Witajcie!


Zaczynamy nową część „Blasku Miryonu”, ostatnią w tym tomie. Jak zapowiadałam, jest ona nieco inna od pozostałych, a dlaczego – na pewno się domyślicie.


Mam nadzieję, że ten etap opowiadania się Wam mimo wszystko spodoba i nie zabijecie mnie za to, co się w jego trakcie wydarzy. ^-^’


Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego czytania!


Aru


***


Blask Miryonu


Tom II


Część VIII – „Poszukiwania Arelli”





Rozdział 207


7 dzień leovanu 8976 roku, Norhen – Henvaron (Pałac Królewski), świt


Czarnowłosa i zielonooka dziewczyna kroczyła pośród krzewów i drzew bajecznego, królewskiego ogrodu. Pogoda była przepiękna. Złote Słońce wolno snuło się po błękitnym niebie. Ptaki śpiewały, ścigając się, czyj trel jest ciekawszy i donośniejszy. Kolorowe motyle wdzięcznie unosiły się nad dywanem kwiatów, we wszystkich kolorach tęczy. Łagodny wiatr zafalował jej długimi włosami i czerwoną suknią. Westchnęła. Podeszła do uroczej fontanny, z której tryskała lazurowa i czysta woda. Uśmiechnęła się do ptaków, trzepoczących skrzydłami po powierzchni wody i ćwierkających radośnie.


-        Jak cudownie – mruknęła do siebie. – Mogłabym się nie budzić.


Wówczas mimowolnie zapatrzyła się na wodę i zanurzyła w niej dłoń. Była nagrzana przez Słońce. Przyjemna. I nagle wręcz poparzyła jej rękę. Dziewczyna szybko ją cofnęła i z lękiem spojrzała w wodne lustro. Ku jej zdumieniu zawirowało, tworząc mglisty obraz, który stawał się coraz wyraźniejszy, aż mogła zobaczyć szczegóły. To, co ujrzała, było przerażające.


Płomienie. Krew. Porozrzucane miecze. Ujrzała ciało mężczyzny o jasnych włosach, przebitego na wylot ostrą włócznią. Zadrżała, rozpoznając w nim Gorda. Później zobaczyła jeszcze gorszą wizję – martwą Ellę, leżącą w kałuży własnej krwi. Wzdrygnęła się. Kiedy jednak ukazał jej się obraz Alrena, umazanego krwią z mieczem w dłoni, zesztywniała. Jego oczy były czarne i puste. Uśmiech złowrogi i bezlitosny.


Nie wytrzymała dłużej i odsunęła się od fontanny, zamykając oczy. Potrząsała głową z niedowierzaniem.


-        To niemożliwe. On by tego na pewno nie zrobił! – jęknęła do samej siebie.


Niespodziewanie z fontanny wyskoczył mężczyzna w czarnym stroju. Rozpoznała go natychmiast. Mimo iż spojrzenie i aurę miał inną. Była pewna, że to Alren. Spoglądał na nią z góry, jego oczy zapłonęły zielonym blaskiem i wówczas zrozumiała, co on chce zrobić.


-        Nie. Nie zrobisz tego.


-        Oddaj mi swą duszę, siostrzyczko.


-        Nieeee! – wrzasnęła i wówczas...


Zbudziła się. Akiya dyszała głośno, cała spocona i roztrzęsiona. Rozejrzała się panicznie i uspokoiła dopiero wtedy, gdy zrozumiała, że znajduje się w swojej sypialni. Jej krzyk był jednak tak głośny, że od razu przybiegły służące, by zapytać, czy wszystko w porządku. Odprawiła je, prosząc, by przekazały jej matce, że musi z nią koniecznie porozmawiać.


***


Pół godziny później


W sypialni Akiyi panowała cisza pełna napięcia i złej aury. Księżniczka stała przy oknie i zamyślona patrzyła na piękny ogród królewski, a jej zdenerwowana matka siedziała na ozdobnym fotelu, nieopodal.


Królowa Renalia niepokoiła się stanem psychicznym swej córki. Od kilku dni miewała ona straszliwe koszmary, których bohaterem był Alren. Dziś znów się to powtórzyło. Ich matka również odczuwała pewien niepokój, ale nie taki, jak jej córka. Z zaniepokojeniem czekała na to, co Akiya miała jej do powiedzenia, z samego rana. Fakt, że nie chciała nawet zjeść śniadania, tylko dodatkowo ją martwił.


-        Jadę do Lorionu, mamo – oznajmiła nagle.


-        Co? Do Lorionu? A po co?


-        Odwiedzić Syrianę.


-        Jaki możesz mieć od niej interes? – Zaniepokojenie matki Aki wzrastało z każdą chwilą.


-        Muszę się dowiedzieć, co słychać u Elli, Alrena i Gorda. Jeśli ktoś ma to wiedzieć, to właśnie ona.


-        Czemu tak nagle, Aki?


-        Mam złe przeczucia. Te sny... To nie może być przypadek. Coś się wydarzy lub już wydarzyło. Muszę się dowiedzieć, co. – Spojrzała na matkę zdecydowanie.


-        Ależ Aki...


-        Mamo, martwię się o brata. Naprawdę się martwię. Nie uspokoję się, dopóki z nim nie porozmawiam. Wtedy wrócę.


-        Akiyo, to zły pomysł. Oni są teraz w trakcie niebezpiecznej i ważnej misji, więc...


-        Wiem, co chcesz powiedzieć – przerwała jej. – Ale mylisz się. Nie będę dla nich ciężarem. Potrafię o siebie zadbać.


