalone...


-        Ależ Alrenie, nie sadzę, by to był dobry pomysł, mimo wszystko – wtrąciła się Syriana. – Co jeśli sobie nie poradzicie sami? To znaczy... o ciebie się nie martwię, ale... – spojrzała na Gorda, który poczuł się urażony, że nawet ona wątpi w jego umiejętności.


-        Poradzimy sobie – zapewnił Alren. – A jeśli pan blondyn nawali, będę musiał po nim poprawić...


-        Bezczelny... – syknął obruszony Gord, a Syriana mimowolnie się uśmiechnęła.


-        Dobrze. Zrobimy tak, jak zaproponował Alren – zadecydowała Syriana. – Alren i Gord wyruszą o świcie. Te rośliny są aktywne w nocy, więc w dzień będzie łatwiej je unieszkodliwić. Dlatego też wzmocnimy straż na tę noc. Jutro zaś ja i straż będziemy pilnować Mirelli, jak oka w głowie. Wszystko jasne?


-        Tak jest! – krzyknęli chórem.


-        Zatem możecie się rozejść...


***


Ogród Królewski, późny wieczór


Ella była niesamowicie zmęczona. Soana dała jej dziś wycisk na zajęciach. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż egzamin z łucznictwa zbliżał się wielkimi krokami. Teraz marzyła tylko o tym, by jak najszybciej się położyć i spać.


Kiedy minęła karczmę, ujrzała Sao z małą walizeczką, którą przymocowała właśnie do konia. Zastanowiło ją to, więc zatrzymała się przed nią. Dziewczyna spochmurniała na jej widok, ale nie zapomniała o pokłonie i rytualnym powitaniu. W przeciwieństwie do Rena, Gorda i Syriany, nie mogła się spoufalać z Księżniczką, mówić jej po imieniu ani nie okazywać szacunku.


-        Wyjeżdżasz o tej porze? – spytała Ella.


-        Tak, Wasza Wysokość – odparła. – Jadę do rodziny w Lorionie.


-        A nie lepiej skorzystać z teleportacji?


-        Zapewne, jednak ja nie lubię magii. Wolę pojechać konno – starała się być grzeczna.


-        Czy Alren o tym wie? – to pytanie zaskoczyło Sao.


-        Tak. Pożegnałam się już z nim – rzekła ciszej. – Zapewniam, że nie musisz się mną przejmować, Pani. Nieważne, jak bardzo go kocham, on nigdy nie będzie mój. Ta świadomość sprawia, że ciężko mi przebywać tam, gdzie on. Dlatego też mam nadzieję, że więcej się nie spotkamy...


-        Ale przecież...  – Ella była w szoku. - Czy nie byliście kiedyś przyjaciółmi? Parą?


-        Dziwnie się czuję, rozmawiając o tym akurat z tobą, Księżniczko – westchnęła. – Po prostu zrozumiałam, że o ile udało mi się kiedyś zdobyć jego zaufanie, szacunek i ciało, to nigdy nie zdobędę tego, czego najbardziej pragnę -jego serca... Skradł je już ktoś inny – spojrzała na Ellę znacząco i wsiadła na konia.


Ella wpatrywała się w nią z mieszanką zaskoczenia, zrozumienia i jakiegoś szacunku. Natomiast Sao uśmiechnęła się do niej na chwilę.


-        Dbaj o niego, Wasza Wysokość... – rzekła jeszcze, po czym odjechała w ciemną noc.


Złotowłosa nie bardzo wiedziała, co ze sobą teraz zrobić. Słowa i decyzja Sao tylko potwierdzały jej teorię, iż Alren nie przestał jej kochać. Ten wniosek zaś jak zwykle potęgował jej frustrację, że mimo tego nadal nie chce jej niczego wyjaśnić. Westchnęła i nagle podskoczyła ze strachu, słysząc męski głos tuż za sobą.


-        Co ty tu robisz o tej porze?


Przez chwilę patrzyła, z przerażeniem w oczach, na wysokiego bruneta i dopiero po kilku sekundach odetchnęła z ulgą. Była tak zamyślona, że nawet nie usłyszała, jak do niej podszedł. W dodatku zrobiło się już ciemno.


-        Nic takiego... – rzekła, siląc się na chłodny ton głosu i unikała jego wzroku.


-        Odprowadzę cię do komnaty.


-        Dobrze... – ucieszyła się, że odpowiadał tak krótko i rzeczowo. To sprawiało, że czuła się pewniej.


Kiedy jednak szli jedną z alejek ogrodowych, gdzie było naprawdę ciemno, Ella co chwila się o coś potykała. A to kamień, a to jakiś korzeń. Westchnęła ciężko. Jakże zazdrościła kotom w takich sytuacjach. Ponieważ niewiele widziała, nawet nie zauważyła, kiedy Ren się zatrzymał i wówczas delikatnie odbiła się od jego pleców. Drgnęła niespokojnie, czując przy sobie jego ciało.


-        Dlaczego się tak nagle zatrzymałeś? – spytała niepewnie, a on bez słowa chwycił ją za rękę i pociągnął dalej.


-        Jak tak dalej pójdzie, zrobisz sobie krzywdę – rzekł w odpowiedzi, a ona zarumieniła się z miejsca i cieszyła się, że w tych ciemnościach, on nie mógł tego zobaczyć. Teoretycznie...


Przez kilka minut szli w ten sposób, a Ella starała się nad sobą panować. Jednak mimo wszystko wciąż myślała o jego dużej, gorącej dłoni i ukradkiem zerkała w lśniące, zielone oczy, które aktualnie lekko świeciły. Pamiętała, że dzięki temu Alren widział w nocy niemal tak, jak w dzień. Natomiast on udawał, że nie widzi jej reakcji i ukradkowych spojrzeń. Musiał się kontrolować...


Gdy dotarli na miejsce. Ella dość niechętnie puściła jego dłoń. Weszła do komnaty, ale zanim zamknęła za sobą drzwi, usłyszała jeszcze:


-        Dobranoc.


Zerknęła na niego z lekkim zaskoczeniem, ale on zwyczajnie wtedy odszedł. Długo jednak myślała o tonie głosu, z jakim to powiedział. Taki ciepły i spokojny, że aż poruszający. Teraz była pewna, że coś się zmieniło...


Gdy położyła się już spać, rozmyślała z utęsknieniem o chwili, w której znów będą razem. Przeczuwała,  że to nastąpi i z tego też powodu, miała tej nocy słodkie sny.


 

Aruell
Nastrój: ;)
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 142

poniedziałek, 26.grudnia.2011, 00:02



Witajcie!


Drugi świąteczny bonus ;)


Wesołych Świąt!



***


Rozdział 142


 


8 dzień ruanu 8976 roku (8 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Komnata Alrena), późna noc


Alren nawet nie próbował zasnąć. Wiedział, że to bezcelowe. Gdy tylko zamykał oczy, widział obraz Elli i słyszał jej głos. Raz miał przed oczami jej pełne bólu spojrzenie, a raz słyszał jej jęki rozkoszy. Nie mógł tego znieść. Wyszedł więc na taras i oparł się o poręcz. Niebo już było rozpogodzone, bo bez trudu mógł ujrzeć dwa księżyce, które tylko od czasu do czasu przysłaniały pojedyncze obłoki. Po chwili jego wzrok bezwiednie padł na lśniącą obrączkę, którą wciąż nosił na serdecznym palcu, lewej ręki. Uśmiechnął się smutno i obrócił ją kilka razy, nie zdejmując jej.


Przypomniała mu się chwila, gdy założył Elli taką samą. Pamiętał, jak rozkosznie się wtedy zarumieniła. Nie miał wątpliwości, że myślała wówczas o ślubie i ochoczo się z nią z tego powodu przekomarzał. Tak... Wtedy nie traktował tego poważnie. Jednak teraz... Teraz nie miałby nic przeciwko zawarciu z nią małżeństwa. Zaśmiał się z siebie. Jakie to głupie, że akurat teraz o tym myślał. Rychło w porę...


Ślub? Jaki ślub, skoro przez ostatni tydzień traktował ją najgorzej, jak tylko potrafił. Mimo iż miał konkretny powód, to wcale nie uważał tego za dobre usprawiedliwienie. A już szczytem bezczelności było usuwanie jej wspomnień wtedy po balu i ten dzisiejszy incydent pod drzewem... Wiedział o tym i czuł się z tym podle. To wszystko się wydarzyło, bo nie potrafił panować nad swoimi uczuciami, a ona musiała przez to podwójnie cierpieć. Zacisnął pięści ze złości. Był na siebie wściekły.


Przetarł twarz dłonią i rozpiął swoją koszulę, gdyż zrobiło mu się gorąco. Wszystko przez to, że mimowolnie przypomniał sobie jej skórę - tak aksamitną i rozgrzaną. Jej oczy – wypełnione po brzegi miłością i bólem. Jej usta, nabrzmiałe od pocałunków. A ponad wszystko szalone bicie serca i przyspieszony oddech. Sama myśl o tym rozpalała jego zmysły na nowo. Westchnął ciężko...


-        Cholera! – syknął pod nosem. – Chyba oszaleję...


Odpędził te wspomnienia i wrócił do przykrej części tej sytuacji, jak odszedł bez słowa wyjaśnienia. Jak ona się wtedy czuła? Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. I bez tego czuł się winny jej cierpienia. Żałował, że do tego doszło, mimo iż w przez kilka minut był szczęśliwy, stanowiąc z nią jedność...


Dostrzegał jednak pozytywny aspekt dzisiejszej sytuacji – fakt, że przekonał się na własnej skórze, że ona nadal go kocha. Nadal go pragnie. Mimo tego, jak on się zachowuje i tego, co mówiła, zanim mu uległa pod drzewem. Niby o tym wiedział, nawet zgrywał pewniaka, ale w głębi duszy skrywał pewne wątpliwości. Gdyby był na jej miejscu i miał przy swoim boku kogoś takiego, jak Gord... Potrząsnął nagle głową. Uznał, że lepiej sobie nie wyobrażać pewnych rzeczy. Chciał trzymać się tego, że pomimo tego wszystkiego, jej uczucie do niego nie wygasło. Nie osłabło. Nie ukrywał, że ten stan rzeczy go cieszył i czuł prawdziwą ulgę.


Jednak po tym, co się dziś stało, nie wyobrażał sobie być takim, jak do tej pory. Przeczuwał, że będzie mu jeszcze ciężej udawać obojętnego i zaczął modlić się w duchu, by to szkolenie wreszcie się skończyło. Minął bowiem dopiero tydzień rozłąki, a on już wychodził z siebie. Nie zdarzyło mu się myśleć o czymś innym, niż o niej, a dziś kiedy znów jej zasmakował, miał wrażenie, że więcej nie wytrzyma. Wszędzie ją widział i słyszał, mimo iż był sam, na co mógł tylko bezradnie pokręcić głową. Czy to już szaleństwo? Być może...


Tymczasem na dole, pod budynkiem, stał Gord i uważnie obserwował Alrena. Był w lekkim szoku, widząc jego zatroskaną twarz, tak pełną uczucia i tęsknoty. Zawsze był chłodny i wyrachowany. Nie okazywał emocji, pomijając złośliwość i gniew. Dlatego takie ciepłe oblicze bruneta, wstrząsnęło Gordem. Głównie z tego powodu, iż zaczął on rozumieć, że Ren tylko grał, przez cały ten czas. Domyślał się powoli, że on nadal ją kochał. I mimo iż krew w nim się gotowała ze złości i zazdrości, to jednak wciąż zadawał sobie to samo pytanie – dlaczego?


Czemu robi to wszystko, skoro tak ją kocha? W końcu przyszło mu do głowy, że Syriana może wiedzieć coś więcej na ten temat i obiecał sobie, że z nią porozmawia już jutro. Nie zamierzał robić tego dla Rena, tylko dla własnego spokoju i dla... Elli. To postawiwszy, zerknął jeszcze raz na zamyślonego Alrena i odszedł.


***


Tymczasem, komnata Elli...


Gdy Ella się ocknęła, znajdowała się na krześle, w jakiejś bogato zdobionej komnacie, mając na sobie tylko seksowną czarno-czerwoną halkę. Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę, skąd zna to miejsce, aż nagle ją olśniło. Przecież to była jej sypialnia w rezydencji Theliny. Rozejrzała się ze zdumieniem, aż jej wzrok natrafił na postać mężczyzny, stojącego przy oknie.


Mimo iż był on odwrócony do niej tyłem, a w pomieszczeniu panował nocny półmrok, doskonale wiedziała, kim jest. Serce zabiło jej mocniej, widząc, że ma na sobie tylko jedwabny, czarny szlafrok. Mimo iż do końca nie wiedziała, czy powinna, podeszła do niego i spojrzała z boku na jego twarz. Zdziwiła się, widząc powagę i zamyślenie. Czekała, aż się odezwie, ale on tylko popatrzył jej głęboko w oczy i uśmiechnął się lekko. Obrócił się tak, by być naprzeciwko niej i niespodziewanie uniósł jej dłonie, a potem przyłożył je do swoich policzków. Wtulił się w jej ręce i zamknął oczy. Nadal nic nie powiedział, a ona przełknęła ślinę i patrzyła na niego zszokowana.


Jego dotyk był taki czuły i delikatny. W dodatku ten wyraz twarzy i smutne, szmaragdowe spojrzenie – poruszyło ją to. Mimowolnie rozchyliła usta i przesunęła dłońmi w dół,  po jego twarzy, aż zeszła do klatki piersiowej. Gapiła się na swe ręce, gdyż jego oczy przyprawiały ją o zawrót głowy. Zaraz jednak poczuła jego dłonie na swej talii. Przyciągnął ją bliżej siebie, aż jego ciepło promieniało na jej ciało. Gdy odważyła się na niego spojrzeć, znów poraziło ją jego spojrzenie.


-        Re... – urwała, bo wtedy poczuła jego wargi na swych ustach i kolana się pod nią ugięły.


Całował ją najpierw tak subtelnie i delikatnie, że musiała się go kurczowo trzymać, by się nie przewrócić. Świat bowiem zawirował. Później pocałunek przemienił się w ognisty i rozwiązły, który odebrał jej resztki powietrza. W dodatku jego ręce powędrowały wyżej, okalając jej kształtne ciało i budząc jej pożądanie. Gdy ich usta oderwały się od siebie, znów chciała coś powiedzieć, o coś zapytać, ale on bez słowa przytulił ją do siebie mocno. Czując jego oddech na szyi i gorące ciało, zaniechała rozmowy. Postanowiła cieszyć się chwilą...


Zaraz potem przenieśli się na łóżko. Ren siedział, oparty o poduszkę, a  Ella położyła głowę na jego kolanach i odpływała, gdy on bawił się jej włosami i głaskał ją po twarzy. To było takie przyjemne i takie inne od tego, czego doświadczyła dziś pod drzewem, że nie mogła się nadziwić, że to wciąż ten sam Alren. Jednak myśl o tamtej sytuacji znów skłoniła ją do rozmowy, więc podniosła się i przybliżyła do niego. Zanim jednak zdołała coś powiedzieć, obrysował palcami jej usta i spojrzał na nią tak ciepło. Zarumieniła się i zapomniała, o co miała spytać. Po chwili Ren uniósł jej lewą dłoń i pocałował, a następnie spojrzał na jej obrączkę i uśmiechnął się do niej. Wówczas po raz pierwszy usłyszała jego zmysłowy głos.


-        Ello... Wyjdź za mnie...



Zerwała się ze snu i przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Jej policzki płonęły, a serce waliło jak szalone. Oplotła się ramionami i próbowała uspokoić, że to był tylko kolejny sen. Nie dało się jednak ukryć, że był on piękny... Zaś na wspomnienie ostatnich słów, które padły z ust Rena, oczy jej zwilgotniały. Jakże by chciała je usłyszeć na jawie...


***


9 dzień ruanu 8976 roku (9 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski), przed południem


Wszystkim pozwolono pospać dłużej, gdyż zarwali prawie całą noc. Warunkiem było, że zajęcia zostaną nieco przedłużone i potrwają do późnego wieczora, kolejnego dnia. Było więc krótko przed południem, kiedy Ella szła po ogrodzie, kierując się w stronę Wieży Łuczników. Dziś miała mieć kolejne lekcje z Soaną. Odkąd się obudziła, czuła się dziwnie.


Z jednej strony była zła na Alrena, że tak ją wczoraj potraktował, a z drugiej – marzyła, by znów się do niego zbliżyć. Raz chciała go ukarać, udając obojętność, a raz rumieniła się na wspomnienie swego snu. Każde spojrzenie na obrączkę kończyło się podobnie. Potrząsnęła głową, by odpędzić te wszystkie rozpraszające myśli i wtedy zauważyła Alrena, który najwyraźniej zmierzał w stronę jeziora.


Ren zauważył ją, a ona się zatrzymała. Gdy zaś natknęła się na jego zielone spojrzenie, mimowolnie zarumieniła się. Ujrzała przez chwilę zaskoczenie na jego twarzy i kiedy po chwili myślała, że zaraz powie jej coś niemiłego lub zrobi tę swoją, „chłodną minę”, on podszedł do niej i stanął tuż przed nią. Przełknęła ślinę, gdy był tak blisko. Skłonił się nieco, wprawiając ją w zdumienie.


-        Dzień dobry, Wasza Wysokość – rzekł zwyczajnym głosem i podał jej chusteczkę. Spojrzała na niego pytająco. – Wytrzyj się. Masz trochę dżemu na brodzie – pokazał na sobie, a ona się speszyła.


Zaczęła nerwowo się wycierać, ale zupełnie niespecjalnie, skutecznie omijała to zabrudzenie. W końcu więc Ren westchnął i wytarł to kciukiem. Głupi gest, a sprawił, że poczuła przyjemne mrowienie na skórze. Znów się zarumieniła i spojrzała w bok.


-        Dziękuję... – rzekła i nagle przypomniała sobie, że miała być wobec niego obojętna. Odchrząknęła więc sztucznie. – Wybacz, muszę już iść – odparła, udając chłodny ton głosu, ale Ren nie zamierzał tego komentować.


-        Oczywiście. Miłego dnia – dodał jeszcze i szybko poszedł dalej.


Ella zaś udała się na zajęcia, w nieskończoność rozpamiętując swój sen i sytuację sprzed chwili. Analizowała jego zachowanie i widziała wyraźną zmianę w jego postawie, w stosunku do tego, jaki był w minionym tygodniu. Zastanawiała się, co jest tego przyczyną. Czyżby ich wczorajsze zbliżenie? A może wyrzuty sumienia? Możliwy był też inny czynnik. Nie chciała jednak spekulować. Miała tylko nadzieję, że nastąpił jakiś przełom i od teraz wszystko zacznie zmierzać w lepszym kierunku. Ta myśl dodała jej energii, która przydała się na zajęciach z łucznictwa...


***


Tymczasem, gdzieś w lesie...


Złotooka kobieta patrzyła na pałac z daleka i uśmiechała się do siebie, obracając w dłoni malutki flakonik, wypełniony ciemnofioletowym płynem.


-        Już niedługo... – mówiła do siebie. – Wkrótce umrzesz, Księżniczko Miryonu. Nikt nie oparłby się tej truciźnie, nawet sama bogini Mira...


Zaśmiała się szyderczo, zadowolona z efektu swojej pracy. Długo szukała przepisu na tę zakazaną miksturę, potem składników, aż w końcu wypróbowała napój na jakiś biedaku w Lorionie. Udało się jej stworzyć idealny, śmiercionośny wywar i już planowała, jak i gdzie poda go Mirelli.


-        Jednak zanim to, muszę najpierw pozbyć się Shiryenów... – myślała na głos. – Jeśli tu będą, może mi się nie udać. Jakby tu ich odciągnąć od pałacu? A! Już wiem...


Tiya przypomniała sobie o istnieniu dużej sieci jaskiń w tych górach, w których rosły niezwykle rzadkie rośliny. Uznała, że to idealne miejsce na pułapkę. Teraz musiała tylko ich tam sprowadzić...


 

Aruell
Nastrój: ...
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 141

niedziela, 25.grudnia.2011, 00:00

 


Witajcie!


Pierwszy świąteczny bonus ;)


Wesołych Świąt!



***


Rozdział 141


 


8 dzień ruanu 8976 roku (8 dzień szkolenia), Aloria – Shall (wybrzeże jeziora), noc


Gdy uczucie ekstazy minęło, Ren odsunął się od niej, poprawił spodnie i zapiął pasek. Popatrzył na nią, jak podpierała się o drzewo, pozbawiona wszelkich sił i cieszył się, że zszokowana Ella nie patrzy mu w oczy. Wiedział bowiem, że nie potrafią one kłamać...


Widział, że nie odzyskała jeszcze spokojnego oddechu, a tymczasem on już za nią tęsknił... Jednak nie mógł zrobić tego, czego najbardziej w tej chwili chciał... Głowił się, co ma z tym teraz zrobić, by całą farsę szlag nie trafił. Wiedział, że powinien tak zagrać, by wyszło, że ją wykorzystał lub po prostu zaspokoił potrzebę, która widział w jej oczach - tak czysto służbowo, ale... nie czuł się na siłach.


I tak zbyt wiele razy ją zranił. Nie chciał robić tego znowu, choć to była jego wina, że dał się ponieść emocjom i do tego doszło. Mimo że za żadne skarby nie oddałby tych paru minut, które dopiero co minęły, to miał poczucie winy. Opanował się jednak i kiedy Ella w końcu na niego spojrzała, jakby oczekiwała jakiś wyjaśnień, czegokolwiek, on po prostu odszedł bez słowa.


-        Ren! Stój! – krzyknęła, gdy otrząsnęła się z szoku, ale on się nie zatrzymał. – Reeen!! – w jej głosie było słychać ból, gorycz i coś jeszcze... Tak, to była tęsknota.


Jednak mężczyzna ponownie nie zareagował, tylko zniknął jej oczu. Dziewczyna usiadła na mokrej, błotnistej ziemi, nie zważając na wciąż padający deszcz i rozpłakała się. Nie mogła wiedzieć, że nie ona jedna. Po policzkach Rena bowiem również spłynęły łzy, ginące w ulewie...


***


Tymczasem, nieopodal...


Gord stał nieruchomo. Wciąż był wstrząśnięty tym, co zobaczył... Właśnie wracał od Syriany, która potwierdziła słowa Alrena i wyjaśniła, w jaki sposób może utracić tytuł, aż nagle usłyszał krzyk Elli. Zaniepokoił się, a gdy ją znalazł, ujrzał ją drżącą pod drzewem. Nie była sama. Co więcej, on wciąż był w niej...


