Blask Miryonu - Rozdział 172

środa, 29.lutego.2012, 00:00



Rozdział 172



20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, noc


Ella spojrzała na Alrena z kpiącym uśmieszkiem, kiedy mężczyzna zamknął za nimi drzwi od pokoju. Oparła się o drzwi plecami, a on spoglądał na nią z góry, z jednoznacznym spojrzeniem.


-        Co? Raptem naszła cię ochota na igraszki? – zadrwiła złotowłosa, ciesząc się w duchu, że jej plan zadziałał.


Alren nie odpowiedział, tylko przygniótł ją do drzwi i przywarł do niej całym swoim ciałem. Ella przełknęła ślinę, widząc jego zamglone alkoholem oczy i słysząc jego przyspieszone bicie serca.


-        Nie igraj ze mną, Kotku... - warknął zmysłowo i przydusił jej ręce do drewna.


-      To ty ze mną nie igraj! – odparła, udając złą i używając odrobiny magii, odepchnęła go mocno, aż się zachwiał. – Myślisz, że możesz mnie bezkarnie ignorować? Już wystarczająco długo musiałam to znosić w Alorii!


-        Chciałem tylko pobyć sam. Nie rozumiesz tego? – syknął i wypił szklankę wody, którą znalazł na stole.


-        Samotność ci nie służy, Kotku... – mruknęła z przebiegłym uśmiechem i usiadła na stole, rozpuszczając swe włosy, które do tej pory miała związane w koński ogon. Ren spojrzał na nią znacząco.


-        Prowokujesz mnie...


-      Jak na to wpadłeś? – zakpiła, opierając się rękami o blat i wyginając swe ciało tak, żeby wyeksponować swój biust. Ren wypił wodę do końca, a potem rozbił szklankę o ścianę. – Co robisz? – zdziwiła się, ale nie zdążyła dodać nic więcej, bo niespodziewanie wyrósł tuż przed nią.


Zerknęła w jego zielone, lśniące z pożądania oczy i przeszył ją dreszcz podniecenia. Szarpnął nią, jednym ruchem ściągając ze stołu i przyciągając ku sobie. Poczuła jego gorący oddech na twarzy i odruchowo rozchyliła usta.


-        Ściągaj ciuchy, Kotku... – rzekł rozkazującym tonem, aż ją zatkało.


-        Sam je sobie ściągnij, draniu! – oburzyła się.


-        Ty to zrób – zadrwił i owiał jej szyję gorącym oddechem, aż zadrżała z emocji. – To ty zaczęłaś tę grę.


-        Nieprawda... – żachnęła się i chciała się odsunąć, z powrotem na stół, ale nie puścił jej.


-      Jak chcesz... – zakpił i jednym szarpnięciem przerwał zapięcie jej gorsetu, a potem wyrzucił ubranie gdzieś obok, natychmiast wpijając się w jej obnażony dekolt.


Pod Ellą ugięły się kolana. Odchyliła głowę, zamknęła oczy i jęknęła, gdy sprawnym ruchem pozbawił ją stanika. Pieścił drapieżnie jej piersi, a po chwili chwycił ją i gwałtownie przydusił do ściany, kąsając jej szyję tak agresywnie, że serce Elli przyspieszyło niesamowicie. Z trudem oddychała, bez opamiętania gładząc jego plecy i tors. Czuła jego rozgrzaną skórę i sama też płonęła ogniem pożądania.


-        Ren... – westchnęła, czując zarazem ból i rozkosz, gdy raz pieścił językiem a raz przygryzał jej skórę.


-        Ciii... – szepnął i wziął ją na ręce, całując jednocześnie wgłębienie jej szyi.


Ella oplotła go nogami i wzdychała mu prosto do ucha, wsadzając palce w jego włosy. Chwilę później wylądowała na łóżku i zaraz potem straciła oddech, gdy wpił się w jej usta, przygniatając ją swym potężnym ciałem. Prawie się dusiła, więc chciała się nieco odsunąć, ale wówczas przygniótł jej ręce do materacu, zakończył pocałunek i patrzył jej głęboko w oczy, kiedy ona łapczywie wciągała powietrze.


W głowie jej się kręciło z wrażenia i myślała sobie, że zaraz oszaleje. Usta jej pulsowały od jego namiętnych pocałunków, serce mało nie wyskakiwało z jej piersi i głos jej odebrało. Dawno już nie widziała, by Alren był aż tak gwałtowny i zwaliła wszystko na alkohol. Przymknęła oczy, gdy dosłownie zerwał z niej pozostałe ubrania i pocałował poniżej pępka, puszczając jej ręce i gładząc z naciskiem całe jej ciało.


-        Pragnę cię... – wyjąkała półprzytomnie.


-        Wiem... – uciszył ją, zasłaniając jej usta całą dłonią, a potem niespodziewanie w nią wszedł i stłumił jej krzyk.


Świat zakręcił się dookoła i nabrał zupełnie innych barw, gdy poczuła w sobie ten żar. Jęknęła głośno, widząc spod przymkniętych powiek jego magiczne, spojrzenie. Znowu to samo. Znów odczuwała tę nieziemską, zdwojoną rozkosz.


Oboje nie myśleli teraz o niczym innym, jak o swoich ciałach i uczuciach. Ich serca biły jednym, szalonym rytmem. Oddychali z trudem, zjednoczeni tak mocno, że bardziej się nie dało. Ella podrapała jego plecy, jak kotka, zupełnie nad sobą nie panując, ale on nie czuł bólu. Czuł jej zmysłowy zapach i jedwabistą skórę, drżącą pod każdym jego dotykiem. Oboje byli na skraju wytrzymałości, aż w końcu osiągnęli punkt krytyczny.


Zamarli w bezruchu, mocno przytuleni, nie panując nad drżeniem swych ciał i czując trudną do opisania, euforyczną ekstazę, czekali, aż odzyskają zmysły i spokojny oddech. W końcu Ren przeturlał się tak, że Ella znalazła się na górze i wtuliła się w jego gorący tors. Wciąż jeszcze drżała, usatysfakcjonowana, gdy objął ją już delikatnie. Uniósł jej głowę, by spojrzeć na jej twarz i uniósł kąciki ust w triumfalnym uśmiechu, gdy ujrzał jej mocne rumieńce i błyszczące oczy.


-        Ello... – rzekł i nie dokończył, nie wiedząc jak wyrazić to, co czuł w tej chwili.


-        Czujesz się już lepiej? – mruknęła, słysząc jego ciepły ton głosu, pełen czułości.


-        Jeszcze pytasz? – zaśmiał się dyskretnie i złożył na jej ustach słodki pocałunek, który o całe mile różnił się od drapieżnej miłości, którą zafundował jej przed chwilą.


-    Martwiłam się... – wyznała, patrząc mu w oczy. – Naprawdę nie wiem, jak możesz się teraz czuć... Po tym, czego się dowiedziałeś...


-        To już nieważne... – szepnął. Gładząc jej policzki palcami, nieustannie wywołując na nich rumieńce. – Zniosę wszystko tak długo, jak ty będziesz przy mnie – rzekł spontanicznie, a jej serce podskoczyło z radości.


-        Nigdzie się nie wybieram - powiedziała, całując go po twarzy – mój książę...


Alren zaśmiał się, słysząc ostatnią uwagę. Pomyślał, że jego życie jest wyjątkowo bogate w niespodzianki i choć kiedyś w przeznaczenie nie wierzył, to teraz był już pewien, że się mylił.


-     Ironia losu, prawda? – mruknął, tuląc ją do siebie. – Najpierw okazało się, że ty jesteś księżniczką, a teraz, że ja jestem księciem... Nie sądzisz, że to zbyt wiele, jak na przypadek?


-        Nie ma przypadków. Wszystko, co się dzieje, ma swoją przyczynę i skutek... – odparła, głaszcząc go po torsie.


-        Może...


-        Ren?


-        Słucham.


-        Wrócisz tam, prawda? Do Renalii i Akiyi... – spojrzała mu w oczy, a on milczał. – Kiedy wyszedłeś, twoja... matka... Rozpłakała się. Jest przekonana, że jej nie wybaczysz tego, że cię oddała państwu Adhenos.


-        Mhm...


-        Nie mam prawa oceniać, czy to było słuszne, czy nie ani niczego ci sugerować, ale... Wydaje mi się, że to rzeczywiście uratowało ci życie. Pewnie było im ciężko...


-        Ello... – przerwał jej, wiedząc, do czego zmierza. - Nie zamierzam chować urazy. To było dawno temu... – odparł, a ona ucieszyła się w duchu, choć podejrzewała, że tak będzie.


Nawet jeśli na to nie wyglądał, Ren miał dobre serce. Wiedziała o tym od bardzo dawna.


-      Jednak nadal nie czuję się z nią związany. Nie znam jej i mimo iż jest moją matką, nie będę raptem kochającym synkiem. To wymaga czasu... Na razie próbuję zaakceptować wszystkie fakty, choć jest to dla mnie trudne...


-        Rozumiem cię, ale... Nie zostawisz ich samych sobie, prawda? – spytała poważnie.


-        Pytasz, czy im pomogę? Jeśli będę w stanie, to oczywiście – rzekł, uśmiechając się do niej lekko. – Ale to ciebie chcieli prosić o pomoc, pamiętasz?


-        Więc pomóżmy im razem – ujęła jego twarz w dłonie i ucałowała słodko, pragnąć obdarzyć go jak największą czułością.


-        Kocham cię... – wyszeptał, gdy tylko oderwała od niego swe usta. – Jesteś dla mnie wszystkim, Ello... – miał ochotę to wyznać i znów namiętnie ją pocałował, gdy tylko westchnęła ze szczęścia.


***


Tymczasem, w innym budynku


Gord i Soana siedzieli przy jednym stole w domu Renalii, która użyczyła im dwuosobowego pokoju gościnnego i pili wino, jedząc przy okazji tutejszy przysmak, przypominający jakieś chrupki. Długo milczeli, ale w końcu Soana spojrzała na niego wymownie.


-        Dziwne, prawda?


-        Co?


-        Przybyliśmy tu, by znaleźć Calinę, ale zamiast niej, spotkaliśmy Akiyę. A potem zamiast rozmawiać o przysłudze dla Heryonów, spotkaliśmy matkę Alrena i odkryliśmy, że on jest... księciem.


-        Mnie tam już nic nie zdziwi... – westchnął blondyn. – Po nich można się spodziewać wszystkiego.


-        Nie da się ukryć... Jak myślisz? Co teraz będzie?


-        Nie mam pojęcia. Liczę jednak na to, że szybko znajdziemy Calinę i opuścimy ten kraj... Nie lubię Norhenu.


-        Może polubisz, kiedy Alren zostanie jego królem? – rzekła z przekąsem, a jemu przeszedł dreszcz po plecach.


-        Nie chcę o tym myśleć... On i bez tego mnie przerasta...


-        Przestań się do niego porównywać. Spróbuj się z nim zaprzyjaźnić – westchnęła Elfka, pijąc łyk wina.


-        Znowu zaczynasz...


-        A z innej beczki... Co sądzisz o Renalii i Akiyi? – spytała poważnie.


-        Sam nie wiem. Renalia wydaje się być nieco stłamszona, wystraszona i ma wypisane na twarzy poczucie winy. Poza tym wygląda, że jest w porządku – analizował na głos. – A Akiya... Za każdym razem, gdy ją widzę, ciarki mnie przechodzą....


-        Dlaczego?


-        Ma w spojrzeniu to samo, co Alren. Budzi mój niepokój...


-        Za bardzo się tym przejmujesz. Wyluzuj – prychnęła. – Nie sądzisz, że jest śliczna?


-        Cóż... – zastanowił się. – Powiedziałbym, że nieziemska...


Gord zamyślił się, przypominając sobie wrażenie, jakie na nim wywarła na samym początku, jak tylko się jej przyjrzał w salonie. Miała piękne, niemałe piersi, wyraźnie zaznaczoną talię i długie, zgrabne nogi. Jej twarz, choć miała surowy wyraz, emanowała dostojnym pięknem. Skórę miała apetycznie śniadą, a włosy, bardzo długie i proste, czarne i zawsze związane w uroczy koński ogon. A oczy... Jej oczy go przerażały, ale chwilami i fascynowały. Miała też melodyjny głos, zmysłowy i typowo kobiecy. Gord nie miał pojęcia, że jego policzki na chwilę się zarumieniły, co Soana od razu zauważyła.


-        Rumienisz się... – uśmiechnęła się.


-        To tylko wino...


-        Niech ci będzie... – zachichotała i wznieśli kolejny toast za powodzenie misji.


 

Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 171

wtorek, 28.lutego.2012, 00:00



Witajcie!


Na dobry początek tego tygodnia, chciałabym ciepło powitać dwie kolejne czytelniczki, które dołączyły w minionym tygodniu do grona stałych bywalców  – Usę i Laurie.


Bardzo mi miło, że jesteście. ;)


Pozdrawiam też serdecznie pozostałe czytelniczki i tych, którzy nie dali się poznać. ;)


A teraz już życzę miłego czytania ;)


Aru


***


Rozdział 171



20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, popołudnie


Renalia długo patrzyła w stronę drzwi, którymi wybiegł Alren. Cisza, jaka zapanowała w pomieszczeniu była nie do zniesienia. Nikt nie śmiał się poruszyć ani odezwać. W końcu była królowa opadła ciężko na fotel, stojący nieopodal i roniąc łzy, ukryła twarz w dłoniach.


-        On mi nie wybaczy... – załkała boleśnie. – Nie wybaczy...


Słowa Renalii obudziły towarzystwo. Gord spojrzał na Soanę znacząco, a ona na niego. Nie wiedzieli, co robić. Aki usiadła, przesunęła się do królowej i wtuliła się  w jej nogi.


-        Mamo, nie mów tak...


-        Ona ma rację – rzekła nagle Ella, która próbowała zachować zimną krew, choć w środku cała się telepała z emocji. – On po prostu jest w szoku – dodała, siadając obok Renalii i kładąc dłoń na jej drżącym ramieniu.


-        Księżniczko... – kobieta spojrzała na złotowłosą niepewnie.


-        Zaufaj mi, Pani... – uśmiechnęła się Ella. – Znam go. Nie odwróci się od ciebie, Aki ani swego ludu...


-        A właśnie... – wtrąciła się Soana. – Aki jest przyrodnią siostrą Rena, tak? Dobrze zrozumiałam?


-        Tak... – skinęła głową dawna królowa. – Sześć lat po ucieczce z pałacu, związałam się z Ronvesem – moim zaufanym strażnikiem, który zawsze mnie wspierał. Zakochaliśmy się w sobie z czasem. On nigdy nie próbował zastąpić Algora. Był po prostu czuły i opiekuńczy. Kochał mnie na swój sposób, a ja odwzajemniłam jego uczucia. Wkrótce po ślubie, jaki wówczas wzięliśmy, zaszłam z nim w ciążę. Tak przyszła na świat Aki... – pogłaskała córkę po twarzy.


-        Zatem Akiya jest sześć lat młodsza od Alrena? – wnioskował Gord. – A Ronves jest jego ojczymem?


-        Zgadza się.


-        Gdzie on teraz jest?


-        Wyruszył na pewną misję. Wróci pojutrze... – wyszeptała była królowa. – Wybaczcie mi... Chcę zostać sama. Muszę pomyśleć – rzekła drżącym głosem, wstała i poszła do swej osobistej komnaty.


Nikt jej nie zatrzymywał. Akiya również skłoniła się subtelnie i w milczeniu opuściła swój dom. Gord westchnął głośno i spojrzał na Ellę oraz Soanę wymownie.


-        Co za historia... Teraz rozumiem, skąd w Alrenie ta dostojna i dumna postawa – Gord pokręcił głową z niedowierzaniem. - Książę Norhenu... Niech mnie licho! Czego jeszcze się o nim dowiem?


-      Mnie też jest trudno w to uwierzyć – przyznała Soana i nagle zauważyła, że Ella wstała i skierowała się do wyjścia. – Dokąd idziesz?


-        Poszukam Rena – rzekła krótko i wyszła, nim zdołali cokolwiek powiedzieć.


Gord zatrzymał Soanę, która chciała iść z nią i pokręcił znacząco głową. Elfka westchnęła i zgodziła się pójść z blondynem na spacer po jaskini Heryonów.


***


Wieczór, w karczmie „U Wesołego”


Alren poprosił o dwa bardzo mocne drinki, które wypił duszkiem, a następnie zamówił szklankę wina, a potem następną i następną. Pił bez opamiętania, siedząc przy barze na wysokim stołku, wpatrzony tępo w blat. Nie chciał myśleć o niczym. Nie chciał dopuścić do świadomości tego, czego się dziś dowiedział. To było zbyt szokujące... Niemożliwe... Przy trzeciej szklance wina, karczmarz odważył się do niego zagadać.


-       W porządku, nieznajomy? – spytał, ale Alren nie odpowiedział, tylko wypił kolejny łyk alkoholu, a mężczyzna pokręcił głową. – Masz mocną głowę, młodzieńcze... Ale jak to możliwe, że nigdy cię tu nie widziałem? Myślałem, że znam każdego mieszkańca Kheros...


-        Dolej, proszę.


-        Eh, musisz mieć poważny problem, skoro tak poważnie pijesz... – zamilkł, gdy ujrzał jego ponure, zielone spojrzenie i bez słowa więcej dolał mu więcej wina.


Kiedy alkohol zaczął na niego działać, zrobiło mu się gorąco. Bez namysłu zdjął wówczas swoją tunikę i odgarnął włosy z twarzy. Nim się obejrzał wokół niego pojawiły się dwie kobiety, które wręcz pożerały go wzrokiem odkąd tu wszedł, a teraz postanowiły podejść. Jedna usiadła po jego lewej stronie, a druga po prawej, ale on nie spojrzał na żadną z nich. Kobiety poczuły się tym urażone i zaczęły go dotykać.


-        Hej, przystojniaku... Może zamienisz wino na którąś nas?


-        Skuś się... Nie pożałujesz... – dodała druga.


Obie z błyszczącymi oczami, liczyły na jego uwagę, oznakę zainteresowania, ale on nadal ochoczo popijał wino, traktując je jak powietrze.


-        Ren... – usłyszał nagle gdzieś za sobą i znieruchomiał na chwilę. Dobrze wiedział, czyj to głos.


Ella stała za nim ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i patrzyła na niego z mieszanką współczucia i złości, widząc dwie seksowne kobiety obok niego, które nawiasem mówiąc, spojrzały na nią krzywo.


-        Co się tak gapicie? – warknęła złotowłosa, a one prychnęły. – Zabierajcie łapska od niego!


-        A co ci do tego? – syknęła jedna z nich i wówczas oczy Elli błysnęły błękitem.


-        On jest mój – rzekła, uśmiechając się złośliwie. Te dwie z jakiegoś powodu okropnie ją irytowały.


-        Doprawdy? To dlaczego nawet na ciebie nie spojrzał?


-        Wynocha... – usłyszały nagle jego niski, porażający głos.


-        Co?


-        Głuche jesteście? – posłał im złowrogie spojrzenie, a one zadrżały ze strachu i podniecenia zarazem. Nie znosił, gdy ktoś zwracał się takim tonem do Elli. – Powiedziałem... wynocha! – warknął, uderzając głośno szklanką o blat, aż podskoczyły.


Kobiety parsknęły oburzone i patrząc na Ellę z wyrzutem, poszły gdzie indziej. Ella zaś wzięła głęboki oddech i usiadła obok Rena. Spojrzała na niego z boku i stwierdziła, że nigdy nie widziała go w takim stanie.


-        Co z tobą, Ren? – spytała, ale on nie odpowiedział. W dalszym ciągu na nią nie patrzył.


Alren nie chciał, by Ella go takiego widziała i nie był zadowolony, że tu przyszła. Był wzburzony i już pijany. Złotowłosa, widząc jego zachowanie, westchnęła i zawołała karczmarza.


-        Wino, poproszę.


-        Oczywiście, moja piękna... – karczmarz nie mógł się powstrzymać od tego komentarza, widząc Ellę.


-        Powiedz mi, dobry człowieku... – zawahała się. – Ile on już wypił? – wskazała wzrokiem na Rena.


-        Oj dużo, Pani... Dziwota, że jeszcze nie wącha podłogi – rzekł szczerze, podając Elli wino.


-        Aha...


Jeszcze nigdy nie widziała Alrena pijanego. Owszem na wpół trzeźwego - dość często, ale to był pierwszy raz, kiedy wypił tak dużo, odkąd z nią podróżował. Nie bardzo wiedziała, czego się spodziewać, choć widziała już, że nie jest zbyt rozmowny. Choć go zagadywała, on milczał i starał się na nią nie patrzeć. Nie wiedziała, co ma z nim zrobić, aż nagle ją olśniło. Wpadła na znakomity, jej zdaniem, pomysł. Wstała więc, trzymając wino i odeszła od baru.


-      Jeśli nie chcesz ze mną gadać, poszukam sobie innego rozmówcę – bąknęła Alrenowi do ucha i przysiadła się do pierwszego, lepszego stolika.


Nie musiała długo czekać na chętnych, by dotrzymać jej towarzystwa. Jak na zawołanie, dosiadł się do niej postawny mężczyzna i pożerając ją wzrokiem, próbował jej zaimponować dowcipnymi uwagami. Ella udawała, że interesuje ją to, co on mówi, a on był wniebowzięty.


Gdy zaśmiała się specjalnie za głośno, Alren jakby się ocknął z transu i zerknął pijanym wzrokiem w stronę stolika, przy którym siedziała złotowłosa. Gdy ujrzał ją w towarzystwie podejrzanego typa, odstawił szklankę i obrócił się na stołku tak, by widzieć każdy ich ruch. Jednocześnie myślał sobie, dlaczego ona mu to robi? Czy nie rozumie, że chce być po prostu sam? Zaklął pod nosem.


Tymczasem ów mężczyzna poprosił Ellę do tańca, a ona się zgodziła. Zaraz potem pląsali, w rytm wolnej muzyki, na małym parkiecie. Z każdą chwilą pozwalał sobie na coraz więcej, a Alren śledził każdy jego ruch i czuł narastającą złość w środku. Miał wrażenie, że każdą sekundą trzeźwieje. Sam był zaskoczony, jak szybko odzyskuje zmysły, widząc, jak jakiś drań dobiera się do jego ukochanej.


-     Jakaś ty piękna, złotko... – mruknął ów mężczyzna, zsuwając dłonie na jej pośladki, a ona dyskretnie uniosła jego dłonie z powrotem nieco wyżej. – Ach, nie broń się, skarbie... Jesteś taka seksowna, że tchu mi brak... – wyjąkał, podniecony do reszty.


-        Opanuj się trochę, jeśli ci życie miłe... – zakpiła z uśmiechem.


-        Grozisz mi? – zaśmiał się.


-        Ja nie... Ale on - tak. – Wskazała wzrokiem, na siedzącego przy barze bruneta, który parzył na niego złowrogo.


-        Co za jeden? Nie znam go... – bąknął i nie zaprzestał śmiałego dotykania Elli.