-        Aki. Posłuchaj mnie! – Renalia złapała ją za dłonie i spojrzała w jej oczy ze smutkiem. – Wiem, że świetnie walczysz, ale wojna to co innego. To walka na śmierć i życie. To nie ćwiczenia.


-        Zdaję sobie z tego sprawę. Mimo to, zaryzykuję.


-        Aki, proszę... Nie idź.


-       Muszę – odparła z naciskiem. – Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czuję, że jeśli tego nie zrobię, będę żałować do końca życia. Poza tym... Pomijając to, królewskie życie to nie dla mnie. Odkąd sięgam pamięcią, skakałam po drzewach, polowałam w lasach, łowiłam ryby, ćwiczyłam fechtunek, podstawy magii i sztukę kontroli naszych mocy. Byłam wciąż w ruchu, wolna, jak ptak. A tu się zwyczajnie duszę.


Akiya podeszła do garderoby i otworzyła ją na oścież, pokazując matce cały rząd sukni. Potem odsunęła szuflady komody, z kolekcją biżuterii, która zalśniła w porannym Słońcu. Spojrzała na to wszystko wymownie, a potem odwróciła się do Renalii. Na twarzy malowała się powaga.


-      Te szaty i ozdoby są piękne, naprawdę, ale ja nadal lepiej się czuję w spodniach. Ten pałac jest cudowny, ogród też, ale czuję się tu, jak w więzieniu – tłumaczyła. – Chcę ujrzeć prawdziwy świat, przeżywać przygody, lepiej poznać brata, który zniknął równie szybko, jak się pojawił. Chcę im pomóc tak, jak potrafię. Zrobić coś, a nie bezczynnie czekać, ciesząc się królewskimi luksusami, aż Ella uratuje nasz świat. Dlatego muszę iść.


-        Rozumiem, że żadne słowa cię nie powstrzymają?


-        Żadne. I nie próbuj, proszę, zatrzymywać mnie siłą. To na nic...


-        Oh, Aki – Renalia ją uściskała. – Umrę tu, zamartwiając się o ciebie.


-        Poradzę sobie, mamo. Obiecuję, że wrócę – rzekła ciepło i ucałowała rodzicielkę.


-        Weź chociaż kogoś ze sobą...


-        Nie. Pójdę sama – uśmiechnęła się lekko. – Zjem coś i ruszam w drogę.


Renalia już nic nie powiedziała. Westchnęła. Nie dość, iż wciąż niepokoiła się o Rena, to teraz przyjdzie jej się martwić jeszcze o Aki. Nie sądziła, że ta dwójka będzie się tak przyciągać.


Z jednej strony rozumiała Akiyę, jej lęk o brata i pragnienie wolności, poznawania świata, ale z drugiej wiedziała, że czeka ją trudna droga. Niestety prawdziwa rzeczywistość bywa okrutna i straszna, pełna przeciwności, fałszywych i wrogich ludzi oraz całej masy innych niebezpieczeństw. Królowa obawiała się, że do tej pory „trzymana pod kloszem” Aki, nie zniesie prawdziwego obrazu świata lub co gorsza – spotka ją nieszczęście. To był jednak jej wybór i musiała go uszanować.


***


Oshelion – Hoser (dom Aigona), wieczór


Ella przez całą noc nie zmrużyła oka. Następny dzień snuła się po pokoju gościnnym u Aigona. Nie przełknęła niczego, ku zmartwieniu Gorda, który z kolei przeżywał to wszystko na swój sposób. Thelina musiała wrócić do Veolii. Jej urząd nie pozwalał jej za długo przebywać w innym kraju.


Złotowłosa przepłakała wiele godzin, ganiąc się za to, że pozwoliła mu wtedy pójść samotnie do Leosu. Przecież wiedziała, że coś się wydarzy. Nastał kolejny wieczór, a ona wciąż myślała o tym, co opowiedziała jej Thelina wczoraj, po przybyciu. Nie mogła w to, w dalszym ciągu, uwierzyć.


Ben zginął. Elen ocalała tylko dzięki Alrenowi, który został porwany. To brzmiało tak nieprawdopodobnie... Jednak Ella nie wątpiła w ani jedno słowo Theliny.


*


Dzień wcześniej


-        Jak to został porwany? – wyjąkała złotowłosa, wlepiając w Thelinę przerażone spojrzenie.


-        Kiedy Alren dotarł do Leosu, znalazł tam ciało martwego Bena, a zaraz potem spotkał niejaką Sylvię, generała Cehronu, która groziła mu śmiercią Elen, jeśli on się nie podda. Alren nie zamierzał siedzieć bezczynnie, ale wówczas Sylvia go wyśmiała, że nie może jej nic zrobić. Pojawił się drugi generał – Xallos z jakimś kryształem w dłoni. Alren ponoć zamarł na widok tego przedmiotu i wówczas Sylvia podstępnie pozbawiła go przytomności, a potem wszyscy zniknęli – zakończyła opowieść.


-        Tak po prostu dał się podejść? – zdumiał się Gord. – Aż trudno mi w to uwierzyć.


-        Podejrzewam, że on wiedział, czym jest ten kryształ, czego my nie wiemy. Poza tym był rozgoryczony śmiercią Bena. Wystarczyła chwila nieuwagi. Najwyraźniej, nawet on ma słabsze strony.


-        Ale skąd ty to wszystko wiesz, Thelino? – spytała Ella drącym głosem.


-        Od Elen. Dziewczyna pozbierała się w końcu i poszła do Eru. Następnie obie teleportowały się do mojej świątyni, gdzie roztrzęsiona i zapłakana dziewczyna zdała mi dokładną relację z tego, co się wydarzyło w Leosie.