Sytuacja była jednoznaczna, ale i tak nie mógł uwierzyć własnym oczom. Po chwili ten sam mężczyzna zwyczajnie się od niej odsunął, doprowadził się do porządku i odszedł bez słowa. Na ten widok Gorda przeszył nieprzyjemny dreszcz. Gdy zaś Ella, poszarpana, brudna i poobijana nawoływała go bez końca, a ten kretyn nawet się nie odwrócił, Gord wpadł w furię. Nie mógł tego dłużej znieść... Jak on może być aż tak okrutny?


Zerwał się z miejsca i wbrew rozsądkowi, który nakazywał uspokoić Ellę i odprowadzić ją do jej komnaty, pobiegł w stronę, w którą poszedł Alren. Miał w tej chwili w nosie nawet to, co usłyszał od Syriany. Nie dbał o to. Zamierzał skopać temu draniowi tyłek, choćby musiał wszystko stracić. Nie znosił go. Nie cierpiał. A ponad wszystko zazdrościł mu, że pomimo tego wszystkiego, ona nadal go tak kocha! Nie mógł tego zrozumieć...


W tej chwili dogonił Alrena i gdy ten, wyczuwszy jego obecność, odwrócił się do niego, Gord zatrzymał się i wyjął swój miecz. Jego błękitne oczy płonęły od gniewu i żalu.


-        Nie jestem w nastroju na potyczki – warknął Alren, nim ten zdążył coś powiedzieć.


-        Mam gdzieś twój nastrój! Stawaj do walki! – krzyknął i wówczas otoczyła go białą aura Shiryena, co zdziwiło nieco Rena.


-        Zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz? - zakpił. – Wiesz co cię czeka w razie porażki?


-        Wiem! – Zaskoczył go tym, więc brunet mruknął z zainteresowaniem.


-        Ciekawe... I mimo to nadal chcesz e mną walczyć? – zadrwił.


-        Powiedziałem już – syknął. – Masz czelność prawić mi morały, a sam co robisz? Niby w czym jesteś lepszy? Ty draniu! Jak mogłeś ją tak potraktować! – wrzasnął i zaatakował go, ale jego miecz przeszył tylko powietrze, gdyż Ren nagle zniknął i sekundę później Gord usłyszał go za sobą.


-        Tu jestem, idioto – prychnął Alren. – Gniew przysłonił ci oczy. Nawet mnie nie widzisz... – drażnił go. Gord zamachnął się i odpędził go od siebie.


-        Zamknij się i walcz ze mną! Skopię ci ten arogancki tyłek!


-        Widziałeś, co przed chwilą zaszło... – Wniosek ten był dla niego oczywisty. – Jednak nie licz, że będę ci się tłumaczył.


-        Nie musisz nic mówić... Nic cię nie usprawiedliwia! Sądzisz, że skoro jesteś silny, to wszystko ci wolno? Bezczelność! Dlatego ktoś musi ci dać nauczkę...


-        I tym kimś masz być ty? – zadrwił. – Nie rozśmieszaj mnie, Gordzie. Daję ci ostatnią szansę. Wycofaj się! – warknął.


-        Nie mam mowy!


Ren widział w jego oczach zdecydowanie i niepohamowana żądzę walki. Wiedział, że on nie ustąpi, więc przestał się hamować i również wezwał aurę Shiryena oraz wyjął swój miecz.


-        Skoro tak bardzo tego chcesz, głupcze... – Uśmiechnął się ironicznie. – To niech ci będzie... Walczmy!


***


W tym samym czasie, w pałacu...


Soana wbiegła z impetem do komnaty Syriany, co zaskoczyło Arcykapłankę, która właśnie zamierzała się położyć do łóżka. Wszak była już późna noc.


-        Pani! Alren i Gord toczą pojedynek nad jeziorem!


-        Co takiego? – Syrianie od razu odechciało się spać. – Co za głupiec... – pomyślała o Gordzie i natychmiast wybiegła z pałacu.


W drodze na miejsce Syriana i Soana natknęły się na Ellę, siedzącą samotnie pod altanką. Była w opłakanym stanie.


-        Na Hariosa, co ci się stało? – głos Soany się załamał, a Ella pożałowała, że nie poszła od razu do komnaty i dała się taką przyłapać.


-        Nieważne... Nic mi nie jest. To tylko błoto i woda...


Mimo iż Ella tak mówiła, stan jej ubrania świadczył o czymś więcej, ale mimo to, nie maiły czasu na pogawędki.


-        Idziemy powstrzymać tych głupców. Idziesz z nami albo wracasz w tej chwili do pałacu. Wybieraj! – Syriana mówiła szybko.


-        Głupców?


-        Oni się biją... – wyjaśniła Soana.


-        Jak to?


W głowie Elli momentalnie pojawił się możliwy scenariusz zdarzeń i zerwała się, jak szalona w stronę jeziora. Syriana i Soana wymieniły się znaczącymi spojrzeniami i pobiegły za nią.


***


Nad jeziorem...


Kiedy dziewczyny dotarły na miejsce, pojedynek zaczął się już na dobre. Gord był zasapany, Alren - nie, ale mimo to otoczyli w miarę równą walkę. Widać jednak było wyraźnie, że Gord daje z siebie wszystko, tymczasem Alren nie wykorzystywał nawet większości swej mocy i umiejętności.


Ella nie mogła oderwać wzroku od walczących mężczyzn. Na widok Alrena momentalnie się zarumieniła. Wciąż czuła ten żar w sobie, który on po sobie zostawił. Natomiast obraz Gorda wzbudzał w niej żal. Było jej go szkoda z wielu powodów. Zaimponował jej jednak, że odważył się rzucić wyzwanie Renowi.


Soana biernie obserwowała walkę i Ellę na zmianę, jakby szukała związku, czekała na jakieś reakcje, cokolwiek. Tymczasem Syriana wypowiedziała pod nosem jakieś zaklęcie i otoczyła obszar, w promieniu pięciuset metrów, jakąś barierą, co zwróciło uwagę wszystkich, nawet walczących, którzy spojrzeli w jej stronę.


-        Co to jest? – zaniepokoiła się Ella.


-        Bariera niewidzialności. Nikt, kto znajduje się poza nią, nie zobaczy tego, co tu się dzieje - wyjaśniła głośno. – Powinieneś mi podziękować, Gordzie. A najlepiej od razu się poddaj! – dodała z naciskiem, zwracając się bezpośrednio do blondyna, a on się zmieszał. Gdy jednak ujrzał Ellę, ponownie ogarnął go szał.


-        Nie! Dopóki nie padnę, nie poddam się!


Zaatakował Alrena, który bez trudu odparował cios. Natomiast Ella próbowała zrozumieć sens słów Syriany.


-        Wyjaśnij mi to... – niemal rozkazała.


-        Sprawa jest prosta. Oni obaj o tym wiedzą – powiedziała spokojnie. – Jeśli Ren pokona Gorda, bezpowrotnie straci on tytuł Shiryena, gdyż Alren ma najwyższą rangę. Odwrotnej sytuacji sobie nie wyobrażam. Gord nie ma szans go pokonać...


-        Chcesz powiedzieć, że jeśli się nie podda i przegra, to wszystko straci?


-        Tak. Wszystko... Pozycję, reputację, pracę. Będzie nikim i bez niczego – wyznała Syriana.


-        Ale czy to nie jest stały tytuł? – zdziwiła się.


-        Generalnie jest. Utrata tytułu jest możliwa tylko w przypadku Shiryena niższej rangi, jeśli zostanie pokonany przez głównego Shiryena. A ponieważ bardzo, bardzo rzadko w jednym kraju jest dwóch Shiryenów, utrata tytułu jest niemalże niemożliwa i niespotykana. Jednak starożytne prawo przewidziało nawet takie wyjątki...


-        Głupie zasady! – zirytowała się Ella.


-        Być może... Jednak to stare, tajne prawo nadal obowiązuje. Dlatego otoczyłam nas barierą. – Uśmiechnęła się tajemniczo. – Jeśli Gord przegra i Alren zgodzi się tego nie ujawniać, nikt się o tej walce nie dowie i Gord zachowa tytuł.


-        Rozumiem... - Olśniło ją.


-        Ale i tak porażka to porażka. Już nie będzie się czuł tak, jak kiedyś – zauważyła Soana.


-        To jego decyzja – stwierdziła. – Chciałam ich powstrzymać, ale widzę, że Gord nie chce przestać. Niech więc tak będzie. Może w końcu zrozumie, gdzie jego miejsce – westchnął bezradnie.


Tymczasem walka znudziła już Alrena. Zwiększył swoją shiryenowską moc i uniósł miecz, a wyczerpany Gord gotował się na specjalny atak, który Ren najwyraźniej szykował.


-        Mam już dość tej zabawy – stwierdził sucho Alren. – Kończymy...


-        To się okaże...


-        Z pewnością...  - westchnął i otoczył swój miecz aurą Shiryena, a następnie jego oczy zaświeciły na biało.


Gord zadrżał. To była oznaka pełnej kontroli aury Hariosa. On sam jeszcze nie opanował tej sztuki, więc przełknął nerwowo ślinę, nie wiedząc, czego się spodziewać. Nagle Alren zniknął mu z oczu. Poruszał się tak szybko, że nie mógł go zobaczyć. Przez myśl mu przeszło, że to tajne techniki poruszania się, o których kiedyś czytał, a następnie poczuł potężne uderzenie z przodu. Ren zjawił się przed nim w zawrotnym tempie i jednym ciosem pozbawił go miecza oraz powalił na ziemię. Następnie stojąc nad nim uniósł rękę i krzyknął:


-        Shavionos!


Pod Gordem pojawił się lśniący na biało pentagram, który go unieruchomił, a następnie pochłaniał jego życiową energię. Alren przytrzymał to tak długo, aż Gord był bliski zemdlenia, a wtedy zaprzestał i zwyczajnie przyłożył mu miecz do gardła, gdy ten dyszał ciężko przestraszony i pozbawiony energii.


-        Przegrałeś – rzekł spokojnie Alren, patrząc na niego z góry. W tej chwili aura Shiryena zniknęła.


-        To niemożliwe... Mamy porównywalna moc Shiryena, więc dlaczego ty...


-        Ponieważ ja umiem ją w pełni wykorzystać. Ty zaś jesteś Shiryenem zbyt krótko, by posługiwać się takimi zaklęciami i technikami – skomentował, chowając miecz.


-        To nie fair... – czuł okropny wstyd, że Ren tak łatwo go pokonał. Sądził, że pójdzie mu lepiej.


-        Nie fair by było, gdybym użył też innych umiejętności, niż te, które posiadają Shiryeni... – odparł, a on zamilkł.


-        Masz rację... – niechętnie to przyznał. – Zasługujesz na swój tytuł, w przeciwieństwie do mnie, ale to i tak już nieaktualne... – westchnął, podnosząc się od pozycji siedzącej.


-        Niekoniecznie... – usłyszał nagle głos Syriany, która podeszła do nich bliżej. – Dzięki mojej barierze nikt nie widział tej walki. Zatem tylko od Alrena zależy, czy utracisz tytuł, czy nie.


-        Ale... – chciał zaprotestować, gdyż nie lubił litości.


-        Alrenie, czy zgadzasz się zachować tej pojedynek w sekrecie oraz na to, by Gord nadal był Shiryenem? – spytała bruneta, a on spojrzał na blondyna.


Gord czuł się fatalnie w tej sytuacji, Był przekonany, że Alren wykorzysta szansę, by się go pozbyć i właśnie przygotowywał się psychicznie na taki obrót sprawy. Nie spodziewał się, że mężczyzna go zaskoczy...


-        Gord nie zasłużył na utratę tytułu – rzekł poważnie, a blondyn zamarł z wrażenia.


-        C-Co? – wyksztusił zszokowany, a Syriana się uśmiechnęła. Wiedziała, że tak będzie.


-        To co słyszałeś – burknął Alren podając Gordowi dłoń. – Nikomu nie powiem o tej walce – dodał jeszcze, ze zrezygnowaniem.


Gord nie wierzył własnym uszom. Kompletnie się tego nie spodziewał. Szok sprawił, że wciąż jeszcze nie podał Renowi dłoni, jakby miał ciało z kamienia.


-        Podasz mi tę cholerną rękę? – warknął i dopiero to otrzeźwiło Gorda. Automatycznie wyciągnął ku brunetowi dłoń.


Alren pomógł mu wstać, a Gord patrzył brunetowi w oczy, jakby szukał w nich odpowiedzi na pytania, od których zaroiło się w jego głowie. Zaraz potem Alren zerknął jeszcze w stronę Elli, która była zszokowana sceną, która ujrzała przed chwilą, a następnie odszedł, bez słowa pożegnania.


Mimo iż trwało to tylko kilka sekund, Gord dostrzegł w spojrzeniu Rena coś niesamowitego – wielki ból i tęsknotę. Może nawet poczucie winy? Nie wiedział, jak to określić, ale widok ten zrobił na nim wrażenie. Zaczął się zastanawiać, czy nie był ślepcem, który przeoczył coś ważnego...


Chwilę później wszyscy się rozeszli, wracając do swoich komnat. Nikt się nie odezwał, gdyż każdy był pod wrażeniem ostatniej sytuacji. Zwłaszcza Gord i Ella zdawali się nad czymś intensywnie rozmyślać.



Aruell
Nastrój: ^^
Kategoria: brak kategorii

Życzenia ;)

sobota, 24.grudnia.2011, 00:11



Witajcie!


Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia.


Bez względu na to, czy mają one dla Was znaczenie religijne czy też nie, czy je obchodzicie i lubicie, itd., chciałabym Wam złożyć życzenia.


Życzę Wszystkim moim czytelnikom i gościom bloga, zdrowych, pogodnych, rodzinnych i spokojnych Świąt. Samych udanych prezentów i niezwykłych niespodzianek. Miłej, ciepłej atmosfery. Odpoczynku i  rozkoszy podniebienia. Oby świąteczny nastrój nie minął wraz ze świętami. Oby magia tego okresu towarzyszyła Wam jeszcze przez długi czas. W skrócie mówiąc:


Wesołych Świąt!


Jako że Nowy Rok też już niebawem, życzę Wam, by ostatnie dni Starego Roku upłynęły miło i wesoło. Zachowajcie w sercach dobre wspomnienia z tego czasu i zapomnijcie o tych złych. Życzę Wam szalonego i roztańczonego lub też wesołego, ale spokojnego – Sylwestra – zależnie od tego, jaki typ jego spędzania wolicie. Wreszcie, powitajcie Nowy Rok z uśmiechem, śmiałymi planami i postanowieniami, z nadzieją, że będzie lepszy od tego starego. Jednym słowem:


Szczęśliwego Nowego Roku!


***


Kilka słów organizacyjnych na koniec.


Notki na moich obu blogach – Queen of Light i Blask Miryonu będą dodawane tak, jak zawsze, aż do końca tego roku i tak samo w następnym.


Ponadto zaplanowałam 3 bonusy opowiadań.


25 grudnia – bonus „Zaczarowanego Ciepła” na blogu Queen of Light.


25 i 26 grudnia – 2 bonusy „Blasku Miryonu”


A teraz już żegnam Was serdecznie i pozdrawiam.


Do zobaczenia wkrótce!


Aru


Wesołych Świąt



Aruell
Nastrój: Wesołych Świąt!
Kategoria: brak kategorii
tagi: życzenia

Blask Miryonu - Rozdział 140

czwartek, 22.grudnia.2011, 00:00



Witajcie!


Przed Wami przełomowy i zarazem mój ulubiony rozdział tej części. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba. ;)
Pozdrawiam ;)


***


Rozdział 140


 


8 dzień ruanu 8976 roku (8 dzień szkolenia), Aloria – Shall (wybrzeże jeziora), późny wieczór


Krople deszczu spływały po ich ciałach, kiedy przez kilka sekund stali naprzeciw siebie w milczeniu, posyłając sobie znaczące spojrzenia. Po tym krótkim czasie on pierwszy się odezwał.


-        Czyżbyś znów mnie szukała, Pani? – rzekł chłodnym i wyrachowanym tonem głosu.


-        Mam już tego dość, słyszysz? – z jej oczu poleciały iskry. – Dość!! – uniosła miecz tak, że ostrze było teraz skierowane w jego pierś, on zaś się ironicznie zaśmiał.


-        Chcesz ze mną walczyć? – zakpił. – Jest na to o tydzień za wcześnie, chociaż w sumie... Nie sądzę byś kiedykolwiek była na to gotowa, Księżniczko – syknął, nic sobie robiąc z jej miecza oraz walecznej postawy.


-        Ja nie żartuję! – syknęła wściekle, więc spojrzał na nią ponownie, by przekonać się, czy naprawdę chce z nim walczyć. Uśmiechnął się, widząc płomień w jej oczach. – Dziś mi wszystko wyjaśnisz!


-        Niby co jest do wyjaśniania? – udawał, że nie rozumie.


-        Dobrze wiesz, co – prychnęła. – Chcę wiedzieć, o co ci chodzi. Jaki rozkaz otrzymałeś i dlaczego się na niego zgodziłeś. Irytuje mnie, że mnie odtrącasz i traktujesz w ten sposób...


-        Nic nowego... – zadrwił.


-        Owszem, ale tym razem moja cierpliwość się skończyła!


-        Tym razem? A co to się tym razem stało? – jego oczy również zaczęły wyrażać złość, jak tylko pomyślał o Gordzie.


-        Jeszcze pytasz? – Wszystko się w niej gotowało. – Szlag mnie trafia, jak widzę, to twoje sprzeczne zachowanie! Niby mnie rzuciłeś, ale nie możesz znieść widoku, kiedy jestem z Gordem i pilnujesz mnie na każdym kroku. Z jakiej racji? Nie jesteśmy już razem, więc jakim prawem się wtrącasz? Masz czelność, w obecnej sytuacji, uważać się za mojego pana i rościć sobie prawo do wyłączności?! – syknęła i uderzyła w niego mieczem z całej siły. Ren w ostatniej chwili zablokował cios, jakby sprawdzał, czy nie blefuje.


-        Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek coś takiego mówił – warknął i odepchnął ją jednym ruchem tak, że zachwiała się i cofnęła o kilka kroków.


-        Kpisz sobie? Jesteś wobec mnie podły, ale jednocześnie zazdrosny o Gorda! Niby jak mam to rozumieć? – zakpiła głośno. – Dla mnie oznacza to, że nadal mnie kochasz, tylko wciąż utrzymujesz, że jest odwrotnie! Wyjaśnij mi to w tej chwili, albo... – zagroziła i zadała kolejny cios. Ich miecze się spotkały.


Deszcz zaczął padać mocniej, jakby reagował na rosnące między nimi napięcie. Alren patrzył jej prosto w oczy, z coraz większą złością, co ona bez trudu zauważała.


-        Albo co? – zadrwił. – Zabijesz mnie? Nie rozśmieszaj mnie! – prychnął z rozbawieniem i zadał taki cios, że mimo iż dziewczyna go zablokowała, siła uderzenia odrzuciła ją na jakiś metr dalej. Syknęła z bólu.


-        Ty cholerny draniu... – wycedziła przez żeby, szybko wstając na nogi.


-        Skoro jestem takim draniem, to po marnujesz tu czas? – warknął. – Wracaj do Gorda! Skoro tak przez mnie cierpisz, to powinnaś mnie unikać!


-        Jak możesz? - zadrżała ze złości i niedowierzania. Zacisnęła też mocniej pieść na rękojeści miecza.


-        Twierdzisz, że tak za mną tęsknisz i żyć beze mnie nie możesz? Nie żartuj sobie! Bardzo szybko znalazłaś sobie pocieszenie u Gorda. Mimo że ledwo co go znasz, to całowałaś się z nim wielokrotnie, a gdyby nie moja interwencja, on przespałby się z tobą, pomimo tego, że byłaś pijana!  - krzyczał. - A może źle zrobiłem? Może tego chciałaś, co? Może on ci się naprawdę podoba? Ale w takim razie, czego chcesz ode mnie, do cholery?! – drwił, a ona poczuła się dotknięta. Sposób, w jakim o tym mówił, był okropny.


-        Przestań! Nie masz prawa tak mówić! – natarła na niego, używając całej siły. Znów skrzyżowali miecze i wściekłe spojrzenia. – Śmiesz mi to wyrzucać, po tym jak mnie bezlitośnie rzuciłeś, zapewniłeś, że już mnie nie kochasz, a potem romansowałeś z Sao? – Wokół Elli pojawiła się błękitna aura, co on od razu zauważył.


Wraz z tym, dziewczyna zyskała nadnaturalną siłę, co było wyraźnie odczuwalne. Jednak to nie wystarczyło. Alren bez problemu ją odepchnął. Gdy dziewczyna znów upadła i ubrudziła się w błocie, przyjął postawę bojową, a jego oczy zalśniły zielenią.


-        Skoro używasz magii, nie widzę powodu, dla którego ja miałbym się ograniczać – syknął, a ona zadrżała na widok tego spojrzenia.


Te oczy... Przyciągały ją do niego, jak diabli! Jak miała teraz z nim walczyć? Pozbierała się jednak, wciąż otoczona błękitną aurą i przyjęła podobną postawę do niego.


-        Rozumiem, że nie zamierzasz mi nic wyjaśnić i obecna sytuacja ci odpowiada? – ledwo jej to przeszło przez gardło. Czuła się naprawdę zraniona.


-        Tak. Dlatego poddaj się i wracaj do komnaty – odparł chłodno. – Nie masz szans mnie pokonać. Jeśli sądzisz, że jest inaczej, to mnie obrażasz – dodał, co jeszcze bardziej ją rozjuszyło.


-        W porządku! Skoro tego właśnie chcesz, niech tak się stanie! – wrzasnęła. – Tym razem to ja zrywam z tobą! – zaskoczyła go taką odpowiedzią.


-        Chyba się przesłyszałem... – zaśmiał się głośno, jakby usłyszał dobry kawał.


-        Mówię poważnie! Skoro tego chcesz, nie musisz mi nic wyjaśniać. Od dziś nie będę się za tobą uganiać i przestanę cię kochać. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Nie chcę być dłużej odtrącana i raniona! – Sama była pod wrażeniem, że zdołała powiedzieć coś takiego, a Ren był w szoku. Tego to już się kompletnie nie spodziewał.