Po kilku minutach mężczyzna poczuł rękę na swoim ramieniu i odwrócił się zdziwiony. Ujrzał półnagiego Alrena, który przeraził go samym spojrzeniem oraz zaciętą miną.


-        Zabieraj od niej łapy – rzekł spokojnie, bardzo niskim głosem.


-      A co ci do tego, gdzie trzymam łapy? – warknął, pokazując, że się go nie boi. Chciał zabłysnąć w oczach Elli.


-       Spadaj! – syknął złowieszczo Ren i wtedy zauważył, że do mężczyzny dołączyło jeszcze dwóch jego kumpli, węsząc w powietrzu bójkę.


-        Dajcie spokój, chłopcy... – przerwała im rozbawiona Ella. – Nie wygracie z nim. Nie macie szans.


-        Odejdź, złotko. Nie podoba mi się jego gębusia i ten ton. Przyda mu się nauczka...


-     Powtarzam po raz ostatni, zjeżdżajcie, śmiecie... Bo zaraz stracę cierpliwość – rzekł Ren, ale wówczas ten, który tańczył z Ellą, zamachnął się, by uderzyć Alrena.


Ren złapał jego cios i nawet przy tym nie drgnął, a mężczyzna zdziwił się, że nie może tej ręki cofnąć, bo jego przeciwnik trzyma go stalowym uchwytem. Alren odepchnął go tak mocno, że upadł na ziemię, wywracając kilka krzeseł. Potem zablokował ciosy pozostałej dwójki. Jednemu przyłożył w twarz tak, że zasyczał z bólu i odsunął się od niego, a drugiemu przywalił kilka razy w brzuch i na koniec kopnął w przyrodzenie. I po walce... Cała trójka podwinęła ogony i opuściła karczmę, jęcząc z bólu. Ren nie zrobił im większej szkody. Kilka siniaków i guzów. Po prostu celował w czułe miejsca i to wystarczyło.


Gdy otrzepał demonstracyjnie dłonie, usłyszał brawa. Najwyraźniej sprzeczka podobała się pozostałym klientom. Zignorował to jednak i spojrzał na Ellę w wyrzutem.


-        Po co to zrobiłaś? – warknął, a ona zadrżała.


-     Ponieważ mnie ignorowałeś – odparła równie ostro i chciała odejść, ale chwycił ją zdecydowanie za nadgarstek i pociągnął w stronę baru.


-        Co robisz? – próbowała się wyszarpać, ale nie puścił jej.


Ren bez słowa wyjął sakiewkę z monetami i wynajął u karczmarza pokój, a potem zaciągnął Ellę na górę, nie pozwalając jej na żadne protesty.



Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 170

piątek, 24.lutego.2012, 00:00



Witajcie!


Ponieważ już dwa razy proszono mnie o bonus, to niech będzie. ;)


Przed Wami jeden z najważniejszych rozdziałów w całym opowiadaniu, w którym poznacie już całą prawdę o tożsamości Alrena i innych. (albo raczej potwierdzicie lub odrzucicie swe przypuszczenia ;P)


Dodam ciekawostkę, że Akiya to właśnie ta ważna postać, o której kiedyś wspominałam i będzie nią już do końca opowiadania.


Zatem zapraszam na BONUS i życzę miłego czytania!


Pozdrawiam ;)


Aru


***


Rozdział 170



20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, południe


Przywódczyni Heryonów w Kheros miała długie, misternie upięte, czarne włosy, ciemną karnację i takie same oczy, jak Akiya oraz Ren. Nie była ani chuda ani gruba, co idealnie podkreślała dobrze skrojona, zielona suknia. Jej dekolt zdobił ładny, szmaragdowy wisior, który mienił się w tutejszym świetle. Mimo dojrzałego wieku, kobieta ta wyglądała bardzo młodo. Z całą pewnością była piękna i emanowała tajemniczą, arystokratyczną aurą.


Gdy tylko wkroczyła do salonu, przyjrzała się swoim gościom. Zatrzymała wzrok na Mirelli, której się grzecznie ukłoniła, z uśmiechem na twarzy.


-        Witaj, Wasza Wysokość w naszych skromnych progach – rzekła dostojnym, przyjemnym głosem, ale kiedy tylko jej spojrzenie natrafiło na oczy Alrena, spoważniała w jednej sekundzie.


Zapomniała o całym świecie. Wpatrywała się w niego zszokowana, z otwartą buzią i podeszła bliżej niego, bardzo powolnym krokiem. Pobladła nieco, a serce zaczęło jej bić, jak szalone.


Uporczywe spojrzenie tej kobiety i aura, którą emanowała sprawiło, że Alren zaczął drżeć, choć nie miał pojęcia, jak to wyjaśnić. Czuł dziwny ucisk w środku, miał problem ze swobodnym oddychaniem i nie mógł wyksztusić ani słowa. Patrząc na tę kobietę czuł coś podobnego, jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzał Akiyę, tylko że to obecne uczucie było znacznie silniejsze.


Atmosfera między tą dwójka była tak napięta, że przyciągała uwagę wszystkich tu obecnych. W końcu kobieta przełknęła ślinę i starała się opanować.


-        Powiedz mi, wojowniku, jak się nazywasz? – spytała niepewnie, patrząc Renowi w oczy, a on przez chwilę się zawahał, ale w końcu zdołał odpowiedzieć.


-        Alren vhe Adhenos, Pani – rzekł niskim głosem, a kobieta drgnęła i aż zachwiała się z wrażenia. – Pani! Co ci... – krzyknął i urwał, podtrzymując ją, by nie upadła.


Kobieta cała dygotała z emocji i uroniła kilka łez, nie przestając patrzeć mu w oczy, co go poruszyło. Intuicyjnie czuł coś dziwnego, będąc tak blisko niej. Kobieta uniosła powoli ręce i ujęła jego twarz w dłonie, oddychając nerwowo, jakby była w silnym szoku.


-       Alren... – wyjąkała zaskakując wszystkich, a najbardziej bruneta. – Ren... Mój synu! – załkała i objęła go tak mocno, że mało nie udusiła, a on zamarł w bezruchu, nie wierząc własnym uszom.


Wszyscy, bez wyjątku, byli zszokowani tą scena i słowami owej kobiety. Najbardziej wstrząśnięty był Alren oraz Akiya, która również znieruchomiała z wrażenia, kompletnie nie rozumiejąc zachowania swej matki. Dlatego też ona pierwsza zdołała się odezwać.


-       Mamo, co ty najlepszego opowiadasz? – krzyknęła z mieszanką wzburzenia i szoku, a kobieta odsunęła się od mężczyzny i otarła łzy, drżąca dłonią, nie mogąc przestać patrzeć na Rena.


-        Kochanie... To Alren, twój przyrodni brat... Mój syn. Mój i Algora...


-        C-Co?! – głos Akiyi się załamał. – To niemożliwe, mamo! On przecież nie żyje! – wyksztusiła po dłuższej chwili milczenia.


-    Nieprawda... Ja wiedziałam... – znów spojrzała na wstrząśniętego i bladego Alrena, który wciąż nie wierzył własnym uszom. – Wiedziałam cały czas. Czułam, że mój synek żyje i że kiedyś los zetknie nasze ścieżki... – Kobieta była szczerze poruszona.


-       Ale przecież on został pochowany! – buntowała się Akiya, choć podświadomie wiedziała, że tylko jej brat mógłby być, aż tak podobny do niej i matki.


-        W tamtej trumnie – urwała kobieta, kręcąc przecząco głową – leżał ktoś inny, Aki. Mój syn wcale nie umarł... Był duży, zdrowy i silny.


-        Cooo?! – Aki aż się zachwiała z wrażenia. – Chcesz powiedzieć, że to było jedno wielkie kłamstwo? Jak to możliwe?!


-        Wybacz, że ci o tym nie powiedziałam... Tak było bezpieczniej...


-      Chwileczkę.... – przerwał im Gord, widząc, że jego pozostali towarzysze nie są zdolni do mówienia. – Może powiesz nam, dlaczego twierdzisz, że Alren jest twoim synem? O ile mi wiadomo, jego rodzice nie żyją... – mówił rzeczowo.


-        Przybrani rodzice, Gordzie... – wtrącił się Alren. – Ale i tak... To niemożliwe, żebyś ty, Pani... – przeszedł się po pomieszczeniu, łapiąc nerwowo za głowę.


-       Alrenie, jestem twoją matką i mogę ci to udowodnić! – krzyknęła kobieta, a Ren ponownie stracił zdolność wypowiadania się i tylko patrzył na nią z mieszanką przerażenia, szoku i... nadziei.


-        Jak? – spytał ostro Gord.


-      Zaczekajcie, proszę, chwilę... – rzekła szybko i zniknęła na moment w innym pomieszczeniu, po czym wróciła z małym kuferkiem, obszytym skórą i zamkniętym na kłódkę.


Akiya, gdy ujrzała przedmiot, aż zadrżała z emocji i nerwów. Nie chciała dopuścić do myśli faktu, że ten mężczyzna jest... Pokręciła szybko głową i podeszła do matki, która otwierała właśnie kłódeczkę starym kluczykiem.


-        Co robisz, matko? Nie możesz...


-        Kochanie – spojrzała na córkę – ten medalion udowodni wszystkim, że mam rację. Tylko syn Algora może go bowiem założyć – rzekła, poczym włożyła białą rękawiczkę i wyjęła z kufra złoty medalion, w kształcie Słońca z podłużnymi rubinami w środku.


Gdy pokazała go zgromadzonym w salonie, Ella aż krzyknęła z wrażenia, co zwróciło uwagę jej towarzyszy.


-        Ten medalion... – wyjąkała. – Alrenie! Widziałam go we śnie... Miałeś go na sobie!


-        Nie pamiętam tego... – wymruczał Alren półprzytomnie, ale wierzył jej na słowo.


-        Naprawdę? – podnieciła się kobieta, podchodząc do niej. – A więc nie mylę się.


-     Co to jest, Pani? – spytał niepewnie Ren, który wciąż zastanawiał się, czy to wszystko nie jest tylko jakimś wyjątkowo długim koszmarem, a kobieta uśmiechnęła się.


-       Tylko mój syn mógłby go nosić, Alrenie. Jeśli założy to ktoś inny... – urwała, dając wisior Gordowi do ręki. – Stanie się to... – wskazała na blondyna, który upuścił natychmiast rzecz, jak oparzony.


-        To jest piekielnie gorące! – warknął Gord. Także Soana, która chciała podnieść ozdobę, szybko odsunęła palce.


-        Zgadza się...


Ella i Ren przyglądali się pięknemu medalionowi, leżącemu na podłodze, z wielkim szokiem.


-        Alrenie, podnieś to i załóż na szyję – poleciła kobieta, mimo protestów Akiyi, która bardzo się bała tego, co zobaczy za chwilę.


Ren wahał się, ale czując delikatny dotyk Elli i widząc jej łagodny uśmiech, na który się wysiliła, kompletnie zdezorientowana i zaskoczona, wziął głęboki oddech i podniósł medalion. Ku jego zdumieniu był zimny, jak każdy metal. Bez problemu więc założył go na szyję i wówczas rubiny w środku zaświeciły czerwonym światłem, które otoczyło całego Alrena. Na jego czole zaś pojawił się, mieniący kolorem krwi, znak. Mężczyzna poczuł w sobie niezwykłą moc, a ciało pulsowało.


Kobieta, widząc to znów uroniła łzy i uklękła przed nim. Na jej twarzy malowało się nieopisane szczęście i wzruszenie. Tymczasem Akiya zasłoniła usta z wrażenia i usiadła na ziemi, czując, że zaraz się przewróci. Tak bardzo drżały jej nogi.


-        To niemożliwe... – wyksztusiła młoda brunetka.


-        A jednak... Alrenie, jesteś moim synem... – rzekła kobieta.


-        Co to za medalion? Co się ze mną dzieje? – Ren tracił już kontakt z rzeczywistością.


-        To Święty Medalion Norhenu. Od zarania dziejów decyduje o tym, kto włada tym krajem. Nosić go bowiem może tylko prawowity król, a następnie jego najstarszy syn i tak dalej...


-        Zaraz, zaraz... Jak to „król”? – głos Renowi się załamał, a pozostali wstrzymali oddech.


Kobieta z trudem wstała i spojrzała  w oczy przerażonemu Alrenowi. Uśmiechnęła się do niego ciepło i chwyciła go za dłonie, czując, jakie są zimne z nerwów.


-      Nazywam się Renalia vhe Norenos. Przed laty byłam Królową tego kraju, jako żona Algora vhe Norenosa – poprzedniego Króla... – mówiła powoli, aby wszyscy wyraźnie usłyszeli. Zamarli z wrażenia.


-        Ty jesteś R-Renalia? – Soana otworzyła oczy szeroko, nie wierząc własnym uszom. – Ta, która zaginęła po śmierci Jego Wysokości?


-        Tak. Udało mi się uciec, razem z garstką innych Heryonów, dzięki poświęceniu mojego męża. To tutaj się schroniliśmy i pozwolimy, by o nas zapomniano...


-        Ale zaraz... Jeśli ty jesteś Królową Renalią... to Ren... – Ella była wstrząśnięta, a Alren oparł się o stół, próbując nie zemdleć z tego wszystkiego.


-        Tak. Alren jest synem moim i Algora, a zatem jest też prawowitym Księciem Norhenu... – rzekła dumnie, ocierając łzy wzruszenia. – Dlatego jako jedyny może nosić ten medalion i jako jedyny ma prawo do tronu w tym kraju, w przeciwieństwie do Teadosa, króla-samozwańca.


-        T-To niemożliwe... – wyjąkał Alren, szukając zaprzeczenia na twarzy kobiety, ale nie doczekał się go. – Ja nie mogę być twoim synem! Nie mogę być księciem! Przecież... gdyby tak było, nie wychowałbym się u przybranych rodziców, jak sierota! – krzyczał, masując skronie. Głowa mu bowiem pękała z bólu.


-        Niestety... To nie takie proste – zasmuciła się Renalia. – Urodziłeś się w bardzo złych czasach, Alrenie. W czasach, kiedy sprawdzano każde nowo narodzone dziecko, czy nie jest Heryonem, nie wyłączając królewskich potomków. Gdy się okazało, że dziecko jest Heryonem, natychmiast je zabijano, bez wyjątku...


-        To straszne... – wymknęło się Elli.


-        Owszem. Ukrywaliśmy z mężem swą tożsamość. Żyliśmy w stresie, bo kilka razy, prawie odkryto naszą tajemnicę. Gdyby po porodzie stwierdzono, że nasz syn jest Heryonem, to nie tylko zostalibyśmy zdemaskowani, zdetronizowani i zabici za zdradę narodu norheńskiego, ale i nasze dziecko straciłoby rychło życie... - Renalia westchnęła, gdyż opowiadanie o tym sprawiało jej ból. – Zaplanowaliśmy więc z mężem, że gdy nasze dziecko się urodzi, upozorujemy jego śmierć i oddamy zaufanym ludziom na wychowanie. Tak też było. Przy porodzie Alrena była tylko jedna osoba – położna, której bezgranicznie ufałam. Ucałowałam mojego chłopczyka i z bólem oddałam go mężowi. Tymczasem moja położna zawinęła w kocyk martwe dziecko innej kobiety, która urodziła w tym samym czasie... Niezły zbieg okoliczności, prawda? – głos jej się załamał i utkwiła wzrok w świeczniku, na stole, by nie patrzeć teraz na Alrena, który z kolei nie wiedział, co ma ze sobą zrobić.


Akiya, która o tym nie wiedziała, kręciła desperacko głową, próbując przekonać samą siebie, że to nie sen. Alren był synem Renalii i Algora, księciem Norhenu, a  zarazem jej przyrodnim bratem. Nie mogła w to uwierzyć... W tym samym czasie Ella, Soana i Gord nie wiedzieli, co o tym wszystkim myśleć, a Alren przeżywał prawdziwe katusze, poznając swą prawdziwą historię i pochodzenie, uświadamiając sobie, że przez całe życie był w błędzie.


-        Algor potajemnie zaniósł Alrena Daronowi i Evill vhe Adhenos, którzy byli od zawsze naszymi wiernymi przyjaciółmi i powierzył im naszego synka. Evill nie mogła mieć dzieci, więc czuła się zaszczycona i szczęśliwa. Ponieważ zaś nikt nie wiedział, że jest u nich niemowlę, nie sprawdzili go. Później ukrywali oni Alrena, aż można było założyć mu soczewki. Oddając naszego ukochanego synka, mieliśmy nadzieję uratować mu życie i zachować swoją tajemnicę. Planowaliśmy ogłosić prawdę, gdy Ren osiągnie pełnoletność, ale niestety los pokrzyżował nam plany...


-        Nie do wiary... – rzekła wstrząśnięta Akiya.


-      To była najtrudniejsza decyzja w naszym życiu, przysięgam... Ciężko było oddać swoje ukochane dziecko innym i udawać, że go nie znamy... Ale kochaliśmy Alrena i przez osiem lat codziennie, potajemnie o niego pytaliśmy, zapewniliśmy pomoc materialną i płaciliśmy za jego kształcenie.  – Renalia spojrzała na Rena. - Zrobiliśmy to dla twego dobra, musisz mi uwierzyć, Alrenie... – tłumaczyła swe postępowanie, gdyż mimo wszystko, od tamtej pory, co dzień czuła się winna, że oddała swego synka.


Podeszła do niego bliżej, a mężczyzna automatycznie się cofnął, zakrył usta dłonią i czuł, że traci nad sobą panowanie. Nie wiedział już czy się śmiać, czy płakać.


-       Alrenie, proszę powiedz, że mi wierzysz... – spojrzała na niego błagalnie, ale on pokręcił nerwowo głową i odsunął się od niej jeszcze bardziej.


-        Nie... Nie mogę...ja... Muszę wyjść! – wyjąkał, jednym ruchem zdjął medalion i rzucił go na stół obok, a następnie nie oglądając się za siebie wybiegł z domu, a później z jaskini.


-        Ren! – krzyknęła Ella i chciała za nim pobiec, ale Gord złapał ją zdecydowanie za rękę i pokręcił głową.


-        Zostaw go. Jest w szoku.


-        Ale...


-        Ello... On musi pobyć sam.


Ella chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wiedziała, że to bez sensu, więc odpuściła i tylko modliła się w duchu, by jej ukochany nie zrobił, z tego wszystkiego, czegoś głupiego.


 

Aruell
Nastrój: ;)
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 169

czwartek, 23.lutego.2012, 00:00



Rozdział 169



20 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Kher, przed świtem


Burza powoli słabła, ale deszcze wciąż jeszcze mocno padał, szumiąc głośno. Dało się wyczuć świeże powietrze i wilgoć. Temperatura nadal była przyjemna, ale powoli zaczynała rosnąć, w miarę jak zbliżał się dzień.


Ella wtulała się w Rena, siedząc obok niego i mruczała z zadowoleniem, co na dłuższą metę rozbawiło mężczyznę. Uniósł jej podbródek i spojrzał w mistyczne, błękitne oczy z uśmiechem na twarzy.


-        Co się tak łasisz? – szepnął, by nie zbudzić śpiących towarzyszy, w głębi jaskini.


-        A co? Nie mogę? – mruknęła, ponownie tuląc się do jego obnażonej piersi.


Miał taką gorącą skórę. Uwielbiała go dotykać i słuchać miarowego, zdecydowanego rytmu jego serca. To ją uspokajało i odprężało. Czuła się wtedy bezpieczna. Gdy Alren spojrzał na nią swoimi magnetycznymi, zielonymi oczami, zarumieniła się i rozchyliła nieco usta, a on uśmiechnął się.


-        Odczuwasz niedobór czułości, Kotku? – rzekł z przekąsem, a ona potwierdziła skinieniem głowy, rozbawiając go tym.


-     Lubię twoje ciepło, Ren... Jesteś naprawdę ciepły, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka, wcale na takiego nie wyglądasz – zauważyła, gładząc palcami jego tors, wciąż wtulona w jego ciało.


-       Dzięki, skarbie – zaśmiał się. – A tak serio... To ciepło, o którym mówisz, nie jest dla wszystkich, Ello. Tylko dla wybranych. Mało mnie więc obchodzi, na jakiego wyglądam w oczach innych.


-        Eh, zatem mam szczęście, że należę do tych „wybrańców” – zachichotała, a on puścił jej oczko i znacząco się do niej uśmiechnął.


To było takie urocze, że miała ochotę go pocałować. Pocałunek ten był krótki, subtelny i delikatny. Złotowłosa włożyła w niego całą swą miłość do Alrena, nic więc dziwnego, że mężczyzna poczuł przyjemny dreszcz i zamruczał usatysfakcjonowany, obejmując ją ramionami. Odwzajemnił jej pocałunek z taką czułością, że serce jej przyspieszyło, a na całym ciele czuła przyjemne mrowienie. Wplotła palce w jego włosy, pragnąc więcej i więcej... W końcu przytuliła się do niego mocno i pozwoliła, by pieścił jej twarz opuszkami palców oraz bawił się jej złotymi kosmykami.


-        Jestem szczęśliwa – wymruczała, zaskakując go nieco.


-        To dobrze – stwierdził, chichocząc nieco.


-        A ty? – spojrzała nagle na niego, chcąc zobaczyć jego błyszczące oczy. – Jesteś ze mną szczęśliwy?


-        Co to za pytanie, Ello? – zaśmiał się szczerze i musnął jej policzek, wywołując rumieńce.


-        No powiedz... – zamrugała pięknymi oczętami, a on złożył na jej miękkich ustach krótki pocałunek.


-        Tak. Bardziej, niż myślisz...


***


Godzina później


Alren, Ella, Gord i Soana zjedli już wspólne śniadanie i byli gotowi wyruszyć na poszukiwania Caliny. Mieli wyjątkowo dobre nastroje. Ella i Alren byli odprężeni po ostatnich, wspólnych chwilach. Soana opowiadała o swoim rodzinnym lesie, który jej się śnił, nie szczędząc szczegółów. A Gord żartował z migdalenia się Elli Rena, które go obudziło.


Kiedy już opuścili jaskinię i zastanawiali się, w którą stronę gęstego, tropikalnego lasu iść, Alren gwałtownie się poruszył i zatrzymał pozostałych ruchem ręki, patrząc uporczywie w stronę zarośli, w których wyczuł znajomą aurę.


-        Pokaż się. Wiem, że tam jesteś.


-      Nie wątpię... – usłyszeli i wówczas stanęła naprzeciw nich ta sama kobieta, którą widzieli przez chwilę, w pobliżu ołtarza Nimf Wodnych.


-        Znowu ty? – warknął blondyn i niespokojnie się poruszył.


-        Cicho, Gord – rzekł krótko Ren. – Bądź łaskawa wyjaśnić nam, kim jesteś i czego chcesz – powiedział do kobiety, której wzrok budził w nim mieszane uczucia.


Jego serce przyspieszyło niesamowicie, kiedy tylko ujrzał jej twarz, choć nie umiał tego racjonalnie wyjaśnić. Nie okazał tego jednak, chowając swe emocje pod maską niewzruszonego wojownika.


