Blask Miryonu - Ulotne Chwile I

środa, 20.lipca.2011, 00:26
Witajcie!!

Dziś pierwsza notka Ulotnych Chwil. ;)

Część 1 to fragmenty z pierwszej połowy Wprowadzenia BM. ;)
Jesli ktoś ma ochotę sobie poczytać, zapraszam, ale tak, jak zapowiadałam, notki z Ulotnych Chwil to nic nowego, lecz tylko powtórka moich ulubionych scen z opowiadania. ;) Dlatego nie musicie tego czytać. ;)
Jesli juz czytacie i macie ochotę, możecie przy okazji powiedzieć, które z nich lubicie, a które nie, które najbardziej, itd. ;)

Część 2 zostanie dodana w następną środę. ;)

Pozdrawiam serdecznie ;*

***

Blask Miryonu

Ulotne chwile I

Wprowadzenie


Część 1


I


Pojedyncze płatki śniegu powoli opadały na liczne drzewa rozległego lasu i ukrywały, coraz bardziej zamarzniętą, taflę jeziora w jego sercu. Podczas gdy wokół można było odczuć silny mróz i ostre powietrze, w jednym miejscu było przytulnie i ciepło a nawet unosił się nad nim przyjemny zapach pieczonego mięsa, który od czasu do czasu, zwabiał głodne zwierzęta. Łatwo było zauważyć rozpalone ognisko, pod jednym z drzew, przy którym siedział samotnie jakiś mężczyzna.


Miał długie, kruczoczarne włosy, które opadały na jego czarny, gruby płaszcz. Duże, zielone oczy zdawały się znać wszelkie tajemnice tego świata. Na śniadej, przystojnej twarzy, można było dostrzec raczej starą bliznę po ranie ciętej., która znajdowała się pod jego lewym okiem i o dziwo specjalnie go nie szpeciła, tylko dodawała groźnego, tajemniczego wyglądu.


Sprawiał wrażenie przyzwyczajonego do takich trudnych warunków i tylko niecierpliwie sprawdzał, czy upolowany królik już się dobrze przyrumienił.


Niespodziewanie oślepił go blask błękitnego światła, znajdującego się niewiele wyżej, niż siedział. Zasłonił oczy ramieniem a gdy błysk się zmniejszył, spojrzał ostrożnie w górę i w tej samej chwili coś go przygniotło do ziemi. Syknął z bólu po uderzeniu w głowę o drewno na opał a potem otworzył oczy, by zobaczyć co jest grane. Zamarł, gdy zobaczył leżącą na nim, całkiem nagą kobietę o złocistych, falistych włosach i pełne zaskoczenia, wpatrujące się w niego, szafirowe oczy.


II


Ella leżała w bezruchu, na nieznajomym mężczyźnie, patrząc ciągle w jego oczy. Serce biło jej jak szalone, miała przyspieszony oddech i lekko drżała. Była w takim szoku, że nie mogła się ani poruszyć ani cokolwiek powiedzieć. Co to za miejsce? Co to za facet? Co ona tu robi? Pytania tego typu krążyły jej uparcie po głowie i tylko pogłębiały przerażenie dziewczyny.


Tymczasem mężczyzna ochłonął już z pierwszego zaskoczenia. Zmrużył oczy i cicho westchnął. Nie rozumiał całej tej sytuacji, nie miał też zamiaru tak dalej leżeć.


-        Hej ty... – usłyszała jego niski głos – Może byś już tak ze mnie zeszła? – dopowiedział po chwili, widząc, że dziewczyna nadal nie ma zamiaru się odsunąć.


-        Co? – odparła zaskoczona, przytomniejąc w końcu. Wtedy dopiero poczuła mroźny podmuch wiatru, na swoim obnażonym ciele, i zadrżała, wtulając się niego bardziej, zamiast odejść – Jak zimno...


-        No jasne. Zwłaszcza, że masz bardzo odpowiedni strój na zimową pogodę. – zakpił, odpychając ją siłą. Ella wylądowała na ziemi, blisko ogniska a on wstał i otrzepał się ze śniegu, po czym przyglądał jej się bardzo uważnie z góry.


-        Jesteś okropny! – zezłościła się, automatycznie zasłaniając rękoma swe piersi i podkurczając nogi.


-        Kim jesteś?  – udał, że nie słyszał ostatniej uwagi. Wyglądał też na niewzruszonego jej nagością, co irytowało i dziwiło zarazem Ellę.


-        O to samo mogę spytać ciebie – burknęła z mieszanką zakłopotania i złości, pocierając, drżące z zimna, ciało.