-        To tylko słowa – otrząsnął się. – Za bardzo mnie kochasz, by zdobyć się na coś takiego... – zadrwił z ironicznym uśmiechem, a ona nie wiedziała, czy płakać czy mu przywalić.


-        Jesteś bezczelny!


-        Wiem – schował miecz, dając jej do zrozumienia że walka skończona.


-        Mylisz się! Zobaczysz, że tak będzie! – syknęła wściekle. – Może Gord będzie lepszym partnerem od ciebie. Ty nie jesteś już sobą. Jesteś okrutny i bez serca! Nie zasługujesz już na moją miłość. Z nami koniec! – odparła ze złością i opuściła miecz, zamierzając odejść, ale sekundę później poczuła silny uścisk na ręce, w której trzymała broń. Zaraz potem znalazła się ona w dłoni Rena.


-        Oszaleję przez ciebie... - wymknęło mu się, a ona zrobiła oczy wielkie, jak talerze.


Zaraz potem Alren szarpnął nią mocno i z nadmierną siłą przyparł do pobliskiego drzewa, gdzie deszcz nie padał już na nich tak mocno. Jedną ręką ściskał ją, aż od bólu, a drugą przyłożył miecz pod jej gardło. Był blisko, nawet bardzo. Czuła jego oddech na twarzy i tę magiczną silę przyciągania, którą tak dobrze znała. Zimna stal na jej gorącej skórze w połączeniu z płonącym spojrzeniem Alrena, zadziałały na jej zmysły. Oboje oddychali głośno, ledwo panując nad pożądaniem. Wstrzymała oddech i przez kilka pierwszych sekund trwała w bezruchu. Dopiero po chwili Ella otrząsnęła się z szoku i próbowała się mu wyrwać, ale bezskutecznie. Trzymał ją zbyt mocno.


-        Puszczaj! Nie dam się na to znów nabrać... Nie pozwolę, byś wykorzystał moją ... – Szarpała się, więc dla jej bezpieczeństwa odrzucił miecz na bok i złapał jej drugą rękę, którą ona go okładała, by się uwolnić.


-        Bzdura. Kochasz mnie... Pragniesz... – mówił powoli, specjalnie obniżając głos, z ironicznym uśmiechem na twarzy. W efekcie była jednocześnie wściekła i podniecona.


-        Nie! To koniec! – wrzasnęła i znów poczuła szarpnięcie.


Alren przycisnął jej nadgarstki do pnia drzewa, na wysokości jej szyi. Nie była w stanie się uwolnić, bo był zbyt silny. Mimo iż starała się wyswobodzić z jego uścisku, jej ręce nawet nie drgnęły. Spróbowała więc nogami, ale znów zamknął je między swoimi udami, uniemożliwiając jej jakikolwiek manewr. Jednym słowem znalazła się w potrzasku. Zerknęła mu w oczy ze złością, widząc jego uśmieszek.


-        Wypuść mnie, ty cholerny brutalu! – krzyknęła, ale zignorował to.


-        Krzycz, ile chcesz. Wiem, że tak naprawdę wcale nie chcesz się ode mnie odsunąć – jego niski głos znów ją poraził – prawda? – Zbliżył swoją twarz jeszcze bardziej. Brakowało tylko kilka centymetrów, by ich usta się spotkały.


Ella wciąż się szarpała, ale czuła, że jej wola słabnie. Zbyt wielką miała do niego słabość, pomijając już fakt, że ”te oczy” dodatkowo na nią działały. Niemal czuła rosnące między nimi napięcie i nawet niewinne krople deszczu, spływające po jej ciele, zaczęły sprawiać przyjemność, łaskocząc jej skórę. Wszystko dlatego, że była już bardzo podniecona. Jak miała więc z nim teraz walczyć? Jak miała się odsunąć? Skoro wiedziała, że... Alren ma rację. Wcale nie chciała odejść...


-        Dlaczego się nade mną znęcasz? – wyksztusiła z bólem w głosie, poruszając się nerwowo. – Nie chcę, słyszysz? Puść! Zostaw mnie, bła... – urwała, bo wtedy poczuła jego gorące wargi na swych ustach, a zaraz potem ognisty pocałunek.


Żar zalał całe jej ciało. Zabrakło jej tchu, więc gdy oderwał swe usta, dyszała głośno, a jej ciało drżało z emocji. Z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy. Już nie miała sił... Już nie mogła się bronić. Chciała być szczera ze swoimi uczuciami... Pragnęła go. Tak bardzo, że nie była w stanie myśleć o niczym innym. Przestała się więc bronić i zamknęła oczy, pozwalając łzom płynąć.


-        Cholerny drań... – wybełkotała, a on poczuł smak zwycięstwa.


Jednak nie tylko Ella biła się z myślami. Również Alren starał się nad sobą panować, co było trudne, zwłaszcza, że był tak blisko niej. Czuł jej zapach, ciepło, drżenie z podniecenia. Słyszał jej rozszalałe serce i przyspieszony oddech. Widział, że ona też ze sobą walczy i... sam miał przeczucie, że tym razem się nie powstrzyma. Tak bardzo za nią tęsknił. Tak bardzo ją kochał i pragnął. Wiedział, że nie powinien... Wiedział, że to znów będzie dwuznaczne, ale... Tym razem poszedł za głosem serca.


Kiedy otworzyła oczy, by zobaczyć, dlaczego on nic nie robi, ujrzała jego pożądliwe, zielone spojrzenie i zmiękły je kolana. Czemu on jest tak diabelnie przystojny? – pomyślała sobie wtedy. Umierała ze zniecierpliwienia. Wówczas znów poczuła jego pocałunek, który odwzajemniła. Poddała się mu wreszcie i zapomniała o całym świecie...


Alren całował ją namiętnie i drapieżnie, odbierając jej oddech. Puścił jej dłonie. Wiedział, że to już niepotrzebne i nie pomylił się. Oplotła go bowiem ramionami wokół szyi i jęczała z rozkoszy, gdy pieścił jej dekolt, przygryzając co chwila. Wstrzymała oddech, gdy szarpnął jej gorset i zsunął tak, że biust był zupełnie odsłonięty. Świat zawirował, gdy jego język natrafił na jej, obrzmiałe z podniecenia, piersi. Zaraz potem wrócił do jej ust. Całowali się tak zawzięcie, że kaleczyli swoje wargi. Przywarł do niej gwałtownie, ale nawet nie zauważyła bólu uderzenia o drzewo, tylko bez opamiętania gładziła jego ramiona i plecy. Drgnęła niespokojnie, gdy poczuła, jak sięga pod jej spódnicę i ściąga jej majtki. Jednak nim zdołała jakoś zareagować, uniósł jej biodra i gwałtownie w nią wszedł. Musiała krzyknąć – tak intensywne było to doznanie.


Oddychali szybko. Nie wiedzieli, gdzie są. Nie myśleli o niczym. Po prostu kochali się dziko, doprowadzając się wzajemnie do szału. Łączyli ból z rozkoszą, gwałtowność z odrobiną czułości. Byli zadziorni i nienasyceni, łaknąc siebie nawzajem, jak narkotyku. Pieścili swoje najwrażliwsze miejsca niemal odruchowo, przekraczając wszelkie granice wytrzymałości, aż w końcu osiągnęli szczyt. Fala niesamowitego gorąca wstrząsnęła ich ciałami i nawet wciąż padający deszcz nie był w stanie ostudzić tego żaru.


Przez chwilę się nie ruszali. Nic nie mówili, zbyt rozpaleni, próbując zapanować nad drżeniem swych ciał. Dopiero po chwili Alren zrozumiał, jak wielki błąd popełnił i gorączkowo myślał, jak go naprawić. Tylko jedno mu przyszło do głowy, choć...


-        Cholera – pomyślał Ren – że też znów mnie poniosło...


***


Link do obrazka - Alren i Ella razem (scalone obrazy):


http://graphic.g.mylog.pl/graphics/12703



Aruell
Nastrój: ;)
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 139

środa, 21.grudnia.2011, 00:04



Rozdział 139


 


7 dzień ruanu 8976 roku (7 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski, sypialnia Elli), wczesna noc


Ren nie mógł dłużej znieść tego widoku, więc chciał odejść, ignorując rozkaz Syriany. Jednak wtedy zauważył leżące na ziemi dwie, opróżnione butelki mocnego wina i nagle go olśniło. Zerknął jeszcze raz na Ellę i od razu zauważył, że jest ledwo przytomna i wciąż ma zamknięte oczy. Spojrzał na jej usta, gdy Gord pieścił jej dekolt i wyczytał z nich, jak wzywa jego imię, a nie Gorda...


Wszystko zrozumiał i nagle ogarnęła go furia, że ten drań wykorzystuje jej nastrój i upojenie dla własnej przyjemności. Wszystko się w nim zagotowało, więc nie czekał już ani chwili dłużej.


Podszedł do ławki zdecydowanym krokiem i rozdzielił ich jednym, gwałtownym szarpnięciem. Kiedy tylko Gord spojrzał na Rena ze zdumieniem i lekkim zdezorientowaniem, brunet przyłożył mu z całej siły w twarz. Uderzenie było tak silne, że Gord zsunął się z ławki i upadł na ziemię. Gdy ponownie podniósł głowę, ujrzał gniewne, żarzące się, zielone spojrzenie Alrena, który zaciskał pięści ze złości i cały się trząsł.


-        Ty sukinsynu! Wstydu nie masz! – syknął wściekle, co otrzeźwiło nieco blondyna, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, z tego, co zrobił.


-        Ja... – nie wiedział, co powiedzieć.


-        Nie będę z tobą rozmawiał, kiedy jesteś pijany – warknął, chwytając go za tunikę i szarpnął nim nieco, patrząc mu prosto w oczy. – Jutro się z tobą policzę – dodał złowieszczo.


Tymczasem Ella chwiejnie patrzyła od jednego do drugiego mężczyzny. Obraz był zamazany i podwójny, więc zdawało jej się, że widzi dwóch brunetów.


-        Dwłóch Renóów? – wybełkotała. – Któjy jeest prawdywy?


-        Ten – syknął Alren, biorąc ją jednym ruchem na ręce.


Ren totalnie zignorował Gorda, który próbował go jeszcze zatrzymać i zaniósł Ellę do jej komnaty, gdzie położył ją na łóżku. Jednocześnie się na nią złościł i było mu jej szkoda. Kiedy dziewczyna trzymała go za ubranie i nie chciała puścić, westchnął bezradnie i wyszeptał zaklęcie snu, które uśpiło ją w kilka sekund. Potem stał nad nią i przyglądał jej się chwilę. Pokręcił głową.


-        A mówiłem, byś nie piła w towarzystwie innych mężczyzn... – rzekł bezwiednie, po czym wyszedł z jej komnaty.


Musiał jeszcze poinformować Syrianę, że Ella jest niedysponowana, więc powinna zaczekać z rozmową do jutra.


***


8 dzień ruanu 8976 roku (8 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski), przed świtem


Gdy Gord się obudził, czuł się fatalnie i to nie tylko dlatego, że dokuczał mu kac, ale także dlatego, że doskonale pamiętał, jak dobierał się do Elli, w czym na szczęście przeszkodził mu Alren. Miał wyrzuty sumienia, że posunął się aż tak daleko, by wykorzystać pijaną Księżniczkę. Nic go nie usprawiedliwiało. Ani to, że był pijany ani to, że zakochany. Wiedział, że na trzeźwo nie zrobiłby nic podobnego. Co najwyżej by ją  pocałował... Jednak wczoraj... Gdyby Alren nie wkroczył... Był przekonany, że kochałby się z nią na tej ławce. Jakiż był słaby! Westchnął i nawet rześkie powietrze nie przynosiło mu ulgi.


W końcu potrząsnął głową i stwierdził, że pójdzie do Wieży Szermierzy, by przygotować się do dzisiejszych zajęć. Miał też zamiar przeprosić Ellę za wczorajsze zachowanie, nawet jeśli dziewczyna nic z tego nie będzie pamiętała. Czuł, że jeśli tego nie zrobi, nie będzie mógł spojrzeć w oczy ani jej, ani... Alrenowi.


Wszak jako Shiryen zachował się karygodnie i złamał najważniejszą z zasad. Zirytował się na myśl, że przez swoją słabość znów okazał się gorszy, niż Alren. Gdy skierował się już w stronę wieży, wyczuł silną, znajomą aurę. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył Alrena we własnej osobie.


Opierał się o drzewo i patrzył na niego morderczym wzrokiem. Ciarki przeszły mu po plecach. Zadziwiające, że ten facet potrafił przerażać samym spojrzeniem, nawet jeśli nie używał ”tych” oczu.


-        Dzień dobry, Gordzie. Dobrze się spało? – jego ton był wyraźnie ironiczny.


-        O co chodzi? – spytał niepewnie. – Nie mam czasu na pogawędki. Zaraz zaczynam zajęcia...


-        Uciekasz? – zadrwił z niego i uśmiechnął się złośliwie. – Jakbyś nie wiedział, to do początku zajęć zostały jeszcze dwie godziny. Znajdziesz więc pięć minut dla mnie – rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu, więc Gord przełknął ślinę.


-        Przyszedłeś się ze mną policzyć, jak wczoraj obiecałeś? – zgadł bez trudu, ale mimo iż zgrywał twardziela, wiedział, że tym razem racja jest po stronie Rena.


-        Bingo! – klasnął teatralnie w dłonie i zbliżył się do niego. – Skoro więc nie muszę wyjaśniać oczywistego, przejdę od razu do rzeczy.


-        To znaczy? – Gord nie zamierzał okazywać strachu, co nie znaczy, że trochę się go nie obawiał. – Pobijesz mnie? Zabijesz?


-        Heh, widzę, że wciąż uważasz mnie za brutalnego barbarzyńcę. Cóż, nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz – zaśmiał się ironicznie. – Nie mam interesu w tym, by cię zabijać, więc oczywiście tego nie zrobię. Musisz jednak coś wiedzieć... – spoważniał i podszedł tak blisko, że Gord poczuł jego oddech na swej twarzy.


-        Chyba wiem, co powiesz...


-        Świetnie, w takim razie tylko utwierdzę cię w przekonaniu – syknął i gwałtownie złapał Gorda za ubranie, tuż pod szyją. – Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do Elli bardziej, niż zezwalają na to konwenanse... Jeśli jeszcze raz ją pocałujesz lub dotkniesz tak, jak wczoraj... To nie ręczę za siebie!


-        Grozisz mi?


-        Tak. To jest groźba! – odparł z naciskiem. – Jeśli jeszcze raz to zrobisz... Pozbawię cię tytułu Shiryena i okryję dożywotnią hańbą! A tego byś chyba nie chciał, co? – dodał z wyraźną kpiną, a jego na chwilę zamurowało.


-        Ciekawe, jak? – prychnął, gdy pierwszy szok minął. -  Przecież ten tytuł jest niezbywalny!


-        Wyobraź sobie, że się mylisz! Istnieje jeden, jedyny i tajny sposób  – zaskoczył go. - Jakbyś poczytał Tajemne Zasady Alorii do poduszki, to byś o tym wiedział. Jeśli mi nie wierzysz, to zapytaj Syrianę. Potwierdzi ona me słowa – drwił z Gorda.


-        Jak mogłeś to czytać? Przecież to jest... tajne! – nie mógł się nadziwić.


-        Najwyraźniej nie jestem tak praworządny, jak ty, ale za to mądrzejszy – rzekł odwracając się od Gorda.


Blondyn przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Stracił już ochotę na dyskusję z nim. Zwłaszcza, że intrygowało go teraz, co to za sposób i zamierzał niezwłocznie porozmawiać o tym z Syrianą. Tymczasem Ren już skończył, gdyż powiedział wszystko, co chciał.


-        Zapamiętaj sobie dobrze moje słowa – rzekł groźnie. – Nie będę się bowiem powtarzał – dodał i odszedł, zostawiając osłupionego Gorda samego.


***


Wieża Szermierzy, wieczór


Ella obudziła się z wielkim bólem głowy i równie dużą dziurą w pamięci. Zdawała sobie sprawę, że się upiła i denerwowało ją, że znów nie pamięta, co robiła w czasie minionego wieczoru. Jakby tego było mało, gdy zapytała o to Gorda, zmieszał się i powiedział, że porozmawiają o tym dopiero po zajęciach, by się nie dekoncentrować. Nie naciskała, zwłaszcza, że miała nieodparte wrażenie, że blondyn jest dziś nie w humorze, nawet jakby trochę przestraszony. Głowiła się tylko, co jest tego powodem.


Zajęcia przebiegły bezproblemowo. Gord walczył z Ellą osobiście, w celach treningowych, jako że na koniec następnych zajęć będzie miała już egzamin z szermierki i będzie musiała pokonać dziesięciu strażników w jednoczesnej walce. Ella starała się o tym nie myśleć i skupić się wyłącznie na doskonaleniu techniki. Była coraz lepsza, ale i tak dobrze wiedziała, że daleko jej do umiejętności Gorda, o Alrenie nawet nie wspominając. To ją trochę martwiło, jako że aby ukończyć ten etap szkolenia, miała go pokonać. Wciąż jeszcze nie wiedziała, jak tego dokonać. Jej stres narastał więc z każdym dniem.


Gdy nastał wieczór i zajęcia się skończyły, Ella mogła wreszcie przejść do rozmowy z Gordem, na którą tak czekała, by dowiedzieć się, co się wczoraj działo oraz dlaczego jest taki małomówny.


-        Gordzie – zaczęła – powiesz mi w końcu, co się stało? Nic nie pamiętam z poprzedniego wieczoru... – zarumieniła się ze wstydu.


-        Ello... – zawahał się. – Muszę cię przeprosić i mam nadzieję, że mi wybaczysz... – nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy.


-        Nie strasz mnie tak... Co się stało?


Gord westchnął ciężko i ze szczegółami opowiedział jej poprzedni wieczór. Począwszy od wspólnego picia, poprzez ich pocałunki, tego, jak posunął się za daleko, a skończywszy na wkroczeniu Alrena, który uratował sytuację.


Ella wysłuchała tego wszystkiego w milczeniu, nieco zaskoczona zachowaniem Gorda i jeszcze bardziej zszokowana postawą Rena. Czuła wstyd, że się tak upiła, że dopuściła do takiej sytuacji, ale jednocześnie i złość... Chyba po prostu było tego za wiele...


Gord czekał, aż ona pierwsza się odezwie, ale nie mógł dłużej znieść tej niepewności, więc sam zagadnął.


-        Wybacz mi... – dopiero teraz Ella się ocknęła.


-        Wybaczam – odparła obojętnie. – Jednak liczę, że to się nie powtórzy – dodała ostrzej.


-        Oczywiście. Dziękuję... – ulżyło mu.


-        Dobrze, a teraz wybacz... Muszę z kimś niezwłocznie pomówić...


Ella pożegnała się i pobiegła gdzieś, a Gord zastanawiał się, gdzie tak nagle biegnie i co planuje. Nie mógł rozgryźć jej emocji po tej rozmowie. Chciał wyczytać z jej twarzy, czy jest na niego zła, zawiedziona, cokolwiek... Jednak miał nieodparte wrażenie, że myślała o czymś zupełnie innym, niż on. Czuł, że to ma związek z Renem, ale postanowił tego nie roztrząsać. Planował teraz udać się do Syriany i porozmawiać o tym, co powiedział mu rano Alren. Wreszcie miał na to czas.


Tymczasem złotowłosa biegła, ile sił w nogach, do miejsca, w którym Alren prawie zawsze trenował. Nie rozumiała do końca swoich emocji. Po prostu miała tego wszystkiego dość. Skończyła się jej cierpliwość i zapragnęła zakończyć tę chorą sytuację, choć nie wiedziała do końca, jak to zrobić...


Alren... Odtrącił ją i wciąż mówi, że jej już nie kocha i nawet nie raczy niczego wyjaśnić. Poza tym zachowuje się, jak ostatni drań lub ją ignoruje. Jednocześnie jednak pilnuje jej na każdym kroku, jakby była jego własnością. Sprawia wrażenie zazdrosnego o Gorda i nie pozwala na ich zbliżenie, jak wczoraj. Przecież to przeczyło jego postawie i słowom! Skoro jej nie kocha, skoro ją rzucił, to co go, do cholery, obchodzi, z kim ona się spotyka czy całuje? Nie szkodzi, że nie uważała Gorda za swojego przyszłego partnera, chodzi tylko o samą zasadę. Logicznym wydawało jej się, że Alren nadal ją kocha, a przynajmniej coś czuje, skoro się tak zachowuje. Jego sprzeczne postępowanie oraz brak wyjaśnień doprowadzały ją do szału i właśnie dziś czuła, że miarka się przebrała i obiecała sobie wyciągnąć z niego prawdę.


Gdy zatrzymała się na łące, nad jeziorem i ujrzała ćwiczącego tam Rena, zacisnęła pięści, wyjęła swój miecz i z zaciętą miną podeszła do niego bliżej. Gdy Alren ją zaważył, znieruchomiał i czekał, aż ona podejdzie. Ich spojrzenia się spotkały – chłód z gniewem – zwiastując jakieś starcie lub co najmniej kłótnię.


W tym samym czasie z nieba zaczął padać deszcz. Najwyraźniej nawet niebo nie wytrzymało tego napięcia między nimi...


Link do obrazka - Alren:


http://graphic.g.mylog.pl/graphics/12700



Aruell
Nastrój: ^^
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 138

wtorek, 20.grudnia.2011, 00:02



Kochani Czytelnicy!


Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, więc pozwólcie, że powiem kilka słów, zanim zaproszę Was na kolejną porcję opowiadania.


Dokładnie rok temu, 20 grudnia, napisałam i opublikowałam prolog „Blasku Miryonu”. Ukazał się na moim pierwotnym blogu, na Onecie, którego już nie ma. Dziś jest więc pierwsza rocznica tego opowiadania. ;)


Od tamtego czasu opublikowałam już 138 rozdziałów BM, a napisałam znacznie, znacznie więcej. Sama się sobie czasem dziwię, że stworzyłam coś tak długiego... Traktuję BM, jako materiał do nauki pisania. Wciąż coś zmieniam, eksperymentuję, walczę z szeregiem błędów, by potem pisać lepiej. ;)


Często martwię się o jakość BM, właśnie z powodu sagowej długości, ale mam nadzieję, że nie znudzicie się tym „opowiadaniem”, aż do jego końca.