-        Nazywam się Akiya vhe Caronos. Rozumiem waszą nieufność, ale zapewniam, iż nie jestem wrogiem  - odparła rzeczowo, starając się zachować zimna krew.


Ona również czuła się nieswojo, spoglądając na Alrena. Musiała się mocno skoncentrować, by głos jej nie drżał z emocji i modliła się w duchu, by oni nie słyszeli jej nerwowego oddechu. Na jej szczęście, tylko Alren wyczuwał jej zdenerwowanie, mając wyjątkowo wyczulone zmysły, ale nie zważał na to.


-        Śledziłam was, bo taką otrzymałam misję. Miałam odnaleźć Mirellę i jej towarzyszy. Sprawdzić, jacy jesteście, jak bardzo silni i czy można wam zaufać.


-        Dlaczego szukałaś Mirelli? – spytał Ren nieufnie. – Masz do niej jakiś interes?


-        Tak.


-        Mianowicie? – Ren wciąż miał w pogotowiu swój miecz, co nie uszło uwadze dziewczyny.


-       Chodzi o pomoc dla naszego ludu. Mirella jest naszą ostatnią nadzieją na polepszenie bytu. Na powrót do normalności – powiedziała szczerze.


-        Waszego ludu?


-        Tak. Jak się okazuje - twojego też, wojowniku. Ty także jesteś Heryonem tak, jak ja i pozostali mieszkańcy Kheros, naszej osady.


-        Chcesz powiedzieć, że jest was... nas... więcej? – Alren zmienił postawę z wrogiej na zszokowaną.


-        Tak. Nasza wioska liczy sobie około stu ostatnich Heryonów.


-        S-Stu? – głos Alrena zadrżał. – To niemożliwe... Byłem pewien, że...


-        Wszystko wyjaśni moja matka, która dowodzi naszym ludem, jeśli oczywiście zgodzicie się pójść ze mną.


-       To intrygujące, ale mamy pewną misję do wykonania, która nie cierpi zwłoki – rzekł ostro Gord, który jej nie ufał. Z jakiegoś powodu czuł zdenerwowanie, patrząc na nią.


-        Wiem o tym. Słyszałam, że szukacie elfiej kapłanki, która ponoć się tu skryła... – Akiya zaskoczyła wszystkich tymi słowami.


-        Skąd, do licha, o tym wiesz? – spytała zszokowana Ella.


-        Nie doceniasz, Pani, naszego wywiadu. Ponownie cię proszę, Wasza Wysokość... – Akiya urwała i uklękła przed Ellą. – Proszę, zgódź się pójść ze mną i chociaż porozmawiać z moją matką. Jeśli się to uczynisz, przysięgam, że każdy mieszkaniec Kheros przyłączy się do poszukiwań tej kapłanki. Znamy tę wyspę lepiej od was i możemy się przydać.


-        Czyli nie wiecie, gdzie ona jest? – spytał Ren dla formalności.


-       Niestety. Na tej wyspie jest wiele miejsc, których unikamy, a tam gdzie przebywamy, nie widzieliśmy żadnej elfki. – Akiya ponownie spojrzała na Ellę błagalnie. – Uczynisz nam ten zaszczyt, Księżniczko?


Ella czuła na sobie jej intensywne spojrzenie i chwilami miała wrażenie, że widzi Alrena, co budziło jej niepokój, ale i fascynację zarazem. Wiedziała, że Gord jest przeciwny, a Soana ukrywała swe emocje, więc nie mogła zgadnąć, co elfka o tym sądzi. Alrena zaś nie musiała o nic pytać. Miała pewność, że ma on wiele powodów, by chcieć się tam udać. Ona sama zaś nie mogła zrozumieć, dlaczego spojrzenie Akiyi wzbudza jej zaufanie. W tej chwili podjęła więc optymalną decyzję.


-        Dobrze. Pójdziemy.


-       Dziękuję, Pani... – ucieszyła się szczerze, a Ella uśmiechnęła się do niej lekko, czując intuicyjnie, że nie jest ona wrogiem.


-        Prowadź zatem...


-        Oczywiście – dygnęła przed nią i wskazała kierunek drogi.


***


Dwie godziny później


Czwórka bohaterów była zmęczona dwugodzinnym przedzieraniem się przez gęstą dżunglę. Było wybitnie wyczerpujące, pomimo tego, że Akiya wybrała najprzystępniejszą trasę. Klęli i marudzili pod nosem, zwłaszcza, że było bardzo gorąco, wręcz parno. W końcu jednak cała ekipa dotarła do niewysokiej góry, w której była ogromna grota, sprytnie ukryta za magiczną barierą. Tylko Alren i Gord to zobaczyli, Soana i Ella widziały ścianę, bez żadnego otworu i dziwiły się, na co pozostali tak patrzą.


-        Sprytnie... – stwierdził Ren.


-        A jakże. Musimy być bardzo ostrożni w tych czasach...


-        Ale przecież ta wyspa jest przeklęta i nikt tu nie zagłada – zauważył Gord.


-       Zdarzają się wyjątki. Tamta kapłanka i wy jesteście tego najlepszymi przykładami – odparła. – Musimy chronić nasze dzieci, które są naszą przyszłością oraz starszych, którzy posiadają bezcenną wiedzę, a także to, co udało nam się ocalić od zniszczenia. Księgi i artefakty.


-        Rozumiemy – rzekł Ren, analizując w duchu każde jej słowo. – Prowadź nas do swej matki.


-        Oczywiście. Za mną.


Wszyscy weszli do niewidzialnej groty. Nawet Ella, która miała wrażenie, że zaraz uderzy w ścianę i poszła tylko dlatego, że wierzyła na słowo Alrenowi, który zresztą trzymał ją za rękę.


Zaraz potem wstrzymali oddech, gdy ujrzeli ukryte w jaskiniowych komorach miasteczko, pełne czarnowłosych ludzi, o zielonych oczach. Podziwiali, z szokiem wymalowanym na twarzach, niezwykłe domy w mini komórkach skalnych, wysoki sufit oraz gładkie podłoże, które z pewnością wykonano za pomocą magii. Wszędzie unosiły się zielone kule światła, oświetlając pozbawione okien domy oraz nadając temu miejscu niepowtarzalny, magiczny charakter.


Ella nie mogła się napatrzeć na to niezwykle miejsce, a Alren z bijącym sercem przenosił wzrok z jednego Heryona, na drugiego. Miał wrażenie, że znajduje się w mieście duchów. Myślał, że tylko on przeżył zagładę Heryonów, a okazało się, że jest ich około stu! Trudno mu było w to uwierzyć.


W końcu zatrzymali się przed największą komorą, do której wchodziło się przez duże drzwi, wysadzane szmaragdami. Akiya otworzyła je i zaprosiła ich do środka. Odwróciła się od nich w wielkim, nieźle wyposażonym salonie, oświetlonym przez zielone, magiczne światła.


-        To mój dom. Zaczekajcie, pójdę powiedzieć mamie, że już jesteście – rzekła podekscytowana i weszła głębiej.


-        Jak na takie warunki, nieźle się urządzili – stwierdził Gord.


-        Zgadzam się – rzekła Soana.


Tymczasem Ella obserwowała Alrena i próbowała odgadnąć jego myśli oraz uczucia. Miała przeczucie, że to wszystko jest dla niego bardzo trudne i szokujące. Chciała go jakoś wesprzeć, ale nie wiedziała, jak, więc po prostu się do niego przytuliła. Alren okazał wdzięczność, uśmiechając się do niej ciepło.


Chwilę później, w towarzystwie Akiyi, do salonu weszła kobieta, która przewodziła tutejszymi Heryonami i w salonie zapadła śmiertelna cisza, pełna powagi oraz wielkiego zaskoczenia.



Aruell
Nastrój: wesoły xD
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 168

środa, 22.lutego.2012, 00:00



Rozdział 168



19 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Runy Starego Werinas, popołudnie


Ella uśmiechnęła się lekko, widząc rozwścieczonego Alrena, od którego zaczęła buchać czarna aura, mimo iż jego oczy nadal mieniły się morskim światłem. Wiedziała, że teraz pośle tego maga do wszystkich diabłów. Po chwili jęknęła niemiłosiernie z bólu i zerknęła na Gorda, który - podobnie, jak Soana - nie był już przytomny. Ona też czuła, że niewiele brakuje... Starała się jednak jakoś trzymać i choć nie mogła się już poruszać, nie spuszczała wzroku z ukochanego.


Tymczasem Alren skoncentrował w dłoni czarną kulę energii, która wręcz iskrzyła się błyskawicami, o szkarłatnym kolorze. Czarny Mag, który był zaskoczony, że Ren się pozbierał po ostatnim ciosie, teraz drgnął niespokojnie, rozpoznając to zaklęcie, które Ren wypowiadał.


-      Nie zdołasz użyć tak silnego zaklęcia Czarnej Magii! Tylko Nekromanci to potrafią – krzyknął chrapliwym głosem, ale Ren tylko popatrzył na niego nienawistnym wzrokiem.


-        Zaraz się przekonamy, czy nie zdołam – syknął wściekle i cisnął w niego szkarłatną błyskawicą, która przeszyła pierś Czarnego Maga na wylot, zanim zdążył dostrzec jakikolwiek ruch Alrena.


-        T-To... Niemożliwe... – jęknął, zginając się w pół. – K-Kim ty jesteś? – wyjąkał i upadł z impetem na ziemię, a następnie obrócił się w proch.


To był koniec upiora. Alren nie zwlekał ani chwili i natychmiast podbiegł do ledwo przytomnej Elli, która zerknęła na niego z lekkim uśmiechem. Czuł, że dziewczyna kona mu na rękach i cały się zatrząsł ze strachu. Natychmiast użył najsilniejszego zaklęcia Białej Magii, jakie tylko znał i pocałował ją spontanicznie. Ciepło i czysta moc Alrena spowiła obolałe i zakrwawione ciało Elli. Po kilku minutach nieprzerwanej magii, Ella była całkowicie uleczona i nerwowo nabrała powietrza, gdy on oderwał się od jej ust i patrzył na nią zlęknionym wzrokiem.


-        Całe szczęście... Niewiele brakowało – odetchnął z ulgą.


-        Ren... – wyksztusiła zarumieniona, słysząc, jak szaleńczo bije jego serce.


Musiał być naprawdę przerażony.


-      Nie mam już sił... by pomóc tamtej dwójce. Postaraj się ich uratować... – wyjąkał i zemdlał, z powodu utraty zbyt dużej ilości energii.


Ella wstrzymała oddech i uspokoiła się dopiero, gdy upewniła, że on tylko zasłabł. Szybko podbiegła do Gorda i Soany, a potem użyła najlepszych zaklęć Białej Magii, jakie poznała u Syriany. Od razu jednak wiedziała, że na nic się nie zdadzą. Gdy pomyślała, że oni mogą umrzeć, zadrżała i z całej duszy stawiła tej myśli opór.


-        Nie! Nie możecie! – krzyknęła i nagle poczuła w sobie nieprawdopodobną moc.


Jej oczy zalśniły błękitem i po chwili aura Miryonu uleczyła Soanę oraz Gorda, którzy obudzili się i rozejrzeli ze zdumieniem. Ella zasapała się i zachwiała. Zużyła dużo mocy, ale była przeszczęśliwa. Alren i reszta byli zdrowi i bezpieczni. Blondyn szybko do niej podbiegł i podtrzymał ją, by nie upadła, a Soana spojrzała na nieprzytomnego Alrena z lękiem.


-        Co z nim?


-     Spokojnie, nic mu nie jest – odparła blondynka. – Pokonał Czarnego Maga i uratował mi życie. Potem ja uleczyłam was, bo on zemdlał...


-        A więc tak to było – rzekł na wydechu Gord i niewinnie ucałował Ellę w czoło, zaskakując ją. – Dziękuję.


-        Nie ma sprawy – zarumieniła się lekko i czując, że wracają jej siły, podeszła do leżącego Alrena.


W tym samym czasie z nieba zaczął lać ulewny deszcz. Rozpętała się burza i sztorm, na co od dawna się zapowiadało.


-        Co robimy? – spytał Gord i wówczas ujrzeli, jak tuż przed nimi, zmaterializowała się Nimfa Wodna.


-        Musicie udać się na Kher... Ten sztorm zaleje całe wybrzeże – rzekła zdecydowanie.


-        Co robiłaś do tej pory? – syknął Gord z wyrzutem.


-        Czekałam, aż pokonacie Czarnego Maga. Nie mogłam ryzykować, że i mnie opęta, jak wiele moich sióstr.


-        Jasne – prychnął Gord.


-        W podzięce za dobrą walkę, otworzę wam portal na Kher. To najkrótsza, możliwa droga na wyspę. Przejdźcie go bez wahania, a wyjdziecie na wybrzeże Kher – rzekła, a potem nim zdołali cokolwiek odpowiedzieć, nimfa utworzyła przed nimi błękitny, wirujący obłok, rozmiarów wrót pałacowych. – Oto on. Ruszajcie, nim sztorm nabierze sił i utrudni wam teleportację! – krzyknęła.


Gord się zawahał, Soana również na coś czekała i dopiero Ella podjęła decyzję, pokazując Gordowi, by wziął Alrena na plecy.


-        Idziemy! – krzyknęła i jako pierwsza wskoczyła do portalu.


Gord i Soana, widząc to, nie zwlekali i zrobili to samo. Jak tylko cała czwórka przeszła przez magiczne wrota, Nimfa zamknęła przejście i uśmiechnęła się do siebie, po czym rozpłynęła się, niczym mgła, wracając do swego wymiaru.


***


Kher, wieczór


Gdy Alren otworzył oczy, zobaczył skalny sufit i poczuł ciepło ogniska. W głowie mu szumiało niemiłosiernie, ale zignorował to i spojrzał w bok. Ella, Soana i Gord siedzieli wokół ognia i zajadali jakieś duże owoce.


-        Jak dobrze... Nic wam nie jest – mruknął, podnosząc się do pozycji siedzącej.


-        Ren! Obudziłeś się w końcu! – pisnęła radośnie Ella i zarzuciła mu ręce na szyję.


Odruchowo ją przytulił.


-        Dobra robota, Ello – szepnął jej do ucha, a ona zarumieniła się i uśmiechnęła do niego.


Wiedziała, że chodzi mu o uleczenie tamtej dwójki.


-        Wzajemnie.


-        Dość tych umizgów – mruknął Gord, nie patrząc na nich. – Chodź, Ren, zjesz coś.


-        O? Czyżbyś się o mnie martwił, Gordzie? – uśmiechnął się szeroko brunet, siadając obok niego, przy ognisku. – To coś nowego!


-        Hej! Myślisz, że jestem bez serca? – bąknął, podając mu jakiś owoc, a Alren zaśmiał się, widząc jego zmieszanie.


-        Swoją drogą, gdzie jesteśmy? – spytał, stwierdzając, że to jakaś grota.


Sadząc po głośnym szumie, jaki dało się tu usłyszeć, ocenił, że na zewnątrz okropnie leje.


-      Jesteśmy na Kher, Ren – rzekła Ella poważnie. – Nimfa pokazała się, gdy uleczyłam Gorda i Soanę. Otworzyła magiczne wrota, prowadzące na tę wyspę. Wylądowaliśmy na plaży, ale że jest burza, pobiegliśmy do lasu i znaleźliśmy tę jaskinię.


-        Ja rozpaliłam magiczne ognisko, a Gord poświęcił się i w tej ulewie, znalazł dla nas kilka owoców. Tutejsze drzewa są ich pełne – dodała Soana, uśmiechając się do Rena.


-        Cholerna nimfa – syknął Ren. – Nie mogła pojawić się od razu, tylko dopiero po walce?


-        Wydaje mi się, że miała interes w tym, byśmy zabili Czarnego Maga. Wszak wiele nimf ucierpiało z jego powodu.


-        Przebiegła, nie ma co – warknął, ale ostatecznie wzruszył ramionami i zjadł całkiem smaczny owoc.


-        Co teraz? – spytała Soana. – Jesteśmy już na Kher... Jak znajdziemy Calinę?


-        Nie wiem – posmutniała Ella. – Wiem tylko, że jest na tej wyspie...


-        W takim razie, trzeba będzie przeszukać każdy jej zakamarek – stwierdził Gord.


-        Owszem. Jednak dopiero, jak burza ucichnie – rzekł Ren.


-        Słusznie. Powinniśmy się przespać – dodała Ella.


-        Ktoś musi stać na warcie – zauważył Gord.


-        Zrobimy trzy zmiany – zaproponował Ren. – Każdy z nas, oprócz Elli, popilnuje obozu trzy godziny.


-        Rozsądne – uśmiechnął się Gord.


-        A dlaczego oprócz mnie? – zdziwiła się Ella.


-       Bo jesteś księżniczką – rzekł tak, jakby to wyjaśniało wszystko. – Ja zacznę. Śpijcie słodko – rzekł z przekąsem i usiadł od strony wejścia do jaskini.


Pozostali spojrzeli po sobie i z ociąganiem, ułożyli się do snu. Gord zaś czuwał, rozmyślając o wszystkich ostatnich wydarzeniach.


***


Ella znajdowała się w jakiejś jaskini, o zielonkawych ścianach. Gdy dotarła do końca groty ujrzała w dole niewielkie jeziorko, którego woda miała szmaragdowy kolor. Dookoła niego były skały, porośnięte gdzieniegdzie zielonym mchem. Gdy Ella spojrzała w górę, ujrzała czyste niebo. Z wody wystawały szpiczaste głazy skalne, a między nimi, złotowłosa ujrzała jakaś kobietę, wyglądającą przez chwilę, jak piękna wróżka.


Miała jasną karnację i kasztanowe, długie włosy. Jej głowę zdobił wianek z drobnych, białych kwiatków. Uszy były szpiczaste, a oczy zielone. Miała przewiewną, białą sukienkę i chodziła w niej po wodzie, zanurzona do kolan. Dookoła niej latały małe ptaszki, co chwilę siadając na jej ramionach i dłoniach. Uśmiechała się do nich.


Ella zastanawiała się, gdzie się znajduje i kim jest ta dziewczyna, aż nagle baśniowy obrazek zamienił się w piekło. Niespodziewanie zrobiło się ciemno, jak w nocy, woda zaczęła wrzeć, a skały żarzyły się czerwonym ogniem. Dziewczyna z krzykiem wyszła z gorącej wody i rozglądała się nerwowo, podobnie, jak Ella, której jakby ta scena nie dotyczyła. W jej jaskini było nadal spokojnie i bezpiecznie.


Nagle nad jeziorkiem pojawiła się inna postać. Była to kobieta, z pewnością piękna i seksowna, ale z jej złotych oczu biło zło w czystej postaci. Jej czerwona suknia zdawała się płonąć. Patrzyła na zielonooką z nienawiścią, a ona zadrżała i ukryła twarz w dłoniach.


-        Nieee! Odejdź! Daj mi spokój!


-        Dopiero, gdy mi powiesz, gdzie oni są. – Głos kobiety był zmysłowy i groźny zarazem.


-        Ja nic nie wiem! – łkała brązowowłosa.


-        Bzdura! Widziałaś ich... – Podeszła do dziewczyny, budząc jej lęk. – Wiesz, gdzie jest książę i ta przeklęta kapłanka... Mów!


-        Przysięgam, że nic nie wiem... – Dziewczyna drżała.


-        Przestań! – Ella nie wytrzymała i krzyknęła na cały głos.


Kobieta w czerwonej sukni odwróciła powoli głowę i spojrzała na Ellę z nienawiścią. Złotowłosa zadrżała, przypominając sobie słowa Rena - o złotych oczach. Czyżby ona była Cehronką? Nie zdołała się jednak upewnić, bo kobieta posłała w jej stronę kulę ognia, krzycząc:


-        Nie myśl, że się ciebie boję, Księżniczko Miryonu! Zabiję cię tak samo, jak ich!


Zaraz potem złotowłosa otworzyła gwałtownie oczy. Ren ją bowiem zbudził. Alren właśnie miał swoją zmianę i słyszał, jak ukochana się miota i jęczy. Domyślił się, że ma koszmar, więc postanowił ją zbudzić. Złotowłosa najwyraźniej była z tego zadowolona i nie chciała znów się kłaść, jak sugerował Ren. Wolała z nim posiedzieć do świtu i tak też zrobiła. Alren milczał chwilę, po czym zagadał do niej.


-        Kolejny koszmar? – szepnął.


-        Tak... Widziałam jakaś Elfkę w dziwnym miejscu...


-        Może to Calina?


-        Możliwe... – przyznała, zaskoczona, że nie pomyślała o niej we śnie. – Potem pojawiła się inna kobieta. Miała długie, czarne włosy, czerwoną suknię i bardzo złe, złote oczy.


-       Tak najczęściej opisują Orianę – rzekł cicho, zastanawiając się nad tym chwilę. – Nigdy jej nie widziałem, ale ten opis jest mi znany.


-        Dlaczego miałaby mi się przyśnić Oriana? – zaniepokoiła się.


-      Tobie śni się wiele niewyjaśnionych rzeczy. – Uśmiechnął się i przygarnął ją ramieniem do siebie, sprawiając, że zrobiło jej się cieplej na sercu. – Pewnie szykują się kolejne kłopoty, ale co tam... Nie martw się. Razem przezwyciężymy wszystko.



Aruell
Nastrój: wesoły xD
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 167

wtorek, 21.lutego.2012, 00:00



Rozdział 167



19 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Runy Starego Werinas, południe


Nimfa Wodna czekała w milczeniu na to, co powie czwórka ludzi, która ją wezwała, a oni nie wiedzieli, co robić.


-        I co teraz? – spytał pozostałych Gord.


-        Nie mam pojęcia... – rzekł Ren, nie spuszczając z Nimfy wzroku.


Wyczuwał, że ona im nie ufa.


-      Nie macie żadnego szafiru? – spytała Soana, przypominając sobie słowa Iliany. – Gord, może byś się ładnie do niej uśmiechnął? – zażartowała, a on posłał Elfce zabójcze spojrzenie.


-        Szafirów mam pod dostatkiem... Mężczyzn też – zaskoczyła ich Nimfa. – Dowodu czystości dusz oczekuję...


-        Ale jak mamy ci to udowodnić? – spytała Ella.


-        Jeśli nie wiecie, to waszą nieczystość oznacza – rzekła nagle gniewnie. – Zatem niechaj wieczny duch mórz was osądzi! – krzyknęła i cisnęła w nich falą morskiej magii, nim zdołali mrugnąć okiem.


Już myśleli, że jest po nich, kiedy nagle ujrzeli zielony blask. Była to aura Alrena, który osłonił ich swą heryońską mocą i patrzył Nimfie prosto w oczy morderczym wzrokiem. Kiedy tylko Wodna Bogini ujrzała jego spojrzenie i aurę, przyjęła pokojową postawę, a jej twarz złagodniała.


-        Jeśliś Heryonem, czystości dowodzić nie musisz – rzekła nagle, a  zaskoczony Ren uspokoił się i patrzył na nią badawczo, podobnie jak pozostali. – Takowe powitanie raczcie wybaczyć. Zbyt wielu głupców już nas przyzwało...


-        W porządku – rzekł Alren. – Czy teraz już nas wysłuchasz?


