Taka jedna, mała refleksja...

sobota, 4.czerwca.2011, 14:28

Taka mała refleksja...



... na temat BM i nie tylko...



Jeśli mogę coś zasugerować na samym początku, proponuję najpierw zapoznać się z najnowszym rozdziałem BM, który znajduje się pod tą notką, zanim zaczniecie czytać ten tekst. Jeśli oczywiście już tego nie zrobiliście. ;) Wydaje mi się, że tak będzie lepiej...



Nie martwcie się, nic złego się nie dzieje. ;) Po prostu mam ochotę podzielić się z Wami moimi uczuciami, związanymi z opowiadaniem „Blask Miryonu” i tym, co doprowadziło do jego powstania. Może nawet zdradzę kilka kolejnych jego sekretów? Choć może się okazać, że już to wiecie, wszak mam bardzo mądrych Czytelników. ;)


W każdym razie, jeśli macie ochotę, zapraszam do przeczytania tej małej, bardzo osobistej refleksji...



Napisałam już 61 rozdziałów opowiadania „Blask Miryonu” (z czego opublikowałam póki co 42) i muszę przyznać, że okropnie się zżyłam z jego bohaterami i światem, który sama wykreowałam, choć rozdziałów będzie jeszcze co najmniej dwa razy tyle... Może to już nawet uzależnienie, bo nie ma dnia, kiedy bym nie myślała o BM, choćby przez chwilkę...


Niby to nic dziwnego, zwłaszcza przy takiej długości opowiadania, ale wierzcie mi, to nie jest moje pierwsze opowiadanie... Napisałam ich niezliczoną ilość, począwszy od gimnazjum, ale do żadnego się tak nie przywiązałam. Może to kwestia wieku, może tego, że to pierwsze opublikowane opowiadanie... (przy okazji, dziękuję Neptune, która namówiła mnie do założenia bloga i pomagała na samym początku, gdy zmagałam się z Onetem oraz Haru-chan, która z kolei pomogła mi w stworzeniu tego bloga i zrobiła dla mnie szablon) Nie wiem dokładnie, czemu... Tak czy siak BM jest dla mnie wyjątkowe.;)


Postanowiłam się dłużej nad tym zastanowić i dociec, dlaczego tak jest... Chyba jednak nie do końca mi się to udało... Dlaczego? Bo sama przed sobą nie chcę się przyznać do pewnych rzeczy. Niemniej jednak częścią tych uczuć się z Wami podzielę i spróbuję to jakoś ubrać w słowa Najlepiej chyba będzie, jak zacznę od początku...


Trudno mi było sobie przypomnieć pierwszy moment, w którym w ogóle coś mi zaświtało w głowie, aby napisać podobne opowiadanie. Na pewno czynników było wiele, ale wymienię te najważniejsze.



Po pierwsze, inspiracje z życia wzięte...Okres, w którym wymyśliłam to opowiadanie, był i jest dla mnie trudny. Jeśli się nie mylę, był to grudzień 2010 r. i zbliżały się Święta BN. Zawsze kochałam to święto, ale od dwóch lat już tak nie jest. Kojarzy mi się bowiem teraz tylko z jednym – z poważnym wypadkiem, który miałam 20-stego grudnia 2009 roku. Leżałam potem w szpitalu kilka dni i wróciłam do domu dopiero w Wigilię. Święta przespałam...


Miałam jednak wielkie szczęście w nieszczęściu, bo moje obrażenia były raczej żadne w stosunku do charakteru wypadku. Lekarze mówili o cudzie... Niemniej jednak byłam bardzo potłuczona i... niezbyt „ładna” z powodu urazów twarzoczaszki. Jednak nie poddałam się i wbrew opiniom co poniektórych, ekspresowo wróciłam do siebie. Nie boje się też tramwajów, jak to niektórzy mi wróżyli...


Miesiąc po tym wypadku wróciłam do szkoły tańca. Jeszcze wtedy troszkę bolało, ale zatańczyłam rumbę (bo wolna) i nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mojego instruktora... Był bezcenny. ;) Taniec pomógł mi się pozbierać fizycznie. A twarz się zagoiła z czasem i dziś nie ma już żadnego, widocznego śladu po tej „przygodzie”. Odzyskałam urodę i sprawność, ale nie pewność siebie... Odzyskanie jej zajęło mi znacznie więcej czasu, nadal nie jestem do końca pewna, czy we wszystkich aspektach życia ja odzyskałam, ale to już inna historia.


W każdym razie już teraz pewnie się domyślacie części inspiracji do BM. Pomysł w mojej głowie pojawił się w tym samym przedświątecznym okresie, w 2010 roku, kiedy bałam się nadejścia Świąt i powtórki z „rozrywki”. Blog na Onecie (pierwotny) z BM założyłam 20 grudnia, a więc w dokładną rocznicę mojego wypadku. Wykorzystałam go też w opowiadaniu (Ella w prologu – tylko, że ją stuknęło co innego). Nie przypadkowo było to tuż przed Świętami BN. Opis twarzy Elli, po wypadku, odpowiada opisowi mojej, dwa lata temu. Natomiast jej cudowne ozdrowienie ciała (robota Serilli)  wiąże się z moim osobistym cudem. (że miałam tak małe obrażenia i szybko wyzdrowiałam).Natomiast przeniesienie Elli do innego świata to następstwo tego, że często leżąc i zdrowiejąc uciekałam w świat fantazji, nie mogąc znieść tego realnego. Tutaj dochodzi kolejny czynnik...


Kolejną ważną inspiracją, jak już wiecie, był mój własny sen, który miałam w tamtym okresie. Śniło mi się, że szłam nocą po pięknym gaju, pełnym drzew i widziałam wieże czegoś w rodzaju pałacu. Wszędzie była mgła, więc nie widziałam tego wyraźnie, ale pamiętam wysokie schody, które prowadziły do tego „zamku”. Była marmurowe i miały niebieski połysk, a nad nimi unosiły się świecące kule w kolorze błękitnym.... Więcej nie pamiętam, ale to wystarczyło... (sen Elli z prologu to ubarwiona i uporządkowana wersja mojego snu)


Gdy się obudziłam, pomyślałam „A gdyby tak napisać opowiadanie o takim miejscu?” No i tak to się zaczęło. Nie wiem, czemu pomyślałam akurat o Księżycu, ale wiedziałam już, jaki kolor będzie rządził tym opowiadaniem – niebieski. ;) Było go bowiem dużo w moim śnie... Gdy połączyłam błękit z Księżycem powstał Błękitny Księżyc. Jednak ta nazwa nie bardzo mi się podobała, więc zamieniłam: „Błękitny” na „Szafirowy” (wydała mi się oryginalniejsza). Od razu automatycznie zakodowałam sobie, by wykorzystać potem motyw szafirów. Później wymyśliłam dla niego nierealną, niepolską nazwę – Miryon, a następnie tytuł opowiadania – „Blask Miryonu”. ;)


Dalej... będzie o Elli. ;) Musiała przecież pojawić się jakąś dziewczyna, która byłaby główną bohaterką i z którą mogłabym się utożsamiać. Wygląd  i jej tożsamość nasunęły mi się same. Jako, że jestem fanką SM, od razu pomyślałam o Księżniczce Srebrnego Księżyca – Serenity. Dlatego Ella ma długie i złote włosy, jak ona. Ofiarowałam jej jednak bardziej... zmysłowe ciało, niż ma Usagi. ;P (: mój „Awatar” musiał być do mnie odrobinę podobny z wyglądu, więc jeśli nie kolor włosów i oczu, to... xD) Oczy zaś zrobiłam jej niebieskie, niczym Miryon. I tak powstał wygląd i tożsamość Elli. Moją wizję przypieczętowałam rysunkiem i tak już zostało. ;)


Później musiałam nadać jej jakiś charakter. Przyznam się bez bicia, że Ella jest, pod tym względem, do mnie bardzo podobna. Zmiany, które w niej zaszły i nadal zachodzą, przerabiałam osobiście, choć w moim przypadku nie było żadnego Rena... Były inne czynniki. Dawniej byłam właśnie taka, jak ona na początku. Okropnie wstydliwa, nieśmiała i uwaga – bałam się facetów jak ognia xD Teraz na szczęście troszkę się już zmieniłam. (głównie dzięki tańcowi <3) Stałam się śmielsza (bywam nawet bezwstydna – nie wierzę, że to napisałam xD), lubię flirtować i się droczyć (kocham to wręcz xD), a po faceto-fobii nic już nie zostało. (choć „wyleczyłam” się stosunkowo niedawno). Co dalej... Podobnie, jak Ella uwielbiam przejmować się wszystkim i wszystkimi, czy to uzasadnione czy nie... Wiem, że to nic dobrego, więc wciąż z tym walczę. Jestem osobą na ogół pogodną, miłą i uśmiechniętą, ale bardzo często ukrywam jednocześnie w środku smutek – to też miało wpływ na powstanie Elli, choć ona ma ku temu inne powody. ;) Co jeszcze... Ella jest po trosze naiwną romantyczką i po trosze zdroworozsądkową realistką. Wciąż walczą w niej rozum i serce... Jakbym siebie widziała... Zjawisko, które często u niej występuje, typu : ”chciałabym i boję się” oraz walka z tym, też brzmi znajomo... Podobnie jak ona, stawiam sobie za cel pokonać jakąś słabość i z lepszym lub gorszym skutkiem mi się to udaje... (przykładowo – bałam się facetów, to się zapisałam do szkoły tańca, gdzie byłam zmuszona poruszać się seksownie przed mężczyzną właśnie, dotykać go i pozwalać się dotykać... Nie mówiąc już o lustrach...- terapia szokowa xD. Przy okazji odkryłam, że taniec to moja pasja –  i już inspiracja dla wątku Nicka i Carmen gotowa ;) )