Nieznajomy ponownie westchnął i bez słowa zdjął swój czarny płaszcz, którym po chwili owinął dziewczynę. Niespodziewany, ciepły gest z jego strony zaskoczył ją. Podziękowała mu cicho i odprowadziła go wzrokiem, gdy wracał na swoje miejsce przy ognisku, już tylko w ciemnozielonej tunice.


Dopiero teraz zauważyła takie szczegóły jego wyglądu, jak czerwona opaska na czole czy srebrny medalion i kolczyki. Nosił też czarne spodnie i wysokie buty. Przekonała się, że jest bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Gdy spojrzała na jego rzeczy, które leżały nieopodal, rozpoznała długi miecz, łuk i strzały, kilka małych pakunków i pomyślała sobie, że albo jest wojownikiem albo myśliwym albo bandytą. Ten wniosek specjalnie jej nie pocieszył, gdyż pomyślała, że może nie być bezpieczna w jego towarzystwie, jak się wydaje.


-        Pozwól, że się powtórzę – powiedział bardzo poważnie, przerywając jej analizę sytuacji – Kim jesteś?


-        Ella Dreamson – odparła niepewnie i opatuliła się dokładniej – A ty?


-        Jestem Alren – rzekł od niechcenia -  Pytając, miałem na myśli twoje pochodzenie a nie imię. Nawet w tym świecie, nikt normalny nie spada z nieba. – rzekł nieco złośliwie.


-        Jak to z nieba? – zdumiała się.


-        No co, może jeszcze nie pamiętasz? – spojrzał na nią ze zrezygnowaniem – Zamierzałem właśnie zjeść spokojnie kolację, kiedy oślepił mnie niebieski blask a ty spadłaś na mnie z nikąd. Liczę na to, że mi to wyjaśnisz...


-        Ja... – zdenerwowała się – Nie wiem. Jestem tak samo zszokowana, jak ty. Pamiętam, że szłam londyńską ulicą a potem... – urwała, usiłując sobie coś przypomnieć – No właśnie nie rozumiem tego, co było później. Miałam jakiś dziwny sen a potem nagle zobaczyłam twoje oczy i... – przerwała, uświadamiając sobie, jak bezsensownie to wszystko brzmi.


-        Zaraz, zaraz. Powiedziałaś, że gdzie szłaś?


-        Ulicą w Londynie... – odparła zdziwiona, że akurat o to spytał.


-        To jakieś miasto? – jego szok się pogłębiał.


-        No pewnie – wzięła go za durnia – To przecież stolica Wielkiej Brytanii...


Mężczyzna zamyślił się, patrząc w jasny płomień ogniska a potem spojrzał na nią z pełną powagą.


-        Na tym świecie nie ma ani takiego kraju ani miasta...


-        K-kpisz sobie? – szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, ale jego postawa mówiła jej wyraźnie, że nie żartuje.


To oznacza tylko jedno. To nie jest twój świat, Ello.


III


-        Proszę, nie wiem co tam jadacie na twoim świecie, ale zapewniam, że to bardzo smaczne mięsko. – przekonywał, zauważając jej wahanie.


-        Dziękuję. – odparła, szybko spuszczając wzrok. Serce zaczęło jej bowiem łomotać, kiedy był tak blisko i wystraszyła się, że może to usłyszeć.


-        Co się tak chowasz? – spytał rozbawiony, widząc, że zakryła już wszystko poza oczami i czubkiem głowy – Zapewniam, że w swoim życiu, nie raz już widziałem nagą kobietę, więc wyluzuj. – dodał z przekąsem.


-        Zimno jest... – wolała tego nie komentować. Nietrudno było jej sobie wyobrazić, że Alren ma powodzenie u płci pięknej.


-        Mam cię ogrzać? – jego twarz przybrała nieco złośliwy wyraz, ponadto zbliżał się do niej coraz bardziej.


W pewnej chwili, zaskoczona tym Ella, nie wytrzymała i odskoczyła jak oparzona, ciągnąc za sobą płaszcz. Jednak nie przewidziała, że Alren też go złapie. Postanowił bowiem się z nią trochę podrażnić. Przez chwilę się siłowali. Jednak ona wiedziała, że nie ma z nim szans i gdyby chciał, z łatwością by to jej odebrał. Przestała więc ciągnąć i puściła.


-        Wygrałeś – rzekła cicho, patrząc w bok – Rób co chcesz, w końcu jesteś tylko mężczyzną... – ledwo przeszło jej to przez gardło.