-        Tak, Heryonie. Dlaczegoż mnie wezwaliście?


-        Aby dowiedzieć się, jak dostać na wyspę Kher...


-        Dlaczegoż udać się tam chcecie? – spytała zdziwiona.


-       Żeby odnaleźć Elfkę, która może pomóc nam ocalić Egharię przed zagładą. To bardzo ważne. Słyszeliśmy, że możesz wiedzieć, jak tam trafić.


-        Istotnie, drogę znam – rzekła spokojnie. – I chyba, o kim mówicie, również wiem. Niedawno pewna Elfka mnie wezwała i o to samo poprosiła.


-        Prosimy zatem i my, pokaż nam drogę na Kher – rzekł z naciskiem Alren, który rozmawiał z nią, w imieniu swoim i pozostałych.


Nimfa przyjrzała im się i zatrzymała wzrok na Gordzie. Skrzywiła się nieco, a Alren od razu wiedział, dlaczego.


-        Ten tutaj na Kher wejść nie może, chyba że życie niemiłe mu jest. Klątwa każdego Norhena i Aloryjczyka zabije.


-        Chyba, że udzielisz mu błogosławieństwa, Wodna Bogini – odparł Alren ze znaczącym uśmiechem.


-        Czy za niego ręczysz, Heryonie?


-        Tak. Ręczę.


-        Dobrze. Jeśli Heryon za niego ręczy, ochronnego błogosławieństwa mu udzielam i wasze życzenie podróży na Kher spełnię – rzekła poważnie. – Na wybrzeże się udajcie. Tam na was czekać będę – dodała jeszcze i rozpłynęła się w powietrzu.


-        Zaczekaj! – zawołał, ale jej już nie było.


Alren podrapał się w głowę i obrócił twarzą do swoich towarzyszy, którzy wyglądali na zdezorientowanych.


-        Chyba powinniśmy iść nad to morze – stwierdził.


-        Myślisz, że możemy jej zaufać? – spytała Ella.


-        Nie mamy wyjścia...


***


Tymczasem, w innym miejscu


Kobieta o długich, kręconych włosach, misternie upiętych w ozdobny kok chodziła po ciemnej komnacie tam z powrotem. Jej ręce drżały, choć nie potrafiła tego wyjaśnić. W pomieszczeniu panowała głucha cisza, którą przerywał tylko szelest jej zielonej sukni, kiedy się przemieszczała. W końcu zatrzymała się gwałtownie i spojrzała ostro na zielonooką dziewczynę w płaszczu, która stała niedaleko.


-        Jesteś pewna? Wszystko, co powiedziałaś, jest prawdą?


-        Tak.


-        To niemożliwe... O ile mi wiadomo, oprócz nas nikt nie przeżył tej rzezi...


-        Najwyraźniej się myliłaś. Nie mam wątpliwości. On jest Heryonem!


-        Nie do wiary... I jest też strażnikiem Mirelli?


-        Zgadza się.


-        W takim razie, koniecznie musimy z nimi porozmawiać. To dla nas niepowtarzalna szansa.


-        Ale...


-        Wiem – nie dała jej dokończyć. - Ale nie można się nieustannie ukrywać... Zresztą świat i tak zmierza ku zagładzie.


-        Jak chcesz ich tu ściągnąć?


-        Jak to? Przecież twierdziłaś, że idą na Kher. Sami więc tu przyjdą. Jeśli on jest Heryonem, na pewno trafią na tę wyspę...


-        Oni mają inny cel, by tu przybyć. Wcale nie jest powiedziane, że nam pomogą...


-        Przyprowadź ich tutaj, Akiya... Resztą zajmę się osobiście.


-        Jesteś pewna?


-      Tak. Idź, kochana. Tylko uważaj na siebie – poleciła i poszła do innego pomieszczenia, a brunetka z końskim ogonem wzruszyła ramionami i wyszła na zewnątrz, pełna obaw i dziwnego lęku przed nieznanym.


***


Kilka minut później, wybrzeże


Kiedy cała czwórka dotarła na plażę, poczuli silny wiatr, przed którymi do tej pory chroniły ich drzewa i nie mieli już żadnych wątpliwości, że idzie sztorm. Morze było wzburzone, a niebo tak ciemne, że zdawało się zlewać z wodą, zacierając linię horyzontu. Gord, widząc to, zaklął pod nosem.


-        I gdzie ta nimfa?


-        Nie wiem – rzekł Alren i nagle zerwał się, odwrócił w prawą stronę, zwracając tym uwagę pozostałych.


Sekundę później Gord poczuł to samo i spojrzał tam, gdzie brunet. Obaj dobyli mieczy, a dziewczęta zrobiły odruchowo to samo.


-        Co jest? – spytała zaniepokojona Ella.


-        Mamy towarzystwo – warknął Gord.


-        To Norheni – dodał Alren.


Między nimi stały Ella z Mieczem Moris oraz Soana z łukiem, gotowym do wystrzału. Kilka sekund później zobaczyli dziesięciu chłopa i jedenastego, ubranego w czarny płaszcz,  z narysowanym odwróconym pentagramem na czole oraz czerwonymi ślepiami. Przez chwilę wszyscy parzyli tylko na niego.


-        Co to jest do cholery? – syknął Gord.


-        Niherus – rzekł Alren z pełnym przekonaniem.


-        Kto?


-     Czarny Mag z Niheruvionu. Jest to tajny Czarny Klasztor, w którym mnisi czczą Nihe – Boginię Śmierci, która wraz z Bogiem Ciemności – Tavurem, stanowi najpotężniejsze źródło Czarnej Magii. Nauczają tam zakazanych zaklęć i praktyk.


-        Skąd o tym wiesz? – zdumiał się Gord i nagle przypomniał sobie, jak Ren pokonał drzewce w Alorii. – Czekaj... Tylko mi nie mów...


-        Nie, nie należę do tego zakonu. Niemniej jednak faktem jest, że jeden z jego mistrzów uczył mnie Czarnej Magii.


-        Na Hariosa! – głos blondynowi zadrżał. – Jesteś diabłem...


-      Wiem – bąknął obojętnie i wezwał heryońską aurę. – Potem o tym pogadamy. Użyj Aury Shiryena. Zachowajmy szczególną ostrożność. Z tym magiem nie ma żartów. Podejrzewam, że to on opętał Nimfę Leśną, która zaatakowała Ilianę.


-        Rzeczywiście, to możliwe – stwierdziła Soana.


-        Dość gadania! – krzyknął jeden z norheńskich najemników. – Alrenie! Jeśli się poddasz, twoi towarzysze przeżyją!


-       Jaki łaskawy – zadrwił. – Mam inną propozycję. Odejdźcie, to przeżyjecie! – warknął głośno i zdecydowanie, a wojownik splunął na ziemię ze złością.


-        Sam tego chciałeś, Alrenie! – wrzasnął i dał znak do ataku.


Czwórka bohaterów zbiła się w kupę, wykazując pełną gotowość. Alren nie spuszczał wzroku z Czarnego Maga i posłał Gordowi znaczące spojrzenie.


-        Ja zajmę się Czarnym Magiem, a wy najemnikami.


-        Jasna sprawa. – Uśmiechnął się znacząco Gord, a kobiety przytaknęły na taką strategię.


Bitwa się zaczęła. Alren wyruszył, jak z procy, w stronę Czarnego Maga, od razu atakując go czarem, który rani bezpośrednio duszę, zadając niewyobrażalny ból. O dziwo jednak, wróg nie wyglądał, jakby go cokolwiek zabolało. Ren zmarszczył czoło, czując w powietrzu kłopoty.


Tymczasem Gord walczył z czterema najemnikami, od razu zauważając, że są świetnie wyszkoleni. W przeciwnym wypadku nie stawiali by mu oporu. Soana zrezygnowała z łuku i zamieniła go na dwa krótkie sztylety, którymi walczyła z trójką wojowników. Jednocześnie Ella starała się zachować zimną krew, podczas swej pierwszej, poważnej walki, używając Miecza Moris, który mienił się błękitem pod wpływem jej energii. Otaczała ją pozostała trójka mężczyzn i co ciekawe, oni byli najbardziej wystraszeni ze wszystkich, nie mając pojęcia czego się spodziewać po Księżniczce Mirelli, o której wiele słyszeli.


Jak na razie wymiana ciosów miała na celu wybadanie zdolności przeciwników i dopiero później zaczęła się prawdziwa jatka, gdy walczyli na poważnie. Alren również nie próżnował i atakował Czarnego Maga na wszelkie sposoby, dziwiąc się wciąż, czemu moc Heryonów na niego nie działa, aż w końcu sam mag rozwiał jego wątpliwości.


-        Ja nie mam duszy, chłystku. Twoja magia nic mi więc nie zrobi! – wychrypiał.


-        Jesteś upiorem – olśniło go.


-        Zgadza się, robaczku! – zadrwił, po czym uderzył w Rena niezwykle silnym zaklęciem.


Czerwony pentagram zawirował wokół Rena i zadał mu straszliwe cierpienie. Sprawił, że jego żyły popękały, powodując śmiertelne krwotoki wewnątrz ciała. Jego krzyk był tak przeraźliwy, że pozostali zaprzestali walki na kilka sekund i spojrzeli w jego stronę. Ella zadrżała ze strachu, widząc, jak Ren klęczy w centrum czerwonego pentagramu, zalany krwią. Jednak jej przeciwnicy nie pozwolili jej na żadne działanie, atakując ją dalej.


Dziewczyna wściekła się i nagle miecz zapulsował potężną, błękitną energią. Jej oczy zalśniły gniewem i zdecydowaniem, burząc przelotny lęk u jej wrogów.  Zrobiła parę uników i z kocią zwinnością wykonała kilka precyzyjnych ciosów, które powaliły trzech najemników na ziemię. Nie zabiła ich, ale i tak już nie wstali. Stracili przytomność. Gord i Soana zszokowani jej perfekcyjnymi manewrami, szybko się otrząsnęli i poszli w jej ślady. Gord zaczarował miecz aurą Shiryena, odbił wszystkie ciosy, wymierzone w jego stronę i wirując w niesamowitym tempie i powalając swoich wrogów, śmiercionośnymi cięciami. Soana nie pozostała w tyle i również pokonała swoich przeciwników, wykorzystując elfią zwinność i szybkość. Gord dobił jeszcze pokonanych przez Elle wojowników, gwoli przezorności i walka była skończona.


Po chwili, gdy wszyscy najemnicy byli już martwi, cała trójka zwróciła się w stronę maga, który spojrzał na nich kpiąco, po czym uderzył w nich tym samym czarem, co w Alrena. Bez ostrzeżenia. Towarzyszył temu przeraźliwy krzyk bruneta.


Czerwony pentagram objął teren, na którym stała trójka i zaraz potem spotkało ich to samo, co Rena. Zawyli niemiłosiernie z bólu, czując, jak pękają im żyły. Ból był tak straszliwy, że Soana zemdlała, nie wytrzymując tego. Gord jęczał, ale był przytomny, a Ella, która zdawała się cierpieć najbardziej, z całych sił, usiłowała dopełznąć do Alrena, który nie mógł na to patrzeć.


-        El-lo... – syknął, po czym usłyszał chrapliwy śmiech Czarnego Maga.


-        Tacy potężni... I co? Nędzne robaki! – zakpił.


-        Ty... sukin-synu... – rzekł gniewnie Alren, czując, jak ogarnia go szał, nad którym nie był stanie zapanować.


Nagle jego oczy zalśniły błękitem. Otoczyła go energia w kolorze zielono-niebieskim. Wyszeptał kilka słów i otaczająca go magia uleczyła jego ciało, co do joty. Mężczyzna wstał, pełen nowych sił, nie zdając sobie sprawy z tego, że po raz kolejny korzystał z mocy Miryonów.


-       Już nie żyjesz, upiorze! – warknął złowieszczo, koncentrując w dłoni swą energię. – Skoro tak lubisz Czarną Magię, pokażę ci coś specjalnego z jej zakresu...



Aruell
Nastrój: wesoły xD
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 166

czwartek, 16.lutego.2012, 00:00



Rozdział 166


19 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Runy Starego Werinas, poranek


Podczas wspólnego śniadania, nie dało się nie zauważyć, że Alren wstał lewą nogą i tylko Ella wiedziała, jaki jest tego powód. Natomiast Soana i Gord woleli nie poruszać tego tematu, wiedząc doskonale, że gdy Alren jest zły, należy mu schodzić z drogi. Kiedy pozostali jeszcze jedli, Alren postanowił pójść się odświeżyć. Zaraz za nim poszła Ella, a Soana głośno westchnęła.


-    Nie wytrzymam z tą parą...


-    Ciekawe, co tym razem go ugryzło? – zastanawiał się Gord.


-    Nie wiem, ale mam nadzieję, że szybko się pogodzą. Ciarki wędrują mi po plecach, gdy Ren ma takie spojrzenie, jak dziś...


-    Przerażające, nie? Wiem coś o tym.


-   No racja – skinęła głową, przypominając sobie szkolenie Elli w Alorii. – Miałeś nawet przyjemność skosztować jego siły – zakpiła wesoło, a on się skrzywił.


-    Nie przypominaj mi.


Soana i Gord najwyraźniej przypadli sobie do gustu i dyskutowali nadal o mało istotnych rzeczach, kiedy w tym samym czasie Ella dogoniła Rena. Poszedł on do strumienia, w lesie, za ruinami, gdzie zdjął górne odzienie, kucnął i przemywał twarz w krystalicznie czystej wodzie, wypływającej z pobliskich gór.


Złotowłosa stała przy drzewie i patrzyła, jak krople wody, spływające po jego twarzy, mienią się w Słońcu, a potem ujrzała jego błyszczące, zielone oczy, którymi na nią spojrzał i przełknęła ślinę.


-    I co się tak skradasz, Ello?  – spytał raczej z rozbawieniem, mocząc, a następnie odgarniając włosy do tyłu, a ona podeszła do niego.


-   Ren... Jeśli uraziłam cię, nie mówiąc ci o tych snach, to przepraszam – rzekła, patrząc mu w oczy, po czym odwróciła głowę z zakłopotaniem, czując, że Ren pożera ją wzrokiem.


-    Nie jestem już zły – bąknął, myjąc się.


-    Jesteś.


-    No dobrze, może trochę – przyznał. – Dziwnie się poczułem oglądając cię w wielkim łożu, w tamtej haleczce, w towarzystwie tego typa. W dodatku Cehrona...


-    Ren... – westchnęła. – Dlaczego jesteś zazdrosny o Siriusa?


Alren nie odpowiedział, a Ella zmarszczyła czoło i zmusiła go, by na nią spojrzał, stając dokładnie naprzeciw niego.


-    Jak możesz być zazdrosny o kogoś ze snu? – oburzyła się. – Przecież wiesz, że kocham tyko ciebie – rzekła z wyrzutem.


-    To nie do końca tak... Nie podoba mi się, że nigdy o tym nie wspomniałaś, zwłaszcza jeśli to od niego zdobyłaś informacje o Calinie – mówił rzeczowo, nie patrząc na nią, tylko wycierając się dokładnie.


Ella miała już dość tej rozmowy, więc odwróciła ku sobie jego twarz i żarliwie go pocałowała. Ren zadrżał, czując ten intensywny pocałunek, ale zapanował nad sobą i chciał się delikatnie odsunąć. Dziewczyna nie dała jednak za wygraną. Mężczyzna jęknął, czując jej dłonie na swoich nagich plecach i przestał się hamować, odwzajemniając namiętny pocałunek. Potem zaś pociągnął ją ku sobie i zamknął w stalowym uścisku. Ella uśmiechnęła się, czując smak zwycięstwa, a potem poddała mu się całkowicie. Kochali się szybko i intensywnie, a gdy później leżeli w trawie, przy strumieniu, dysząc głośno, zastanawiali się, o czym rozmawiali przed chwilą.


Ella przeturlała się tak, że znalazła się dosłownie na nim i spojrzała mu głęboko w oczy, a on pogładził jej zarumienione policzki. Nie musiała nic mówić, Ren wiedział, o co jej chodzi.


-    Niech ci będzie, Kotku. Przeprosiny przyjęte...


***


Kilka minut później...


Wszyscy zebrali się w pobliżu ołtarza i przymierzali do przywołania Nimfy. Mieli już przygotowany kwiat Ravineria i zastanawiali się, jak to będzie wyglądało. Zanim jednak zaczęli rytuał, Ren spojrzał gwałtownie w bok, niepokojąc pozostałych.


-    Co się stało, Ren? – spytała Ella.


-    Mam już tego dosyć – syknął. – Śledzi nas od Soal i jeszcze się mu nie znudziło. Nie ruszałem go, bo sądziłem, że w końcu się od nas odczepi...


-    Co? O czym ty mówisz? – zdziwił się Gord, nie wyczuwając niczego.


-    O tym, że od dawna mamy ogon, ale nie jest to wróg. Raczej ciekawski jakiś, który nie powinien widzieć tego rytuału – westchnął. – Hej ty! Wyłaź stamtąd, dość już widziałeś! – krzyknął w stronę krzaków, gdzie coś się poruszyło, ale nikt się nie pokazał.


-    Rzeczywiście... Słyszę jakiś szmer... – stwierdziła Elfka, która miała najlepszy słuch z nich wszystkich, ale mimo tego, do tej pory nic nie zauważyła.


Najwyraźniej ten ktoś się maskował, aż do teraz.


-    Głuchy jesteś? – warknął Ren. – Pokaż się, albo sam cię stamtąd wykurzę!


Zaraz potem usłyszeli głośne odgłosy, które cichły z każdą chwilą. Zorientowali się, że ten ktoś próbuje uciec, ale Ren ani myślał na to pozwolić.


Nagle Alrena otoczył magiczny wir wiatru. Machnął raz ręką i po chwili, nad drzewami ujrzeli jakąś zakapturzoną postać, otoczoną przez wir powietrza, wywołany przez Rena. Mężczyzna sprawił, że zaczęła się ona do nich zbliżać i powoli opadać na ziemię.


Niespodziewanie czar Rena został magicznie rozproszony i dziwny człowiek zwinnie wylądował. Ren był w szoku, że ten ktoś złamał jego zaklęcie. Później usłyszeli coś w rodzaju przekleństwa i zamarli, gdy kaptur, zakrywający twarz tej osoby, zsunął się. Ujrzeli wówczas, że była to piękna kobieta o długich, czarnych włosach, związanych w kitkę. Nie to jednak przyciągnęło ich uwagę, tylko te zmysłowe, kocie i zielone oczy oraz twarz, która nasuwała im wszystkim na myśl to samo skojarzenie...


Ich kontakt wzrokowy trwał jednak tylko kilka sekund, gdyż zaraz potem zobaczyli, jak otacza ją zielona aura, która również wydawała im się znajoma, a następnie ujrzeli, że dziewczyna zniknęła, jak duch.


Wszyscy byli w szoku, po tym spotkaniu. Najbardziej jednak Alren, który wyglądał, jakby zobaczył zjawę. Ella musiała przyznać, że nigdy nie widziała, by był aż tak zaskoczony. Gord obserwując jego reakcje, wysunął swe pierwsze przypuszczenia.


-    Czy mi się wydaje, czy to była Heryonka? – spytał wprost, patrząc na Rena, a on dopiero wtedy się ocknął.


-    Tak... Bez wątpienia...


-    Ale czy nie mówiłeś, że ich wytępiono? – zdumiała się Ella.


-    Najwyraźniej, nie jestem jedynym wyjątkiem...


-    Nic dziwnego, że jej nie wyczułem. Tylko Heryon może zlokalizować innego Heryona. Pozostali nie mają szans.


-    Dziwne... Skoro potrafiła zniknąć w taki sposób, dlaczego pozwoliła, byś ją wyczuwał? – zastanawiała się Soana.


-    Nie wiem. Myślę, że robiła to specjalnie... Może chciała nas sprawdzić? Albo nie wiedziała, że jestem Heryonem i sądziła, że jest niewidoczna? – odpowiadał raczej mechanicznie, bo wciąż był pod wrażeniem tego spotkania. – Dziwne uczucie...


-    Spotkać swojego? – spytał automatycznie Gord.


-    Też... Ale nie tylko to mną wstrząsnęło - przyznał. -  Ona... Kiedy na nią patrzyłem – urwał, nie wiedząc, jak to wyrazić.


-   Chyba wiem, o co ci chodzi – rzekła nagle Ella. – Ona wyglądała jak twoja żeńska wersja. Te rysy, oczy, karnacja, włosy. Wypisz, wymaluj – cały ty. Tylko blizny jej brak...


-    Może to twoja siostra? – spytała bezwiednie Soana.


-    Niemożliwe... Nie mogę mieć rodzeństwa – natychmiast odrzucił taką ewentualność. – Jest podobna, bo pochodzimy z tego samego ludu – odparł, choć serce wciąż biło mu niesamowicie szybko.


-    Sam w to nie wierzysz – zakpił Gord, a Ren tym razem tego nie skomentował, gdyż Gord miał trochę racji.


-    Później o tym pomyślimy. Pogoda się psuje. Powinniśmy szybko odprawić rytuał – rzekła zdecydowanie Ella.


-    Masz rację – zgodziła się Soana, po czym wrócili z powrotem do ołtarza.


***


Tymczasem


Kobieta w płaszczu pojawiła się w jakimś lesie, daleko od miejsca, w którym przebywali Ella i pozostali. Przez chwilę stała nieruchomo, opierając się o drzewo i rozglądała nerwowo. Serce wciąż biło jej szybko. Oddychała głośno. Pierwszy raz była tak blisko tego mężczyzny, o zielonych oczach, który bez wątpienia był Heryonem, jak ona.


Dziewczyna obserwowała sytuację w ruinach i omal nie umarła z wrażenia, gdy odkryła, że jeden ze strażników Mirelli jest Heryonem. Wcześniej nosił soczewki i nie wiedziała o tym, ale później nie było już żadnych wątpliwości. Była w takim szoku, że chciała od razu wrócić i powiedzieć wszystkim, że jest ich więcej, niż sądzili. Jednak mężczyzna ten tak ją zafascynował, że postanowiła śledzić ich dalej i dziwiła się tylko, że on jej na to przyzwala. Wiedziała bowiem, że od dawna ją wyczuwał. W końcu nie wytrzymał i omal nie doszło do konfrontacji. Zdołała uciec w ostatniej chwili... Odetchnęła z ulgą. Nie była jeszcze gotowa na spotkanie z nimi, a już na pewno nie miała zamiaru z nimi walczyć. Podejrzewała, że mogłoby do tego dojść, gdyby odmówiła wyjaśnień, w kwestii śledzenia.


Mimo że minęło już kilkanaście minut, wciąż miała przed oczami twarz tego mężczyzny i z jakiegoś powodu nie mogła o niej zapomnieć. „Dlaczego, do jasnej cholery, on jest tak bardzo do mnie podobny?” – pytała samą siebie w kółko. Miała wrażenie, że zaraz oszaleje i doszła do wniosku, że musi przestać o tym myśleć. Postarała się wyciszyć, oddychała głęboko.