Trudno mi jest powiedzieć, kiedy on nastąpi. Przewiduję, że jesienią następnego roku lub nawet za rok, przy aktualnej częstotliwości publikacji. Jednak gdy już skończę pisać wszystkie części, będę publikowała rozdziały przez cały tydzień, co może wszystko przyspieszyć. Na razie jednak przez kilka miesięcy nic się w tym zakresie nie zmieni. ;)


Przy tej okazji powiem Wam, że bardzo się przywiązałam do tej historii i bohaterów. To niesamowite, ale zarazem naturalne, skoro są ze mną już rok czasu.


Na koniec jeszcze podziękowania. Dziękuję Neptune, która „wprowadziła” mnie w świat blogowiczów i przez długi czas zachęcała do dalszych publikacji BM. ;)


Dziękuję, z całego serca, Dulci za wszystko, co zrobiła dla mnie i tego opowiadania. Wierzcie mi, bez jej ingerencji nie publikowałabym tak często i nie tylko to. Dziękuję za... A co będę wymieniać. Brzydulka wie, za co. ;*


Dziękuję też moim wiernym Czytelniczkom, za to, że wciąż są ze mną. Mam na myśli osoby, które może i nie zawsze komentują, ale z pewnością czytają. Ina, Yuuko, Fanko ;*


Na koniec zaś dziękuję wszystkim tym, którzy czytają, ale nie dali się poznać. W tym -zupełnie nowym osobom, które zajrzały tu dopiero niedawno. Wy też się dla mnie liczycie. ;)


To wszystko, co chciałam powiedzieć. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną, by wspólnie poznawać dalsze losy Elli i Rena oraz świat Egharii. ;)


Pozdrawiam serdecznie i ściskam każdego z Was po kolei. ;)


A teraz już życzę miłego czytania i jednocześnie powiem od razu, że jeszcze w tym tygodniu zobaczycie przełom w sytuacji Elli oraz Rena, więc obecny stan rzeczy nie potrwa już długo.


Trzymajcie się! ;*


P.S. Przy okazji rocznicy i 3 kolejnych rozdziałów dodam 3 rysunki, jako że dawno tego nie robiłam. Może się Wam spodobają. ;)


***


Rozdział 138


 


7 dzień ruanu 8976 roku (7 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski), południe


Ella spała dziś do późna. Wreszcie siódmego dnia miała wolne i mogła odpocząć. Szczęśliwie nie śniło jej się minionej nocy właściwie nic, ale i tak wstała w nienajlepszym humorze.


Wciąż myślała o Renie i o tym, jak się wczoraj wobec niej zachował. Jego słowa ją zabolały. Wciąż widziała oczami wyobraźni jego zimne, puste spojrzenie i drżała za każdym razem. Wyszła na taras i spojrzała w dal, na piękną, górską dolinę. To był bardzo gorący dzień, wręcz upalny. Westchnęła. Nie miała pojęcia, co robić tego dnia...


Wówczas dostrzegła na dole, w ogrodzie postać Alrena i serce jej przyspieszyło. Był sam i zdawał się patrzeć w jezioro. Siłą rzeczy przypomniała sobie, jak nad innym jeziorem Verie skuły ją z nim kajdankami. Poczuła ukłucie smutku, że teraz się coś między nimi popsuło. Nie mogła oderwać od niego wzroku ani powstrzymać łez tęsknoty. Długo walczyła sama ze sobą – iść do niego, czy nie - aż w końcu otarła łzy, zerwała się i jednym ruchem ubrała krótką, błękitną sukienkę, następnie niemalże pobiegła w miejsce, gdzie przebywał Ren.


Na miejscu, przez chwilę, podziwiała jego muskularne plecy, gdyż siedział półnagi nad brzegiem jeziora, a potem podeszła do niego szybko i bez słowa objęła go mocno od tyłu. Alren, który wprawdzie wiedział, że dziewczyna jest w pobliżu, zupełnie nie spodziewał się takiego gestu z jej strony. Przez chwilę więc trwał w bezruchu, próbując panować nad swoim sercem, które niebezpiecznie mu przyspieszyło.


-        Co robisz, Pani? – ocknął się wreszcie i próbował odciągnąć od siebie jej dłonie, ale ściskała go bardzo mocno. – Puść mnie...


-        Nie! – wtuliła swój policzek w jego plecy. Poczuł jej łzy i przełknął ślinę. – Nie puszczę, dopóki nie wyjaśnisz mi w końcu swego zachowania. Dlaczego taki się stałeś? Dlaczego mnie odtrącasz? Tak bardzo tęsknię, do cholery... – mówiła rozżalona, a on w końcu się pozbierał.


-        Nie dotykaj mnie... – odciągał jej ręce siłą i odsunął się, stając naprzeciw niej, z chłodnym wyrazem twarzy.


-        Ale... Dlaczego? – Kilka łez kapnęło na piasek.


-        Po co szukasz u mnie pocieszenia, skoro to przeze mnie tak się mażesz? – syknął nieprzyjemnym tonem. – Idź do Gorda! On cię przytuli, pocieszy i pocałuje! Seksem pewnie też nie pogardzi... – warknął i odwrócił się do niej tyłem, a ona zamarła. W tej jednej chwili Ella zrozumiała, że jej obawy się potwierdziły.


-        Czy ty – przełknęła ślinę – czy ty widziałeś, jak my...


Nie dokończyła pytania, bo Ren spojrzał na nią lodowato, a następnie zwyczajnie odszedł, zostawiając ją w zupełnym szoku. Ella się załamała. Teraz wiedziała, że on widział jej pocałunek z Gordem i podejrzewała, że był zazdrosny, jak diabli. Z jednej strony ją to cieszyło, bo oznaczało, że nadal ją kocha, ale z drugiej – przeraziła się, że Ren źle interpretuje jej relację z Gordem. Fakt, iż blondyn był w niej zakochany, tylko komplikował sprawę.


Oparła się ciężko o pobliskie drzewo i zaczęła się głowić, jak ma to wyjaśnić Renowi, skoro on nawet nie chce z nią rozmawiać. To był kiepski początek dnia...


***


Kilka minut później, w innej części ogrodu...


Alren zamierzał zrobić sobie długi spacer po dolinie, aby się wyciszyć i uspokoić. Niestety, gdy jeszcze był w ogrodzie, zawołała go Sao. Na początku chciał ją zignorować, jak to robił ostatnio, ale stwierdził, że tym samym nie jest wobec niej fair. Wszak kiedyś bardzo się przyjaźnili. Należała jej się rozmowa. Nie odszedł więc, tylko zwrócił się do niej, kiedy już go dogoniła. Odezwał się do niej pierwszy, jeszcze nim zdążyła coś powiedzieć.


-        Chodź ze mną. Porozmawiamy – rzekł zwyczajnie, zaskakując ją nieco.


Nie protestowała, gdy zaprowadził ją w urokliwe miejsce, gdzie kończył się piękny ogród i zaczynał las, tuż nad jeziorem. Można było zobaczyć stąd odległe, trzy wodospady, które zdawały się wypływać z nieba, a  nie z wysokich gór. Gdy Ren się zatrzymał, spojrzała na niego pytająco, a on lekko się uśmiechnął.


-        Przepraszam, że cię ostatnio ignorowałem – powiedział szczerze. – To dlatego, że nie radzę sobie z tą całą sytuacją... – jego oczy pociemniały.


-        Nie ma sprawy... – zarumieniła się, że ją przeprosił za coś takiego. – Odnośnie tej sytuacji...


-        Wybacz. Nie mogę ci tego wyjaśnić. Jednak powinienem, a nawet muszę ci powiedzieć, że nigdy nie zrezygnuję z Elli – drgnęła, słysząc to zdrobnienie – zatem nigdy nie odwzajemnię twej miłości, Sao – w końcu padły te okrutne, choć oczywiste słowa.


-        Tak... Wiedziałam o tym... – uśmiechnęła się smutno. – Wiedziałam, odkąd pokonałeś drzewce – zaskoczyła go, ale nie skomentował


-        W takim razie, proszę, zapomnij o mnie... – rzekł delikatnie. – Nie chcę cię znów zranić, bo mimo wszystko nadal jesteś dla mnie ważna. Zależy mi, byś była szczęśliwa, tylko że ja sam nie jestem w stanie ci tego zapewnić... - uśmiechnął się, a ona mimowolnie uroniła łzy wzruszenia.


-        Rozumiem... – rzekła smutno. – Obiecuję, że nie będę ci się już więcej narzucała. – Mimo iż o to mu chodziło, poczuł przykre ukłucie w sercu, gdyż jej ton głosu był przepełniony bólem.


-        Sao... – urwał, widząc, że ociera łzy i się uśmiecha.


-        Czy mogę cię objąć? – głos jej się załamał. – Tylko na chwilkę, ostatni raz...


Ren drgnął. Poczuł się zakłopotany ilością uczucia, jaką widział w jej oczach i jej ogólnym zdenerwowaniem. Wahał się jeszcze przez chwilę, po czym rozłożył ręce, ku jej radości. Sao wtuliła się w niego mocno, a on ją delikatnie objął. Dziewczyna najpierw odczuła wielką ulgę czując jego ciepło, a potem rozkleiła się zupełnie. Alren czuł się bardzo dziwnie i był zasmucony tym, że znów ją rani. Westchnął ciężko i poczekał, aż dziewczyna przestanie płakać.


Brunet nie wiedział, że od niedawna obserwowała ich Ella. Był zbyt przejęty Sao, by ją wyczuć, więc nie mógł widzieć łez złotowłosej, widzącej tę scenę. Z jej perspektywy, wyglądało to na czułe przytulanie się zakochanych. Poczuła się urażona, że on ma czelność być zazdrosnym i tak ją traktować, kiedy sam obściskuje się z inną. Wszak to nie pierwszy raz, gdy widziała coś podobnego. Postała jeszcze chwilę, po czym poszła w stronę karczmy, nie mogąc na to dłużej patrzeć.


Tymczasem Sao uspokoiła się i odsunęła od Rena. Spojrzała na niego niepewnie, po czym spróbowała się uśmiechnąć.


-        To był ostatni raz, przysięgam... – powycierała łzy i pokazała mu zdecydowana twarz. – A teraz wybacz... Muszę się przejść – dodała jeszcze i bez słowa więcej poszła w stronę lasu.


Alrenowi było trochę przykro, że dziewczyna tak się do niego wtedy przywiązała, że nawet po tylu latach, jej uczucie nie wygasło... Gdyby w międzyczasie nie poznał Elli, kto wie, może i coś by z tego wyszło? Jednak stało się inaczej i obecnie nie wyobrażał sobie życia z kimś innym, niż Ella...


***


Wieczór, Ogród Królewski



Ella przez cały dzień nie mogła sobie znaleźć miejsca. Błąkała się bez celu po ogrodzie i czytała Księgę Białej Magii, którą Syriana dała jej jako obowiązkową lekturę. Nie mogła się skupić na dłużej na żadnym zajęciu. W końcu zrezygnowana postanowiła jeszcze raz się przejść po terenie pałacu.


Kiedy mijała karczmę w osobnym budynku, z ciekawości podeszła do okna, by zobaczyć, co się dzieje w środku. Poczuła ukłucie zazdrości, widząc wesołych strażników, pijących wino w towarzystwie ładnych kelnerek. Podrywali urocze panny i nieustannie żartowali. Beztroska. Tak, za tym tęskniła najbardziej...


Za czasami, gdy jedynym jej zmartwieniem były zakupy i studia. Czy Mary wróci na kolację, czy też znów zostanie po godzinach. Pierwszy raz, odkąd tu była, zatęskniła za Ziemią i spokojnym życiem zwykłej dziewczyny.


Wtedy pomyślała o tym, dlaczego tak pokochała Egharię. Odpowiedź była jednoznaczna – przez Alrena. Pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nadal mogła z nim być, ale teraz ten świat wydawał jej się zupełnie obcy i taki pusty. Oczywiście Ren był w pobliżu, więc nie zniknął całkowicie, ale to nie był ten sam mężczyzna, którego pokochała. Zaśmiała się gorzko na myśl, że to Alren jest całym jej światem i bez niego oraz jego miłości, odczuwa po prostu pustkę. Już chciała odejść od okna, gdy usłyszała znajomy głos.


-        Proszę , proszę... Jej Wysokość Księżniczka Miryonu zakrada się do karczmy dla personelu – usłyszała i speszyła się. Odetchnęła jednak, rozpoznając mężczyznę.


-        Gordzie, to nie tak... – zawstydziła się. - Ja po prostu tęsknię do takiej normalności. Bądź co bądź jestem Księżniczką zaledwie tydzień i jak na razie niezbyt mi odpowiada takie życie, pomimo wszystkich luksusów – wyjaśniła.


-        Napijesz się ze mną, Ello? – uśmiechnął się łagodnie, ignorując jej ostatnie słowa. Zaskoczył ją bezpośredniością i zwyczajnością w głosie.


W tej chwili pomyślała, że to może być całkiem niezły pomysł – upić się i zapomnieć o tych wszystkich problemach i zawodach, o wiszącej w powietrzu zagładzie i odtrąceniu przez Rena. Spojrzała mu więc w oczy, odrzuciła niebezpieczne myśli o ich ostatnich, ciepłych relacjach i uśmiechnęła się lekko.


-        Chętnie.


-        W takim razie idź na tamtą ławeczkę, na której ostatnio rozmawiałyśmy, a ja przyniosę wino – powiedział zwyczajnie. – Nie możesz wejść do karczmy. To nie byłoby dobrze widziane – dodał, gwoli ścisłości.


-        Jasne... – westchnęła i zrobiła, jak zaproponował.


Kilka minut później, Gord zjawił się z dwoma butelkami wysokoprocentowego wina i nim zaproponował przyniesienie kieliszków lub kubków, Ella wzięła jedną butelkę, odkorkowała i napiła się bezpośrednio z niej, dając mu do zrozumienia, że naczynie są niepotrzebne. Gord skwitował jej zachowanie lekkim uśmieszkiem, po czym usiadł obok niej.


-        Nie pij tak łapczywie, bo się upijesz – skomentował jej ochocze popijanie wina.


-        I dobrze. Chcę się upić.


-        Ale po co? To nie rozwiąże problemów...


-        Ale być może pozwoli zapomnieć, choć na chwilę.


Gord zaśmiał się, po czym postanowił nie odbiegać od niej i wypił porównywalną ilość alkoholu. Przez kolejną godzinę, Ella wyrzucała z siebie wszystkie lęki i problemy, gdyż wino skutecznie rozwiązało jej język i pozbawiło bariery konwenansowej.


Gord wysłuchiwał tego w milczeniu, ukrywając narastającą złość do Alrena, że ta kobieta, tak przez niego cierpi. Jednocześnie i on stał się śmielszy, gdy procenty zaczęły na niego już działać. Bez oporu patrzył w jej odsłonięty dekolt, podziwiał jej czerwone usta i śledził strumyczki wina, które spływały po jej brodzie, nim je wytarła lub oblizała. Była taka piękna, seksowna i zdawała się być nieświadomą swych walorów. Taka ufna, bezbronna... Teraz, kiedy nie był już trzeźwy, trudno mu było panować nad pożądaniem, które i bez alkoholu było silne.


W końcu doszli do etapu, w którym Ella była już naprawdę pijana i półprzytomna. On zaś mimo iż był nieźle wstawiony, zachował jeszcze pion i jako takie myślenie. Jednak, kiedy dziewczyna oparła się o jego pierś, z zamkniętymi oczami i wciąż bełkotała coś o Renie, nie wytrzymał...


Uniósł jej brodę i pocałował namiętnie. Tymczasem pijana Ella nie opierała się, zwłaszcza, że w jej wyobraźni całowała Alrena, nie Gorda. Nie otwierając oczu, tylko się w tym utwierdzała. Gord nie pozostał obojętny, wobec odwzajemnionego pocałunku, więc przez kilka minut całowali się namiętnie i rozwiąźle. Blondyn przestał już się hamować i zupełnie zapomniał o tym, kim jest i kim jest ona oraz o tym, że ta dziewczyna kochała innego. Teraz kierował się tylko popędem.


W tym samym czasie Ren szukał Elli, gdyż Syriana kazała ją do siebie przyprowadzić. Nie mógł jej znaleźć w pałacu, więc poszedł do ogrodu. Gdy w końcu ją znalazł, znieruchomiał z wrażenia. Ella intensywnie całowała się z Gordem. Przez chwilę patrzył w oszołomieniu, jak blondyn dotyka jej piersi i zaczyna całować szyję. Jego ręce powędrowały w dół i dopiero wtedy Ren odwrócił wzrok z odrazą. Zrobiło mu się niedobrze na myśl, że jego wczorajszy koszmar staje się rzeczywistością...


Link do obrazka - Ella:


http://graphic.g.mylog.pl/graphics/12699





Aruell
Nastrój: ^^
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 137

czwartek, 15.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 137


 


6 dzień ruanu 8976 roku (6 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski), poranek


Alren już nieco ochłonął po rozmowie z Syrianą i teraz postanowił się przejść. Zamierzał na spokojnie przemyśleć obecną sytuację. Kiedy jednak wkroczył na teren królewskiego ogrodu, od razu wyczuł dwie znajome aury.


Zbliżył się, maskując swą obecność, mając przeczucie, że powinien tak zrobić. Stanął za drzewem i przyglądał się rozmowie Elli oraz Gorda. Szybko zorientował się, że Gord jest zbyt zaaferowany Ellą, by zauważyć cień jego obecności.


Złotowłosa była spięta i jakby wystraszona, a on wyraźnie czymś przejęty. Nie spodobało mu się, że stoją tak blisko siebie. Co prawda, nie dotykali się wzajemnie, ale i tak uznał, że Gord naruszył jej osobistą przestrzeń. Zignorował to jednak i skupił się na ich rozmowie.


-        Co chciałeś mi powiedzieć, Gordzie? – spytała zrezygnowana.


-        Spójrz na mnie... – poprosił, co z oporem uczyniła. – Chciałbym, byś wiedziała, że się w tobie zakochałem... – wyznał, a ją zamurowało. Co prawda, domyślała się tego, ale usłyszeć to wprost, to było co innego.


-        C-Co ty mówisz? - zawahała się i cofnęła o krok. – Gordzie mówiłam ci już... – nie zdołała dokończyć, bo przyłożył palec do jej ust.


-        Wiem, co chcesz powiedzieć – odparł. W jego oczach dostrzegła szczerość. – Jednak mimo to wciąż mam nadzieję. Zależy mi na tym, byś wiedziała, co czuję i że ten pocałunek wiele dla mnie znaczył... – urwał, a ona drgnęła.


Alren, który podsłuchiwał rozmowę, w tej chwili zamarł. Odruchowo zasłonił usta dłonią, by nie krzyknąć ze złości. Jednak zaraz potem miał wrażenie, jakby wszystkie siły go opuściły. Był wstrząśnięty, wręcz załamany.


Całowali się? Ella i Gord? – pytał samego siebie. Nie myślał racjonalnie. Nie dociekał okoliczności. Skupił się tylko na tym jednym fakcie. Jego ciało drżało, a serce waliło, jak szalone. Niemożliwe – powtarzał sobie w kółko. Mężczyzna był w takim szoku, że nie docierały do niego dalsze szczegóły tej rozmowy. Czuł, że nie ma sił, by przyjąć jeszcze choćby jedno słowo, więc szybko się stamtąd ulotnił.


-        Nie wspominajmy o tym – zmieszała się Ella i odsunęła od niego.


-        Nie żałuję, Księżniczko. – Odważnie ujął jej dłonie.


-        Przestań, błagam... – Z jej oczu popłynęły łzy.


-        Nie poddam się, chyba że pokażesz mi, że jesteś z nim szczęśliwa... – Zaskoczył ją, więc zrobiła oczy szerokie, jak talerze. – Proszę, nie płacz. Chcę, byś się uśmiechała... – Otarł czule jej łzy, a potem ucałował jej dłoń.


Ellę przez chwilę zamroczyło. Połączenie tych słów i delikatnych gestów, sprawiło, że się zarumieniła. Jednak szybko to ukryła.


-        Jesteś dobrym człowiekiem, Gordzie. Nie chcę cię zranić. – Spojrzała na niego. – Dlatego proszę, nie angażuj się. – Ujrzał w jej oczach szczerą troskę.


-        Za późno.


-        Gordzie, ja...


-        Nie poddam się, cokolwiek powiesz – zaśmiał się. – Powinnaś już chyba iść na zajęcia. Inaczej Syriana będzie zła – rzekł zwyczajnie, ucinając tamten temat.


-        Masz rację... – odparła, modląc się w duchu, by znaleźć się już daleko od tego kłopotliwego mężczyzny.


***


Wieża Magów; Plac treningowy, wieczór


Nim Ella się obejrzała, nastał wieczór. Dzień ten minął jej wyjątkowo szybko. Dzisiejsze zajęcia z Białej Magii przebiegły raczej zadziwiająco spokojnie. Teraz, kiedy już skończyły, Ella zastanawiała się, co się stało Syrianie.


Obserwowała ją z boku, gdy zbierała swoje rzeczy i wciąż nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś się wydarzyło. Coś, co sprawiło, że Arcykapłanka była przygaszona i zamyślona. Przez całe zajęcia uciekała gdzieś myślami, oszczędzała jej złośliwych uwag i zachowywała się ogólnie, jak nie ona.


Choć Ellę bardzo to intrygowało, nie miała zamiaru o nic pytać. Była wręcz zadowolona, że nie musiała się z nią użerać. Kiedy już machnęła na to ręką i chciała opuścić wieżę, pojawiła się tam wystraszona Sao.


-        Arcykapłanko, Księżniczko... Musicie coś  z tym zrobić! – krzyczała, dysząc ciężko.


-        Co się dzieje? – spytała zaniepokojona Syriana.


-        Alren... – urwała, posyłając Elli dziwne spojrzenie – trenuje straż pałacową  od pięciu godzin. Mają już dość, ale on nie chce przestać! Wpadł w jakąś furię i chyba rozładowuje na nich swą złość – mówiła szybko, zadziwiając je obie.


-        A co go tak wkurzyło? – zdumiała się Syriana, choć miała swe podejrzenia.


-        Nie wiem, pani, ale trzeba to przerwać.


-        Gdzie jest Gord? Czy on nie może tego zrobić?


-        Wspominał coś o wizycie u rodziców, więc chwilowo go nie ma – wyjaśniła.


-        Dobrze – stwierdziła Syriana. – Zaraz się tym zajmę – zapewniła i wskazała Elli, by poszła za nią.


Kiedy dotarły już na miejsce, ujrzały na placu treningowym zdumiewający widok.


Alren stał na środku z dwoma mieczami, a kilkudziesięciu członków straży siedziało lub leżało dookoła niego. Nie byli ranni, lecz brudni oraz totalnie wykończeni fizycznie. Dyszeli ciężko, jakby przebiegli sto kilometrów. Nie mieli już sił walczyć, kiedy Ren wciąż ponaglał, by stawali do pojedynku z nim.


-        Dość tego! – krzyknęła Syriana, podchodząc bliżej. – Koniec treningu. Nie widzisz, że mają już dość? Zmęczeni nie obronią pałacu! – posłała mu krytyczne spojrzenie.


Alren nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na nią lodowatym wzrokiem, co sprawiło, że Arcykapłanka drgnęła. Zwłaszcza, że przypomniała sobie ich poranną rozmowę. Ella obserwowała sytuację z lękiem w oczach. Głowiła się, dlaczego Alren tak się okropnie zachowuje. Martwiła się, że to ma związek z nią.


-        Jeśli nie będą poważnie trenować, nawet wypoczęci, nie ochronią pałacu przed generałem Cehronu, który się tu bez wątpienia kręci – stwierdził i schował oba miecze na miejsce.


-        Nie wiemy, czy on tu jest.


-        Błąd, Arcykapłanko. Nie wiemy, jak go zlokalizować, co nie znaczy, że go tu nie ma. Jego obecność jest pewna – prychnął, martwiąc tym Syrianę. Czuła, że to on miał rację, w tej kwestii.


-        Ale...


-        Koniec na dziś – rzekł obojętnie.


Zaraz potem opuścił plac, ignorując nieprzychylne spojrzenia i grymasy strażników, którzy mieli już dość jego humorów i arogancji. Ren pewnie odszedłby bez słowa, gdyby nie zatrzymała go Ella.


-        Alrenie... – drgnął, słysząc jej głos. Ostatnio rzadko rozmawiali. – Dlaczego to robisz? Przecież nie jesteś taki... – mówiła głośno, nie zważając na zdziwione i zaciekawione spojrzenia straży.


-        Z całym szacunkiem, Wasza Wysokość – przerwał jej - niewiele jeszcze o mnie wiesz. – Posłał jej chodne spojrzenie i odszedł. Ellę przeszył zimny dreszcz.


Nie mogła uwierzyć, że to był ten sam Ren, z którym przeżyła tyle przygód i uniesień. Patrzyła długo w stronę, w którą on poszedł, aż po jej policzkach spłynęły łzy. Strażnicy byli zaszokowani tym widokiem i zaczęli szeptać między sobą. Ona zaś zacisnęła pięści i zupełnie ignorując Syrianę oraz pozostałych, odeszła w przeciwna stronę, niż Ren, kierując się do pałacu.


***


Las, noc


Zaniepokojona, ostatnim zachowaniem Rena, Sao szybko zorientowała się, że nie ma go na terenie pałacu ani ogrodu, mimo iż była już noc. Postanowiła go poszukać, by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Przemierzyła cześć lasu, aż usłyszała dziwne szmery, w urokliwym zakątku doliny, gdzie widać było wodospady, jezioro, góry i las. Gdy zobaczyła tam Alrena uspokoiła się, że nic mu nie jest, ale zaraz potem zamarła, widząc, w jakim jest stanie.


Mężczyzna siedział pod drzewem i opierał głowę o konar. Na jego policzkach, w świetle księżyca, lśniły łzy. Jego oczy wyrażały niewyobrażalny ból i tęsknotę. Zatrzęsła się z wrażenia, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.


-        Nie chowaj się. Wiem, że tam jesteś, Sao – usłyszała nagle i zdenerwowała się, że chyba niedobrze się stało, że widziała go takiego.


Pokonała jednak obawy i podeszła do niego. Zatrzymała się dokładnie przed nim, ale mimo to on nie spojrzał na nią ani razu. Jego wzrok był nieobecny. Sao nie wiedziała, co powiedzieć.


-        Aż tak ją kochasz? – spytała zszokowana, ale nie odpowiedział. – Skoro tak, to dlaczego ty...? Czemu się tak zachowujesz? Dlaczego ranisz siebie i ją? – nie mogła tego zrozumieć. Wówczas Alren wstał i spojrzał na nią obojętnie.


-        Nie pytaj... – wyksztusił i odszedł bez słowa pożegnania.


Sao drżała z emocji. Walczyła sama ze sobą. Z jednej strony pragnęła go całym sercem i miała ochotę wyrwać go z tej męczarni, a z drugiej strony wiedziała doskonale, że z nią ma szans. Widziała na własne oczy, że jego serce bezkonkurencyjnie należy do Mirelli. Chciała się jeszcze oszukiwać, że ma jakąś szansę, ale powoli zdawała sobie sprawę z tego, jakie to jest głupie.


***


Komnata Rena, noc


Ren znajdował się w królewskim ogrodzie, choć nie wiedział dlaczego. Nagle usłyszał znajome głosy i poszukał źródła dźwięku. Jakież było jego zdumienie, gdy ujrzał Ellę i Gorda, pijących alkohol z butelki. Oboje byli już nieźle wstawieni, ale o ile Gord jeszcze się trzymał, to Ella była ledwo przytomna.


Westchnął. Po co się tak upijać? – pytał ją w myślach. Już chciał tam iść i odebrać jej alkohol, kiedy Ella zarzuciła Gordowi ręce na szyję, a następnie musnęła wargami jego usta. Ren znieruchomiał. Blondyn żarliwie odwzajemnił pocałunek i przyciągnął ją do siebie. Włożył dłonie pod jej bluzkę i zaczął pieścić jej piersi, liżąc namiętnie jej szyję.


Alren nie mógł na to patrzeć. Tyle razy, ile jego usta dotknęły ciała Elli, tyle razy on czuł ukłucie w sercu. Najgorsze, że wciąż nie mógł się ruszyć. Zupełnie, jakby stracił kontrolę nad ciałem. Miał ochotę tam pójść i mu przywalić, ale nie mógł nawet krzyknąć.


Gdy na jego oczach Gord i Ella połączyli się w akcie seksualnym, łzy bezradności i bólu spłynęły mu po twarzy. Kiedy usłyszał jej okrzyk rozkoszy, zamknął oczy i...


-        Ello!! – krzyknął, budząc się jednocześnie.


Sapał głośno, spocony i zmęczony tym koszmarem, a gdy w pełni do niego dotarło, że to był tylko sen, ponownie opadł na poduszkę i utkwił wzrok w suficie swej komnaty.


-        Nie zniosę tego dłużej... – jęknął, pocierając twarz dłonią. – Nie zniosę...


Ren zdawał sobie sprawę, że szkolenie będzie trwało jeszcze co najmniej tydzień czasu i westchnął ciężko na samą tę myśl.


-        Ello... – mruknął sam do siebie. – Nie znienawidź mnie, proszę... – dodał i zrezygnowany wstał z łóżka.


 

Aruell
Nastrój: taki sobie
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 136

środa, 14.grudnia.2011, 00:09



Rozdział 136


 


6 dzień ruanu 8976 roku (6 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Komnata Serilli), świt


Alren źle spał tej nocy. Gdy wstał, miał więc paskudny nastrój. Bezradność, niepewność, wściekłość i zazdrość – te emocje rozsadzały go od środka. Wiedział, że jeśli czegoś nie zrobi, to wybuchnie. Musiał jakoś rozładować napięcie i tak się złożyło, że miał ku temu dobrą okazję – rozmowę z Syrianą.


Nie zamierzał jej odpuścić tego, co zrobiła. Nie obchodziło go, jaki miała ku temu powód ani to, kim była. Postąpiła źle i miał szczery zamiar dać jej do zrozumienia, że już o tym wie.


Kiedy wszedł do komnaty Syriany, stała przy oknie, otulona szalem. Patrzyła przed siebie i odwróciła się dopiero, gdy Alren zamknął za sobą drzwi. Spojrzała na niego z lekką niepewnością, więc powstrzymał się z ciekawości i poczekał, aż ona pierwsza się odezwie.


-        Dzień dobry, Alrenie – powiedziała, siląc się na uśmiech. – Powinnam ci chyba podziękować – wyksztusiła to wreszcie, a on uniósł kąciki ust w ironicznym uśmiechu.


-        Ciekawe za co – udał, że nie rozumie.


-        Pomogłeś mi wczoraj – odwróciła wzrok. – Soana o wszystkim mi opowiedziała. Dziękuję – powiedziała, patrząc mu w oczy, a on bez słowa do niej podszedł.


Stanął tak blisko niej, że mogła zobaczyć jego gniew, w tych zielonych oczach. Poczuła się niepewnie, bo podszedł bliżej, niż pozwalała na to przyzwoitość. Oparła się o ścianę i nieco zaskoczona, usiłowała dać mu od zrozumienia, by się odsunął, ale on nie zważał na jej gesty. Wtedy zrozumiała, że coś się stało, tylko jeszcze nie wiedziała, co...


-        Czego chcesz? – spytała w końcu, nie wytrzymując napięcia.


-        Czekam na dobre przeprosiny, Arcykapłanko – rzekł chłodnym, niskim głosem, patrząc jej ze złością w oczy.


-        Przeprosiny? – zdziwiła się. – Za co miałabym przepraszać?


-        O, czyżbyś nie wiedziała, Pani? – ironizował, a ona powoli traciła pewność siebie. Głowiła się, o co mu chodzi, aż nagle coś przyszło jej do głowy, ale uznała, że to chyba niemożliwe...


-        Czego się dowiedziałeś? – spytała wreszcie.


-        Powiem ci, jeśli jeszcze na to nie wpadłaś – zadrwił. – Odkryłem, że osoba, która powinna być wzorem czystości, prawdomówności, harmonii i dobra, okazała się doskonałą aktorką i kłamczuchą – syknął, zaglądając jej tak głęboko w oczy, że zadrżała. Musiała przyznać, że miał w sobie niezwykłą siłę, która wywoływała lęk, nawet w niej.


-        Nie wiem, o czym mówisz. – Grała na zwlokę, myśląc intensywnie, co teraz ma zrobić. Domyśliła się już, czego się dowiedział.


-        Zachowaj odrobinę godności i przynajmniej się przyznaj, Syriano! – wrzasnął teraz tak głośno, że aż podskoczyła.


-        Nie zastraszysz mnie! Nie zapominaj, do kogo mówisz! – oburzyła się.


-        Nie wyskakuj mi tu z autorytetem – zaśmiał się ironicznie. – Okłamałaś mnie i to z premedytacją! Wykorzystałaś mój słaby punkt, by osiągnąć swój cel. Brawo! Udało ci się! Powinnaś być z siebie dumna – drwił z niej, a jego słowa przesiąknięte były jadem.


-        Musiałam – przestała się zgrywać. – Inaczej byś się nie zgodził!


-        Skąd wiesz? – syknął, odchodząc od niej, co przyniosło jej ulgę. – Przecież podałaś jeszcze inny argument! Zapewne i tak bym się zgodził, bo nie wyobrażam sobie Elli w tamtym miejscu! – krzyczał, podnosząc ze stolika jakiś posążek.


-        Ale...


-        Po co dołączyłaś do tego złamanie naszej „więzi dusz”? – syknął wściekle. – Po co to zrobiłaś, wiedząc, że ten czar nie może już nas rozdzielić? Po co kłamałaś, do cholery! – walnął tym posążkiem o stół, a Syriana, aż drgnęła przez ten huk.


-        To było zabezpieczenie. Na wszelki wypadek, gdyby pierwszy argument nie wystarczył, by cię przekonać – tłumaczyła.


-        Nie chcę tego słuchać... Po co w ogóle wymyśliłaś ten chory plan? – warknął, a z jego oczu poleciały iskry. – Naprawdę uważasz, że bez niego Ella niczego by się nie nauczyła? – uderzył wprost w najsłabszy punkt jej planu, ale musiała pozostać przy swoim.


-        Mów, co chcesz. Nie zamierzam za to przepraszać – syknęła ostro. - Zrobiłam to dla jej dobra i nie żałuję tego. Nie twierdzę, że bez tego by się nie nauczyła, ale trwałoby to znacznie dłużej, a my nie mamy czasu, Alrenie! A tak? Spójrz, jak szybko wzięła się w garść. Uczy się w błyskawicznym tempie! – próbowała uzasadnić swój czyn.


-        Według ciebie to jest dobre? – zadrwił, znów do niej podchodząc, a ona ponownie poczuła się niepewnie. – Codziennie widzę, jak płacze. Codziennie stara się być lepsza, choć na pewno zdaje sobie sprawę, że egzamin końcowy, jaki dla nie wymyśliłaś, przekracza jej możliwości! Codziennie patrzy na mnie z bólem, prosząc samym wzrokiem, o jakiekolwiek wyjaśnienia, a ja nie mogę jej pocieszyć! Co noc zaś ma koszmary... – urwał na chwilę. – Ze mną jest tak samo. Nieustannie walczę ze sobą i okłamuję jedyną osobę na świecie, którą naprawdę kocham! Jak myślisz, jak ja się z tym czuję? To ma być dobre? Wystawiasz na próbę naszą miłość, zamiast pomóc Elli, jak najszybciej, ukończyć szkolenie! – wrzasnął, a ona przełknęła ślinę.


-        Złość się, ile chcesz, ale nie waż się zmieniać naszego planu – zagroziła. – Drugi argument nie jest blefem. Jeśli zauważę, że coś kombinujesz, naprawdę wyślę ją samą na wyspę Siris!


-        Bawi cię to, co? – spojrzał na nią tak lodowatym wzrokiem, że znów przełknęła ślinę. – Powiem ci, co myślę o tym twoim genialnym planie pedagogicznym. Doświadczyłaś bolesnego odrzucenia, a teraz nie możesz już nikogo kochać, więc lubisz patrzeć, jak inni cierpią tak samo, jak ty wtedy! – wiedział, że nie powinien tego mówić, zwłaszcza iż to na pewno nie było przyczyną jej działania, ale miał to gdzieś. Chciał ją zwyczajnie zdenerwować.


-        C-co? – zbladła. – Skąd ty... to...? – straciła grunt pod nogami.


-        Nie bądź taka zdziwiona. Historyjka twej miłości do Orlesa jest doskonale znana wśród straży świątynnej, z którą, jak wiesz, miałem do czynienia – uśmiechał się złośliwie. – To w istocie musiało być przykre, Syriano...Taki cios... – świadomie przekraczał linię.


-        Jak śmiesz – jej oczy zwilgotniały – mi o tym przypominać!


Alren specjalnie milczał chwilę, a potem zmusił ją, by na niego spojrzała. W jej oczach zobaczył ból i emocje, które zazwyczaj ukrywała, pod maską wyrachowania, stanowczości i obojętności. Z jakiegoś powodu zrobiło mu się jej żal, ale było już za późno, by się wycofać.


-        Boli co? - spytał już spokojniej. - Teraz rozumiesz, co ja czuję – dodał jeszcze, odwrócił się i skierował się do drzwi.


-        Czekaj. Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać... – zatrzymała go, zbierając resztki sił. Alren trafił bowiem w jej czuły punkt.


-        Skończyliśmy. Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Nie będę już wracał do tego tematu – odparł sucho. - A jeśli chodzi o Calinę, powiem ci, co odkryłem, innym razem. Dziś nie mam na to nastroju – burknął.


-        Czy ty...?


-        Wiem, o co chcesz zapytać – spojrzał na nią chłodno. – Twój plan jest aktualny. Nie zamieram mącić Elli w głowie ani narażać na zesłanie, na wyspę Siris. Znam wszak twoją nieprzewidywalność i wolę nie ryzykować, Arcykapłanko... – rzekł jeszcze i wyszedł, zostawiając Syrianę w kompletnym oszołomieniu i poczuciu winy.


***


Aloria – Dolina Shallos, poranek


Tiya opierała się o jedno z drzew, w lesie i rozmyślała. Wiedziała już, że Alren wrócił i nie zamierzała na razie atakować. Musiała poczekać na kolejną okazję, co mogło potrwać nawet kilka dni. A co do nowego planu...


Przypadek Syriany podsunął jej nowy, intrygujący pomysł. Skoro nawet Arcykapłanka nie wyczuła podstępu w wazonie zatrutych kwiatów i pomysł uśpienia jej zadziałał, istniała szansa, że podobny zabieg również miałby szansę powodzenia.


Oczywiście nie mógłby to być znów wazon kwiatów ani esencja wywołująca śpiączkę, bo szybko by się zorientowali, ale coś innego. Innymi słowy, Tiya zamierzała otruć Mirellę. Musiała tylko dobrze zaplanować czas i okoliczności.


Po pierwsze trzeba było trochę odczekać, bo teraz na pewno będą sprawdzać absolutnie wszystko w pałacu. Otrucie Syriany było zbyt świeżym incydentem.


Po drugie, musiała zorganizować zajęcie zarówno dla Gorda, Syriany, jak i Alrena, w czasie ataku na Mirellę. Wydedukowała, że powinno to być coś bardzo absorbującego, by nie zdążyli jej pomóc.


Po trzecie, należało znaleźć oryginalny sposób na dostarczenie Mirelli trucizny, a także odpowiednio mocną esencję, którą nie można zneutralizować inną miksturą lub zaklęciem. Właśnie tą ostatnią kwestią postanowiła się teraz zająć.


Po chwili zniknęła, planując wizytę w największej bibliotece Alorii, w celu znalezienia składu odpowiedniej trucizny. Była zadowolona z kolejnego planu, jaki opracowała. Tym razem jednak nie zamierzała się spieszyć, aby dopracować każdy jego szczegół.


***


Aloria – Dolina Shallos (Ogród Królewski), poranek


Tymczasem Gord stał w ogrodzie i czekał na Ellę. Wiedział bowiem, że będzie tędy szła na zajęcia. Minionej nocy nie mógł spać...


Sen z powiek spędzał mu wyraz twarzy złotowłosej po pocałunku. Czuł się okropnie na samą myśl, że zrobił to impulsywnie, bez jej zgody i najwyraźniej to ją dotknęło. Może ją nawet uraził lub zranił? Nie wybaczyłby sobie tego i dlatego musiał koniecznie z nią porozmawiać, jeszcze zanim Ella pójdzie na lekcję Białej Magii.


Z drugiej strony nie mógł zapomnieć smaku jej miękkich ust, rozkosznego drżenia rąk i szybko bijącego serca. Ta krótka chwila dała mu, zapewne złudną, nadzieję, że może miałby u niej szansę. Ponadto zapragnął więcej, odkąd skosztował jej ust. Czuł, że mógłby ją całować bez przerwy i nie tylko to...


Potrząsnął głową, odpędzając te natarczywe myśli i marzenia, związane ze złotowłosą pięknością. Wówczas zauważył obiekt swoich westchnień, kierujący się w jego stronę. Od razu zauważył jej podpuchnięte oczy i posępną twarz. Serce mu się ścisnęło z bólu.


-        Księżniczko... – rzekł, gdy prawie go minęła, nie zauważając go.


-        Gord... – odskoczyła, jak oparzona, gdy zbliżył się o krok i zmieszała. – Co tu robisz?


-        Czekam na ciebie, Pani. Musimy koniecznie porozmawiać... – ukłonił jej się szybko.


-        Nie mamy, o czym... – zrobiła kilka szybkich kroków naprzód. – Proszę, daj mi spokój! – chciała uciec, ale zagrodził jej drogę i zmusił, by na niego spojrzała. Ujrzał wtedy strach w jej oczach i jakiś nieopisany ból.


-        Proszę... Tylko kilka minut - nalegał bez końca, aż w końcu westchnęła i skinęła głowa, że się zgadza.



Aruell
Nastrój: upojony ;P
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 135

wtorek, 13.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 135


 


5 dzień ruanu 8976 roku (5 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski; Komnata Elli), noc


Przez kilka sekund Ella była w takim szoku, że nie mogła się poruszyć. Czuła w piersi płomień od tego gorącego pocałunku, co ją zupełnie zaskoczyło. Jednak w końcu ocknęła się i gwałtownie go od siebie odsunęła. Zaraz potem dotknęła drżącymi palcami swoich ust i spojrzała z przerażeniem na Gorda, który w tym momencie poczuł się okropnie, że dał się ponieść emocjom.


-        To nie powinno się wydarzyć... – wyksztusiła z trudem i nerwowo wstała z ławki. – Nie powinno... – Oczy jej zwilgotniały. Była roztrzęsiona.


-        Ello... – próbował coś powiedzieć, wyjaśnić, cokolwiek, ale ona zerwała się do ucieczki, nim zdążył ją złapać.


Biegła, ile sil w nogach, prosto do pałacu, a następnie do swej sypialni, gdzie zamknęła drzwi na zamek. Oparła się potem o nie, oddychając szybko i usiłowała się uspokoić. Wiedziała, że wciąż drży. Tylko dlaczego?


Czy to dlatego, że pocałunek był tak rozkoszny i namiętny, że sprawił jej przyjemność, na co nie była przygotowana? Czy może dlatego, że traktowała ten pocałunek, jako fizyczną zdradę Rena? Czy też podświadomie bała się tego, co zrobi Alren, gdy się o tym dowie? Czy obawiała się, że wtedy naprawdę ją rzuci?


Ella nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć, bo miała wrażenie, że każda odpowiedź jest po części prawdziwa. Wszystko dlatego, że cały czas zakładała, że Alren tylko udaje tę izolację i nadal ją kocha, ale z jakiegoś powodu to ukrywa. Kiedy teraz sobie wyobraziła, że naprawdę mógłby ją zostawić, chociażby z powodu ślepej zazdrości o Gorda, łzy spłynęły jej po twarzy. Wiedziała, że Ren jest niesamowicie zazdrosny i nie panuje wtedy nad sobą...


Kucnęła i ukryła buzię w dłoniach. Zaczęła modlić się, by Ren się nie dowiedział o tym drobnym incydencie. Nic ją bowiem tak nie przerażało, jak myśl, że ta rozłąka z Renem, mogłaby trwać wiecznie.


Oczywiście, wiedziała, że przesadza. Gdyby Alrenowi wszystko wyjaśniła, na pewno by zrozumiał. Nie był, aż tak zły i zaślepiony, ale i tak nie mogła pozbyć się pewnego lęku, odrobiny niepewności...


Po chwili zdała sobie sprawę, że to głupie. Wszak oficjalnie nie byli teraz parą, więc teoretycznie mogła się całować, z kim chce i Ren nie mógłby mieć pretensji, jeśli w ogóle. Ale i tak czuła się z tym pocałunkiem źle. Zwłaszcza, że nie odtrąciła go od razu, tylko dopiero po paru sekundach.


Znów zaczęła się głowić, ile tak naprawdę trwał ten pocałunek, aż w końcu potrząsnęła głową i położyła się na łóżko, modląc się o szybkie zaśnięcie. Jednak, choć bardzo tego chciała, sen długo nie przychodził.


***


Aloria – Shall (Komnata Syriany), noc


Tymczasem Alren teleportował się z powrotem do Pałacu Shall. Pożegnał się już z mistrzem, obiecując, że jeszcze go odwiedzi. Nie było bowiem potrzeby zostawać dłużej w Elish. Wiedział, gdzie szukać Caliny, a ponadto, że Syriana go okłamała. Z tego właśnie powodu postanowił najpierw zajrzeć do niej, a dopiero potem sprawdzić, co u Elli.


Kiedy jednak wszedł do Komnaty Syriany, zastał ją śpiącą w łóżku, przy którym siedziała Soana. Zdziwił się nie lada, więc podszedł bliżej.


-        Alren! Wróciłeś już? – spytała nieco zaskoczona Elfka.


-        Co tu się dzieje? – spytał bez pardonu. – Dlaczego Arcykapłanka już śpi? Jest jeszcze wczesna noc...


-        Kiedy cię nie było, mieliśmy tu małe kłopoty. Mirella została zaatakowana przez roślinne pnącza, a Syriana, nie wiadomo dlaczego, zasnęła około siedemnastej i od tamtej pory nie można jej obudzić – wyjaśniła i zobaczyła wówczas lęk w jego oczach. – Nie martw się, Mirelli nic nie jest. Gord ją uratował. Teraz jest już w swej sypialni i zapewne odpoczywa – dodała, by go uspokoić. Dobrze wiedziała, co go wystraszyło.


-        Rozumiem... – odetchnął z ulgą, mimo iż nie był zachwycony, że akurat Gord ją uratował, a nie ktoś inny. Najważniejsze jednak, że Ella była bezpieczna.


-        Co do Syriany, niestety nadal nie wiemy, jak ją obudzić... – zmieszała się.


-        Czy Księżniczka wie o jej stanie? – zaciekawił się.


-        Nie i niech na razie tak zostanie. I tak miała ciężki dzień – westchnęła. - Gord natomiast wyruszył do Lorionu po uzdrowiciela.


-        Nie ma już takiej potrzeby – stwierdził Ren i po chwili uważnie rozejrzał się po komnacie Syriany.


Odkąd tu wszedł, wyczuwał obecność złowrogiej aury i po chwili zlokalizował źródło. Był to wazon pięknych kwiatów. Soana patrzyła ze zdumieniem, jak Alren podchodzi do wazonu i wyciąga do niego rękę. Zaraz potem naczynie spłonęło w ogniu, wraz z kwiatami.


-        Co robisz? – zdziwiła się Elfka.


-        Te kwiaty były skropione zatrutym olejkiem zapachowym – wyjaśnił. – Wystarczyło je powąchać z bliska, by zadziałało.


-        Zatrute?


-        Tak. To chyba była esencja, wywołująca śpiączkę – stwierdził, znów podchodząc od łóżka Syriany. – To dziwne, że ktoś taki, jak ona, dał się na to nabrać – skrytykował ją otwarcie.


-        Pewnie zadziałało, zanim zdążyła się zorientować. – Próbowała ją tłumaczyć. – Możesz jej pomóc?


-        Jasne. To nic trudnego – uśmiechnął się tajemniczo. – Choć kusi mnie, by tego nie robić.


-        Co? – wystraszyła się. Wiedziała, iż on nie przepadał za Syrianą, delikatnie mówiąc.


-        Żartowałem – zaśmiał się z jej miny, a ona odetchnęła z ulgą.


Chwilę później użył świętej mocy Hariosa, by oczyścić jej ciało z tej esencji. Gdy skończył, Arcykapłanka nadal spała.


-        Nie pomogło? – zmartwiła się Soana.


-        Pomogło. Nie jest już w śpiączce, tylko zwyczajnie śpi – rzekł spokojnie. - Jutro się obudzi – dodał jeszcze i skierował się do drzwi.


-        Dokąd idziesz?


-        Muszę coś sprawdzić... – odparł, a ona domyśliła się, o czym mówił. – Gdy Gord wróci, przekaż mu, że z Syrianą wszystko jest już w porządku.


-        Oczywiście. – Uśmiechnęła się lekko, widząc na własne oczy, że Ren nie jest taki straszny, jak mówią.


Alren wyszedł z komnaty Syriany, nieco zawiedziony, że zamiast dać Syrianie nauczkę, że go okłamała, musiał ją uzdrawiać. Jednak pomyślał, że co się odwlecze, to nie „uciecze”, więc zrobi to później. Teraz musiał koniecznie zobaczyć, czy z Ellą rzeczywiście wszystko w porządku...


***


Aloria – Shall (Komnata Elli), noc


Alren po cichutku wszedł do sypialni Elli, używając, jak zwykle czaru niewidzialności, na wszelki wypadek. Szybko się zorientował, że Ella już głęboko śpi. Stanął więc nad jej łóżkiem i zaczął jej się przyglądać.


Odetchnął z ulgą, widząc, że jest cala i zdrowa. Jednak zaniepokoił się, zauważając, że miota się w tym łóżku, jakby miała najgorszy, z możliwych, koszmar. Niewiele myśląc, za pomocą magii, wejrzał w jej sen. Gdy zaś zobaczył, co śniło się złotowłosej, zamarł w bezruchu, nie wierząc własnym oczom...


 


Ella cofała się tak długo, aż oparła o mur pałacu. Uciekała przed Gordem, który kroczył w jej stronę z uśmiechem na twarzy. Jego oczy były takie ciepłe i pełne uczuć. Jakby tego było mało wciąż słyszała to samo zdanie.


-        Kocham cię, Ello – powiedział, po raz wtóry. – Nie uciekaj przed mną, proszę... – szepnął, podchodząc już tak blisko, że czuła jego oddech na twarzy.


-        Nie, Gordzie. Nie... – w jej oczach tlił się strach, z dodatkiem podniecenia. To drugie martwiło ją najbardziej.


-        Zapomnij o nim... – mruknął, składając na jej ustach namiętny pocałunek. – Zapomnij... – powtórzył, pogłębiając pieszczotę.


-        Nie mogę... – wyksztusiła.


-        Pomyśl tylko, rzucił cię i jest wobec ciebie gruboskórny... A do tego uważa się, za lepszego od ciebie... – mówił w przerwach między pocałunkami. - Czy tak zachowuje się ktoś, kto kocha? Co ważniejsze, czy ktoś taki zasługuje na twoją miłość?


Gdy oderwał się od jej ust, nabrała szybko powietrza i pozwoliła łzom płynąć, ale jednocześnie nie odsunęła się od Gorda. Nie miała na to sił. Zupełnie, jakby ktoś kontrolował jej ciało. W dodatku jego słowa mąciły jej w głowie.


Tymczasem przystojny blondyn zaczął pieścić jej piersi, a każdy jego dotyk, przyprawiał ją o dreszcze.


-        To nie może się dziać naprawdę... – wybełkotała. – To sen... To tylko sen, prawda? – jej ciało drżało.


-        Tak, skarbie... To sen – mruknął jej do ucha, przyciskając ją do siebie. – Jednak w każdej chwili może stać się jawą – dodał z tajemniczym uśmiechem i chwycił jej rozdygotane dłonie. Przyłożył je do swej rozgrzanej piersi i przydusił.


-        Nie... – Czuła się taka bezsilna. Chciała odzyskać kontrolę nad swoim ciałem, ale nie wiedziała, jak.


-        Czujesz, jak bije mi serce? – mówił zmysłowym głosem. – Pragnę cię, Ello... Pragnę... – mruknął i wówczas poczuła go w sobie. Krzyknęła z rozkoszy i zarazem z rozpaczy.



Alren przerwał czar i „wyszedł” ze snu Elli. Był cały spocony z wrażenia. Patrzył na śpiącą ukochaną, z mieszanką niedowierzania, szoku i strachu. Dlaczego nie ujrzał siebie, tylko Gorda? Dlaczego ten drań ją dotykał, całował, a nawet... kochał się z nią, a ona się nie broniła?


Złapał się za głowę i cofnął o kilka kroków do tyłu, aż napotkał framugę drzwi, prowadzących na taras. Nie wiedzieć czemu, jego dłonie drżały, a oczy zwilgotniały. Serce mu waliło w piersi. W końcu potrząsnął głową.


-        Nie, to niemożliwe... – pomyślał po chwili. – To tylko jej sen. Przecież często śnią jej się dziwne rzeczy, prawda? - tłumaczył sobie, jednak nie mógł pozbyć się tego dziwnego lęku i przeczucia, że coś się wydarzyło pod jego nieobecność...


Znów pokręcił głową. Nie wierzył, że Ella by go zdradziła, nawet jeśli oficjalnie ją rzucił i był taki nieznośny wobec niej. Sam nie wyobrażał sobie jej zdradzać i ją też o to nie podejrzewał, ale... Może stało się coś innego? Wtedy przypomniał sobie o swoim dziwnym dreszczu, kiedy był jeszcze w Elish...


Ostatecznie uznał, że musi odpocząć. Nie mógł dać się ponieść emocjom. Nie mógł uwierzyć w jakiś tam sen Elli. Nie mógł, ale... Łzy i tak spłynęły mu po twarzy, gdy wyobraził sobie, że naprawdę mógłby ją stracić.


Pierwszy raz pomyślał, o możliwych, nieprzyjemnych konsekwencjach jego obecnego zachowania. Pierwszy raz zwątpił, że wszystko pójdzie gładko, kiedy to szkolenie już się skończy.


Zdezorientowany, zszokowany snem Elli i pełen obaw o przyszłość, bezszelestnie opuścił jej komnatę.



Ella oddychała ciężko, kiedy Gord się z nią intensywnie kochał, a ona nie mogła nic zrobić. Najgorsze, że czuła autentyczną rozkosz...


-        To niemożliwe! Nie! Nieee... – Zamknęła oczy, brzydząc się własnej zdrady.


Jednak w końcu otworzyła je z powrotem i wtedy ujrzała za plecami Gorda -Alrena, o zimnym spojrzeniu. Po jego policzkach płynęły łzy, a w dłoni drżała jego szpada. Zamarła. Gord wówczas się cofnął, po czym zniknął nagle, jakby był duchem. Została tylko ona - splamiona zdradą i Alren.


-        Ren... – nie wiedziała, co powiedzieć. W tej chwili chciała umrzeć.


Jednak on nie użył szpady, jak się spodziewała, by ją zabić, tylko upuścił ją na podłogę. Brzęk metalu jeszcze nigdy nie wydał jej się tak okropny. Ren odwrócił wzrok, z odrazą i niesmakiem na twarzy, a ona czuła się tak strasznie, jak jeszcze nigdy wcześniej.


-        W-Wybacz mi... – wyksztusiła i wówczas...


-        Zostaw mnie – usłyszała w odpowiedzi. – Nie chcę cię znać... – dodał i zniknął, a Ella wydala z siebie głośny krzyk rozpaczy i...



Zbudziła się ze snu, a zaraz potem się rozpłakała. Dlaczego śniło jej się coś takiego? Kolejna noc z rzędu i kolejny sen, którego nie mogła zrozumieć. Powróciły wątpliwości, dotyczące jej podświadomości. Czy w głębi duszy była zdolna do zdrady? Czy mogłaby pokochać innego, na przykład Gorda?


Potrząsnęła głową. Nie! Nigdy by nie zdradziła Alrena. On był całym jej światem. Tylko jego pragnęła i tylko jego kochała. Nie miała, co do tego, wątpliwości.


-        Ten sen... To się nigdy nie wydarzy! – krzyknęła do siebie. – Dlaczego więc... Dlaczego czuję się tak okropnie? – załkała i ukryła twarz w dłoniach.


 

Aruell
Nastrój: dziwny jest ten świat
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 134

czwartek, 8.grudnia.2011, 00:01



Witajcie!


Dziś dowiecie się, jaka jest prawidłowa odpowiedź na pytanie, postawione w sondzie. ;)


Miłego czytania!


Pozdrawiam ;*


***


Rozdział 134


 


5 dzień ruanu 8976 roku (5 dzień szkolenia), Aloria – Shall (Ogród Królewski), wieczór



Ella była zmęczona dzisiejszym treningiem, ale i zadowolona. Całkiem nieźle szło jej już strzelanie z łuku, poza tym coraz lepiej jej się rozmawiało z Soaną. Odkryła w tej opanowanej Elfce przyjazną duszę, której można było zaufać. To wiele dla niej znaczyło, zwłaszcza teraz, kiedy nie mogła dzielić swoich radości i smutków z Alrenem.


Miała ochotę pójść do łóżka i poleżeć, ale naszła ją ochota, by posiedzieć sobie w ogrodzie, w otoczeniu przyrody. Tak więc uczyniła. Usiadła na jednej z wielu ławek i wsłuchiwała się w śpiew ptaków, podziwiając wielobarwne kwiaty, rosnące dookoła.


-        Jak tu pięknie i spokojnie... – westchnęła odprężona i wtedy przypomniała sobie o Alrenie. – Ren... Co porabiasz? Kiedy wrócisz? – rozmyślała.


Tymczasem Gord, który od dłuższego czasu jej szukał, trafił w to samo miejsce i ujrzał ją, siedząca na tamtej ławce. W pierwszej chwili chciał podbiec i skrytykować ją za oddalenie się bez ochrony, ale odpuścił, widząc jej smutną twarz.


Przez chwilę wpatrywał się w nią, jak w obrazek. Była taka piękna. Prawdziwa księżniczka... Zamierzał tak stać i się jej przyglądać, ale wtedy zauważył, że krzewy, rosnące za ławką, zaczęły się poruszać i zerwał się gwałtownie.


-        Księżniczko, uciekaj! – krzyknął, ale zanim do zaskoczonej i wystraszonej Elli dotarły jego słowa, krzewy zamieniły się w ruchome pnącza i zaczęły ją oplatać.


-        Co się dzieje? – krzyczała przerażona. – Co to jest? – wyksztusiła i krzyknęła z bólu, gdyż rośliny zaczęły ją ściskać.


-        Spokojnie, będzie dobrze... – podbiegł do niej Gord, ale wówczas i jego dosięgły śmiercionośne pnącza, które szybko go obezwładniły.


Kątem oka widział, że Ella zaczyna się dusić, jęcząc przeraźliwie i nie mógł na to patrzeć. Ogarnął go szał i wówczas otoczył się Aurą Hariosa.


-        Płomień oczyszczenia! – krzyknął i wtedy jego ciało zajęło się płomieniami, które spaliły pnącza na proch.


Zaraz potem to samo zrobił na Elli. Święty płomień działał bowiem tylko na zło. Dzięki niemu pnącza, wokół Elli spłonęły, a jej ciało na tym nie ucierpiało. Kiedy już mogła swobodnie oddychać, z podziwem spojrzała na Gorda, otoczonego białą aurą. Widząc, że wciąż jest w pozycji bojowej, wywnioskowała, że to jeszcze nie koniec.


-        Co to było? – spytała, nieco zdezorientowana, widząc, że rośliny wokół niej dziwnie się poruszają.


-        Coś kontroluje nieszkodliwe rośliny tak, by zabijały – powiedział krótko. – Daj mi chwilę, Muszę znaleźć źródło tej złej energii – dodał jeszcze i zamknął oczy.


Używając swej wiedzy i magii, wyczuł miejsce, w którym kumulowała się zła moc. Gdy tam spojrzał, ujrzał czarny kwiat, wśród setek innych, kolorowych.


-        Mam cię – uśmiechnął się do siebie i wystrzelił z ręki ognistą strzałę, która doszczętnie spaliła ów roślinę.


W tej chwili usłyszeli coś, jakby krzyk demona, a potem wszystko wróciło do normy. Drzewa i kwiaty znów były tylko pięknymi ozdobami ogrodu.


-        Już po wszystkim. Teraz jest tu bezpiecznie – stwierdził i usłyszał, jak odetchnęła z ulgą.


Mężczyzna uspokoił się i spojrzał na Ellę. Miała lekko poranione ciało od szorstkich pnączy, podobnie, jak i on. Wskazał jej więc ręką, by usiadła na ławce, a zaraz potem uleczył jej ciało. Ella zarumieniła się, czując jego ciepłą energię. Była ona troszkę inna, niż ta, którą miał Alren, jakby łagodniejsza. Zakłopotała się, bo dotyk jego dłoni, sprawił jej autentyczną przyjemność. Gdy mężczyzna skończył i uśmiechnął się do niej, spojrzała mu niepewnie w oczy.


-        Dziękuję. Uratowałeś mnie – powiedziała wdzięcznym głosem, a on najpierw się zarumienił, a potem potrząsnął głową, że to nic takiego.


-        Pozwól więc... – dodała i zanim się zorientował, o czym mówiła, zaczęła leczyć jego rany.


Gord znieruchomiał z wrażenia i z trudem panował nad swoim pożądaniem. Dotyk jej delikatnych dłoni był nieziemsko przyjemny. W dodatku znów czuł zapach jej włosów. Była tak blisko, że mógł zobaczyć swoje odbicie w jej błękitnych oczach. Zakręciło mu się  w głowie i gdy skończyła go leczyć, z trudem powrócił do rzeczywistości.


-        Gotowe – uśmiechnęła się.


-        Dziękuję – wyksztusił, ale gdy ona chciała się odsunąć, instynktownie chwycił ją za rękę i przytrzymał.


-        C-Co robisz? – zmieszała się, ale nim zdążyła powiedzieć coś jeszcze, on, kierując się impulsem, przybliżył swą twarz i pocałował ją w usta, z takim uczuciem i namiętnością, że zadrżała.


***


Aloria – Elish (Dom Mistrza Lingorusa), wieczór


Tymczasem w Elish, Lingorus i Alren pili już trzecią z rzędu herbatę i rozmawiali o dawnych czasach. Dużo wspominali i co chwila się śmiali.


Nagle Alrena przeszył silny i nieprzyjemny dreszcz. Poczuł coś dziwnego, jakiś nie-fizyczny ból, który jednak trwał tylko chwilę. Od razu pomyślał o Elli i zastanawiał się, czy coś się nie stało... Zmartwił się, ale widząc pytającą minę Lingorusa, odpędził te niepokojące myśli.


Mistrz w istocie zauważył, że coś wyraźnie trapi jego ulubionego ucznia i postanowił dowiedzieć się, co dokładnie.


-        Powiedz mi, chłopcze. Spotkałeś już tę jedyną? - spytał podstępnie i uśmiechnął się, widząc rumieniec na twarzy Alrena.


-        Mistrzu... – zawahał się, czy powinien odpowiadać, zważywszy na to, kim jest jego wybranka.


-        Spotkałeś – stwierdził i zaśmiał się. – Nic dziwnego. W końcu kobiety zawsze cię uwielbiały. To było nieuniknione. Nie krępuj się więc i powiedz staremu Lingorusowi, co to za jedna.


-        Dobrze – odpowiedział, po długim namyśle. – Jednak musisz mi obiecać, Mistrzu, że zachowasz to dla siebie.


-        Hoho, ciekawe kim jest ta kobieta, skoro tak mówisz – zainteresował się. – Ale oczywiście masz moje słowo. Ta rozmowa pozostanie między nami.


-        Dziękuję... – Ren nerwowo przeczesał włosy palcami.


-        Kim ona jest? – starzec był naprawdę zaintrygowany.


-        To Mirella. Księżniczka Miryonu... – odpowiedział ostrożnie, a starzec był w szoku.


-        Żartujesz? – zrobił oczy jak talerze. – Nie za wysokie progi? Rozumiem, dlaczego ci się podoba. Nawet ja słyszałem o jej urodzie, ale... Jak planujesz się do niej zbliżyć? Wiem, że jesteś jej strażnikiem, ale...


-        Mistrzu, nie rozumiesz... – zmieszał się. – Poznałem ją jeszcze wtedy, gdy nikt nie wiedział, że ona jest Księżniczką Miryonu... Przemierzyłem z nią całą Veolię i Hevan, zanim tu trafiła – opowiadał, a Lingorus nie mógł wyjść z szoku.


Alren streścił mu całą swoją podróż z Ellą. Wszystkie kłopoty i przygody, kończąc na tym, jak połączył ich płomienny romans. Później wyjaśnił mu ich obecną sytuację. Lingorus nie wierzył własnym uszom. Dawno nie słyszał tak zdumiewającej historii.


-        Na Hariosa... Co za historia! – pokiwał głową. – Nic dziwnego, że Ona zdobyła twoje serce... Nawet taki Casanova, jak ty, nie mógłby oprzeć się urokowi Księżniczki Miryonu.


-        Mistrzu... – uśmiechnął się znacząco. – Nie rób ze mnie od razu Casanovy...


-        Nie zgrywaj się. Złamałeś serca wielu kobiet i dobrze o tym wiesz... – podpuszczał go. – Ale tym razem wpadłeś, z tego co opowiadasz. Kto by pomyślał, że mój uczeń będzie kiedyś... – zaśmiał się wesoło, wyobrażając sobie ciąg dalszy tej historii.


-        Pamiętaj, że teraz nasze sprawy się skomplikowały – przypomniał, nieco zmieszany.


-        Jeśli naprawdę tak się kochacie, żadna przeszkoda was nie rozdzieli. Nie mówiąc już o tym, że... – zrobił znacząca pauzę. – Jesteście połączeni „więzią dusz”.


-        „Więź dusz”... – zasmucił się Ren. – Skoro już przy tym jesteśmy... Mistrzu, chciałbym o coś zapytać.


-        Pytaj. - Starzec spoważniał, widząc, że to go trapi.


-        Czy tę więź można przerwać? W jakikolwiek sposób? – spytał całkiem serio.


-        Dlaczego o to pytasz? – zaniepokoił się.


-        Odpowiedz, proszę.


-        Nie. Nie można.


-        A starożytny czar „odwrócenia więzi”? – zaskoczył starca, że w ogóle o tym wie.


-        Jakim cudem znasz to zaklęcie? – Lingorus był w szoku. – Nie używano go od wielu stuleci...


-        Syriana mi o nim powiedziała – odparł krótko. – Zatem, czy gdyby Syriana użyła na nas tego czaru, mógłby zadziałać?


-        Ależ chłopcze! Gdyby tak się stało, znienawidzilibyście się na zawsze. Nie moglibyście na siebie nawet patrzeć. To bardzo potężny czar... – westchnął. – Stosowano go na zdesperowane pary, które żałowały „więzi dusz”.


-        Ale czy „więź dusz” nie zbliża ludzi? Dlaczego potem żałowali?


-        Ponieważ niektórzy nie byli na to gotowi, nie mówiąc o nieplanowanych połączeniach, jak w waszym przypadku – wyjaśnił, a Ren przypomniał sobie, że na początku, on sam też bardzo chciał złamania więzi. – „Wieź dusz” zbliża tylko tych, którzy naprawdę się kochają lub jeszcze nie wiedzą o tym, że są sobie przeznaczeni. W przypadku niedobrania, tylko utrudnia życie, zmuszając daną parę do bycia razem.


-        Rozumiem... – zmusił się do uśmiechu, bo nadal martwił się, że taki czar rzeczywiście mógłby im zaszkodzić.


-        Skoro cię to dotyczy, dam ci starożytny zwój, traktujący o „więzi dusz” i Veriach. Mam go w swoich ukrytych zbiorach. Tobie chyba się bardziej przyda – powiedział łagodnie.


-        Dziękuję.


-        Powiedz mi jednak, dlaczego w ogóle wspomniałeś o tym czarze? – wciąż go to niepokoiło.


-        To był jeden z argumentów Syriany... – wyznał po namyśle. – Zagroziła, że jeśli nie zgodzę się na jej plan, rzuci na nas ten czar, bez naszej wiedzy... Wyjaśniła mi, na czym polega to zaklęcie, a ponieważ ja nic o nim nie wiedziałem, to nie mogłem założyć, że kłamie. Wolałem nie ryzykować. Głównie dlatego się zgodziłem na tę całą farsę, choć podała jeszcze inny irytujący argument... – zacisnął pięści na samo wspomnienie o Arcykapłance.


-        Coś takiego?! Ona tak powiedziała? – zdziwił się. – Widzę, że zdecydowanie przesadziła. Nie powinna ci tym grozić – skrytykował ją.


Alren nic nie odpowiedział, tylko wlepił wzrok w filiżankę i myślał, co by było, gdyby ona tak zrobiła. Nie wyobrażał sobie, że miałby znienawidzić Ellę, a ona jego.


-        Rozumiem cię – westchnął. – Pozwól jednak, że coś sprawdzę, chłopcze – powiedział po chwili Lingorus, zaskakując go.


Zaraz potem użył jakiegoś zaklęcia i przyjrzał się Alrenowi. Gdy wiedział już to, co chciał, uśmiechnął się do zdumionego Rena.


-        Co to było, Mistrzu?


-        Sprawdziłem poziom waszej więzi – powiedział spokojnie. – Nie masz się czego obawiać.


-        Jak to? – był w szoku.


-        Osiągnęliście już drugi poziom więzi, a zatem jesteście bezpieczni. Musisz bowiem wiedzieć, że czar „odwrócenia więzi:” działa tylko na więzi pierwszego poziomu.


-        Chcesz powiedzieć, że... – Alren nerwowo przełknął ślinę.


-        Tak. Nawet, gdyby Syriana rzuciła ten czar, z całą pewnością nie zadziałałby – uśmiechnął się.


-        Czy w takim razie... – Ren usiłował ochłonąć. – Czy Syriana też wie, że ten czar jest skuteczny tylko na pierwszym poziomie?


-        Jestem o tym przekonany, bo sam ją tego nauczyłem. Sądzę też, iż doskonale wie, że wy jesteście już na wyższym poziomie – rzekł rzeczowo. – Innymi słowy, ten argument to zwyczajny blef – tylko to powiedział, a Ren mocno walnął pięścią w stół, ze złości.


-        A to podstępna lisica! Okłamała mnie – syknął wściekle. – Zapłacisz mi za to, Syriano...



Aruell
Nastrój: jakoś leci, kabarecik
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 133

środa, 7.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 133


 


4/5 dzień ruanu 8976 roku, Aloria – Shall (Sypialnia Elli), noc i świt


Złotowłosa ocknęła się w ciemnym i mrocznym lesie. Gdyby nie brak śniegu, stwierdziłaby, że to Las Sverse. Jednak tu było gorąco, więc musiało to być inne miejsce. Była sama i tak przerażona, że nie śmiała nawet zawołać kogokolwiek. Zastanawiała się, co też znowu jej się śni...


Wówczas ujrzała Alrena na końcu ścieżki, ledwo widocznego w tych ciemnościach. Stał odwrócony do niej tyłem. Zaczęła go nawoływać i gonić, ale mimo iż biegła, jak szalona, nie mogła go dosięgnąć. Nagle on zniknął i pojawił się znienacka tuż przed nią.


Zamarła, widząc jego oczy. Były czarne z ciemnofioletowym połyskiem, pozbawione jakichkolwiek uczuć. Jego śmiertelnie poważna twarz wręcz ją poraziła.


-        Ren... Nic ci nie jest? – spytała niepewnie, ale on zamiast odpowiedzi wyjął swój miecz i zaatakował ją.


Ella zrobiła unik, ale zadrżała, widząc sporą wyrwę w ziemi po jego ciosie. Nie żartował. Spociła się z emocji i szybko wyjęła swój miecz. W ostatniej chwili, zablokowała jego kolejny cios, jednak siła uderzenia odrzuciła ją i upadła nieco dalej.


-        Co robisz? Chcesz mnie zabić? – głos jej się załamał, kiedy zauważyła ten złowrogi uśmiech na jego twarzy.


Zaczęła uciekać, ile sił w nogach, ale za chwilę, znów niczym duch pojawił się przed nią i uderzył kolejny raz. Uchyliła się, ale mocno zranił ją w brzuch. Rana krwawiła niemiłosiernie, a on uniósł miecz i zlizał część czerwonej mazi ze swego ostrza. Ella wiedziała już, że on nie jest sobą i tym bardziej się przeraziła.


Głowiła się, co się z nim stało. Czy to jego ciemne oblicze? A może to cały czas przed nią ukrywa? Jednak szybko potrząsnęła głową. Ktoś musiał nim sterować, kontrolować go, ale w takim razie ona nie miała żadnych szans. Chwilę po tym miała okazję przekonać się o tym na własnej skórze.


-        Księżniczko Miryonu, dzisiaj umrzesz! – syknął złowieszczym, niskim głosem, a ona zamarła.


Ren szybko podbiegł do niej i przebił ją mieczem na wylot. Krew trysnęła z jej ust, ale nie czuła fizycznego bólu, tylko rozpacz... Nieprzeniknioną i pogrążającą. Odruchowo dotknęła jego policzków. Były takie zimne i nieprzyjemne. Łzy spłynęły jej po twarzy, a nim śmiercionośna ciemność stanęła jej przed oczami, ujrzała jeszcze jego drugą dłoń, przed swoją twarzą, a potem ognistą kulę. Nie wierzyła, że to zrobi, ale tak się stało. Zaraz potem ogień zaczął bowiem trawić jej ciało. Krzyknęła przeraźliwie głośno i wówczas...


Obudziła się. Ella dawno już nie była tak mokra i przerażona po przebudzeniu. Oddychała ciężko, a z jej oczu płynęły łzy. Roztrzęsiona, objęła się ramionami i łkała cichutko.


-        Ren... – wyksztusiła. – Już dłużej nie mogę... – ukryła twarz w dłoniach.


Nie miała pojęcia, dlaczego jej się coś takiego przyśniło. Powiadają, że w koszmarach widzi się swoje największe lęki i obawy. Pojawia się to, o czym nie chcemy myśleć świadomie. Czy zatem podświadomie bała się Alrena? Czy naprawdę sądziła, że byłby w stanie ją zabić? Nie mogła w to uwierzyć...


Nieważne jak bardzo była na niego zła, że zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Nieistotne, że wciąż nie wyjaśnił jej, dlaczego z nią zerwał i utrzymuje, że jej już nie kocha. Nie pomyślała nawet przez chwilę, że mógłby jej zrobić coś takiego... Kiedy więc wyobraziła sobie, że jednak podświadomie się go boi, obawia, iż on będzie kiedyś jej wrogiem, znów zalała się łzami.


-        Ren... Chcę byś mnie przytulił... – łkała. – Chcę byś znów był przy mnie. Tak bardzo cię kocham. Tak bardzo za tobą tęsknię... – ocierała łzy i w końcu postanowiła zapomnieć o tym niedorzecznym koszmarze i wziąć się w garść.


Pamiętała, co mu obiecała i co sobie postanowiła. Nie zamierzała tego porzucać na rzecz chwilowej słabości.


-        Nie! Nie będę już płakać... Muszę być silna... – powiedziała do siebie.


Zaraz potem wstała i wyszła na taras, gdzie wiatr wysuszył jej łzy oraz dodał nowej siły do walki. Do walki o lepszą przyszłość...


***


5 dzień ruanu 8976 roku (5 dzień szkolenia), Aloria – Elish (Dom Mistrza Lingorusa), poranek


Alren znajdował się już w Elish od wczoraj. Teleportacja za pomocą kręgu magicznego nie zajęła mu zbyt wiele czasu, ale nie chciał odwiedzać swego dawnego nauczyciela wieczorem. Poczekał więc do rana, dzięki czemu miał więcej czasu na zanalizowanie sytuacji w dolinie oraz nowych faktów, jak ta tajemnicza Calina.


Gdy zaś teraz stał przed domem Lingorusa, poczuł lekkie zdenerwowanie. Nie miał pojęcia, jak on na niego zareaguje i jak będzie przebiegała rozmowa. Nie wiedział też, czy uda mu się czegoś dowiedzieć o Calinie. Same niewiadome. W końcu jednak skupił się i zapukał.


Gdy niewysoki starzec z długą, białą brodą i fiołkowymi oczami otworzył drzwi, Alren zmieszał się, a jego były mistrz uśmiechnął się i bez ostrzeżenia go objął. Ren był zaskoczony i z trudem nad sobą panował. Ogarnęło go bowiem wielkie wzruszenie, a oczy mu zwilgotniały. Lingorus wiele dla niego znaczył. Gdyby nie on, nie byłby dziś tym, kim jest. Ostatecznie objął starca delikatnie.


-        Ren, mój drogi chłopcze – rzekł Lingorus, po czym otarł łezkę wzruszenia i zaprosił go do swego domu.


Chwilę później jego gosposia przyniosła im herbaty i świeżo upieczone ciasto. Alren siedział w salonie, nieco spięty i walczył z setkami wspomnień, jakie wiązały się z tym domem. Natomiast Lingorus patrzył na niego z satysfakcją.


-        Wyrosłeś na silnego i przystojnego mężczyznę – rzekł, po wstępnym obejrzeniu Alrena. – Sądząc po twoim talencie, zapewne osiągnąłeś już taki poziom magiczny, że nawet ja nie miałbym szans – zaśmiał się starzec.


-        Mistrzu... – siłą rzeczy się zarumienił.


-        Dobrze, już dobrze. Przejdźmy do rzeczy – wypił kilka łyków herbaty. – Kiedy już omówimy sprawę Caliny, porozmawiamy na spokojnie o starych i nowych czasach – uśmiechnął się.


-        No tak. Syriana mówiła, że już cię uprzedziła – wiedział, czemu Mistrz nie był zaskoczony jego wizytą.


-        Tak. Calina... Zagadkowa dziewczyna – powiedział raczej do siebie.


-        Co o niej wiesz, Mistrzu?


-        Była moją podopieczną. Uczyłem ją historii starożytnej i dziejów magii. Elfka, ale bardzo specyficzna.


-        To znaczy?


-        Wszystkiego się bała. Była bardzo zamknięta w sobie i milcząca. Łatwo było ją wystraszyć. To co różniło ją od innych Elfów, to fakt, iż była bardzo emocjonalna. Okazywała niemal wszystkie emocje, co utrudniało jej życie – opowiadał. – W końcu została Kapłanką Hariosa, ale nie była zbyt zdolna magicznie. Miała jednak dużą wiedzę teoretyczną i dlatego pozwolono jej pracować w Sanktuarium Hariosa. Przez większość czasu zajmowała się świątynnym ogrodem i zielarstwem. Kochała bowiem rośliny i miała zmysł estetyczny.


-        To z pewnością interesujące, jednak... Dlaczego zniknęła? Dlaczego akurat wtedy? – spytał, a Mistrz się zaśmiał.


-        Widzę, że nadal jesteś niecierpliwy – skomentował, a Ren poczuł się zakłopotany. – Nie wiem, co się z nią stało, ale jestem pewny, że to, iż zniknęła akurat wtedy, gdy zaginął Harios, nie jest przypadkowe.


-        Też tak sądzę. Jakie proponujesz wyjaśnienie? – pytał rzeczowo.


-        Myślę, że Calina zobaczyła coś, co ją śmiertelnie przeraziło. Zniknęła, bo uznała, że tak będzie dla niej lepiej. Może sądziła, że po tym, co widziała, grozi jej niebezpieczeństwo? To musiało być coś bardzo szokującego i ważnego... – myślał na głos.


-        Sądzisz, że mogła zobaczyć, jak lub gdzie zniknął Harios? Była świadkiem włamania Oriany?


-        To bardzo możliwe... Nie podejrzewałbym jej o współudział, jak Syriana. Była na to zbyt tchórzliwa i dobroduszna – stwierdził zdecydowanie.


-        Rozumiem... Czyli nadal niewiele wiadomo...


-        Tak. Ale chyba miałbym dla ciebie wskazówkę. To tylko poszlaka, ale może z niej skorzystasz – powiedział po dłuższym zastanowieniu.


-        Co masz na myśli?


-        Calina często powtarzała, że marzy o mieszkaniu na wyspie Kher, gdzie jest pięknie i mogłaby cieszyć się samotnością... – Alrena zamurowało, gdy usłyszał tę nazwę. – Może tam należałoby zacząć jej poszukiwania?


-        Kher? – przełknął ślinę. – Czy to nie jest przypadkiem ta przeklęta wyspa, należąca do Norhenu?


-        Zgadza się. Wiem, że Aloryjczycy i Norheni unikają tej wyspy, jak ognia, ale po pierwsze ona nie należała do żadnego z tych narodów, jako Elf, a więc nie bała się tego miejsca. Zaś po drugie, to przekleństwo mogło być dla niej doskonałą ochroną. Być może dlatego do tej pory jej nie znaleziono? Nikt jej tam nie szukał...


-        Rozumiem, ale skoro podejrzewałeś, że ona może tam być, to dlaczego nie powiedziałeś o tym wcześniej tym, którzy jej szukali? – spytał poważnie.


-        Mówiłem, jednak nikt nie wiedział, jak dotrzeć na tę wyspę. Nikt nie odważył się tam pojechać... – zrobił dłuższą pauzę. -  Wiesz czemu, prawda?


-        Tak... – zmieszał się.


-        Potem zaprzestano jej poszukiwań, aż do teraz – uśmiechnął się. – To wszystko, co wiem na jej temat. Moim zdaniem, powinniście znaleźć drogę na Kher i tam jej poszukać. Może to dobry trop – powiedział łagodnie, a Ren skłonił głowę.


-        Dziękuję, Mistrzu. Dostarczyłeś mi cennej wskazówki...


***


Aloria – Dolina Shallos (Wieża Szermierzy), południe


Ella i Soana zrobiły sobie przerwę obiadową, w czasie zajęć z łucznictwa. Elfka zaproponowała jej typowo elficki posiłek, na co zaciekawiona Ella się zgodziła.


Jakież było jej zdumienie, gdy na stole znalazły się: zapiekanka ziemniaczana, zupa serowa, pierogi z warzywami i mnóstwo różnych surówek. W jednej chwili zrozumiała, że Elfy są wegetarianami i przypomniała sobie, że w wielu ziemskich książkach fantasy, tak to właśnie wyglądało. Westchnęła, jako że ona sama wegetarianką nie była.


-        Smacznego! – powiedziała Soana i ze smakiem zabrała się za zupę serową.


Ella uśmiechnęła się lekko i skosztowała tego z pewną dozą nieufności. Po chwili jednak odkryła, że jedzenie jest całkiem smaczne i zjadła wszystko.


Po posiłku, Soana spojrzała na Ellę z powagą. Czuła intuicyjnie, że dziewczyna ma dziś wyjątkowo zły nastrój i ostatecznie postanowiła ją o to zapytać.


-        Czy coś się stało?


-        Nie, dlaczego pytasz? – ocknęła się Ella.


-        Jesteś dziś bardzo przybita... – stwierdzała poważnie. – Jeśli nie chcesz, nie musisz mi tego mówić, ale chętnie cię wysłucham. Może nawet coś pomogę? – powiedziała łagodnie, a Ella posłała jej wdzięczne spojrzenie.


-        Dziękuję, ale to nic takiego. To tylko koszmar... – westchnęła.


-        Opowiesz mi o nim?


Ella przez chwilę się wahała, ale potem stwierdziła, że dobrze będzie wyrzucić to z siebie. Przedstawiła Soanie swój koszmar i zauważyła szczere zdumienie na jej twarzy, co było interesujące, jako że Soana zazwyczaj nie okazywała mimicznie emocji.


-        Rzeczywiście nieprzyjemny i dość dziwny ten sen... – stwierdziła po chwili. – Jednak to tylko mara nocna. Mimo iż go nie znam, to jestem przekonana, że Alren nie zrobiłby czegoś takiego. Nie powinnaś się tym przejmować.


-        Wiem, ale martwię się. Odkąd tu przybyłam, dzieją się dziwne rzeczy... Dlaczego się ode mnie odwrócił? Nic złego nie zrobiłam... – oczy jej zwilgotniały.


-        Też mnie to ciekawi, ale myślę, że tu chodzi o coś więcej... Zapewne jest coś, o czym nie wiemy – odparła. – Podejrzewam jednak, że niedługo wszystko się wyjaśni.


 

Aruell
Nastrój: leniwy
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 132

wtorek, 6.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 132


 


4 dzień ruanu 8976 roku (4 dzień szkolenia), Aloria – Dolina Shallos, południe


Tego dnia nikt nie budził Księżniczki o świcie. Pozwolono jej pospać do późna. Zmęczona i tak by się za wiele nie nauczyła. Dopiero w południe spotkała się z Gordem na kolejnej lekcji szermierki, na której skupiła się całkowicie, by nie myśleć za dużo o Alrenie.


Tymczasem zielonooki przystojniak postanowił poćwiczyć fechtunek, dla zabicia czasu, gdyż nie miał teraz nic do roboty. Poszedł na niewielką łąkę, nad brzegiem jeziora i zaczął wymachiwać dwoma mieczami, korzystając ze wszystkich znanych sobie technik, na zmianę. W pewnym momencie wyczuł znajomą aurę i tym razem jej nie zignorował.


-        Może zamiast mi się przyglądać, Sao, zmierzysz się ze mną? – powiedział nawet nie odwracając się do niej. Zaraz po tym usłyszał jej śmiech.


-        Czemu nie... – odparła i wyjęła swój miecz, a on dopiero wtedy na nią spojrzał z uśmiechem. – Tylko mnie nie zabij – dodała, ustawiając się naprzeciw niego.


-        Zastanowię się... – odparł z przekąsem, odrzucając jeden miecz, by było sprawiedliwiej.


Sao nie czekała na zaproszenie i od razu rzuciła się do ataku. Na sam początek zablefowała, że chce go uderzyć z przodu, by potem znienacka zaatakować go od tyłu. Była przy tym niezwykle szybka. Gdy Alren skrzyżował z nią miecze za swoimi plecami, uśmiechnął się do niej znacząco.


-        Jak zwykle podstępna... – skomentował i odrzucił ją jednym ruchem, aż się zachwiała.


-        Jak zwykle silny... – odpowiedziała mu tym samym.


Potem pojedynek zaczął się na dobre. Oboje atakowali się w najbardziej wredny sposób, ale tak, by nie zrobić sobie krzywdy. Co chwila Ren zatrzymywał przed nią ostrze, a ona próbowała choć troszkę go zmęczyć szybkimi ciosami. Dookoła unosił się tylko kurz i rozlegał odgłos brzęczącego metalu. W końcu zakończyli pojedynek. Alren z uśmiechem schował oba swe miecze, a Sao usiadła na ziemi, dysząc ze zmęczenia, ale również się uśmiechała.


-        Rany, rany... – pokręciła głową. -  Gdybyś nie zatrzymywał swego miecza, umarłabym już, aż pięćdziesiąt siedem razy! Dołujący wynik... – zaśmiała się z własnych słów.


-        Ale i tak jesteś lepsza, niż wtedy, gdy walczyliśmy ostatnim razem – pochwalił, pomagając jej wstać. Przez chwilę się zarumieniła, ale szybko odwróciła wzrok.


-        Cóż, w ustach takiego wojownika jak ty, to prawdziwy komplement – zażartowała, a potem westchnęła bezradnie. - Jak ty to robisz, że w ogóle się nie męczysz? – spojrzała na niego z podziwem.


-        Życie mnie nauczyło – odparł z uśmiechem.


Sao przez chwilę milczała. Wahała się, czy podejmować temat jej wątpliwości i podejrzeń, czy nie... Gdy w końcu zebrała w sobie siły, by zadać to pytanie, oboje usłyszeli głos jakiegoś strażnika pałacowego.


-        Przepraszam, że przeszkadzam – zawahał się, widząc chłodne spojrzenie Alrena.


-        O co chodzi? – spytała Sao.


-        Pani Syriana wzywa Mistrza do siebie.


-        Rozumiem – zaśmiał się, słysząc ten grzecznościowy zwrot. – Już idę – dodał, a strażnik szybko się wycofał.


-        Wygląda na to, że skończyło się twoje wolne, Mistrzu – zakpiła wesoło, a on zmierzył ją znaczącym spojrzeniem.


-        A zatem i nasza rozmowa musi poczekać – powiedział spokojnie, a potem poszedł w stronę pałacu. Sao nie miała więc innego wyjścia, jak tylko poczekać, na kolejną okazję.


***


Komnata Syriany, popołudnie...


Kiedy Alren wkroczył do komnaty Syriany, był śmiertelnie poważny. Zastanawiał się, co Arcykapłanka tym razem kombinuje. Gdy jednak ujrzał ją, siedzącą przy biurku z całym stosem ksiąg i zwojów, uznał, że to coś ważnego.