Oprócz tego musiałam wymyślić historię Elli, więc pomieszałam inspiracje z życia z moją fantazją i tak oto powstała pełno wymiarowa postać Elli. Mam nadzieje, że rozumiecie teraz, czemu Ella jest mi tak bliska... ;)


Skoro było o Elli, to jeszcze słów kilka o Alrenie... No tak... Skoro wymyśliłam już dziewczynę, a jestem zwolenniczką romansów, to musiał pojawić się mężczyzna do pary. Jeśli chodzi o Rena przeważyła fantazja. Nie było nikogo, kim mogłabym się zainspirować, jak Serenity i ja sama, w przypadku Elli...


Na pewno nie będzie żadnym zaskoczeniem, jak powiem, że Ren uosabia mój „ideał mężczyzny”... Nie mówię, że dokładnie, bo wolę, np. nieco krótsze włosy, choć raczej długawe, niż krótkie. Kolor oczu jest mi raczej obojętny, choć fascynuje mnie zielony, stąd wiadomo... ;P Jednak zdecydowanie preferuję ciemne włosy (czarne *_*) i karnację (choć to już mniej ważne), więc tu się zgadza doskonale.


No a charakterek to Ren ma mój wymarzony. ^^  Podobają mi się właśnie tacy faceci – pewni siebie, odważni, silni, zadziorni, impulsywni, którzy wiedzą czego chcą od życia, lubią się droczyć i absolutnie nie są „kluchami”. No ale cóż, pomarzyć sobie można albo lepiej – napisać opowiadanie, w którym pojawi się ktoś taki... ;D


Potem wymyśliłam mu jeszcze historię i tożsamość. Ponieważ Ella jest skomplikowaną postacią, stworzyłam Renowi równie „pokręconą” przeszłość i charakter, by nie odbiegał od niej za bardzo. ;P I tak oto powstał Ren, a zarazem druga, najważniejsza postać w opowiadaniu BM.


Pozostałe postaci powstały przypadkowo, np. przykład David jest lekarzem, bo Ella wylądowała w szpitalu i potrzebny był jeden medyk, zaś jest taki, a nie inny, bo chciałam stworzyć opozycję dla Rena, by nie było dwóch podobnych facetów w opowiadaniu.


Fabuła główna to efekt mojej wyobraźni, pomieszany z zamiłowaniem do magii, przygód, podróży, natury, wszystkiego, co „królewskie”, starożytności, filozofii, kosmologii, itd. Z każdym rozdziałem pomysły na fabułę się mnożyły, więc zapisywałam je sobie w zeszycie i wykorzystywałam później. ;)


Starałam się i nadal staram, by historia zaskakiwała i była magiczna, nietypowa, a zarazem prawdziwa. Chciałam, by postaci BM mimo wszystko nie były idealne, na przekór mojej skłonności do idealizowania bohaterów opowiadań. Zależy mi bowiem na tym, by w jakiejś części były „żywe” i miały realistyczne problemy oraz odczuwały prawdziwe emocje. Mam skromną nadzieję, że choć po części udaje mi się realizować te założenia...


Tak sobie myślę, że to chyba wszystko, co chciałam powiedzieć. Jeśli dotrwaliście do tej pory, to myślę, że już troszkę lepiej rozumiecie, dlaczego opowiadanie: „Blask Miryonu” jest dla mnie tak ważne i bliskie memu sercu. ;)


Jeśli jednocześnie, poprzez nie, udaje mi się sprawić przyjemność Wam, Czytelnikom, to jestem szczęśliwa. ;)



Ściskam Was mocno i dziękuję, że jesteście. ;*



Aruell
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: refleksje