-        Biedna... Przeżyła coś tak strasznego. W dodatku została teraz sama – martwiła się Ella, choć jej myśli krążyły wokół Rena.


-      To prawda. Wciąż jest w szoku, ale nie martw się. Ja i kapłanki zaopiekujemy się nią. Zostanie u nas tak długo, jak będzie chciała – zapewniła Thelina.


-        To dobrze. Tylko – Gord zawahał się – co teraz?


*


Obecnie


„Co teraz?” - to pytanie nie dawało Elli spokoju. Jednak nie dane jej było dalej się umartwiać, gdyż do pokoju wszedł Gord, uprzednio pukając. Niósł ze sobą gorącą zupę i grzanki. Popatrzył na nią krytycznie, a potem oznajmił:


-        Nie wyjdę stąd, dopóki tego nie zjesz. Od wczoraj nie wzięłaś niczego do ust. Wystarczy.


-        Nie mam apetytu – odparła.


Gord postawił tacę na stole, a potem usiadł obok niej. Był poważny i szczerze zmartwiony.


-        Posłuchaj. Musisz jeść. Przecież on nie umarł. Na pewno żyje i ma się świetnie, tylko z jakiegoś powodu wciąż jeszcze nie wrócił.


-        Poczekajmy jeszcze jeden dzień. – Spojrzała na niego błagalnie.


-        Ello, to ty tu dowodzisz. Jednak zauważ, że nie możemy sobie pozwolić na dłuższą przerwę. I tak wiele czasu zajęło twoje szkolenie. Musimy jak najszybciej odnaleźć świątynie, Arellę i Siriusa. Jeśli Oriana nas uprzedzi, to będzie po nas.


-        Wiem. Ja to wszystko wiem! – krzyknęła i wstała gwałtownie. – Tylko...


Siła, z jaką przed chwilą wybuchła, nagle gdzieś zniknęła i Ella spoglądała teraz na podłogę całkiem nieobecna. Była zagubiona i tak smutna, że Gord nie mógł na to patrzeć. Wstał więc i objął ją mocno. Broniła się nieco, po czym dała upust emocjom i rozpłakała się. Pokołysał nią lekko i odsunął się, gdy wyczuł, że się uspokoiła. Zmusił ją, by usiadła przy stole i kucnął przed nią, chwytając jej dłonie.


-       Ello. Jestem pewien, że Alrenowi nic się nie stało. Jesteście połączeni. On znajdzie cię wszędzie. Wróci, gdy będzie mógł. Tymczasem my powinniśmy iść naprzód.


-        Wiem. Chyba masz rację. – W jej oczach ujrzał obojętność i pustkę.


-        Dobrze, ale najpierw coś zjedz. Koniec postu. Musisz mieć siły, by sprostać kolejnym wyzwaniom.


Uśmiechnął się do niej, więc odwzajemniła się mu tym samym. Była mu wdzięczna za troskę. Zjadła kolację w jego towarzystwie. Potem, gdy pili herbatę, Gord raczył ją różnymi zabawnymi opowieściami, by na chwilę nie myślała o problemach. Raz nawet się zaśmiała, gdy historia była wyjątkowo zabawna. Co chwilę jednak powaga gościła na jej twarzy.


Krótko przed północą, Ella i Gord przerwali rozmowę, słysząc dziwne odgłosy. Jakby pomrukiwania zwierząt. Potem usłyszeli paniczny krzyk Aigona i szybko zeszli na dół, do niego. Stał tam, cały blady, tyłem do drzwi i patrzył na nich błagalnie.


-        Pomóżcie!


-        Co się dzieje?


-        Hieny...


-        Co? – zdziwiła się Ella.


-        Lodowe Hieny otoczyły mój dom! Są wszędzie. Cale mnóstwo!


-        A czego one tu chcą? – zdumiał się Gord i wyjrzał przez okno.


Zobaczył jedno zwierzę i nagle zrozumiał. Jeden rzut oka zupełnie mu wystarczył do ocenienia sytuacji.


-        Mamy problem. To nie są prawdziwe Lodowe Hieny. To przyzwane magicznie bestie.


-        To znaczy, że...


-        Tak, Ello. Wiedzą, że tu jesteśmy i mają jasne zamiary.


Ren


Tego pana już chyba przedstawiać nie trzeba, prawda? ^^

Aruell
Nastrój: :)
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 206

środa, 16.maja.2012, 00:00


Rozdział 206


6 dzień leovanu 8976 roku, Veolia – Jezioro Liuma, przed południem


Thelina zamachnęła się, by zaatakować Xallosa, ale Ren powstrzymał ją ruchem ręki i spojrzał na wroga podejrzliwie.


-        Jaka to wiadomość? – warknął.


-        Taka, że jeśli za godzinę nie zjawisz się w Leosie, Elen umrze – powiedział spokojnym, lodowatym tonem, a Ren drgnął.


-        Co?


-        To, co słyszałeś. A, i musisz być sam. Jeśli Sylvia zobaczy cię tam z towarzystwem, Elen natychmiast zginie.


Xallos wykorzystał chwilę ciszy, jaka nastała i spojrzał na zszokowaną Ellę. Za swoimi plecami trzymał niewielki, błękitny kamień i teraz patrząc jej w oczy, wypowiadał w myślach starodawne, potężne zaklęcie. Potrzebował jeszcze tylko minuty, by dokończyć rytuał połączenia...


-        Nie odważylibyście się – syknął, choć zimny dreszcz przeszedł mu po plecach.


-        Cóż, możesz nie iść, ale wtedy nie uratujesz już Elen – rzekł od niechcenia. - Przy okazji, dla Bena jest już za późno – dodał z szelmowskim uśmiechem, a Ren poczuł, jak krew mu wrze w żyłach.


-        Nie wierzę... – wyjąkał panicznie


Xallos dokończył rytuał i mógł już wracać. Był zadowolony, że jego wrogowie tak przejęli się nowiną, że nie zauważyli tego, co zrobił.


-        Twój wybór, Alrenie. Ja powiedziałem już wszystko, co chciałem – rzekł i zniknął równie nagle, jak się pojawił.


Alren zacisnął pięści. Złość, która go ogarnęła, obudziła go z transu. Na jego twarzy pojawiła się maska nienawiści. Ella od razu wiedziała, co on zrobi.


-        Idę do Leosu.


-        Zwariowałeś? To na pewno pułapka! – zmartwiła się Thelina.


-        Wiem, ale muszę! – Spojrzał na nią w taki sposób, że Thelinie zmiękły kolana. – Nie pozwolę, by ci dranie zabili Elen. Ona jest dla mnie, jak siostra. Nie... Nie pozwolę. Po moim trupie!


Spojrzał na Ellę tak, jakby szukał w jej oczach pozwolenia lub poparcia, a ona choć z wielkim bólem i strachem, objęła go mocno i skinęła zezwalająco głową.


-      Wiem, że i tak tam pójdziesz – rzekła cicho. – Ale błagam... Uważaj na siebie. Obiecaj mi, że wrócisz cały i zdrowy. - Zerknęła w jego zielone oczy prosząco, a o poczuł ciepło na sercu.


-        Oczywiście, że wrócę – rzekł nieco wzruszony. – Nic mi nie będzie.


Zapadła długa cisza, pełna napięcia. Ella tuliła się z całych sił do Alrena. Thelina martwiła się tą sytuacją, a Gord miał dziwne przeczucie, patrząc na zakochanych, ale nie śmiał mówić o tym na głos.


-        Gdzie się spotkamy? – spytał wreszcie blondyn.


-        Myślę, że najlepiej będzie, jeśli poczekacie na mnie w Oshelionie. Jak tylko załatwię tę sprawę, od razu się tam udam.


-        A nie lepiej by było u mnie? – zdumiała się Thelina.


-        Nie. Szkoda czasu – stwierdził.


-        Ale jak się tam znajdziemy? – Gord był sceptyczny.


-        Udajcie się do miasteczka Hoser, nad jeziorem Nerusavas. Mieszka tam Aigon yu Terrinas, mój dobry przyjaciel. Na pewno was ugości. To tam się spotkamy.


-        Ale... – Ella chciała coś powiedzieć, jednak Ren jej przerwał.


-        Skorzystajcie z kręgu teleportacyjnego w Świątyni Theliny. W Hoser jest druga taka, bliźniacza.


Thelina pomyślała chwilę i uznała, że tak rzeczywiście będzie lepiej. Zrozumiała bowiem, dlaczego Alren tak zasugerował.


-        Masz rację, Ren. Oni wiedzą, że Ella tu jest. Powinna więc jak najszybciej opuścić Veolię.


Alren schylił przed nią lekko głowę z uśmiechem, w geście uznania i Thelina wiedziała, że trafiła w sedno. Ella także miała tego świadomość, ale i tak się bała. Czuła, że jej wszystkie przeczucia powoli się ziszczają. Nie chciała tego.


-        Muszę iść...


-        Wiem.


-        Ello. – Spojrzał na nią z bólem, widząc, jak dziewczyna drży.


Złotowłosa objęła go mocno i mało nie udusiła, a potem pocałowała go tak namiętnie, że zakręciło mu się w głowie. Z trudem się od niej oderwał. Pogładził jej policzek z błyszczącymi oczami.


-        Wrócę. Nie martw się – rzekł jeszcze, po czym zniknął, jak duch.


Ella objęła się ramionami. W jej oczach był wyłącznie strach. Gord intuicyjnie wyczuwał, o co chodzi i położył jej dłoń na ramieniu. Uśmiechnął się lekko, a ona spuściła głowę. Po chwili odezwała się Thelina.


-        Ruszajmy. Nie traćmy czasu.


***


Leos, pół godziny później


Gdy Alren dotarł w błyskawicznym tempie do Leosu, zamarł w bezruchu, widząc ciało Bena, leżące przed jego domem. Czuł, jak momentalnie robi mu się zimno. Podbiegł do niego szybko i z lękiem sprawdził jego puls, mimo iż po rozległej ranie ciętej brzucha, można było się domyślić, że mężczyzna nie żyje. Łzy stanęły mu w oczach, gdy patrzył na trupio bladą twarz starca, którego wielbił, jak ojca.


-        Dlaczego? – głos mu się załamał. - Dlaczego ty? Och, Ben... Wybacz mi...


Ren był roztrzęsiony. Szybko jednak jego myśli zaślepiło jedno imię. Elen. Nie mógł dopuścić do tego, by i ją zabili. Bez problemu odnalazł jej aurę. Oczy zaszły mu mgłą nienawiści, gdy ujrzał kobietę w czarnej zbroi i Elen. Pamiętał jej twarz. To ona była z Xallosem, gdy odnaleźli Calinę na Kher. Trzymała Elen lewą ręka za szyję. W drugiej miała sztylet wymierzony w jej pierś. Uśmiechała się złowieszczo. Mimo to Ren dostrzegał jeden pozytywny fakt w tej sytuacji - Elen wciąż żyła.


-        Ren! Ren... – krzyczała dziewczyna.


-        Zamknij się, smarkulo! – Kobieta przydusiła ją mocniej.


-      Kolejny generał – rzekł Alren zabójczo niskim i złowieszczym głosem, gromadząc w dłoniach energię magiczną. – Więc jesteś Sylvia...


-        O, widzę, że Xallos zdradził ci moje imię - zaśmiała się. – Doskonale. Nie muszę się przedstawiać. A teraz poddaj się, albo poderżnę jej gardło i upoję się jej krwią.


-        Jeśli to zrobisz, nie dożyjesz dzisiejszego wieczoru – syknął wściekle.


-        Nie możesz mnie zaatakować – zaśmiała się szelmowsko.


-        Tak? Zdradź mi jeden powód, dla którego nie miałbym cię zmiażdżyć jednym czarem.


-        Oto twój powód – Ren usłyszał nagle Xallosa, który pojawił się tuż za nim, z kryształem w ręku. – Wiesz, co to jest?


Alren w pierwszej chwili nie zrozumiał, ale zaraz potem poczuł energię Elli, emanującą z tego klejnotu i zwątpił. Coś mu przyszło do głowy.


-        To niemożliwe...


-        A jednak! – krzyknęła Sylvia, zjawiając się tuż za nim, w błyskawicznym tempie.


Kobieta wykorzystała chwilę nieuwagi Alrena i użyła na nim potężnego zaklęcia ogłuszającego. Alren zaklął, po czym osunął się na ziemię, bez przytomności. Xallos i Sylvia spojrzeli na siebie, z triumfalnymi uśmiechami, a potem zniknęli wraz z ciałem Rena.


Elen patrzyła przed siebie, roztrzęsiona. Dookoła widziała tylko śnieg. Wszystko to, co tu się przed chwilą zdarzyło, trwało zaledwie kilka sekund. Sylvia nagle ją puściła i zaatakowała Alrena, gdy Xallos odwrócił jego uwagę. A potem wszyscy troje zniknęli. W tej koszmarnej chwili była w stanie myśleć tylko o jednym – jej ojciec nie żyje, a Alren wpadł w tarapaty, ratując ją. Nie wiedziała, co robić. Bezradność spłynęła łzami po jej policzkach, raniąc duszę. Strach całkowicie sparaliżował jej ciało i umysł. To był dla niej koniec wszystkiego.


***


Oshelion – Hoser (dom Aigona), wieczór


Thelina przeniosła się do Oshelionu wraz z Ellą i Gordem. Pomogła im odnaleźć dom Aigona. Znajdował się nad samym jeziorem. Mężczyzna, słysząc o Alrenie i widząc Arcykapłankę Veolii na własne oczy, co było nie lada wydarzeniem dla zwykłego człowieka, wpuścił dwójkę do swego domu i obiecał gościnę. Thelina wróciła do Veolii, a Aigon zaproponował gorącą kolację.


Jego dom był przytulny. Przypominał góralską chatkę. Było tu ciepło i ładnie, choć dość skromnie. Zasiedli do drewnianego stołu i skosztowali tradycyjnej zupy tego kraju oraz podgrzewanego wina z cytryną. Aigon okazał się być bardzo miłym i poczciwym, starszym mężczyzną. Mimo pierwotnego zaskoczenia gośćmi, już po godzinie, traktował ich jak swoich przyjaciół.


Po posiłku Aigon opowiedział im historię o tym, jak poznał Alrena. Zdarzyło się to ponoć wiele lat temu, kiedy podróżował on po świecie z Harionem. Ren uratował Aigonowi życie, kiedy zaatakowały go Lodowe Hieny, choć był wtedy jeszcze smarkaczem. Bardzo zaimponował tym starcowi i od tamtej pory przyjaźnili się. Aigon miał nadzieję rozweselić tą opowieścią Gorda i Ellę, gdyż wyczuwał ich obniżone nastroje, ale efekt był odwrotny. Zasępili się jeszcze bardziej.


-        Dlaczego jesteście tacy przygnębieni? – w końcu zapytał wprost.


-        Martwimy się o Alrena.


-        Niepotrzebnie. On przecież umie o siebie zadbać.


-        Tak, wiemy, ale i tak... – Gord spojrzał porozumiewawczo na Ellę.


Aigon zamyślił się. Wyczuwał, że to poważniejsza sprawa. Ella skinęła tylko głową, aż nagle poczuła silny, nieprzyjemny dreszcz i gwałtownie wstała od stołu. Dyszała głośno. Na jej czole pojawił się pot. Serce łomotało jej w piersi. W oczach zaś miała obłęd. Gord wystraszył się, widząc tę gwałtowną zmianę.


-        Co ci jest? – Wstał i chwycił ją za ramię, ale zaraz odsunął się, czując jej drżenie.


-        Ren...


-        Co?


-        Ren... – powtórzyła, łapiąc się za serce.


-        Ello! Co się dzieje? – Zmusił ją, by na niego spojrzała, a ona uroniła łzy.


-        Renowi coś się stało... Coś bardzo złego... – wyksztusiła z bólem w głosie.


-        Skąd wiesz?


-        Wiem, po prostu wiem...


Gord nie wiedział, jak się zachować. Aigon był zbyt zaskoczony jej dziwnym zachowaniem, by cokolwiek odpowiedzieć. Ella natomiast patrzyła tępo w kubek, na stole i wciąż drżała, ocierając swe ramiona. Gord myślał gorączkowo, co powiedzieć, co robić, by ją uspokoić, kiedy nagle drzwi do domu Aigona otworzyły się i do środka wpadła Thelina. Wszyscy troje spojrzeli na nią z wielkim zdumieniem. Nie wyglądała najlepiej.


-        Złe wieści! – krzyknęła.


-        Thelina? Co ty tu robisz? – spytał Gord. – Nie miałaś być w Veolii?


-        Byłam. Jednak dowiedziałam się tam czegoś, co musiałam wam niezwłocznie przekazać – mówiła niespokojnie, nerwowo. – Lepiej usiądźcie...


-      Co się stało, do cholery?! – jęknął Gord. – Najpierw Ella, teraz ty. – Domyślał się co, ale nie chciał dopuścić tej myśli do świadomości.


-        Ren – wyksztusiła z trudem – został porwany przez cehrońskich generałów.


Ciąg dalszy nastąpi...


Koniec Części VII

Aruell
Nastrój: :)
Kategoria: brak kategorii

Blask Miryonu - Rozdział 205

wtorek, 15.maja.2012, 00:00


Rozdział 205


5 dzień leovanu 8976 roku, Veolia – Eolium (Rezydencja Theliny), noc


Dochodziła północ. Alren, Ella i Gord znajdowali się już w Rezydencji Theliny, w Veolii. Otrzymali dwa pokoje – dla Gorda oraz Elli i Rena. Musieli odpocząć przed jutrzejszą wyprawą do ruin, zwłaszcza, jeśli mogła to być pułapka.


W Elmeronie pożegnali się z Królową Miyosere i jej córką, a także z Soaną. Elfka ukończyła swe zadanie. Miała nauczyć Mirellę łucznictwa i zaprowadzić ją do Elmeronu na drugą cześć szkolenia. Jej misja dobiegła końca i teraz musiała wrócić do obowiązków Strażnika Królewskiego, zwłaszcza, że otrzymała awans. Obiecała jednak, że jeśli tylko będą jej potrzebowali, niezwłocznie przybędzie na wezwanie. Ella i jej obrońcy nie mieli wątpliwości, że jeszcze się z nią spotkają.


Złotowłosa nie zamierzała jeszcze kłaść się spać. Apartament, po którym teraz spacerowała, był dla niej szczególnie sentymentalny. Stanęła przy oknie i spoglądała na ośnieżony dziedziniec świątyni. Srebrno-niebieski blask księżyców odbijał się w białych kryształkach i wywoływał jej uśmiech. Nie mogła przestać wspominać. To tutaj po raz pierwszy poczuła się bliższa Alrenowi. To tutaj po raz pierwszy się z nim kochała. To tutaj zniknęły kajdanki, które łączyły ich ręce od incydentu nad jeziorem Eloy. Westchnęła głośno i uniosła lewą dłoń, by po raz niewiadomo który, obejrzeć swój pierścionek zaręczynowy. Uśmiechnęła się do siebie. Przebyli długą drogę.


Ella była tak zamyślona, że niemal podskoczyła, słysząc niespodziewanie głos Alrena, który właśnie wyszedł z łazienki.


-        Wspominasz? – spytał z lekkim rozbawieniem w głosie.


Odwróciła się do niego przodem i zarumieniła, widząc jego znaczący uśmiech. Zerknęła z powrotem na pierścionek, czując, jak jej serce przyspiesza.


-        Trochę.


Gdy znów uniosła głowę, on stał już tuż przed nią. Jego czarne włosy były jeszcze wilgotne, a jedwabny, biały szlafrok idealnie podkreślał jego ciemną karnację. Spojrzała mu w oczy i zatonęła w tej przenikliwej, magicznej zieleni. Nie wytrzymała dłużej. Stanęła na palcach i złożyła na jego ustach namiętny pocałunek, opierając się dłońmi o jego szeroką pierś. Co chwilę wzdychała, aż w końcu oplotła go ramionami wokół szyi i szeptała na ucho.


-        Kochaj mnie, Ren. Pragnę cię...


-        Oho, widzę, że to miejsce działa na ciebie, jak afrodyzjak – zachichotał, obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie.


-        Oj tak – mruknęła. – Pamiętasz, co tu się wydarzyło, prawda? – spytała, całując jego częściowo odsłonięty tors i gładząc jego plecy.


-      Jak mógłbym zapomnieć? Tutaj moja słodka Ella straciła dziewictwo – szepnął jej zmysłowo na ucho, a ona spąsowiała, słysząc taki ton.


Poczuła się przez chwilę tak, jak tamta zagubiona dziewczyna, spragniona bliskości. Tylko przez chwilę. Zaraz sobie bowiem przypomniała, że Ren jest teraz jej narzeczonym, że do niej należy całą duszą i ciałem. Szalała na jego punkcie, a on na jej. Wiele się więc zmieniło od tamtej nocy.


Dotykała go bez opamiętania, zdejmując z niego niepotrzebne odzienie. Chciała mu coś odpowiedzieć, ale zamiast tego jęknęła głośno, gdy dłonie Rena zawędrowały do najczulszych miejsc jej ciała, a usta pieściły jej szyję.


-        Och Ren... Gdybyś wiedział...


-        Co? – spytał coraz mniej przytomny, zsuwając jej ozdobną halkę na podłogę.


-        Gdybyś wiedział, jak bardzo cię kocham.


-        Przecież wiem – mruknął zmysłowo i podciął jej nogi tak, że upadła miękko na łóżko, które stało tuż za nią.


-        Nie wiesz – jęknęła, sięgając łapczywie po jego usta i rozwiązłym pocałunkiem odebrała mu oddech. – Nikt tego nie wie.


Był lekko zaskoczony intensywnością pieszczoty. Wyczuwał w niej coś dziwnego. Jakby się czegoś bała. Jakby to miał być ich ostatni raz. Pokręcił głową, że to przecież niedorzeczny pomysł i odwzajemnił jej pocałunek, nie mniej drapieżnie.


Wplotła palce w jego gęste włosy, nie przerywając cyklu rozwiązłych  pocałunków. Przewracali się na łóżku co chwila, wsłuchując się w niespokojne oddechy i rytmy swych serc. Raz ona była na górze, raz on. Nie mogli nasycić swoich ust. W końcu Ren zszedł niżej, racząc jej ciało falą namiętnych pieszczot. Spazmatyczne jęki Elli napędzały go. Złączyli się w jedność tak gwałtownie, że całe łoże zadrżało, stukając, o stojące obok szafki. Kierowani szaleńczym pragnieniem, kochali się coraz szybciej. Poduszki, nie wiadomo dlaczego, znalazły się pod oknem. Kołdra nakryła podłogę, niczym dywan, a prześcieradło przypominało wzburzone morze. Ale oni tego nie widzieli. Ich ciała były rozgrzane i wilgotne, drgające z rosnącego podniecenia. Obchodziła ich wyłącznie przyjemność, która falami zalewała ich umysły. Kiedy rozkosz była zbyt wielka, wybuchła w postaci spazmów i kolorowych plam pod zamkniętymi powiekami.


-        Co tu się stało? – spytała po chwili, kiedy już odzyskała świadomość po szaleńczym stosunku i ujrzała bałagan wokół łóżka.


-        Może tornado?


-        Jak mogliśmy go nie zauważyć? – zakpiła wesoło.


-        Najwyraźniej mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie – mruknął, obejmując ją od tyłu i całując w kark.


-        Ren... – zarumieniła się. – Doprowadzasz mnie do szaleństwa.


-        I wzajemnie, kotku – szepnął i skubnął zębami jej ucho.


Ella westchnęła i odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o jego tors. Ren oplótł ją ramionami na wysokości jej piersi. Chcieli czuć swoje ciepło. Milczeli. Słowa były zbędne. Tej nocy powtórzyli zbliżenie wielokrotnie, aż wreszcie położyli się obok siebie – spełnieni i szczęśliwi.


-        Zmieniłaś się od naszego pierwszego razu, wiesz? – zachichotał jej koło ucha, rozpalając jej policzki.


-        Tak? A co takiego się zmieniło? – spytała wesoło.


-        Prawie wszystko.


-        Powiedz to. Naprawdę nie wiem, o czym mówisz – podpuszczała go.


-        Wiesz, nie zgrywaj się. – Nie dał się sprowokować do zwierzeń.


Zamiast tego ją pocałował. Nie opierała się. Wręcz przeciwnie, znów się rozgrzewała. Jej rosnące podniecenie rozbawiło Rena.


-        Jesteś dziś wyjątkowo nienasycona – stwierdził, obrysowując jej twarz palcami. – Co się dzieje? – spytał poważniej.


-        Nic... – jęknęła, wtulając się w jego tors.


-        Przecież widzę.


-        Nie chcę cię stracić. Tak się boję, Ren.


-        Znowu? Och, Ello. Dlaczego miałabyś mnie stracić? – zdziwił się i uniósł jej podbródek. – Co ci znów przyszło do głowy? – Zmarszczył czoło, widząc w jej oczach szczery lęk.


-        Przeczucie.


-      Ach, te twoje przeczucia – westchnął bezradnie, a potem pocałował ją delikatnie w usta. – Kocham cię, Ello. Nie stracisz mnie. Nigdy...


-        Mam nadzieję, bo bez ciebie nie umiem już żyć – mruknęła, gładząc go po policzku, a on przytulił ją do siebie mocno.


-        Ja bez ciebie też.


Ella westchnęła, a niedługo potem usnęła, czując delikatne pieszczoty Rena, który gładził jej twarz opuszkami palców i bawił się jej włosami. Wiedział, że ona to lubi. Jednocześnie rozmyślał, coraz bardziej martwiąc się tymi przeczuciami Elli. Jej koszmarami w Elmeronie i obawami, że coś mu się stanie. Jednak i jego wkrótce zmorzył sen.


***


6 dzień leovanu 8976 roku, Veolia – Jezioro Liuma, poranek


Nazajutrz Thelina wraz ze strażą zaprowadziła Ellę, Alrena i Gorda nad jezioro Liuma, o magicznej, fioletowej barwie. Kazała straży otoczyć całe wybrzeże i obiecała zaczekać na nich, wraz z Gordem, który i tak nie mógłby wejść do świątyni, na lądzie. Tymczasem Ren i Ella, używając lewitacji i magicznych kopuł powietrznych, zeszli na dno, by dotrzeć do ruin. Gord i Thelina byli pewni, że nigdy nie zapomną tego zjawiska, które zaobserwowali kilka minut później.


Przez powierzchnię wody przenikały jasne, błękitne promienie światła. Potem był wielki wybuch i fioletowa woda trysnęła w górę, niczym wodospad, nie poddany prawom grawitacji. Ziemia zadrżała, a z jeziora wyłoniła spora wyspa, na której znajdowała się odbudowana, starożytna Świątynia Miryonu. Gdy woda dookoła budowli uspokoiła się, Gord i Thelina z daleka zauważyli Alrena i Ellę wchodzących do świątyni.


-        Niezwykłe... – stwierdził Gord.


-        Też tak uważam. Byliśmy świadkami kolejnego, historycznego wydarzenia.


Tymczasem we wnętrzu świątyni, Alrenowi i Elli rzucił się w oczy pokaźny ołtarz z posagiem bogini Miry. W dłoni trzymała niewielki, przezroczysty klejnot, lśniący czystym, białym światłem. Ella znów poczuła się dziwnie, przebywając w tej świątyni. Cichy głos w jej głowie podpowiedział jej, co robić.


-        Musimy zabrać ten kamień.


-        Dlaczego?


-        Mira podpowiada mi, że to Aiserus. Skarb tej świątyni.


-        Aiserus? Żartujesz? – Ren otworzył oczy szeroko ze zdumienia.


-        Nie... Wiesz, co to jest?


-       Tak. Czytałem o tym. To Święty Kryształ Czystości. Jeśli w pobliżu znajduje się coś lub ktoś, o negatywnej, złej aurze – on staje się czarny. W zależności od intensywności koloru – określa stopień zagrożenia. Jeśli zaś lśni na biało, oznacza to wyjątkowo dobrą aurę.


-        Czy potrafi oczyszczać ze zła?


-       Nie wiem, ale na pewno bezbłędnie ostrzega przed kłopotami – odparł. – Zaraz po niego sięgnę. Odniesiemy go, jak tamtą księgę, do Alorii.


Ella skinęła głową na zgodę. Alren użył telekinezy, by sprowadzić klejnot do swej dłoni i zaśmiał się, widząc, jak kryształ przybiera jasnoszary, mętny kolor.


-        Co to oznacza?


-        Tylko tyle, że nie jestem aniołkiem – zakpił, a ona pokręciła głową z niedowierzaniem i wzięła od niego kryształ.


Klejnot rozbłysnął oślepiająco jasnym, białym światłem. Alren uśmiechnął się szeroko i szczerze.


-        Widzisz? Działa tak, jak mówiłem. Twoje serce jest czyste i dobre, dlatego kryształ jest nieskazitelny i lśniący. – Pogładził jej policzek, a ona zarumieniła się. – Dobra, chodźmy do zachodniej ściany świątyni po kolejny wers zagadki.


-        Dobrze.


Gdy określili zachód, Ella dotknęła ściany, a Alren przeczytał na głos napis, który zalśnił zaraz potem na ciemnogranatowych cegłach, z których zbudowano świątynię.


-        „I do Oka Boga prośby zwraca, by światłością ląd ten obdarzył”.


Ella cofnęła się i napis zniknął. Spojrzała na Alrena, który dla pewności zapisał wers na kawałku pergaminu.


-        Co w sumie mamy?


-        Dwa wersy. Ze świątyni w Norhenie – „Daleko na zachodzie, gdzie Słońce zasypia, strumień mądrości ląd przemierza” oraz z tej - „I do Oka Boga prośby zwraca, by światłością ląd ten obdarzył”.


-        Chyba nie jest po kolei...


-        Owszem. W Norhenie jest pierwsza ze świątyń, druga mieści się w Oshelionie, a ta? Nie wiadomo, która jest – zamyślił się. – W każdym razie drugi  wers zagadki jest w Oshelionie.


-        Czyli musimy uzbroić się w cierpliwość.


Już mieli opuścić świątynię, gdy nagle Ella, kierowana intuicją, zatrzymała się przy wschodniej ścianie i dotknęła jej. Ujrzeli podświetloną rycinę z opisem.


-        Co to jest? – zdziwiła się. – Ten rysunek to pentagram, prawda?


-        Tak. Poczekaj. Przestudiuję to.


Alren obejrzał wszystko dokładnie, pomyślał i wreszcie zrozumiał, o co w tym chodzi. Ella podeszła do niego i patrzyła pytająco w jego zszokowane oczy.


-       To była mapa świątyń, Ello – rzekł podekscytowany. – Powstało sześć świątyń w kolejności: Norhen, Oshelion, Veolia, Igher, Gheva i Aloria.


-        Aloria? – zdumiała się. – Coś takiego...


-      Teraz wiemy, gdzie są świątynie i w jakiej kolejności należy przeczytać zagadkę. Wszystko pasuje. – Był zachwycony jej odkryciem. – Skąd wiedziałaś, że to tu jest?


-        Nie wiedziałam.


-        W takim razie twoja intuicja jest doskonała! Jesteśmy coraz bliżej rozwiązania tej łamigłówki.


-        Mam nadzieję, że nie wszystkie moje przeczucia się sprawdzą – mruknęła pod nosem.


-        Mówiłaś coś?


-        Nie, nic... Wracajmy. Nie mamy tu już nic do roboty.


Po chwili spotkali się z Theliną i Gordem na wybrzeżu. Opowiedzieli dokładnie, co znaleźli i odkryli, a potem zamierzali wrócić do Rezydencji Theliny, by wszystko przedyskutować, kiedy nagle zerwał się silny, mroźny i złowieszczy wiatr. Ella zauważyła, że klejnot ze świątyni stał się czarny, jak węgiel i wiedziała już, że idą kłopoty. Nie pomyliła się. Nie minęła minuta i na niebie pokazał się Xallos.


-        Witajcie – rzekł lodowatym, kpiącym tonem.


-        Xallos – jęknęła Ella, a Ren i Gord odruchowo zasłonili ją swoimi ciałami.


-        O? Pamiętasz moje imię? Jestem zaszczycony, Wasza Wysokość.


-        Czego chcesz? – warknął brunet, koncentrując energię.


-        Niczego. Przybywam, by przekazać ci pewną wiadomość...


 

Aruell
Nastrój: :)
Kategoria: brak kategorii