Normalnie, w życiu by tak nie powiedziała, ale teraz było inaczej. Znajdowała się w obcym świecie, którego nie zna. Nie miała dokąd iść a bez okrycia i pożywienia czekałaby ją, na tym zimowym pustkowiu, pewna śmierć. Wolała też nie myśleć o możliwych zagrożeniach, czyhających w lesie, wiec nawet nie próbowała. Nie była na tyle silna, by unosić się w tej sytuacji honorem i dumą, choć przez myśl jej to nieraz przeszło. Przyznała sama przed sobą, że jest zdana na łaskę tego mężczyzny, więc nie ma specjalnego wyboru.


Alren zaś, od kilku minut patrzył w osłupieniu na drżącą z zimna kobietę, pocierającą nerwowo ramiona. Jej złote, długie i lśniące włosy opadały faliście na obnażone ramiona i kształtne piersi a w szafirowych, przerażonych oczach odbijało się światło ogniska. Musiał przyznać, że wyglądała bardzo kusząco i poczuł rosnące pożądanie, jednak ze wszystkich sił starał się zapanować nad sobą, jak wtedy, gdy na niego spadła. To, że się tak szybko poddała, go uderzyło. Dotarło do niego, że musiał ją wystraszyć, choć chciał tylko zażartować. Zrobiło mu się głupio.


Ella przełykała z trudem ślinę, słysząc, że Alren się zbliża. Nie miała odwagi na niego spojrzeć. A gdy był już przy niej, zamknęła oczy, jakby nie chciała widzieć samej siebie w tej sytuacji. Jej bujna wyobraźnia podsuwała milion różnych rzeczy, które może jej teraz zrobić i wtedy poczuła na swym policzku jego gorący oddech. Puls jej gwałtownie przyspieszył i zrozumiała, że pierwszy raz w życiu przeżywa podobne emocje. Chwilę potem rozpoznała ciepło płaszcza, którym on z powrotem ją owinął. Zdumiona, ostrożnie otworzyła oczy i ujrzała jego poważną twarz tuż przy sobie.


-        U was to normalne, czy tylko ty jesteś taka głupia? – w jego głosie było słychać nutkę złości. Zdążył już bowiem zamaskować swoje zakłopotanie.


-        S-słucham? – kompletnie nie wiedziała, jak na to zareagować.


-        Ech, nieważne – westchnął bezradnie, odwracając się do niej tyłem, by ukryć zmieszanie – Na przyszłość, nie oddawaj swego ciała tak łatwo.


-        Co?! - te słowa uderzyły w nią jak grom z jasnego nieba.


Sparaliżowana szokiem, nie wiedziała, czy ma go wyzwać od najgorszych za bawienie się jej uczuciami, czy się cieszyć, że jednak nie zamierzał jej niczego zrobić. Miała ochotę mu przywalić ze złości. Gdy jednak chciała mu wygarnąć, usłyszała jego cichy głos.


-        To z tym płaszczem... – starał się mówić obojętnym tonem – To było niepotrzebne, zapomnij o tym.


-        Czy ty właśnie mnie przeprosiłeś? – zaskoczył ją zupełnie.


Nie usłyszała odpowiedzi. Widziała tylko, że unikał jej spojrzenia. Postanowiła o tym nie myśleć i spróbowała w końcu tego królika. Okazało się, że był bardzo smaczny, wiec zjadła całą porcję.


IV


Kiedy Ren i Eru dotarli do jeziora, stanęli jak wryci na widok tego, co tam się działo. Nad błękitnym jeziorem unosiła się w powietrzu złotowłosa dziewczyna, która zdawała się być nieprzytomna. Otaczała ją niezliczona ilość srebrnych światełek, które sprawiały, że obraz zapierał dech w piersiach. Alren był zdziwiony tym bardziej, iż rozpoznał, kim jest tamta kobieta.


-        Ella? Co ona tu robi? – powiedział wreszcie, budząc się z szoku.


-        Znasz ją? – zdziwiła się kapłanka.


-        Tak, ale nie pytaj mnie o to teraz...  Co to jest do diabła? Jak to przerwać? – niepokoił się, podbiegając do brzegu jeziora.


-        Nie jestem pewna... – odparła szczerze – Muszę się skupić, daj mi minutę...


W tej samej chwili, niespodziewanie srebrne światełka zaczęły lecieć  w stronę Alrena, który odruchowo się cofnął.


-        Uważaj! – krzyknęła Eru, wymawiając jakieś zaklęcie. Niestety zostało odparowane przez małe wróżki.


-        Co tu się do cholery dzieje? – krzyknął Ren, kiedy zaczął się unosić tak, jak Ella.