-        Wzywałaś mnie, Pani?


-        Tak, Alrenie. Jako że Gird jest teraz zajęty, to zadanie przypada tobie. Poza tym On zawsze cię lubił, z tego co mi doniesiono...


-        On? – zdziwił się.


-        Lingorus – uśmiechnęła się do Rena, a ten był w szoku.


-        Niby prawda, ale... – zawahał się. – Dlaczego wspominasz o Mistrzu Lingorusie?


-        Ponieważ musisz się do niego udać. Wyruszysz jeszcze dziś.


-        A powiesz mi chociaż, po co? – ponaglał ją.


-        Już tłumaczę – westchnęła Syriana, Jak zwykle był niecierpliwy. – Ostatnio Mirella powiedziała mi, że Calina może nam pomóc w znalezieniu Hariosa. To imię jej się przyśniło i co ważniejsze, tak się składa, że słyszałam o takiej jednej.


-        Co to za Calina? – zainteresował się.


-        Była Kapłanką Hariosa w Lorionie kilka miesięcy temu – rzekła szczerze. – Sprawdziłam kilka zapisów i wiem już o niej prawie wszystko.


-        To znaczy?


-        Calina pochodziła z rasy Elfów. Co ciekawe, pełniła swoją funkcję, w Sanktuarium Hariosa, w tym samym czasie, kiedy Harios zniknął. Natomiast po tym okropnym wydarzeniu, zniknęła bez śladu. Nikt jej potem nie widział i nie wiadomo do dziś, co się z nią stało – mówiła poważnie. – Jest więc wysoce prawdopodobne, że była świadkiem zniknięcia Hariosa lub nawet przyczyniła się do tego. A to znaczy, że trzeba ją koniecznie znaleźć, gdyż może nam dostarczyć niezwykle istotnych informacji.


-        Zgadzam się – przytaknął po namyśle. – Jednak, jak ją znajdziemy, skoro ślad po niej zaginął?


-        Nie mam pojęcia i właśnie dlatego musisz odwiedzić Lingorusa. Był jej nauczycielem i podobno utrzymywał z nią bliższy kontakt.


-        Sugerujesz, że on wie coś więcej na temat jej zniknięcia?


-        Możliwe... Poza tym jest wybitnym znawcą Elfów, co również może okazać się pomocne – stwierdziła. – Uprzedziłam go już o twej wizycie, więc możesz wyruszyć nawet teraz. Sądze, że ucieszy go widok jego ulubionego ucznia – uśmiechnęła się do Alrena znacząco.


-        Widzę, że już wszystko zaplanowałaś – westchnął i odwzajemnił ironiczny uśmiech.


-        Nie martw się o Mirellę. Nie spuszczę jej z oka – zapewniła.


-        Nie będę się sprzeczał – wiedział, że i tak nic nie wskóra. Domyślał się, że jest jej na rękę, że jego nie będzie, ze względu na Ellę, ale musiał to przełknąć.


-        Skorzystaj z pałacowego teleportu – poleciła. - A zanim wyjedziesz, pożegnaj się z Mirellą. Tak nakazuje grzeczność – ostatnie zdania zaskoczyły Alrena, ale nie miał zamiaru o to pytać.


-        Jak sobie życzysz – odparł beznamiętnie, pokłonił jej się i opuścił komnatę.


***


Aloria – Dolina Shallos (Wieża Szermierzy), późne popołudnie


Ella właśnie ćwiczyła atakowanie na manekinie, w czasie zajęć z szermierki. Był on coraz bardziej zniszczony, co świadczyło o jej postępach, jednak nadal nie potrafiła go przepołowić jednym ciosem. Mimo to Gord był pod wrażeniem, że tak szybko się uczyła. Wiedział, że w połowie jest to zasługa magii, ale drugą połowę z pewnością stanowił talent. Nigdy by nie podejrzewał tej łagodnej i wrażliwej dziewczyny o dar oraz zacięcie do fechtunku.


-        Nieźle, jak na amatora, Wasza Wysokość – usłyszeli nagle znajomy głos.


Ella od razu go rozpoznała i przerwała trening, patrząc z zaskoczeniem na, materializującego się tuż przed nią, Alrena.


-        Jednakże w tym tempie, nigdy nie ukończysz tego szkolenia... – dodał po chwili, ze złośliwym uśmieszkiem, co ją zirytowało.


-        Dlaczego jesteś taki złośliwy? Nie zasłużyłam sobie na to! – zacisnęła pięść na rękojeści i patrzyła na niego z wyrzutem.


-        Bez urazy, Księżniczko. Ja tylko mówię prawdę – puścił jej oczko, a ją szlag trafił i wymierzyła  w niego cios, który on zablokował, łapiąc ostrze w dłoń.


-        C-co robisz? – przeraziła się widząc, jak jej miecz kaleczy jego skórę dłoni, a on jednym ruchem wyrwał jej broń z ręki i odrzucił na bok. Uniósł swą dłoń, która otoczyła się białym światłem i po chwili nie było na niej śladu zadrapania.


-        Przyszedłem się pożegnać – odparł najzwyczajniej w świecie, kiedy ona wciąż drżała z emocji.


-        Pożegnać? – spytał Gord, który był zaskoczony jego wizytą.


-        Tak. Udaję się na południe, do Elish. Nie będzie mnie dzień lub dwa – wyjaśnił krótko. – Arcykapłanka poleciła mi się pożegnać, więc jestem – zerknął na Gorda kpiąco.


-        Po co tam jedziesz? – spytała zaniepokojona Ella.


-        W sprawie Caliny, Księżniczko – spojrzał na nią w taki sposób, że przełknęła ślinę. Głowiła się, dlaczego jest tak cholernie pociągający i wkurzający zarazem?


-        To się żegnaj i zjeżdżaj. Przerywasz nam zajęcia – syknął Gord, którego drażniło jego zachowanie.


-        Więcej szacunku, Gordzie – uśmiechnął się od niego znacząco. – Pamiętaj, kto tu jest szefem – dodał jeszcze, doprowadzając Gorda do szału. Mimo to blondyn opanował się.


-        Ach, wybacz mą zuchwałość... Szerokiej drogi, szefie – odparł ironicznie, akcentując ostatni wyraz, a Ren popatrzył przez chwilę na zmieszaną Ellę.


-        Do widzenia, Wasza Wysokość – rzekł poważnie, niskim głosem. – Bądź grzeczna i... ucz się pilnie – dodał jeszcze ironicznie, irytując tym Ellę. Zniknął równie szybko i tajemniczo, jak się pojawił.


***


Tymczasem, nieopodal...


Tiya, która dzięki wszechobecnym tu roślinom słyszała każde słowo w tej dolinie, uśmiechnęła się do siebie i założyła nogę na nogę, siedząc na gałęzi jednego z drzew.


-        A więc pan Alren będzie nieobecny przez jakiś czas – mruknęła z zadowoleniem. – Doskonale się składa... - poprawiła włosy i spojrzała na zachodzące już Słońce.


Pani Trzeci Generał czekała tylko na taką chwilę. Wiedziała doskonale, że to Alren jest tu najpotężniejszym ochroniarzem Mirelli. Jeśli go nie będzie, logicznym było, że nadarzy się okazja, by ją zabić.


Tiya obawiała się jeszcze trochę Syriany. Miała ona porównywalną do niej moc, tylko że przeciwną. Jednak postanowiła, że wystarczy zająć ją, w tym czasie, czymś innym. Soaną się nie przejmowała, nie mówiąc już nawet o Sao. Te panie nie miały z nią szans, więc nie zawracała sobie nimi głowy. Tylko Gord wciąż był dla niej zagadką. Niby był bardzo silny, ale nie pokazał swoich możliwości, jak do tej pory. Postanowiła więc zachować wobec niego ostrożność.


Tak, czy siak obmyśliła już nowy plan zabicia Księżniczki Miryonu. Musiała tylko poczekać, aż Alren opuści Dolinę Shallos.


-        Przygotuj się, Mirello... – mruknęła do siebie. – Twój czas dobiega już końca...



Aruell
Nastrój: mikołajkowy
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 131

czwartek, 1.grudnia.2011, 00:00



Rozdział 131


 


3 dzień ruanu 8976 roku (3 dzień szkolenia), Aloria – Dolina Shallos, noc


Gord pomógł Elli przenieść Alrena na brzeg, gdzie Syriana dokładnie go zbadała i stwierdziła, że poza tym, że stracił przytomność, przez utratę nadmiaru magicznej mocy, nic mu nie jest. Uleczyła też jego powierzchowne rany. Wszyscy patrzyli na niego z mieszanką podziwu i strachu. Tylko Ella, ku zdumieniu Sao, klęczała przy nim tak długo, aż się ocknął. Nie trwało to długo.


Gdy otworzył oczy i ujrzał jej błękitne, przerażone oczęta, uśmiechnął się lekko, po czym wstał, jak gdyby nigdy nic. Sao znów poczuła chłód na plecach. To spojrzenie, jakim obdarował Mirellę...


-        Doprawdy, Alrenie – rzekła Syriana – jesteś przerażający.


-        Już to kiedyś słyszałem – zaśmiał się odruchowo. - Potraktuję to jako komplement, Pani – dodał jeszcze lekko kpiącym głosem i spojrzał znacząco na Gorda, który był naprawdę zmieszany.


Tej nocy bowiem odkrył, że nie może się porównywać do Alrena, mimo iż mają podobną pozycję społeczną w Alorii. On też był Shiryenem, ale nie znał się na Czarnej Magii, która nawiasem mówiąc, była przecież zakazana w Alorii. Poczuł się z tym dziwnie, bo musiał uznać jego wyższość. Jego duma po raz kolejny została urażona, ale wiedział, że w tej sytuacji, musi się z tym pogodzić.


-        Gdzie się nauczyłeś tego zaklęcia? – spytała ostrzej Syriana. – Zdajesz sobie sprawę, co grozi za używanie zakazanej magii?


-        Oczywiście, jednak sama przyznasz, Pani, że wymagała tego sytuacja. Prawda? – odparł, używając jej ulubionego argumentu, więc westchnęła bezradnie.


-        Tylko dlatego, nie zostaniesz za to ukarany. Nikt się nie dowie, że rzuciłeś to zaklęcie... – zapewniła. – Choć trudno będzie wyjaśnić, jakim cudem, w  ciągu jednej mocy, ta piękna dolina przerodziła się w pustkowie... – rozejrzała się ze smutkiem.


-        To było nieuniknione, ale również żałuję tego lasu... – przyznał szczerze.


Ella, która przez dłuższy czas przyglądała się Alrenowi i wciąż była pod wrażeniem ostatniego widowiska, popatrzyła teraz ze smutkiem na okolicę. To było takie piękne miejsce... Jej oczy zwilgotniały i zapragnęła, by to wszystko okazało się tylko złym snem. Wówczas poczuła się dziwnie, jakby traciła świadomość i upadła na kolana.


-        Pani! Co ci jest? – wszyscy się rzucili, by to sprawdzić i wówczas oślepiło ich błękitne światło.


Gdy z przerażeniem otworzyli ponownie oczy, ujrzeli przed sobą kobietę w błękitnej sukni, o złotych włosach, aż do ziemi. Na jej czole widniał znak podwójnego Księżyca, a oczy mieniły się szafirowym blaskiem. Zamurowało ich.


-        Ty jesteś... – zaczął Alren niepewnie – Mira!


-        Zgadza się, mój rycerzu – odpowiedziała mu, a pozostali natychmiast przed nią uklękli, drżąc przed jej energią. Byli w szoku, widząc na własne oczy starożytną boginię, wygnaną z Egharii na wiele stuleci.


-        Ale jak to możliwe? – Ren głowił się dalej.


-        Od ceremonii Mira i Ella stanowią jedność – mówiła szybko Syriana. – Dlatego możemy się spodziewać chwilowych przebudzeń Miry w jej ciele. Dopiero, gdy zjednoczą się całkowicie, to przestanie być możliwe...


-        Pojawiłam się, by spełnić życzenie Elli i swoje, jako że jesteśmy jednością... – mówiła Bogini Miryonu – a ona nie jest jeszcze w stanie wykorzystywać swej mocy.


-        Nie do wiary... – Rena przeszył dreszcz i dopiero wtedy zorientował się, że tylko on nie klęczy.


Już chciał to zrobić, gdy poczuł dłoń bogini na swoim policzku i zastygł w bezruchu. Pozostali patrzyli na tę scenę zszokowani.


-        Mój drogi, ty nie musisz przede mną klęczeć... – powiedziała łagodnie, a Ren przełknął ślinę. – Odkąd stanowię jedność z Mirellą, podzielam nie tylko jej wspomnienia, myśli, lęki, ale i tęsknoty, uczucia.


-        T-to znaczy... – zająknął się, z wrażenia.


-        Ciii... Sam najlepiej wiesz, o czym mówię – szepnęła. – A teraz wybaczcie...


Bogini uniosła się w powietrze i zawisła nad doliną, oglądając ją z poważną miną, a pozostali wpatrywali się w nią w niemym zachwycie. Wszyscy z wyjątkiem Sao, która właśnie zrozumiała, że Księżniczka Mirella kocha Alrena...


Domyśliła się, o kim mógł mówić Alren i to nią wstrząsnęło. Świadomość, kim jest jej rywalka, przytłoczyła ją, ale postanowiła wrócić do tego później. Nie miała dowodów. Tłumaczyła sobie, że to tylko przeczucia i domysły, że może się mylić... Teraz zaś podziwiała kolejne widowisko.


Mira zamknęła oczy i w tym momencie chmury, tuż nad nią zniknęły i oświetliło ją silne światło Miryonu. To był niesamowity widok dla widzów. Potem spojrzała ponownie na dolinę.


-        „Na potęgę wszechmocnego Miryonu, co zniszczone zostało, niechaj powróci...” – powiedziała głośno i wtedy jasny, błękitny blask spowił cały zniszczony obszar.


Gdy światło zniknęło, dolina wyglądała tak, jak przedtem. Znów porastał ją bujny las, pełen kwiatów i traw. Wszystkim mowę odjęło z wrażenia. Wiedzieli, że tylko boska magia może dokonywać czegoś takiego.


-        Chyba nie jestem już dłużej potrzebna... – stwierdziła Mira, zadowolona z efektu i wówczas Ella odzyskała świadomość.


Natychmiast zaczęła spadać, aż złapał ją Alren, którego refleks jak zwykle był niezawodny. Gdy wylądowała w jego ramionach i ujrzała ciepły uśmiech, automatycznie się zarumieniła. Dopiero potem zauważyła, że w dolina wygląda, jak wcześniej i zamurowało ją.


-        J-jak to się stało?! – aż krzyknęła z wrażenia.


-        Dzięki tobie, Pani – ukłonił jej się Gord.


-        A konkretnie dzięki Mirze, która jest w tobie – uśmiechnęła się Syriana.


-        Niemożliwe... – rozglądała się zszokowana. – Ja to zrobiłam?


Wszyscy, łącznie z Alrenem, uklękli przed Ellą, co wywołało jej zakłopotanie, ale ostatecznie spojrzała na Miryon i poczuła coś ciepłego w sercu, na jego widok. W tej chwili Alren łagodnie się uśmiechał, patrząc prosto na nią z wielkim podziwem. Sao zaś znów poczuła ukłucie w sercu, gdyż jej podejrzenia, z każdą chwilą, wydawały się bardziej słuszne. Jednocześnie zauważała beznadziejność swego położenia. Gord wpatrywał się w Ellę z zachwytem i szybko bijącym sercem, ale za każdym razem, gdy napotykał wzrok Alrena, mimowolnie drżał ze strachu. Soana natomiast cieszyła się, że przyroda wróciła do pierwotnego stanu, jak przystało na Elfkę. Syriana zaś patrzyła raz na Ellę, a raz na Alrena i uśmiechnęła się do siebie.


-        Ta para... Alren - Mistrz Czarnej Magii i Mirella - Bogini Miryonu, a zarazem Pani Białej Magii... – mówiła do siebie w myślach. – Razem stanowią niepokonany duet.


Syriana wiedziała, że gdy Ella nauczy się wykorzystywać swą moc oraz całkowicie połączy się z Mirą, będzie niezwyciężona. Alren stanowił jej magiczne przeciwieństwo, więc razem uzupełniali swoje wady. Ta myśl napawała optymizmem i Syriana, po raz pierwszy od dawna, poczuła, że zapobieżenie apokalipsie Egharii i pokonanie Oriany, nie jest niemożliwe.


***


Tymczasem, gdzieś nad pałacem...


Tiya patrzyła na piękną dolinę z wielkim zaskoczeniem. Widziała całą bitwę z góry i nadal nie wierzyła w to, co zobaczyła. Najpierw Alren, który okazał się być mistrzem Czarnej Magii, zniszczył wszystkie drzewce jednym, zakazanym zaklęciem, a potem Bogini Mira we własnej osobie przywróciła dolinę do poprzedniego stanu. To wyglądało jak sen, a raczej koszmar, w jej przypadku.


-        Cholera... – syknęła Tiya. – To będzie trudniejsze, niż sądziłam.


Jako Trzeci Generał Harmeyonu w Cehronie nie miałaby szans w starciu z Boginią Mirą. Dobrze o tym wiedziała. Wniosek był więc prosty.


Musiała pozbyć się Mirelli, zanim ta nauczy się korzystać ze swej mocy lub co gorsza, ostatecznie zjednoczy się z Mirą. Wtedy to nawet Cesarzowa Oriana miałaby poważny problem z pokonaniem jej. Chyba, że... Chyba, że przedtem zdobyłaby choć część mocy Hariosa... Wtedy sytuacja mogłaby się zmienić, ale jak na razie, nikt nie wiedział, gdzie podział się Duch Egharii.


Analizowała sposoby, jakimi mogłaby wypełnić zadanie. Doszła do wniosku, że przydałoby się odizolować księżniczkę od tego potwora, Alrena, który mógłby poważnie utrudnić jej jak najszybsze unicestwienie Mirelli. Wprawdzie jego też miała zabić, ale  na razie jeszcze nie miała pomysłu, jak. Widziała próbkę jego możliwości i podejrzewała, że będzie musiała uciec się do podstępu, by go pokonać.


Tak czy siak, była wściekła, bo jej znakomity plan z drzewcami nie wypalił. A już myślała, że będzie miała spokój... Westchnęła bezradnie i zniknęła.


***



3/4 dzień ruanu 8976 roku, Aloria – Shall (Ogród Królewski), noc


Alren nie mógł spać, choć wiedział, że do świtu niedaleko i potem nie będzie już okazji. Jednak nie mógł wyrzucić z pamięci obrazu Elli i Gorda na ławce, tuż przed atakiem drzewców oraz Bogini Miry, której iluzję miał okazję ujrzeć wcześniej, tylko w innym wymiarze, kiedy pomogła mu dostać się na Ziemię.


Czuł się zakłopotany. Było mu naprawdę ciężko unikać Elli - tej piękności, której dawno już oddał serce. Nie potrafił też kontrolować swej złości, za każdym razem, gdy widział ją z Gordem.


Westchnął i siedząc na brzegu fontanny, w centrum Ogrodu Królewskiego, patrzył nieustannie w okna sypialni Elli. Wiedział, że ktoś go obserwuje zza pobliskiego drzewa, ale wiedząc, kto to, nie reagował.


Sao za to zachowywała się tak, jakby wierzyła, że jest dla niego niewidoczna. Oczywiście podejrzewała, że ją zauważył, ale nie chciała wyjść z ukrycia. Wolała patrzeć na niego z boku. Wiedziała, że jeśli wda się z nim w rozmowę i zada mu nurtujące ją pytanie, to usłyszy odpowiedź, która jej się nie spodoba. Z jakiegoś powodu wolała się oszukiwać, choćby jeden dzień lub dwa... Nie nacieszyła się jeszcze jego powrotem, by już odchodzić.


Patrząc na niego teraz, widziała, że myśli o Księżniczce Mirelli. Nie trzeba było być geniuszem, by zgadnąć i to ją zasmucało. W końcu nie wytrzymała tego i cichcem wycofała się stamtąd, do swej komnaty.


W tym samym czasie, w innej części ogrodu, Gord wpatrywał się w jezioro, siedząc na tej samej ławce, na której ostatnio obejmował Mirellę. Wciąż pamiętał jej aksamitną i gorącą skórę, zapach jej włosów, które mógł wtedy poczuć. Nieustannie słyszał w umyśle jej melodyjny głos i bicie swego serca, gdy zapłakana dziewczyna, wtulała się w jego pierś. Nawet jeśli to trwało niecałą minutę, wyolbrzymiał te chwilę do wielu godzin. Najbardziej niezwykłe były jej duże oczy o głębokim, błękitnym kolorze. Gdy w nie patrzył, miał wrażenie, że spogląda na mityczny Miryon, lśniący na nocnym niebie. Można było w nich zatonąć, jak w bezkresnym oceanie... Rozmarzył się i westchnął.


Gord był zafascynowany urodą Księżniczki Miryonu, już w chwili, gdy spotkał ją pierwszy raz, ale teraz... Teraz miał wrażenie, że z każdą chwilą, zadurza się w niej coraz bardziej. Była bowiem nie tylko nieziemsko piękna, ale i dobra, szczera i empatyczna. Miała silną osobowość i wiele ukrytych talentów. Trudno było jej nie podziwiać.


Dlatego zupełnie nie rozumiał, dlaczego Alren się od niej odwrócił, po przybyciu do Lorionu. Osobiście uważał, że albo Ren jest skończonym idiotą, albo dzieje się tu coś, o czym on sam nie ma bladego pojęcia. Co gorsza, z jego obserwacji wynikało, że Mirella też nie. To był powód jego frustracji, nawet większy niż to, że Alren był od niego znacznie silniejszy. Nie mógł bowiem patrzeć na cierpienie Mirelli.


Za każdym razem gdy ją widział, miała smutną twarz i podpuchnięte oczy, a potem brała się w garść i udawała, że wszystko jest w porządku. Miał wówczas ochotę ją przytulić, jak wtedy... Jednak obawiał się, że niedługo, nie będzie w stanie się tak hamować i zapragnie zbliżyć się do niej jeszcze bardziej. Mimo iż wiedział doskonale, że jej serce, choć tamten w jego opinii na to nie zasłużył, należało do Alrena...

Aruell
Nastrój: może być
Kategoria: brak kategorii