W końcu uspokoiła się i spojrzała w niebo, wieszcząc w duchu silną burzę, po mocno zachmurzonym niebie i charakterystycznej duchocie dookoła. Postanowiła zaprzestać śledzenia Mirelli, wrócić do domu i poinformować wszystkich o tym, co odkryła. Tak też uczyniła.


***


W tym samym czasie, w pobliżu Ołtarza Nimf Wodnych


Pogoda popsuła się gwałtownie. Zerwał się silny wiatr, a gruba warstwa ciemnogranatowych chmur przysłoniła Słońce. Wszyscy wiedzieli, że zanosi się na silną burzę, więc musieli się pospieszyć z rytuałem.


Alren wziął kwiat Ravinerii i położył go na ołtarzyku. Zaraz potem na jego płycie zalśnił jakiś napis, mieniący się błękitem, a w miejscu czterech rogów ołtarza zaświeciły szafirowe płomienie. Gord spojrzał na litery i zdumiał się.


-    To chyba starożytne pismo Egharczyków...


-    Zgadza się - odparł Ren.


-    Powiedz jeszcze, że umiesz to przeczytać – rzekł blondyn z wahaniem, a brunet posłał mu ironiczny uśmiech.


-    „O, boginie z wody zrodzone, przyzywam was!” – rzekł głośno Ren i po chwili ziemia na chwilę zadrżała, a wiatr zatoczył koło wokół ołtarza.


Zaraz potem wszyscy ujrzeli niezwykłe zjawisko. Nad płytami zmaterializowała się postać kobiety w niebieskiej sukni, o jasnej skórze i długich, błękitnych włosach. Jej oczy miały prawdziwie morski kolor i to coś, co sprawiło, że wszyscy zaniemówili. Unosiła się w powietrzu, jak zjawa i spoglądała a nich z góry nieufnym wzrokiem.


-    Zdziwionam, żeście mnie przyzwać potrafili. Raczcie mi swe powody wyjawić i o swej czystości zapewnić, albo morska siła was osądzi i pochłonie...


______________________________________________


P.S. Po tym rozdziale prawidłowa odpowiedź na pytanie w sondzie jest już chyba oczywista. ;) Zdecydowana większość z Was dobrze obstawiła. ;) Na deser powiem tylko, że to jeszcze nie koniec niespodzianek, związanych z tożsamością tej dziewczyny. ^^



Aruell
Nastrój: chory ;/
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 165

środa, 15.lutego.2012, 00:00



Rozdział 165


18 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Ruiny Starego Werinas, wieczór i noc


Minęło kilka godzin. Alren i Ella opuścili Świątynię Miryonu, zadbawszy uprzednio, by jej wrota były dobrze zamknięte. Następnie rozbili obóz w pobliżu ołtarza Nimf Wodnych i czekali na swoich kompanów.


-    Coś długo ich nie ma... – westchnęła Ella.


-    Mam nadzieję, że sobie poradzili.


Spojrzał w stronę gór ze sceptycznym wyrazem twarzy. Nie był bowiem tego taki pewien.


-    Na pewno niedługo wrócą.


Uśmiechnęła się lekko, co chwila zerkając na niezwykły miecz Miros, który należał teraz do niej.


-    I tak musimy zaczekać z rytuałem do świtu. Powinniśmy dobrze odpocząć przed spotkaniem z Nimfą.


-    Słusznie. Potem udamy się na Kher i znajdziemy Calinę...


-    O ile rzeczywiście ona tam jest.


-    Jest – rzekła z nadmierną pewnością, co zwróciło uwagę Rena.


-    Skąd ta pewność? – zdziwił się, a ona zmieszała i nie bardzo wiedziała, jak mu to wyjaśnić. – Czy ja o czymś nie wiem? – spytał, jak najbardziej poważnie.


-    Nie... To znaczy tak... – zawahała się, nie wiedząc, jak on na to zareaguje.


-    Ello, co się dzieje? – spytał zaniepokojony, zmuszając ją, by na niego spojrzała.


-    Od jakiegoś czasu... – westchnęła. – Mam dziwne sny.


-    Masz je przecież, odkąd sięgam pamięcią.


-    Owszem, ale od kilku tygodni w moich snach pojawia się dziwna osoba, właściwie to mężczyzna – powiedziała ostrożnie, a brew Rena drgnęła, gdy usłyszał ostatnie słowo.


-    Jaki mężczyzna?


-    Twierdzi, że ma na imię Sirius i pilnuje jakiś wrót w pałacu Miryonu...


-   Pałac Miryonu? Wrota? – słuchał z coraz większym zainteresowaniem i zdziwieniem. – O czym ty mówisz? Twierdzisz, że cały czas śniłaś o Miryonie i nic mi nie powiedziałaś? – był po trosze zszokowany i urażony.


-    Nie patrz tak na mnie... – obruszyła się. – Dopiero, gdy się przebudziłam, byłam w stanie stwierdzić, że to miejsce, które widziałam w snach, to Miryon. Poza tym, to co mi się śni jest tak dziwne, że trudno mi o tym mówić...


-    Wspomniałaś coś o wrotach?


-    Tak. W ich pobliżu zobaczyłam go po raz pierwszy – mówiła coraz ciszej, jakby przeczuwała, że Alren jest zdenerwowany. – Nazwał je chyba Wrotami Przeznaczenia, czy jakoś podobnie... Nie pamiętam już.


-    Nie mam pojęcia o co może chodzić... – Był w szoku. – A ten facet? Sirius, tak? Czemu on ci się śni?


-   Nie wiem, naprawdę... – wyznała, zgodnie z prawdą. – Jest bardzo dziwny i trudno mi go ocenić. Twierdzi, że istnieje naprawdę i rzeczywiście jest na Miryonie, a ja go tylko odwiedzam w czasie snu.


-    To niemożliwe... Cały Miryon jest objęty potężną, starożytną klątwą i nie ma takiej opcji, by ktoś był w stanie tam żyć. On kłamie! – Ren sam nie wiedział, dlaczego czuje gniew na samą myśl o nim.


-    Ja tylko mówię to, co on mi przekazał. I nie wiem, czy możemy sobie pozwolić na lekceważenie jego słów... – urwała.


-    Dlaczego?


-    On dużo wie, Ren. Chyba więcej, niż my razem wzięci.


-    Na przykład?


-  Wiedział od początku, że jestem Księżniczką Miryonu i mówi wiele zagadkowych rzeczy. Wciąż wspomina o jakiejś kobiecie i zachowuje się, jakby był kimś wysoko postawionym – myślała głośno, a Alren słuchał w skupieniu. – Czasami mnie prowokuje, a czasami ignoruje, więc nie wiem, jakie są jego intencje. Jednak to on powiedział mi o Calinie... Okazało się potem, że ona naprawdę istnieje, a ostatniej nocy wyznał, że ona na pewno jest na Kher. O tym też wiedział od początku. Mam wrażenie, że się mną bawi, ale jednocześnie, to dzięki niemu tu teraz jesteśmy...


-    Nie podoba mi się ten typ – burknął. – Tak samo, jak nie podoba mi się to, że ci się śni...


Ella przyglądała mu się uważnie i doszła do wniosku, że jest zły. Podejrzewała, iż to zazdrość, ale czuła, że to nie tylko to. Sama nie wiedziała, jak to nazwać. Wyglądał na odrobinę zawiedzionego i zmartwionego zarazem.


-    Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? – Spojrzał jej w oczy z minimalnym wyrzutem, a ona westchnęła.


-   Do niedawna, nie wydawało mi się to na tyle ważne, by o tym mówić. Poza tym, wiedziałam, że będziesz zazdrosny i zły, jak się dowiesz, że śni mi się inny mężczyzna...


-    Nie jestem ani zły ani zazdrosny! – zdziwił się i oburzył zarazem.


-    Akurat... Kogo ty chcesz oszukać, Ren? – zmarszczyła czoło. – Myślisz, że jestem ślepa? Za dobrze cię znam...


-    Masz rację – przyznał szczerze po namyśle. – Nie podoba mi się to wszystko... A jeśli on nas prowadzi na manowce? Jeśli to ktoś o niecnych zamiarach? Coś mi tu śmierdzi... Miryon. Wrota. Calina...


-    Uspokój się.     Myślę, że nawet jeśli on jest podejrzany, to jednak mówił prawdę, odnośnie Caliny.


-    A co mówił?


-    Powiedział, że to, co ona widziała, pomoże nam w znalezieniu Hariosa i że dzięki niej dowiem się, kim on naprawdę jest.


-    Dziwne...


Alren chciał jeszcze pociągnąć ten temat, ale w tej chwili oboje z Ellą ujrzeli Gorda i Soanę, którzy właśnie wrócili. Musieli więc przerwać tę rozmowę. Złotowłosa zdumiała się, widząc, jacy są brudni.


-    Co wam się stało, u licha?


-   Powiedzmy, że mieliśmy małą przeprawę z tą jaskinią... – westchnęła Soana. – Najważniejsze jednak, że zdobyliśmy ten kwiat – rzekła z uśmiechem i pokazała piękną roślinkę, zabezpieczoną elfią magią, by nie zwiędła.


-    A cóż to były za przeszkody, że nawet Shiryen Alorii miał problemy? – ironizował Ren, patrząc na Gorda z kpiącym uśmiechem, a blondyn tylko się skrzywił.


-    Nie dokuczaj mu – rzekła Soana bezradnie. – Góra się zatrzęsła i zasypała grotę jaskini. Musiałam użyć elfiej magii, by znaleźć inne wyjście, które nawiasem mówiąc, też było zasypane. Odkopaliśmy więc wejście używając różnej magii i dlatego tak wyglądamy – opowiedziała.


-    Nieważne. Grunt, że wróciliście i macie roślinę – stwierdziła Ella. – Odpocznijmy, bo już późno. Jutro odprawimy rytuał – zarządziła.


Nikt nie protestował, nawet Alren, który miał ochotę wrócić do tamtej rozmowy. Ostatecznie bowiem wpadł na znacznie lepszy pomysł i tylko czekał, aż Ella zaśnie u jego boku...


***


Kiedy Ella otworzyła oczy, znajdowała się w wielkim, królewskim łożu. Podskoczyła więc niespokojnie, gdy usłyszała znajomy, niski głos.


-    Witaj, Wasza Wysokość...


Spojrzała w bok i ujrzała siedzącego na brzegu łóżka Siriusa, tylko w spodniach. Na jego obnażonym torsie błyszczał dziwny medalion w kształcie koła. W środku ujrzała ozdobny obrazek, który przedstawiał dwa splecione ze sobą węże: czerwony i złoty, które to kierowały w swą stronę otwarte paszcze. Wzdrygnęła się, gdyż ten medalion wywołał w niej nieprzyjemne uczucie.


Dopiero po chwili nerwowo spojrzała na siebie i z lękiem stwierdziła, że ma na sobie tylko błękitną, koronkową halkę z jedwabiu. Szybko przykryła się kołdrą i spojrzała na niego z wyrzutem.


-    Co tu robisz?


-    Przyszedłem, bo wyczułem, że tu się pojawisz – rzekł spokojnie. – Nie sądziłem jednak, że tym razem będziesz miała towarzystwo – dodał tajemniczo, a Ella się zdziwiła.


-    O czym mówisz?


-    O nim – rzekł i pstryknięciem palców, otworzył drzwi do sypialni, za którymi Ella ujrzała Alrena w bardzo dziwnym stroju.


-    R-Ren? – aż krzyknęła z wrażenia.


-    Niespodzianka – rzekł obniżonym głosem. – Wybacz wtargnięcie, Ello, ale musiałem zobaczyć tego typa na własne oczy. Swoją drogą, w ciekawych okolicznościach się spotykacie – dodał, patrząc z wyrzutem na łoże i Ellę w samej halce.


-    To nie tak, jak myślisz!


Zerwała się z łóżka i podbiegła do niego. W jej oczach ujrzał prawdziwy lęk i domyślił się, czego się bała.


-    Później o tym porozmawiamy – rzekł ostro. – Teraz muszę zamienić kilka słów z tym gościem.


Alren, ubrany w czerwone, arabskie spodnie, przepasane złotym, jedwabnym pasem, podszedł do Siriusa, który cały czas uśmiechał się do niego ironicznie. Na nagiej piersi Rena błyszczał złoty medalion w kształcie słońca, wysadzany podłużnymi rubinami. W lewym uchu miał bardzo podobny do wisiora, elipsoidalny kolczyk, a na rękach ozdobne, złote bransolety. Mężczyzna zatrzymał się dopiero tuż przed Siriusem i raczył go wrogim, zielonym spojrzeniem, które chyba jednak nie robiło na nim wrażenia.


Ella nie mogła oderwać oczu od Alrena. Jego obecność tutaj była dla niej zupełną nowością, a to, jak wyglądał w tym stroju, dodatkowo podsycało jej podniecenie i zarazem zdziwienie. Kiedy obaj tak stali, musiała przyznać, że wyglądali zabójczo, jakby byli ulepieni z tej samej gliny i mieli tę samą krew. Emanowali podobną, władczą i zdecydowaną aurą, która działała na jej zmysły.


-    Nie przypuszczałem, że sam Alren zaszczyci mnie kiedyś swoją obecnością – rzekł spokojnie Sirius. – Miło cię wreszcie poznać.


-    Wątpliwa przyjemność – burknął, nie przerywając kontaktu wzrokowego.


-    Skoro tak twierdzisz... Przyszedłeś, bo jesteś zazdrosny? – spytał prowokacyjnie i zaraz potem został przyparty do muru pomieszczenia jednym, szybkim ruchem.


-    W co ty grasz, draniu? – warknął, przyduszając go ramieniem, ale on się tylko głośno zaśmiał.


-    Gwałtowny i nieufny... Najwyraźniej plotki mówiły prawdę – stwierdził sucho i odepchnął go mocno. – Nie pozwalaj sobie jednak na zbyt wiele, bo inaczej...


-    Co? – prychnął. – Wiesz, ilu takich, jak ty, mam na koncie?


-    Zapewne sporo, ale nie martw się... Nie obchodzi mnie ich los i mścić się nie zamierzam.


-    A to ciekawe – syknął. – Zastanawiam się, co Oriana, by na to powiedziała – uśmiechnął się do Siriusa perfidnie.


-    Nie wspominaj o niej w mojej obecności! – wrzasnął Sirius i poruszył się gwałtownie, jakby chciał walczyć z Alrenem, a Ella usiłowała zrozumieć, o co tu chodzi.


-    O? Masz na pieńku z cesarzową? – zakpił.


-    Czego ty chcesz? – spytał ostro, opanowując się.


Sirius już nie miał ochoty na żarty.


-    Chcę wiedzieć, dlaczego śnisz się mojej ukochanej – spytał wolno i zdecydowanie. – Wyjaśnij mi to, Cehronie! – krzyknął i wówczas...


Sen się skończył. Powoli świtało. Alren otworzył oczy i zerknął od razu na Ellę, która obudziła się w tym samym momencie i spojrzała na niego z przerażeniem. Otarła pot z czoła i podniosła się do pozycji siedzącej.


-    Co to miała być? Co robiłeś w moim śnie? – spytała z pretensją w głosie.


-    Chciałem sprawdzić, kto ci się śni i dobrze zrobiłem – rzekł ostro. – Zważywszy na to, kim on jest...


-    Nazwałeś go Cehronem, dlaczego? – spytała nieco przestraszona.


-    Bo on nim jest. Cechą charakterystyczną dla Cehronów są złote oczy. Tylko oni takie mają.


-    Nie wierzę...


-    Ello, to jest jedyna rzecz, której jestem w tej chwili pewien – odparł poważnie. – Sirius pochodzi z Cehronu, kraju naszego najgorszego wroga...



Aruell
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 164

wtorek, 14.lutego.2012, 00:00



Witajcie ;)


Zapraszam na walentynkowy rozdział, choć jego treść za bardzo nie pasuje do klimatu tego dnia. ;P


Życzę miłego czytania.


Pozdrawiam ;)


***


Rozdział 164


18 dzień ruanu 8976 roku, Norhen - Jaskinia Meranou, około południa


Soana uśmiechnęła się do Gorda, który odkąd zaczęli rozmawiać, miał o wiele łagodniejszą twarz. Zupełnie, jakby zaczął przyzwyczajać się do Elfki i darzyć ją sympatią. Nie mieli okazji poznać się lepiej w Alorii i zgodzili się co do tego, że trzeba to nadrobić.


Blondyn wciąż czekał, aż zielonooka zacznie swoją opowieść, a ona zrzuciła swój brązowy warkocz z ramienia na plecy i zaspokoiła jego ciekawość:


-   Pochodzę z dużej osady, o nazwie Eron, położonej nad jeziorem Onoyo. Jestem jedynaczką, ale u elfów to akurat normalne. Nie znajdziesz żadnego Elfa, który miałby rodzeństwo. Moi rodzice są nauczycielami i całe dnie spędzają w Akademii Erońskiej, na nauczaniu młodych pokoleń.


-    Jak trafiłaś do Alorii?


-    Syriana mnie zaprosiła. Jestem łuczniczką w Armii Królewskiej i normalnie spędzam czas pilnując pałacu królowej. Musiałam jednak odpowiedzieć na wezwanie Arcykapłanki Egharii. Po zakończeniu swego zadania, wrócę do swoich obowiązków.


-    Rozumiem... Zatem mamy ze sobą coś wspólnego.


-   To prawda, ale z tą różnicą, że ty możesz nie wykonać rozkazu, a ja nie mam takiej wolności. Muszę być bezwzględnie posłuszna królowej. Na szczęście jest ona dobrą osobą, pomimo hmm... trudnego charakteru.


-    Dobrze wiedzieć – odparł. – Zostawiłaś w Elmeronie jakiegoś bliskiego przyjaciela? – spytał z  uśmiechem, a ona się zaśmiała.


-    Nie. Jestem z natury samotniczką i najlepiej się czuję w swoim towarzystwie.


-    Oho, czyli teraz nie czujesz się najlepiej? – zażartował.


-    Nie mam nic przeciwko towarzystwu twojemu, ani Alrena i Elli. Lubię was. Dobrze wiesz, co miałam na myśli – puściła mu oczko, a on skinął tylko głową.


Nagle jaskinia zatrzęsła się i dwójka bohaterów zatrzymała się gwałtownie. Otoczyli się barierami ochronnymi i zaczęli nagle biec przed siebie, unikając spadających im na głowy odłamków skał.


-    Co jest grane? – krzyknął Gord.


-    Chyba jaskinia się wali!


-    Ale dlaczego?


-    Skąd mam wiedzieć? Może to jakaś magiczna pułapka?


-    Możliwe... Biegnijmy!


***


Tymczasem, Świątynia Miryonu w ruinach Sterego Werinas


Alren i Ella podeszli do wielkich, kamiennych wrót, pokrytych w całości runami. Oboje nie mieli pojęcia, jak je otworzyć, więc Ren skupił się i przeczytał kilka wyróżniających się wersów starożytnego pisma, przypominając tym samym Elli, że zna ten język.


-    „Umiłowany przybyszu. Jeśliś pokojowy i sprawiedliwy, z Jej imieniem na ustach, wejdź do środka i znaj naszą gościnność!”


-    Mam rozumieć, że trzeba powiedzieć jakieś hasło? – zastanowiła się Ella.


-    Na to wygląda. Jej imię? Chyba chodzi o Mirę?


-    Mira! – krzyknęła Ella głośno, ale drzwi ani drgnęły.


-    Wydaje mi się, że trzeba wypowiedzieć całe jej imię w języku starożytnych Miryończyków – rzekł Alren po chwili. - Mira Iyonarios! – krzyknął i nagle wrota poruszyły się.


Alren i Ella wstrzymali oddech, gdy zaraz potem weszli nieśmiało do imponującej świątyni. Chwycili się za ręce. Czuli się bowiem tak przytłoczeni, że aż niepewni. Sufit był tu tak wysoki, że trudno było go w ogóle dostrzec. Wszystkie ściany miały ciemnogranatowy kolor. Wysokie i dość wąskie okna, wypełnione były błękitno-srebrnymi witrażami i wyglądały jak zaczarowane w promieniach Słońca. Przez specjalne otwory w dachu wpadało światło, w postaci wąskich i mistycznych smug. Podłoga wykonana była z ciemnego marmuru i połyskiwała, jakby posypana brokatem. Alren i Ella szli, oszołomieni klimatem tego miejsca, między rzędami srebrnych ławek, aż dotarli do imponującego ołtarza.


Znajdowała się na nim rzeźba, oświetlona smugą światła słonecznego, idealnie oddająca wygląd Miry, która w jednej ręce trzymała Błękitny Księżyc, a w drugiej Srebrny. Ella dziwnie się poczuła oglądając swoją podobiznę, ale nic nie powiedziała. U podnóża rzeźby stał stół, przykryty niebieskim płótnem, na którym leżała gruba księga, wysadzana klejnotami. Wszędzie dookoła można było podziwiać inne, pomniejsze rzeźby i płaskorzeźby różnych postaci oraz zdobione filary, podtrzymujące dach świątyni. Ciarki przechodziły im po plecach, za każdym razem, gdy słyszeli głośne echo własnych kroków, ginące w głuchej, mistycznej ciszy.


Gdy obejrzeli już wszystko, Ella podeszła do ołtarza i wahała się przed dotknięciem księgi. Alren stanął za nią i objął ją, czując tym samym jej delikatne drżenie.


-    W porządku, Kotku?


-   Chyba tak, choć ta świątynia... Czuję, że krew mnie parzy, rozpiera mnie jakaś dziwna energia i co chwilę mam wrażenie, że zaraz stracę przytomność.


-    To dlatego, że jesteś reinkarnacją Miry, którą tu czczono. To miejsce jest wypełnione twoją aurą – rzekł, tuląc się do jej pleców. – Sam czuję się tu nieswojo. Znajdźmy, co mamy znaleźć i wynośmy się stąd.


-    Słusznie – powiedziała i wtedy dotknęła księgi, która natychmiast oślepiła ich błękitnym światłem.


Otworzyła się sama, a oni zdumieli się widząc, że karty są puste. Ella kierując się intuicją, przejechała dłonią po kartkach i wtedy w sposób magiczny zaczęło się na nich coś malować, aż w końcu ujrzeli dwa rzędy starożytnego pisma. Alren przeczytał je i pokręcił głową ze zdumienia.


-    Co tu jest napisane?


-    „Początkiem jestem i końcem. Wiedzą nieograniczoną przez czas. Pytaj, a odpowiedź uzyskasz.”


-     O co tu chodzi? – zdumiała się i cofnęła rękę. Napis natychmiast zniknął.


Kiedy Ren dotknął księgi, nic się nie działo i wówczas zrozumiał, z czym ma do czynienia.


-   Niech mnie licho... To jedna z Ksiąg Wiedzących. Niezwykle cenna, ale zupełnie bezużyteczna dla wszystkich, którzy nie są Miryończykami. Tylko oni bowiem mogą z niej korzystać – był oszołomiony odkryciem. – Czytałem kiedyś, że zniszczono wszystkie takie księgi, po upadku Miryonu, bo nikt w Egharii nie wiedział, co zawierały.


-    Co mam robić?


-    Jesteś Miryonką, ba, Mirą! Zapytaj o coś wiadomego, by sprawdzić, jak to działa.


-    Dobrze...


Ella przesunęła ręką po kartach księgi i spytała ją o imię swej siostry. Księga odpowiedziała natychmiast i oboje ujrzeli napis: „Mary” w starożytnym języku. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo.


-    To niepowtarzalna okazja! Zapytaj, gdzie są pozostałe świątynie – rzekł, a Ella wykonała jego polecenie. Zaraz potem Alren zaczął czytać na głos odpowiedź: - „Pięć świątyń, niczym pięć kątów boskiego znaku i szósta, ta co oznacza środek...”


-    Za wiele to nie jest i w dodatku zagadka – westchnęła Ella.


-    Prawda, czytałem o tym, że odpowiedzi tych ksiąg zwykle miały taki charakter, ale czekaj... Pięć świątyń... Pięć kątów boskiego znaku...


-    Co to znaczy? – spytała, a on się zamyślił, aż nagle go olśniło.


-    Pentagram! Boski znak! I ma pięć wierzchołków, więc się zgadza – odparł euforycznie. – Wychodzi na to, że każda ze świątyń leży na wierzchołku olbrzymiego pentagramu. Jakie to musi być wielkie, skoro obejmuje całą Egharię. Nie mogę się nadziwić, że starożytni zdołali coś takiego wybudować! – wyobraźnia mu pracowała.


-    A szósta świątynia jest w środku pentagramu? – wnioskowała.


-    Na to wygląda.


-    Dobrze, ale jak znajdziemy pozostałe wierzchołki, skoro nie znamy rozmiaru pentagramu?


-    To jest dobre pytanie... Poproś o więcej wskazówek – rzekł po chwili i zaraz potem przeczytał odpowiedź: - „Przyjazna temu miejscu, bratnia dusza naprzeciw leżąca, w kraju tańczących gór się mieści, spowita mgłą marznącą.”


-    Rozumiesz coś z tego?


-   Chyba tak... Tańczące góry... Może chodzić o Oshelion, bo tam są takie skały, które unoszą się w powietrzu i wirują wokół innych, nieruchomych szczytów.


-    Brzmi nieprawdopodobnie.


-    To prawda. Sam widziałem takie góry. Tak... Na pewno chodzi o Oshelion. Czyli tam jest świątynia, równoległa do tej.


-    No to już wiemy coś więcej...


-   Dobra, teraz zapytaj o położenie siódmego portalu – polecił szybko i po chwili przeczytał kolejne magiczne słowa: - „Na każdej ścianie zachodniej, świątyń jawnych, część zagadki o ukrytych wrotach znajdziesz”.


-    Zachodnie ściany... – rzeka Ella i spojrzała na zachód. – To tamta, prawda?


-    Tak. Obejrzyjmy ją – rzekł, a Ella zamknęła księgę.


Podeszli do zachodniej ściany świątyni i nie zobaczyli tam nic. Dopiero, gdy Ella jej dotknęła, podświetliły się dwie linijki starożytnego pisma.


-    „Daleko na zachodzie, gdzie Słońce zasypia, strumień mądrości ląd przemierza...”


-    Znowu zagadka...


-    Lepiej, to tylko fragment zagadki. Założę się, że w każdej z sześciu świątyń będzie kolejny wers łamigłówki...


-    Chyba masz rację.


-    Wygląda na to, że to początek. To dobrze. Oznacza to, że w Norhenie znajduje się pierwsza świątynia, a druga jest w Oshelionie. Tam zatem będzie ciąg dalszy.


-    Czy ten kawałek coś ci mówi? – spojrzała na niego pytająco.


-    Trudno mi jest powiedzieć... Muszę się nad tym zastanowić.


-    Dobra. Możemy już stąd iść?


-    Jeszcze nie. Musimy znaleźć artefakt, o którym mówiła Mira i zabrać go stąd.


-    A co to jest?


-    A skąd mam wiedzieć? – westchnął. – Rozejrzyjmy się...


Ella i Alren rozdzielili się i uważnie oglądali świątynię. Nagle złotowłosa przystanęła przed samym ołtarzem i wpatrywała się w rzeźbę Miry. Wtedy usłyszała jej głos w głowie: ”Miecz Miros”.


-    Miecz Miros – powtórzyła, a Alren szybko do niej podszedł.


-    Co powiedziałaś?


-    Usłyszałam to przed chwilą w głowie...


-    Rozumiem – Ren wiedział, że to Mira. – Zatem szukamy miecza...


Tylko to powiedział, a ujrzał na ścianie obraz, przedstawiający piękny miecz. Wskazał na niego Elli, a ona dotknęła go i nagle wspaniałe ostrze wyłoniło się z wnętrza obrazu i zalśniło w jej dłoni. Patrzyli w zdumieniu na jasnobłękitną, wąską klingę ze srebrną rękojeścią, wysadzaną szafirami.


-   To naprawdę jest Miecz Miros... Nie mogę uwierzyć – rzekł spontanicznie Alren. – Wiesz, co trzymasz w dłoni? Święty Miecz Miryonu, który według legendy powstał z odłamka Iryonu – pierwotnego Ducha Miryonu. Miał potężną moc, ale zapieczętował ją Nekromanta Imajos. Podobno stał się wówczas czarny i bezużyteczny, ale teraz... Chyba za twoja sprawą, wrócił do świetności! Nigdy bym nie przypuszczał, że miecz schroni się w obrazie. Nic dziwnego, że nikt go nie znalazł po tym, jak gdzieś zniknął...


-    Mam wrażenie, że mi się to wszystko śni.


-    Nic dziwnego. Ja sam też nie mogę w to wszystko uwierzyć...



Aruell
Nastrój: taki sobie
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 163

czwartek, 9.lutego.2012, 00:00



Rozdział 163


18 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – okolice Werinas, świt


Alren oniemiał, widząc swoimi heryońskimi oczami, jak bariera wokół ruin, więżąca dusze przez stulecia, zniknęła. Zaraz potem dało się słyszeć liczne podziękowania od uwolnionych i szczęśliwych dusz. To jednak nie był koniec czarów. Mira zamierzała zrobić coś jeszcze. Tam, gdzie stały ruiny jakiejś świątyni, pojawiła się, za jej sprawą, kompletna budowla, jakby na nowo wybudowana. Zasłonił usta z wrażenia, kiedy ujrzał prawdziwą Świątynię Miryonu, którą do tej pory widział tylko na obrazkach w zakazanych księgach. Wszystkie bowiem zniszczono po upadku Miryonu. Budynek był tak imponujący i piękny, że Ren nie mógł się napatrzeć.


-    Pani.... To jest... – wyjąkał.


-   Tak. Takich świątyń było kiedyś dokładnie sześć w całej Egharii. Czas najwyższy, by powróciły.


-    Czy mam przez to rozumieć, że istniało sześć portali na Miryon? – zastanowił się, analizując poprzednie informacje o tej świątyni i słowa Miry.


-    Zgadza się.


-    Gdzie są pozostałe świątynie?


-    Tego musicie się dowiedzieć sami. W środku tej budowli na pewno znajdziecie wskazówkę, co do ich położenia – powiedziała. – Zanim jednak zniknę, muszę powiedzieć ci coś ważnego o tych świątyniach.


-    Słucham.


-   Jeżeli chcecie kiedykolwiek udać się na Miryon, musicie odnaleźć wszystkie sześć świątyń. W każdej z nich znajduje się część zagadki, której rozwiązanie wskazuje położenie siódmego portalu...


-    Masz na myśli te tajemne wrota?


-   Tak. Jak wiesz, istnieje ukryty portal na Miryon. Ostatni, który nigdy nie został znaleziony przez pierwotnych Egharczyków oraz Cehronów i tylko on jeszcze może umożliwić wam przeniesienie się na Miryon. Nie mogę bowiem odtworzyć pozostałych portali, by nie wpuścić nieproszonych gości do mego królestwa.


-    No tak  – zgodził się z nią. – Ukryty portal... Tego szukał Haron, a potem ja, jeszcze zanim poznałem Ellę.


Siódmy portal wybudowali moi przezorni kapłani, którzy przewidzieli upadek Miryonu. Dobrze ukryli te wrota, więc nie będzie wam łatwo je znaleźć.


-    Pani, jestem przekonany, że wiesz, gdzie to jest – rzekł Ren, patrząc na Mirę znacząco, a ona się uśmiechnęła. – Nie możesz mi po prostu tego powiedzieć?


-    Mogłabym, ale i tak musicie znaleźć te świątynie, a wtedy nie będzie wam już  potrzebna moja wiedza.


-    Czyli jest jeszcze inny powód, dla którego powinniśmy znaleźć te budynki?


-   Owszem. W każdej z sześciu świątyń są cenne artefakty i nie życzę sobie, by znalazł je ktoś inny, niż wy. Mogą okazać się bardzo pomocne w walce z Orianą. Poza tym dużo się dowiecie o Królestwie Miryonu, zwiedzając te budowle.


-    Rozumiem. Wnioskuję po dzisiejszym pokazie, że odbudujesz, Pani, pozostałe pięć świątyń? – spojrzał na nią pytająco.


-    Zgadza się. Wystarczy, że Ella zbliży się do miejsca, w którym stała budowla, a ja ją wskrzeszę.


-    Dobrze. Zrobimy, jak każesz... – ukłonił się lekko Bogini, a ona zaśmiała się zmysłowo i podeszła do Alrena.


Mówiłam ci to już... Nie musisz mi się kłaniać, mój rycerzu – rzekła, gładząc go po policzku i znienacka pocałowała w usta.


Ren zadrżał, kompletnie zaskoczony, czując znajomy żar w piersiach. Gdy zaś oderwał od niej swe usta, w ramionach trzymał już Ellę, a nie Mirę. Odetchnął z ulgą. „Przecież one są jednością” – pomyślał. Czasem jeszcze o tym zapominał. Dziewczyna zamrugała powiekami i spojrzała na Alrena pytająco, a on uśmiechnął się do niej.


-    Zobacz, co uczyniłaś – rzekł łagodnie, pokazując Elli budynek nieopodal.


-    Co to jest?


-    Świątynia Miryonu. Musimy się tam koniecznie udać, jak tylko znajdziemy ołtarz Nimfy – wyjaśnił. – Klątwa zaś została zdjęta. To też twoja zasługa.


-    Ja to wszystko zrobiłam? – zdziwiła się. – No tak, Mira – zrozumiała nagle.


Tymczasem przed dwójką bohaterów pojawił się jeden duch, który reprezentował wszystkie uwolnione dusze i ukłonił się przed Ellą. Dziewczyna go nie widziała, mimo iż słyszała jego głos, ale Alren powiedział jej, co on robi.


-    Dziękujemy, Pani – rzekł duch. – Pokażę wam ten ołtarz, w ramach podziękowania. Za mną, to niedaleko.


Ren chwycił Ellę za rękę i zaprowadził ją tam, gdzie kierował się duch. Kilka minut później znaleźli się pod wielkim drzewem, gdzie ujrzeli zarośnięty ołtarz. Stwierdzili zgodnie, że ciężko byłoby rozpoznać, że to jest to, gdyby nie pomoc tego ducha. Podziękowali więc, a zadowolona dusza ulotniła się, mogąc wreszcie zaznać wiecznego spokoju.


-    Dobra, skoro już wiemy, gdzie jest ołtarz, to czekając na Gorda i Soanę, chodźmy obejrzeć świątynię. Po drodze powiem ci, czego się dowiedziałem od Miry – rzekł spokojnie, a Ella skinęła głową na zgodę.


***


Jaskinia Meranou, około południa


Gord i Soana dotarli do wielkiego wodospadu, kierując się wskazówkami Rena i wkroczyli do ukrytej, za ścianą wody, jaskini. Skały zachwycały, mieniącymi się błękitem, pigmentami. Grota była dość wąska, więc oboje często się o siebie ocierali. Idąc przed siebie, długo milczeli, aż w końcu Elfka postanowiła to zmienić.


-    Powiedz mi coś o sobie. Skąd pochodzisz?


-    Dlaczego pytasz?


-    Chcę tylko zwyczajnie porozmawiać – westchnęła bezradnie, widząc nieufność w jego oczach, a jego twarz natychmiast złagodniała.


-    Wybacz, podejrzliwość chyba wryła mi się już w naturę.


-    Nie ma sprawy...


-    Dobrze, opowiem ci o sobie, jeśli ty zrobisz później to samo.


-    Zgoda.


-   Zatem... Urodziłem się w mieście Ores, w samym sercu gór Alores. Mój ojciec jest strażnikiem miejskim, a matka malarką. Oboje mieszkają w moim rodzinnym mieście i mają się dobrze. Nie mam rodzeństwa – urwał myśląc, co jeszcze mógłby powiedzieć.


-    A jak zostałeś Shiryenem?


-   Zaczęło się od taty, który szkolił mnie od małego oraz posyłał do szermierskich i kapłańskich szkół. Okazało się, że jestem dobry, bo ukończyłem je z wyróżnieniami. Dostałem się do Akademii w Lorionie, ukończyłem ją, a potem wygrałem Igrzyska, zdobywając ten tytuł – opowiedział.


-    Imponujące – stwierdziła Soana i uśmiechnęła się do niego.


Blondyn zmieszał się nieco.


-    A co lubisz robić w wolnym czasie, jeśli takowy masz?


-   Cóż... Ostatnio nie mam go za wiele, ale jeśli już, to wspinam się po górach. Uwielbiam to. Urodziłem się jako góral, więc mam to we krwi. Poza tym lubię odpoczywać na wsi, gdzie panuje błogi spokój.


-    O tak, natura jest zawsze kojąca – zgodziła się Elfka.


-   Dla was, elfów, to pewnie codzienność, prawda? Nigdy nie byłem w Elmeronie, ale zawsze chciałem zobaczyć ten dziki busz, rozciągający się przez cały wasz kraj.


-    Niedługo go zobaczysz. W końcu to tam Ella przejdzie drugą cześć szkolenia.


-    Dobrze, że jesteś z nami. Bez ciebie moglibyśmy się zgubić...


-    Nie sądzę. Słyszałam, że Alren dobrze zna mój kraj – odparła.


-    Taa... Ciekaw jestem, czego ten facet nie zna... On wie wszystko – bąknął, a Soana wybuchła śmiechem.


-    Racja... To dość osobliwa postać.


Elfka była rozbawiona miną Gorda. Blondyn najwyraźniej zazdrościł Alrenowi nie tylko miłości Elli oraz siły, ale i jego wiedzy. Zastanawiała się, czy ci dwaj kiedykolwiek się polubią i doszła do wniosku, że może być z tym różnie.


-    Źle znosisz jego obecność – stwierdziła.


-    Przyzwyczaję się. Chyba...


-    Potrafię zrozumieć, czemu go nie lubisz.


-    Nie – przerwał jej – to nie do końca tak.


-    Jak to? – zdziwiła się.


-    Na początku naprawdę go nie lubiłem, wręcz miałem ochotę go zabić, ale... Potem zrozumiałem, że on co innego robił i mówił, a co innego myślał. Widziałem na własne oczy, jak bardzo kocha Ellę i jestem pewny, że oddałby za nią życie. Najważniejsze dla niego jest jej dobro. Środki zaś się nie liczą. Nie jest to może idealna metoda postępowania, ale godna podziwu. Poza tym... Pomógł mi kilka razy, mimo iż nie darzy mnie sympatią. To oznacza, że nie kieruje się uprzedzeniami i jak trzeba to pomoże nawet komuś, kogo nie lubi – wymieniał w skupieniu, wprawiając Soanę w niezłe zdumienie. – Powiedz mi, Soano. Czy można nie szanować takiego człowieka?


-    Cóż...


-    No właśnie. Mimo że zazdroszczę mu wielu rzeczy i wkurza mnie, że jest ode mnie lepszy. Mimo że nie darzę go uwielbieniem ani większą sympatią, to jednak go szanuję. I tego będę się trzymał w czasie naszej podróży.


Soana przez chwilę patrzyła mu w oczy, a potem się uśmiechnęła do niego ciepło. Mężczyzna nie wytrzymał tego spojrzenia i spytał w końcu:


-    Dlaczego tak na mnie patrzysz?


-    Tak sobie. Myślę tylko...


-    O czym?


-   O tym, że jesteś naprawdę dobrym, bystrym człowiekiem i również zasługujesz na szacunek – wyjaśniła, a on się zarumienił i szybko odwrócił głowę, by to ukryć.


Soana się zaśmiała.


-    Czemu się śmiejesz?


-    Wybacz... Czasami jesteś tak łudząco podobny do Alrena, że to aż zabawne – wypaliła, zbijając go z tropu.


-    Co ty mówisz? Jesteśmy zupełnie inni! – oburzył się.


-    Z pewnością nie jesteście tacy sami, ale wiele was łączy, nawet jeśli oboje nie chcecie tego przyznać – rzekła szczerze. – Obserwuję was bardzo dokładnie, odkąd poznałam i wiem, co mówię. Myślę, że kiedyś zostaniecie przyjaciółmi.


-    Bawisz się w jasnowidza?


-    Czasami – zachichotała, a on tylko się uśmiechnął.


-    No dobrze – rozluźnił się. - Teraz twoja kolej. Opowiedz mi o sobie, Soano...



Aruell
Nastrój: cierpi na brak czasu ;/
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 162

środa, 8.lutego.2012, 00:00



Rozdział 162


Gdy Ella się ocknęła, znajdowała się w wielkiej komnacie z licznymi kolumnadami i basenami różnej wielkości. Stała tylko w błękitnym ręczniku na mini schodkach, prowadzących do niebieskiej i gorącej wody. Wszędzie unosiła się para wodna, która tworzyła swoistą mgiełkę. Ella domyśliła się, że znów ma jakiś dziwny sen i była prawie pewna, że jest w tym samym pałacu, co zawsze. Nie wiedząc, co robić innego, weszła do basenu, zostawiając ręcznik na schodkach i odprężyła się, czując przyjemną temperaturę wody.


-    Miło, prawda? – usłyszała znajomy, niski głos i aż podskoczyła z wrażenia.


Odruchowo zasłoniła piersi i rozejrzała się, szukając właściciela głosu. Zaraz potem ujrzała, jak siedzi niedaleko niej, w tym samym basenie. Przełknęła ślinę, potwierdzając swe przypuszczenie, że to Sirius.


-    Co tu robisz? – spytała gniewnie.


-    Biorę kąpiel, jak widać. To ci przeszkadza, Wasza Wysokość? – zadrwił nieco, a Ella drgnęła, widząc te złote oczy, wpatrujące się w nią bezwstydnie.


-    Owszem... – syknęła i chciała wyjść, ale znalazł się przy niej w mgnieniu oka i chwycił ją za rękę. Serce jej stanęło, gdy był tak blisko, że poczuła ciepło jego ciała i gorący oddech.


-    Nie możesz odejść. Skoro tu jesteś, to znaczy, że mamy porozmawiać – rzekł zwyczajnie.


-    Puść mnie! – wyrwała mu się. – Nie zbliżaj się do mnie! – zagroziła.


-   Spokojnie, tylko jedna kobieta mnie interesuje, a ty Pani, choć jesteś piękna, nie jesteś nią – prychnął. – Zatem nie musisz się mnie obawiać – dodał, zaskakując ją i wyszedł z basenu, pokazując jej w pełni swe muskularne ciało.


Ellę zamurowało. Wcale nie chciała mu się przyglądać, ale nie mogła oderwać wzroku. Musiała przyznać, że było na co popatrzeć. Sirius zaś uśmiechnął się tylko ironicznie i nie okazując nawet cienia wstydu, usiadł pod kolumną, nie ubrawszy się uprzednio. Złotowłosa odwróciła w końcu wzrok, usiłując ukryć rumieńce zawstydzenia.


-    Może byś się tak ubrał? – burknęła.


-    Po co?


-    Eh... – westchnęła, stwierdzając, że on łudząco jej kogoś przypomina, pod tym względem.


Dziewczyna pozostała w basenie i przez jakiś czas patrzyła przed siebie, a nie na niego. Milczeli oboje, aż w końcu Sirius się odezwał.


-    Znalazłaś już Calinę? – zaskoczył ją.


-    Nie... Jednak możliwe, że wiem już, gdzie jest.


-    Na Kher, oczywiście.


-    C-Co powiedziałeś? – podniosła głos. – A więc wiedziałeś od początku, gdzie ona jest?


-    No... tak. Jakiś problem? – uśmiechnął się złośliwie.


-    Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym od razu?! – zdenerwowała się.


-   Moja droga, nie mam żadnych zobowiązań wobec ciebie – rzekł nieprzyjemnym tonem głosu. – Nie musiałem ci nic mówić, więc okaż wdzięczność, że w ogóle wspomniałem o Calinie, zamiast zgłaszać pretensje.


Ella zbladła z wrażenia i złości. Nie wiedziała, co powiedzieć. W sumie miał rację. Nawet nie miała pojęcia, kim on był... Westchnęła więc i przez chwilę milczała.


-    Kiedy mi powiesz, kim jesteś? – zerknęła na niego nieufnie. – A może tego też nie musisz robić, mimo iż jesteś w moim śnie...


-    Nie muszę. Poza tym tłumaczyłem ci już kiedyś, że nie jestem w twoim śnie. To ty przenosisz się tutaj, w czasie snu. To ty jesteś moim gościem, Pani. – mówił spokojnie. – Chociaż, jak się zastanowić. To miejsce jest przecież twoim domem, a nie moim... – myślał głośno, a Ella analizowała jego słowa.


-    To jest Miryon, prawda?


-    Po co pytasz, skoro to oczywiste? Wiedziałaś o tym od początku, choćby podświadomie.


-    No dobrze... Ale co ty tu robisz? Czego pilnujesz? Co jest za tamtymi wrotami, przed którymi zobaczyłam cię po raz pierwszy? – spojrzała mu w oczy, a on spoważniał.


-    Gdy nadejdzie czas, sama zobaczysz... – odparł tajemniczo.


-    Mogłam się spodziewać, że nie odpowiesz. Powiedz mi chociaż, kim jesteś? Skąd pochodzisz? Na Miryończyka mi bowiem nie wyglądasz...


-    Słuszna uwaga. Nie jestem Miryończykiem, to na pewno. Pochodzę z Egharii.


-    Skąd dokładnie?


-    Niedługo się dowiesz...


-    Kiedy?


-    Jak tylko spotkasz Calinę i przekonasz ją, by wyznała ci, co widziała, to wtedy wszystko zrozumiesz – rzekł jeszcze, po czym...


Ella zbudziła się. Nie była już przestraszona ani zdziwiona tym snem. Przywykła do tego. Zastanawiała się tylko nad tym, czego się dowiedziała. Teraz miała już pewność, że Calina jest na Kher i co ważniejsze, że od niej może się dowiedzieć, kto jej się śni, kim jest Sirius. Miała przeczucie, że to będzie prawdziwy przełom, choć nie potrafiła tego racjonalnie wyjaśnić.


***


18 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – okolice Werinas, świt


Po wspólnym śniadaniu, cała czwórka opuściła latarnię i szła w stronę ruin. W oddali widzieli już las, w którym były ukryte zniszczone budynki i kolumny. Zaraz za nim zaczynały się piękne góry, po stronie zachodniej widzieli morze, a gdzieś na wschód stąd, za drzewami, znajdowało się jezioro Nores. Nawet nie zauważyli, kiedy zatrzymali się tuz przed ruinami, podziwiając po drodze, zapierające dech w piersiach, krajobrazy.


-    Rozdzielny się, to szybciej znajdziemy ten ołtarz – stwierdził Gord.


-    Nie – wtrącił się Ren. – My z Ellą poszukamy ołtarza, a wy udacie się do jaskini Meranou za wodospadem, oby odszukać kwiat Ravineria. Tak będzie szybciej.


-    No tak... – zgodził się blondyn. – Dobra, tylko gdzie ten wodospad?


-    Widzisz tamtą górę, której szczyt przypomina otwarty dziób ptaka?


-    Tak...


-    Wodospad wypływa z jej skał. Wystarczy, że polecicie do tej góry i od razu go zobaczycie. Za nim jest ta jaskinia.


-    Łatwizna – uśmiechnął się ironicznie.


-    Lepiej nie lekceważ norheńskiej przyrody. Potrafi spłatać figla – ostrzegł Ren.


-    Poradzimy sobie. Będę pilnować tego narwańca – rzekła Soana z rozbawieniem, co spotkało się z lekkim oburzeniem Gorda.


-    W porządku. Liczymy na was – powiedziała Ella.


-    Wy też się nie obijajcie – bąknął Gord, nieco niezadowolony, że musi się rozdzielać z Ellą.


-   Niech cię o to głowa nie boli – odparł Alren, po czym wraz ze złotowłosą, popatrzyli, jak dwójka ich towarzyszy, używając lewitacji, poleciała w stronę wysokiej góry.


Gdy stracili ich z oczu, Ren chwycił Ellę za rękę, ku jej wielkiemu zadowoleniu i pociągnął ją w stronę ruin w lesie. Jak tylko znaleźli się w centrum dawnego miasta, Ella zauważyła, że Ren znieruchomiał, a na jego twarzy malowała się powaga. Złotowłosa od razu wiedziała, że coś jest nie tak.


-    Co się dzieje?


-    Zdaje się, że są tu duchy...


-    Co? – w pierwszej chwili stwierdziła, że on żartuje, ale zaraz pojęła, że przecież mieli już do czynienia z duchami. – I co teraz?


-    Powiem im, by się wyniosły albo się z nimi policzę – rzekł z uśmiechem i zdjął soczewki z oczu.


Ella zadrżała na widok jego świecących, zielonych oczu. Alren odsunął się, zatrzymując się na dawnym placu miejskim, zarośniętym przez trawę i kwiaty, przebijające jego kamienne płyty. Emanował teraz tak potężną energią, że Ella zastanawiała się, czy to on stał się silniejszy, czy może to ona, po szkoleniu, była już w stanie to wyczuć. Nie zamierzała mu przeszkadzać.


-    No chłopcy i dziewczynki, pokażcie się! – krzyknął i po chwili swoimi niezwykłymi oczami zauważył jakieś kilkaset dusz.


-    Heryon... – usłyszał.


Nawet Ella, która nie widziała tych duchów, słyszała ich głosy.


-    Dawno tu nie było takiego, jak ty...


-    Czego chcecie? – spytał ostro. – Odejdźcie, albo was zniszczę.


-    Po co ta agresja? Nie jesteśmy przecież groźni...


Alren przez chwilę im się przyglądał i doszedł do wniosku, że rzeczywiście nie emanują złowrogą aurą. Zmienił postawę na bardziej pokojową, ale nadal był w pogotowiu.


-    Macie do nas jakiś interes? – spytał.


-    Tak... Chcemy prosić o przysługę.


-    Przysługę?


-   Nie wiem, czy wiesz, ale to miejsce jest objęte klątwą. Wszyscy, którzy tu umarli, w czasie zagłady miasta, nie mogą opuścić ruin. Błąkamy się po tym więzieniu przez wieki i mamy już tego dość.


-    No tak...


-    Chcemy zaznać spokoju w zaświatach... Jesteś Heryonem, może uda ci się zdjąć tę klątwę i nas uwolnić.


-    Hmm... – Ren myślał chwilę i wtedy podeszła do niego Ella, która słyszała wszystko.


-    Zrób to, co ci szkodzi.


-    Dobrze, ale nie wiem, jakiego rodzaju to jest klątwa... – nadal się zastanawiał. – Kto was przeklął? – spytał w końcu.


-    Imajos Hashenour...


-    Co? – Ren aż drgnął z wrażenia i zamilkł na jakiś czas.


-    O co chodzi? – zmartwiła się Ella.


-    Widzisz, Kotku... O ile mi wiadomo, Imajos był Nekromantą starożytnego Królestwa Egharii i specjalizował się w klątwach...


-    I co z tego?


-    To, że mogę nie być w stanie zdjąć tak potężnej klątwy – rzekł poważnie. – Poza tym dziwi mnie, co taki wielki mag robił w tym miejscu. Czy było tu coś godnego uwagi?


-    To przez tę cholerną świątynię – rzekł nagle jeden z duchów.


-    Mówisz o Świątyni Miryonu?


-    Tak. Ale to nie był zwyczajny kościół, jak myślisz. Dawno temu znajdował się w nim jeden z portali na Miryon...


-    Cooo? – Alren otworzył oczy szeroko ze zdumienia. – Był tu portal?


-    Tak, ale został zniszczony przez Imajosa...


-    No tak... Wszystko jasne. To dlatego tu był i dlatego was przeklął. Mieliście odstraszać zwykłych ludzi, by nie plątali się po tych ruinach.


-    Tak było... Czyli nie możesz nam pomóc? – zmartwił się duch.


-    Spróbuję, ale niczego nie obiecuję – rzekł Alren.


Skupił się i utworzył wokół siebie heksagram, lśniący zielonym światłem, a potem coś wyszeptał. Po jakimś czasie, Alren uspokoił swą aurę i pokręcił bezradnie głową.


-    Przykro mi. Ta klątwa jest zbyt silna...


-    Rozumiemy... – usłyszał i wówczas spojrzał na Ellę.


-    Ja nie mogę tego zrobić, ale ty z pewnością – rzekł do złotowłosej.


-    Ja? – zdziwiła się. – Ale jak? Nawet jeśli jestem Księżniczką  Miryonu, to niewiele jeszcze umiem i... – urwała, bo usłyszała w swej głowie, jakiś głos: „wypuść mnie”.


Zaraz potem straciła przytomność, a następnie w ruinach rozległ się jasny, błękitny blask. Gdy Alren znów spojrzał w jej stronę i ujrzał te migoczące, niebieskie oczy oraz znak podwójnego księżyca na czole, od razu wiedział, z kim ma do czynienia.


-    Mira... – bąknął, nieco oszołomiony mocą, jaką emanowała.


-    Nie martwcie się. Uwolnię was od tej klątwy – rzekła melodyjnym głosem do zmartwionych duchów.


Potem zamknęła oczy, a gdy znów je gwałtownie otworzyła, cały obszar ruin spowił potężny Blask Miryonu.



Aruell
Nastrój: cierpi na brak czasu ;/
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 161

wtorek, 7.lutego.2012, 00:00



Rozdział 161


17 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Werinas, noc


Alren i Ella stali przytuleni na samej górze latarni i razem patrzyli na dwa wspaniałe księżyce. Przez jakiś czas nie rozmawiali, aż w końcu dziewczyna spojrzała na niego ukradkiem, okazując wahanie, co on oczywiście zauważył.


-    Pytaj... Ty możesz zapytać mnie o wszystko.


Pogładził jej policzek, a ona momentalnie się zarumieniła. Wydało jej się to niezwykle romantyczne.


-    Cóż... Chciałabym poznać całą prawdę, ale nie wiem, czy masz ochotę teraz o tym mówić...


Spuściła wzrok, a on chwycił jej podbródek, uniósł i poczekał, aż ich spojrzenia się spotkają.


-    Nie robi mi to różnicy. I tak bym ci kiedyś powiedział, więc może być teraz.


-    To co się właściwe stało tamtego feralnego dnia? – spytała nieśmiało, a on westchnął.


-    Kiedy obudziłem się rano i zszedłem na dół... Zobaczyłem ich... – urwał. – Leżeli na podłodze w kałuży swej krwi. Mieli takie blade twarze. Głowa mamy była skierowana w moją stronę. Oczy miała otwarte, jakby z zaświatów błagała mnie o pomoc... – wyksztusił z trudem, a Ellę aż zmroziło, gdy sobie to wyobraziła.


-    Na litość... – wymknęło jej się, ale słuchała dalej.


-    Byłem przerażony. Teraz taki widok nie zrobiłby na mnie wrażenia, ale wtedy... Miałem tylko osiem lat... Zacząłem krzyczeć i płakać. Podbiegłem do nich i potrząsałem nimi, chcąc ich obudzić, brudząc się ich krwią. Nie odpowiadali, ale nadal ich wołałem, w nadziei, że jednak to tylko jakiś koszmar. – Oczy mu się zeszkliły, na samo wspomnienie tamtej chwili. – Niedaleko ciała znalazłem długi sztylet, którym zapewne ich zamordowano. Nie wiem, czemu wtedy go podniosłem, ale zrobiłem to... Może chciałem się zabić? Naprawdę nie wiem... Wówczas do domu wpadł wuj Teados z trzema strażnikami...


-    No nie... – Ella nie mogła uwierzyć, że Ren przeszedł coś takiego w dzieciństwie.


-   Gdy zobaczyli mnie ubrudzonego krwią i ze sztyletem w ręce, chcieli mnie pojmać. Wuj bowiem natychmiast nazwał mnie mordercą... Przestraszyłem się i zacząłem tłumaczyć, że to nie ja, ale nie słuchał mnie. „Heryoni zawsze kłamią” - usłyszałem, a  potem kazał strażnikom mnie aresztować... – Ren zacisnął pięść. - Instynkt podpowiedział mi, że muszę uciekać, więc zerwałem się i wybiegłem tylnym wejściem na ulicę. Ludzie, którzy mnie widzieli, zamierali w bezruchu. Strażnicy długo mnie gonili. Nie zatrzymałem się ani na chwilę. Biegłem i biegłem. Pewnie byłoby już po mnie, gdyby nie Miya, służąca z naszego domu, która jak tylko mnie zobaczyła w okolicach rynku, pociągnęła za rękę i zaprowadziła w jakiś zakamarek miasta, otworzyła płytę kanalizacyjną i weszła tam ze mną. Dzięki temu zgubiliśmy strażników...


-    Pomogła ci...


-   Tak. Do dziś nie wiem, dlaczego... O nic nie pytałem, tylko biegłem za nią kanałem tak długo, aż dotarliśmy do wyjścia, daleko poza miastem. Zobaczyłem rzekę Nores i jakaś chatkę z drewna, do której Miya mnie zaprowadziła. Mieszkał tam jakiś rybak, który chyba był bratem służącej. Miya coś mu powiedziała, a potem on zabrał mnie do swej łajby i mieliśmy odpłynąć. Pamiętam tylko, że zanim zrobiliśmy, Miya wymusiła na mnie, bym obiecał, że już nigdy nie wrócę do Norhenu, a nawet nie będę o nim rozmawiał. Obiecałem jej to. Potem powiedziała, żebym nie szukał zemsty i wyraziła nadzieję, że gdziekolwiek będę, zaznam spokojnego życia...


-    Miłe.


-    Owszem, ale nie myślałem wtedy o tym. Byłem wciąż w szoku, więc nie do końca do mnie docierało, co się dzieje. Popłynąłem razem z tym rybakiem łodzią rzeką Nores, aż dopłynęliśmy do jeziora. Później podróżując rzeką Goson, na wschód stąd, dotarliśmy do morza. Rybak zaprowadził mnie do portu w mieście Gosur i tam przekazał jakiemuś marynarzowi, który zamknął mnie w jakieś skrzyni i załadował na statek.


-    Co? – Ella otworzyła oczy ze zdumienia.


-   Wiem, jak to brzmi... Ale tak było. Przychodził jednak do mnie, do magazynu statku, by dawać mi jedzenie. Trwało to jakieś dwa dni, a potem wypuścił mnie w innym porcie, w dziwnym miejscu. Powiedział, że tu kończy się jego pomoc i od tej pory muszę sobie radzić sam. Tak też było, ale to już zupełnie inna historia...


-    Co to było za miejsce?


-    Elmeron.


-    Kraj Elfów? – zdziwiła się. – Dlaczego akurat tam?


-    Bo tam tolerowano Heryonów. Poza tym Norheni nie zapuszczali się do Elmeronu. Byłem więc tam bezpieczny.


-  Trudno uwierzyć w taką historię – pokręciła głową. – Wiele wycierpiałeś. Jak to możliwe, że to przetrwałeś? Byłeś przecież tylko dzieckiem...


-  Nadal mnie nie doceniasz, Kotku... – zaśmiał się smutno. – Byłem zaradny i silny, a ponadto miałem dużo szczęścia. Dlatego sobie poradziłem.


-   Aż dziw, że ten chłopiec, który ledwo uszedł z życiem, teraz jest jednym z najpotężniejszych wojowników w Egharii i Shiryenem Alorii... Daleko zaszedłeś. To więcej, niż samo „poradzenie sobie” – uśmiechnęła się do niego, a on się zaśmiał i przytulił ją do siebie mocniej.


Potem zapadło kilkunastominutowe milczenie. Oboje próbowali się zrelaksować. Alren usiłował nie myśleć o minionym dniu i przeszłości, a Ella o tym, co spotkało jej ukochanego. Teraz już wiedziała, dlaczego był taki gburowaty, ostrożny i nieufny, gdy go poznała. Nie dziwiła się już, że taki był, skoro przeżył coś takiego... Jednocześnie pomyślała, że teraz trochę się zmienił. Częściej się uśmiechał i wydawał się milszy, niż na początku.


Podejrzewała, że to jej zasługa. Ofiarowała mu ciepło i miłość. Wiedziała od początku, że w głębi duszy Alren tego potrzebował. Nie wierzył, że może tego doświadczyć i trudno się mu było dziwić. Dopiero ona to zmieniła. Ella obiecała sobie w duchu, że nie dopuści, by Ren kiedykolwiek jeszcze poczuł się samotny i opuszczony. Wtuliła się w niego mocniej, co wywołało jego delikatny uśmiech.


-    Nawet nie wiesz, jak mi przykro, że spotkało cię coś takiego... – rzekła śmiertelnie poważnie, patrząc mu w oczy.


-    To już przeszłość... – Objął ją w talii. – Teraz mam nową rodzinę i nowe życie.


-    Jak to?


-   Nie mów tak, jakbyś nie wiedziała... – Pogładził jej policzek. – Ty jesteś moją nową rodziną. Nic innego się dla mnie nie liczy i zrobię wszystko, by nikt mi cię nie odebrał.


-    Zostanę z tobą tak długo, jak zechcesz – zapewniła Ella, z błyszczącymi oczami, a jemu zrobiło się cieplej na sercu.


-    Nawet na zawsze? – spytał, owiewając jej twarz gorącym oddechem, aż Ellę przeszył miły dreszcz podniecenia.


-    Czyżby to były oświadczyny? – puściła mu oczko.


Chciała poprawić mu nastrój i miała nawet pomysł, jak to zrobić. Alren zaśmiał się głośno i szczerze, a potem bez ostrzeżenia pocałował ją tak namiętnie, że zadrżała. Oplotła go rękami wokół szyi i zamknęła oczy. Zatracili się w rozwiązłych pocałunkach i dopiero po chwili Ella oderwała się od niego, by nabrać więcej powietrza.


-    Oczywiście nie odpowiesz mi na to pytanie, co? – rzekła z przekąsem, a on posłał jej figlarne spojrzenie.


-    Po co mam ci się oświadczać, skoro i bez tego, tak desperacko chcesz zostać moją żoną? – spytał podstępnie, a ona spłonęła rumieńcem.


-   Jesteś bezczelny, wiesz o tym? – bąknęła. – Jestem księżniczką Miryonu! Myślisz, że muszę za ciebie wychodzić? Wcale nie! – burknęła, obrysowując jego wargi palcem wskazującym, aż ujrzała na nich jego złośliwy uśmieszek.


-    Doprawdy? – Spojrzał jej w oczy tak intensywnie, że zatonęła w tej zieleni. – Wyszłabyś za innego? A może jeszcze mam ci znaleźć jakiegoś księcia? – zakpił.


-    Ren!


-    No właśnie... Oczywiście, że nie – zaśmiał się z jej obruszonej miny.


-    Jesteś zbyt pewny siebie! – uśmiechnęła się ironicznie.


-    Mam solidne podstawy, by tak twierdzić, Kotku... – mruknął i znów ją pocałował, a ona aż westchnęła z zadowolenia.


-   Eh... Ciekawe, czy dożyję chwili, gdy mi się oświadczysz... – wymknęło jej się, więc szybko i nerwowo zasłoniła usta, co wywołało jego śmiech.


-    Coś ty taka niecierpliwa? – spytał rozbawiony. – Przecież cały czas jesteśmy razem. Co za różnica czy zaobrączkowani, czy nie...


-    No wiesz... Jesteś zabójczo przystojnym podróżnikiem, który ma cholerne powodzenie... Boje się, że w końcu mi uciekniesz... – droczyła się dalej.


-    Sądzisz, że jakaś kobieta mogłaby cię zastąpić? – zaśmiał się szczerze, ujmując jej podbródek. – Niemożliwe... Jesteś jedyna i absolutnie wyjątkowa...


Ella znów się zarumieniła i poddała się zupełnie jego pocałunkom, a potem zdziwiła się, gdy poczuła, jak wziął ją na ręce. Zaraz później, używając lewitacji, opuścili latarnię i wylądowali na brzegu morza. Spojrzała na niego ze zdumieniem.


-    Co robisz?


-    Mam ochotę na kąpiel, a ty? – spytał z przekąsem i w kilka sekund pozbył się całego ubrania, po czym pobiegł w morze.


-    Oszalałeś?! – krzyknęła zszokowana. – Mogą nas zobaczyć!


-    Coś ty! Jest za ciemno i zbyt późno. Chodź, woda jest cieplutka – kusił.


-    Co za wariat... – mruknęła pod nosem i niechętnie zsunęła ramiączka sukienki.


-    Pospiesz się, bo po ciebie przyjdę.


-    Zamknij się, ty bezwstydniku! – bąknęła, po czym weszła do morza i podpłynęła do niego.


-    Nie denerwuj się tak, skarbie... Powiedz, że nie jest tu przyjemnie... – mówił, specjalnie obniżając głos i jednocześnie przesunął dłońmi, wzdłuż jej pleców w dół.


Byli zanurzeni do pasa. Łagodne fale łagodnie masowały ich rozpalone ciała. Podniósł ją, trzymając poniżej pośladek i pieścił ustami jej dekolt oraz piersi. Ona pochyliła się i całowała go po szyi, gładząc jednocześnie dłońmi po plecach. Później znów złączyli się w rozwiązłym pocałunku. Wplotła dłonie w jego mokre już włosy i oddychała z trudem. Ren przyduszał ją wręcz do siebie, pragnąć cały ciałem czuć jej rozpaloną skórę. Ella powoli odpływała w inny wymiar, zapominając, gdzie jest. Zaraz potem poczuła go w sobie i jęknęła głośno.


-    Ciii, Kotku. Obudzisz wszystkich mieszkańców Werinas...


-    Bardzo śmieszne – wyksztusiła z trudem, zbyt podniecona. – Oh, chyba zaraz oszaleję...


-    I dobrze – wyjąkał, po czym pocałował ją zachłannie. – Lubię, gdy tracisz nad sobą kontrolę.


-    Eh, za dużo gadasz – mruknęła rozgrzana do czerwoności.


Dążyli szaleńczo do finału, a gdy już go osiągnęli, wtulili się w siebie mocno i słuchali swoich rozszalałych serc. Gdy ochłonęli nieco, popływali w morzu, śmiejąc się i przekomarzając, aż dopadło ich zmęczenie.


Wówczas wrócili do latarni i do łóżka. Ella położyła się tuż obok niego i pogłaskała jego nagi tors, a on zamruczał z zadowoleniem.


-    Dobranoc – szepnęła mu na ucho i pocałowała go czule w policzek.


-    Nawzajem, Kotku. Śpij dobrze.



Aruell
Nastrój: cierpi na brak czasu ;/
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 160

czwartek, 2.lutego.2012, 00:00

 


Witajcie!



W tym rozdziale poznacie ważną część historii Alrena, chociaż, jak się pewnie słusznie domyślicie, to jeszcze nie koniec jego sekretów. ;)



Pozdrawiam ;)


P.S. Zapraszam do udziału w nowej sondzie. Miłej zabawy.  ;)


***


Rozdział 160


17 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Werinas, wieczór


Ulrek wziął głęboki wdech, wypił odrobinę wina i rozpoczął swoją opowieść. Wszyscy poza Alrenem byli nią niezwykle zainteresowani.


-    Właściwie to wszystko zaczęło się przeszło sto lat temu, kiedy powstała organizacja anty-heryonowa. Założył ją Gilges, który nienawidził Łowców Dusz. Ugrupowanie to miało tak sprytnie wykreowany system działania i  ideologię, że trafiało to do tych ludzi, którzy się bali Heryonów. Tym sposobem zlęknieni obywatele stawali się wrogami Heryonów. Często byli poddawani rytuałom, które przypominały pranie mózgu, aby widzieli w tym ludzie samo zło. Z czasem społeczność organizacji osiągnęła olbrzymie rozmiary i niemal w każdym mieście Norhenu połowa mieszkańców była przeciwna Heryonom.


-    To mi przypomina sektę – zauważyła Ella.


-   To prawda. Jednak to było coś znacznie gorszego... Oni zatruwali życie zupełnie niewinnym Heryonom, mordowali ich i rzucali fałszywe oskarżenia, co doprowadziło do tego, że Łowcy Dusz wycofali się do nowych osad, gdzie byli tylko oni, by uniknąć szykanowań. Nastąpiła izolacja Heryonów i Norhenów, którzy przez wieki żyli obok siebie, jak bracia i siostry.


-    To straszne – wymknęło się Soanie.


-   Owszem. My kapłani, nigdy tego nie popieraliśmy, ale nasze wpływy były słabsze od wzniosłych kazań Gilgesa. Powstało nowe prawo, wymuszone wręcz na ówczesnym władcy Norhenu, legalizujące organizację. Najgorsze było jednak wtedy, gdy Król umarł... Jego syn był wtedy jeszcze zbyt młody, by rządzić. Gilges wykorzystał to i wywołał powstanie, zwane Pierwszą Rebelią, w którym wymordowano 80 procent ludu Heryonów. Tak po prostu, bez żadnej przyczyny. Zniszczono wszystkie ich osady. Ci, co ocaleli ukryli się w lasach i górach, nie dając znaku życia.


-    Jak można być tak niesprawiedliwie okrutnym? – wzburzył się Gord.


-   To właśnie robi z ludźmi nienawiść. To bardzo niebezpieczne uczucie... Ślepe i zawsze prowadzące do zguby – zasępił się kapłan. – Od tamtego czasu Heryoni zaczęli używać soczewek, by maskować swoją tożsamość. Gdy Gilges umarł, wszystko ucichło. Jego syn nie był już tak fanatycznym przeciwnikiem Heryonów. Kiedy on by szefem ugrupowania, nic się nie wydarzyło. Względny pokój panował przez jakieś 50 lat, aż do czasów panowania kolejnego króla – Algora vhe Norenos oraz Królowej Renalii...


-    Co się wtedy stało? – zapytała Ella.


-    Wówczas zmienił się przywódca organizacji. Został nim hrabia Teados vhe Adhenos...


-   Cooo?! – złotowłosa aż podskoczyła i spojrzała na Alrena w zupełnym szoku. - Czy to nie jest obecny Król Norhenu i wuj Rena?


-    Zgadza się...


-    Ale jak to możliwe? – Gord również był zdumiony.


Nie wiedział, że obecny Król był przywódcą tego stowarzyszenia. Podobnie Soana, która aż otworzyła usta ze zdumienia.


-   Posłuchajcie dalszej historii, to zrozumiecie. Teados cierpiał na przerost ambicji. Chciał zostać Lordem, czyli wyższym hrabią, ale Król, który nie popierał heryonobójstwa, nadał ten tytuł jego bratu – Darenowi vhe Adhenos, który był bardzo pokojowym człowiekiem.


-    Czy to...? – Ella spojrzała na Rena pytająco.


-    Tak, to był mój ojciec – rzekł smutno, a Ella poczuła ukłucie w sercu, widząc ból w oczach ukochanego.


-    Teados nigdy nie lubił Heryonów. Jednak został ich fanatycznym wrogiem dopiero, gdy jego żona i córka zginęły w wypadku, który spowodował jeden Heryon, potrącając ich powozem. Mimo iż świadkowie potwierdzili, że to one były nieuważne i tamten nie miał szans ich zobaczyć, to Teados i tak uznał, że Heryon zamordował mu rodzinę z premedytacją. Od tamtej pory robił wszystko, by im zaszkodzić i nawet został przywódcą organizacji. Powróciły czasy Gilgesa... Prześladowania i mordy Heryonów. Powstała nawet tajna policja, która sprawdzała oczy Norhenów, szukając wśród nich Heryonów. Daren wielokrotnie namawiał brata, by zaprzestał tych okrucieństw, ale bezskutecznie – zrobił przerwę, by napić się wina. – Król Algor i Królowa Renalia byli bezsilni. Borykali się ponadto z osobistą tragedią...


-    Jaką? – spytała Ella, coraz bardziej przejęta tą historią.


-    Królowa urodziła syna, małego księcia, ale niestety okazał się być martwy. To była wielka rozpacz... A ten drań, Teados, wykorzystał pogrzeb księcia, by wtrącić do lochu kolejną, niewinną rodzinę Heryonów. Lud był zastraszony. Wszyscy żyli w wielkim strachu przed Heryonami i ich przeciwnikami.


-    To okropne, ale jak to się stało, że Teados został Królem? – spytał Gord.


Również Alren był tym zainteresowany, gdyż tego nie wiedział.


-    Zaczęło się od głośnej afery rodzinnej Teadosa. Jego brat – Daren oraz Evill mieli adoptowanego syna, który siedzi teraz z nami... – Spojrzał na Alrena z mieszanką współczucia i zrozumienia.


-    A więc... – Ella znów zerknęła na Rena. – Daren i Evill nie byli twoimi biologicznymi rodzicami?


-    Nie. Nigdy nie znałem swoich prawdziwych rodziców, ale zawsze myślałem o Darenie i Evill, jak o mojej jedynej rodzinie – odparł.


-   Nie mogę w to uwierzyć... To takie okrutne – Ella była roztrzęsiona, więc Ren uśmiechnął się do niej lekko i objął ją ramieniem.


Zarumieniła się nieco, a kapłan kontynuował opowieść.


-    Pewnego dnia Teados odkrył, że Alren jest Heryonem, co solidnie ukrywano przed nim i innymi. Wtedy wpadł w szał. Nazwał swojego brata i bratową zdrajcami narodu i swoimi wrogami. Niewiele później doszło do tej, słynnej na cały Norhen, tragedii...


Ella przełknęła nerwowo ślinę, Soana i Gord byli zszokowani, a Alren walczył ze łzami, których nie chciał uronić, choć miał na to wielką ochotę. Wspomnienie tamtych czasów wprowadziło go w gorzej, niż podły, nastrój.


-    Tego dnia w domu Alrena znaleziono dwa ciała - Darena i Evill. Zostali zamordowani...


-    Nie... – jęknęła Ella i zasłoniła usta.


-    Niestety to prawda. Nikt tak naprawdę nie wie, jak do tego doszło, ani kto to zrobił, choć... oficjalnie wszystko jest jasne. Jednak my kapłani i wiele innych mieszkańców Norhenu – nie wierzymy w to. To absurd!


-    A jaka jest oficjalna wersja? – spytała Ella, zaś kapłan spojrzał na Alrena i zawahał się, czy powinien to mówić.


-   Ja im to powiem... – rzekł Ren, zaskakując wszystkich. – Oficjalna wersja jest taka, że w zemście za los Heryonów, ja, adoptowany syn Darena i Evill, zamordowałem ich.


-    C-Co ty mówisz? – Ella aż poderwała się z siedzenia, a Gord i Soana zamarli w bezruchu.


-    Prawdę. Jestem poszukiwany za morderstwo swoich przybranych rodziców. Dlatego mnie ścigają. Oficjalnie... Nieoficjalnie zaś chcą mnie zamordować dlatego, że jestem prawdopodobnie ostatnim Heryonem.


Po tych słowach zapadła długa cisza. Ella, Soana i Gord byli wstrząśnięci tą historią. Nikt nie wiedział, co powiedzieć i dopiero Ella przerwała milczenie po kilkunastu minutach.


-    Co za bzdura! Nigdy nie uwierzę, że zabiłeś sowich rodziców! – powiedziała Renowi prosto w twarz.


Jej wybuch nieco zaskoczył mężczyznę, ale ostatecznie się uśmiechnął.


-    Niestety większość Norhenów nie podziela twego zdania... Zwłaszcza, że Król Teados rozesłał wszędzie listy gończe i wciąż wysyła strażników oraz najemników, by mnie dorwali.


-    Jak oni mogli tak pomyśleć? Ile ty wtedy miałeś lat? – spytała zszokowana Soana.


-    Osiem.


-   Prawdopodobnie Teados, kierowany nienawiścią do Heryonów, specjalnie obwinił Alrena o morderstwo – wywnioskował kapłan. – W każdym razie, niedługo potem Teados odkrył, że Król i Królowa mają heryońską krew... To wywołało istne piekło. Ogłoszono ich zdrajcami i hipokrytami. Wybuchło kolejne powstanie, zwane Drugą Rebelią, w czasie którego wymordowano kolejne setki Heryonów, ukrywających się w miastach. Plotka głosi, że tylko garstka ocalała, uciekając z Norhenu. Ślad po nich zaginął, więc nie wiadomo, czy to prawda. Faktem zaś jest to, że po ataku na pałac zaginęła Królowa Renalia, a  Król Algor został zabity. Wraz z tym aktem zakończyło się powstanie, a Teados sam siebie ogłosił Królem.


-    A wiec to tak było... – Gord pokręcił głową z niedowierzaniem, a Alren zacisnął pięści pod stołem, z trudem powstrzymując gniew.


Teraz już bowiem wiedział, jak jego wuj został królem...


-   Tak... Mieszkańcy byli zbyt przerażeni, by protestować, wiec uznano go za władcę Norhenu. Nie ożenił się ponownie, w czym lud widzi nadzieję dla siebie. Liczą na to, że jak Król umrze, znów zapanuje normalność i pokój. Teados jest znienawidzony przez większość mieszkańców, którzy albo nigdy nie popierali tej rebelii, ale albo zrozumieli później, że to była okrutna, nieludzka głupota. Na tym kończy się moja opowieść – zrobił pauzę. – Więcej możecie dowiedzieć się tylko od Alrena, który wie, co naprawdę wydarzyło się w jego domu. Szczerze mówiąc sam jestem tego ciekaw. – Spojrzał na niego prosząco


-    Wybacz, ale nie zamierzam o tym opowiadać obcym – rzekł zdecydowanie Alren.


-    Jasne, rozumiem... Mam nadzieje, że wkrótce wszyscy poznamy prawdę i ten obłęd się skończy.


-    Niewykluczone – rzekł tylko. – Zrobiło się późno, pójdziemy już. – Zakończył spotkanie, wstając od stołu.


-    Rzeczywiście... – zgodził się Ulrek.


Mimo to ani Ella ani Gird ani Soana nie ruszyli się z miejsca. Byli zbyt wstrząśnięci tym, czego się dowiedzieli. Dopiero gdy Ren położył ręce na ramieniu Elli, poruszyli się.


-    Chodźcie. Musimy znaleźć jakiś nocleg.


-    Jeśli mogę coś zasugerować... Możecie przenocować w opuszczonej latarni morskiej na zachód stąd. Nikt tam nie chodzi, bo panuje fama, że jest nawiedzona. Zapewniam jednak, że to nieprawda.


-    Dziękujemy za wskazówkę – rzekła Ella, która wreszcie się podniosła z krzesła.


-    Uważajcie na siebie – rzekł kapłan i wyszedł z knajpy.


Zaraz za nim poszli Ella i Ren, trzymając się za ręce oraz Gord i Soana. Wszyscy byli zamyśleni i niespokojni. Nawet nie zauważyli, jak dotarli do opuszczonej latarni, w starym porcie, która znajdowała się na skraju miasta, niedaleko ruin w lesie. W środku znaleźli dwa pomieszczenia, więc zajęli je parami.


Gord i Soana milczeli cały czas, rozważając w myślach ostatnie informacje w pokoju na parterze, zaś Ella i Ren zajęli pomieszczenie na piętrze. Alren od razu poszedł na szczyt latarni, która oczywiście się nie paliła i patrzył w gwiazdy, migoczące na nocnym niebie. Poruszył się dopiero wtedy, gdy Ella, która podążyła za nim, objęła go w pasie od tyłu, tuląc się do jego pleców.


-    Ren... – rzekła smutno.


-   Nie martw się, Kotku – odparł ciepłym tonem głosu. – Nic mi nie jest. Co się stało, to się nie odstanie. Nie ma nad czym rozpaczać. Nie zamierzam wracać do przeszłości.


-    Już wróciłeś – rzekła, a on spoważniał.


-    Rzeczywiście – przyznał. - Ale może to i dobrze. Chciałbym już zamknąć ten rozdział, raz na zawsze...



Aruell
Nastrój: ...
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 159

środa, 1.lutego.2012, 00:00



Rozdział 159


17 dzień ruanu 8976 roku, Norhen – Las Resnos, około południa


Arona patrzyła w oczy kolejno wszystkim tu obecnym i z pełną powagą na twarzy, wyjaśniała, jak trafić do jej rodaczek, spod znaku wody.


-   Nimfy Wodne wciąż istnieją, ale ukrywają się głęboko w głębinach oceanu i nie pokazują się nikomu. Nie radzę przeszukiwać dna, to na nic. Nigdy nie znajdziecie ich pod wodą, bo to ich żywioł i dom.


-    Jak zatem mamy się z nimi spotkać?


-   Musicie odszukać starożytny ołtarz Nimf Wodnych, złożyć odpowiednią ofiarę i odczytać na głos zaklęcie przywołujące. Wówczas jedna z nimf powinna się wam ukazać – wyjaśniła. – Nie oznacza to oczywiście, że od razu wam pomoże. To, jak ją przekonacie, by wam zaufała, zależy już tylko od was.


-    Rozumiem. Gdzie możemy znaleźć taki ołtarz?


-    To może być trudniejsze, niż myślicie. Już od wieków nikt nie czci nimf, więc ołtarze zostały zniszczone. Jednak niektóre z nich mogły ocaleć w zapomnianych zakątkach Norhenu – zamyśliła się. – Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że widziałam niedawno jeden taki ołtarzyk. Był wprawdzie zarośnięty przez rośliny i zrujnowany, ale jego trzon się zachował, a zatem powinien zadziałać.


-    Gdzie on jest?


-    Daleko na północy znajduje się wybrzeże, gdzie leży miasto portowe o nazwie Werinas. Zaraz za nim, znajdują się ruiny starego miasta, zarośnięte niemal w całości przez las. Tam znajdował się ten ołtarzyk.


-    Rzeczywiście. Są tam ruiny – stwierdził Ren. – Widziałem je ze statku, którym opuszczałem Norhen.


-    Dobrze. A ofiara? O jaką ofiarę chodzi?


-    Musicie złożyć na ołtarzu pewien kwiat, który będzie waszym medium z nimfami.


-    Kwiat?


-    Tak. To szczególna i obecnie bardzo rzadka roślina. Rośnie wyłącznie w jaskini Meranou, ukrytej za jedynym wodospadem w Norhenie, w górach.


-    Wiem, gdzie to jest. Ten wodospad jest niedaleko od miasta Werinas.


-    Kwiat nazywa się Ravineria, czyli Mistyczna. Ma płatki w kształcie serca, w intensywnym, fioletowym kolorze. Jego środek i koniuszki płatków są błękitne, a liście trójkątne i ciemnozielone. Pachnie niezwykle pięknie, wręcz odurzająco, więc radzę nie wąchać ich z bliska – mówiła Arona.


-    I wystarczy położyć ten kwiat na ołtarzu?


-   Tak. Wystarczy jeden. Potem musicie przeczytać słowa napisane na ołtarzu, które winny się zaświecić na fioletowo, po położeniu rośliny. Natychmiast po tym powinna pokazać się wam Nimfa Wodna. To wszystko, co mogę wam powiedzieć.


-    Dziękujemy – rzekła Ella z uśmiechem.


-    Spłaciłam już swój dług, zatem pozwólcie, że zniknę, nim ktoś jeszcze zauważy mą obecność – rzekła Arona. – Lepiej dla nas, żeby ludzie nie wiedzieli o naszym istnieniu i myśleli, że wyginęłyśmy. Żegnajcie! – rzekła jeszcze i rozpłynęła się w powietrzu, jak duch.


Patrzyli jeszcze przez chwilę w miejsce, w którym przed chwilą widzieli Nimfę, aż w końcu Ren położył rękę na ramieniu Elli i uśmiechnął się.


-    To co? Ruszamy do tych ruin.


-    Na to wygląda – odparła złotowłosa.


-    Zaczekajcie – usłyszeli obcy głos.


Była to tamta staruszka, która dopiero teraz odważyła się do nich podejść i patrzyła na nich zdumionym wzrokiem.


-    Chcę wam podziękować za pomoc oraz za to, że nie zabiliście tej biednej Nimfy...


-    Ta biedna Nimfa omal pani nie zabiła – zauważył Gord, ale zamilkł, widząc karcące spojrzenie Elli, jakie mu posłała.


-    Wiem, że to nie była jej wina i że wy też już to wiecie.


-    Jesteś Iliana, prawda? – spytał Ren.


-    Tak. Mam u was dług wdzięczności, więc pozwólcie, że was ugoszczę u siebie w domu. Nie powinniście podróżować po tym lesie w nocy, a do zmroku nie zostało już wiele czasu.


-    Ma pani rację – zgodził się Ren. – W nocy robi się tu wyjątkowo paskudnie... Jednak zdążymy opuścić ten las jeszcze zanim zapadnie zmrok – zapewnił Alren.


-    A-Ale, jak to? Musielibyście polecieć! To bardzo daleko stąd!


-   Coś wymyślimy, proszę się nie martwić – mówił Ren, a Ella usiłowała wyczytać z jego twarzy, co on planuje. Była tylko pewna, że wie, co robi, więc poparła go.


-    On ma rację. Poradzimy sobie. Niech pani wróci do domu i odpocznie.


-    Ale... Jak mogę się wam odwdzięczyć za uratowanie życia? Głupio mi tak, bez tego.


-    Może... – Ella się zamyśliła. – Wie pani, co lubią Wodne Nimfy?


-    Dlaczego pytasz, Pani?


-    Możliwe, że będziemy musieli do siebie przekonać jedną z nich. Jak to zrobić? Jakie mają słabości?


-   Niech pomyślę... Jeśli dobrze pamiętam, to Nimfy Wodne mają szczególną słabość do błękitnookich blondynów... W dawnych czasach często rzucały uroki na takich mężczyzn i zabierały do podwodnych domów, co zwykle kończyło się dla tych wybrańców tragicznie. - Wszyscy parsknęli śmiechem, słysząc to i mimowolnie spojrzeli na Gorda, na co on zareagował nerwowo.


-    No co? – bąknął, zmieszany ich spojrzeniami. – Cokolwiek głupiego pomyśleliście, wybijcie to sobie z głowy! Nie dam się omamić żadnej Nimfie!


-    Czy przypominasz sobie coś jeszcze, pani Iliano? – spytała, rozbawiona zachowaniem Gorda, Ella.


-    Tak. Lubią szafiry. Jednak tutaj trudno jakikolwiek znaleźć. Może w ruinach na północy coś się zachowało? Była tam kiedyś Szafirowa Świątynia, która czciła Miryon...


-    Dziękujemy. To na pewno nam pomoże – zapewniła Ella.


Zaraz potem pożegnali się, choć Iliana niechętnie przyjęła odmowę odwiedzin, martwiąc się, czy zdążą wyjść z lasu jeszcze za dnia. Tymczasem wszyscy ochoczo szli na północ, nie mogąc się doczekać dotarcia do celu.


Tylko Alren nie okazywał entuzjazmu i wyglądał na zaniepokojonego. Co chwila zerkał gdzieś w bok, jakby wyczuwał, że ktoś, od jakiegoś czasu, wciąż ich śledzi, jednak nic z tym nie robił.


***


Tymczasem, nieopodal


Dziewczyna w długim płaszczu schowała się jeszcze bardziej wśród liści korony drzewa, na którym siedziała, jakby w ten sposób chciała uniknąć zauważenia. Zaniepokoiło ją, że wysoki brunet się rozglądał. Tak, jakby ją wyczuł. Stwierdziła jednak, że skoro nic z tym nie robił, to znaczy, że albo nie uznał jej za zagrożenie albo zauważył coś innego. Miała jednak przeczucie, że powinna być bardziej ostrożna. Z każdą chwilą rozumiała coraz bardziej, z kim ma do czynienia.


Po tym, jak obejrzała starcie z Nimfą, wiedziała już, że ci dwaj mężczyźni byli Shiryenami, a to zaś oznaczało, że są najlepsi w tym kraju. Potwierdziło się też, że złotowłosa dziewczyna jest Mirellą, gdy kobieta ujrzała te lśniące błękitem oczy i aurę, dzięki której Księżniczka ocaliła Nimfę. Dziewczyna była pod wielkim wrażeniem i miała coraz większą ochotę po prostu do nich podejść i porozmawiać z nią, ale uznała, że jeszcze trochę ich poobserwuje.


Chciała więcej się o nich dowiedzieć oraz zobaczyć, czy będą w stanie znaleźć drogę na Kher. Pragnęła ich sprawdzić, nim powierzy im los swój i innych. Użyła więc więcej barier maskujących i podążyła za nimi, w kierunku Werinas.


***


Wieczór, okolica Werinas


Wczesnym wieczorem drużyna bohaterów dotarła do skraju lasu, a zarazem i wybrzeża Oceanu Noryen. W oddali widzieli już duże miasto portowe, tonące w pomarańczowo-złotym blasku zachodzącego Słońca.


-    Werinas... – rzekł Ren.


Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Aby opuścić las tak szybko, musieli co jakiś czas używać lewitacji, która pochłaniała wiele energii. Jednak warto było się wysilić, bo dzięki temu udało im się dotrzeć tutaj jeszcze za dnia i uniknąć nocnych niebezpieczeństw w lesie.


Odpoczęli chwilę, po czym poszli do miasta. Ren i Ella ubrali płaszcze z kapturami, by nie rzucać się w oczy, a gdy tylko byli na miejscu, szybko skręcili do niewielkiej karczmy, na przedmieściu. Nie mieli zamiaru iść do centrum, gdzie było najwięcej straży. Usiedli w kącie, zamówili coś do jedzenia i picia. Nie rozmawiali zbyt wiele, czując na sobie ciekawskie spojrzenia mieszkańców. Przesiadywali tu głównie robotnicy, rybacy i biedniejsi rzemieślnicy, więc nie musieli się obawiać, ale i tak nie byłoby dobrze, gdyby ktoś z nich rozpoznał Alrena lub Ellę.


Najbardziej niepokojący był jeden kapłan, który wpatrywał się w nich, siedząc przy barze. Serca im stanęły, gdy on wstał i podszedł do ich stolika z butelką wina. Nie wiedzieli, co robić. Uciekać, czy walczyć? Woleli nie czynić tego drugiego, zwłaszcza w publicznym miejscu. Gdy już mieli podjąć jakieś działanie, usłyszeli:


-   Spokojnie, jestem kapłanem z Soal. Nic wam nie grozi – zauważył ich zdenerwowanie. – Wiem, kim jesteście, ale nie zamierzam nikomu o tym mówić – dodał jeszcze, a  oni odczuli wielką ulgę.


Z chwilą, kiedy kapłan się do nich dosiadł, inni klienci przestali zwracać na nich uwagę, sądząc, że skoro kapłani się z nimi zadają, nie mogą być oni groźni. To również poprawiło samopoczucie drużyny.


-    Czy sprowadza cię do nas coś konkretnego, kapłanie? – spytał Ren, patrząc na niego raczej nieufnie.


-    Słyszałem, że przybyliście jakiś czas temu do Soal. Chciałem was poznać i porozmawiać, to wszystko – zapewnił. – Jeśli nie macie na to ochoty, pójdę sobie.


-    Jak się nazywasz? – spytała Ella.


-   Ulrek... Dziwne imię, wiem, ale nie do mnie zażalenia – odparł, chcąc rozładować nieco napiętą atmosferę. – Czego tu szukacie, jeśli można wiedzieć? – zainteresował się.


-    Wybacz, ale to tylko nasza sprawa – burknął Ren.


Nie lubił ciekawskich typów.


-    Nie dziwi mnie twoją nieufność. Heryoni zawsze tacy byli i całkowicie ich rozumiem – rzekł poważnie. – Spotkała ich wielka niesprawiedliwość.


-    Znasz historię klęski Heryonów? – spytała Ella.


-    Jasne, Zna ją każdy mieszkaniec tego kraju.


-    Możesz nam opowiedzieć?


Ella zauważyła, że Alren poruszył się niespokojnie, ale nic nie powiedział, tylko wykrzywił usta w grymasie. Wiedział, że prędzej, czy później, wszyscy się tego dowiedzą. Gord milczał, a Soana nieustannie obserwowała każdy ruch Ulreka, na wypadek, gdyby próbował czegoś głupiego.


-    Chętnie, ale uprzedzam. To nie jest miła opowieść...



Aruell
Nastrój: ...
Kategoria: brak kategorii