Chwilę później kapłanka z przerażeniem patrzyła, jak Ren zbliża się do złotowłosej dziewczyny, a srebrne wróżki zaczęły kręcić się coraz szybciej wokół nich, aż przypominało to jedną, wielką kulę światła, która w jednej chwili eksplodowała, wyrzucając promienie we wszystkie strony świata. Zasłoniła oczy, bo światło było zbyt oślepiające. Kiedy spojrzała z powrotem w tamtą stronę, zobaczyła Rena, zanurzonego po kolana w wodzie i trzymającego nieprzytomną Ellę na rękach. Migoczące wróżki zaś unosiły się w bezruchu nad nimi.


-        Nic ci nie jest? – spytała przerażona Eru, podbiegając do niego, jak tylko wydostał się z wody. Wyglądał na otumanionego i zdezorientowanego.


-        Chyba nie, choć jednego nie rozumiem... – odparł, patrząc na Ellę.


Gdy kapłanka chciała spytać - czego, wskazał jej wzrokiem na swoją lewą rękę. Skierowała więc tam swe oczy i zdziwiła się na widok czegoś promieniującego jasnym białym światłem, które otaczało jego nadgarstek a także prawą rękę dziewczyny, którą trzymał.


-        Co to jest? – zastanawiała się, przypatrując się uważnie.


-        Też chciałbym wiedzieć. Pojawiło się w wyniku tamtych czarów, kiedy byliśmy obok siebie... – Ren był wyraźnie zmieszany zaistniałą sytuacją.


-        Czekaj... To coś się zmienia... – przerwała mu Eru widząc, że rzecz przestaje powoli świecić.


Nagle na jej twarzy namalowało się jeszcze większe zdziwienie, kiedy w końcu rozpoznała przedmiot.


-        Alrenie... – zawahała się - To są kajdanki! – krzyknęła zszokowana, on zaś mało nie upuścił nieprzytomnej Elli z wrażenia.


V


Tymczasem Alren opowiedział w skrócie Benowi ostatnie wydarzenia i zamierzał iść do łóżka. Ponieważ jednak był skuty z Ellą, był zmuszony spać z nią. Położył ją obok siebie na szerokim łożu, w pokoju gościnnym przyjaciela i sam też usadowił się zaraz obok. Zamknął oczy, ale sen nie przychodził. Obawiał się, że za dużo miał wrażeń, by to było możliwe. Westchnął więc ciężko i spojrzał na śpiąca Ellę.


Złociste kosmyki jej włosów błyszczały w błękitnym blasku księżyca, którego subtelne promienie wpadały do pokoju przez okno. Jej cera była nieskazitelna, usta pełne i czerwone, a rzęsy jej dużych oczu były gęste i długie. Jego wzrok mimowolnie poszedł niżej, objął jej odsłonięty dekolt i zatrzymał się na kształtnym, całkiem sporym biuście. Nieświadomie przełknął ślinę i spojrzał na jej dłonie. Nie wiedzieć czemu, chwycił jedną z nich i podziwiał delikatność jej skóry. Mimo że nie pierwszy raz ją dotykał, nie miał wcześniej czasu, by się skupiać na takich detalach, jak teraz. Ella cała wyglądała jak anioł. Każdy element ciała, jaki widział, uznał za idealny. Nagle uświadomił sobie, że pomyślał, że nigdy nie widział tak pięknej kobiety, choć zwiedził całą Egharię. Niczym omamiony jej urodą, odgarnął kosmyk włosów z twarzy, który wchodził jej do ust. Gdy dotknął jej policzka, przeszył go dreszcz, więc szybko odsunął rękę, zdumiony swoją własną reakcją. Nagle potrząsnął głową, ganiąc siebie za to, po czym spojrzał na kajdanki, by się zdenerwować i nie myśleć o piękności, która leżała obok niego.


Ren z trudem odwrócił wzrok od Elli i wolną dłoń położył sobie na twarzy, pocierając oczy. Usiłował zapanować nad swoimi emocjami i myśleć racjonalnie. Obiecał sobie, że nie będzie się przywiązywał do ducha z innego świata, który o dziwo ma ciało, w dodatku takie... Znów potrząsnął głową, by odgonić te uporczywe myśli o jej urodzie. Nie! Nie może... To wbrew naturze! Duchy nie powinny egzystować z żywymi ludźmi na tym samym świecie, a już tym bardziej nawiązywać z nimi jakiś bliższych relacji, to nienormalne. Gdy już upewnił się, że znów myśli racjonalnie, wyciszył umysł, zamknął oczy i po dłuższej chwili jakoś zasnął.

Aruell
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii